Wszelkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu są objęte prawami autorskimi. Kopiowanie i rozpowszechnianie ich bez zgody autora jest ZABRONIONE!!!

Z życia Ani, czyli historia Anuszki rok 2009 i 2008

Jasełka i przygotowania do świąt...  
2009-12-20 
 
Uzupełnianie zaległości blogowych czas zacząć, bo mnie nowy rok zastanie i wolałabym nie zaczynać go od wracania do rzeczy minionych- choć muszę przyznać, ze to o czym będzie ta notka bliskie memu sercu pozostanie na długo.

Jak wcześniej wspominałam nasza córeczka miała wystąpić w jasełkach przygotowanych przez dzieci z jej przedszkola. My Rodzice nie mieliśmy pojecia jaką rolę odegraja te małe bączki, dla których widok całej gromady nowych twarzy sprawia zakłopotanie zawstydzenie czy strach. Jedyna dyspozycja jaką otrzymaliśmy to to, by dziecię nasze ubrane było na czerwono. Skoro taki wymóg to trzeba się dostosować- nie ma gadania. Matka czerwone rajstopki zakupiła i wyczekiwała na piątkowe popołudnie z niecierpliwością. Oboje z Piotrkiem zwolnilismy się troszkę z pracy, by zdążyć na rzeczone jasełka. I tak ok godziny 16 zaczęło sie przedstawienie. Najpierw weszły dzieciaki ze starszych grup tj. cztero- i pięciolatki. Dzieciaki przebrane były za aniołki, byli też trzej królowie, Maryja i Józef, pasterze. Wszystko to co na jasełkach ma znaczenie. My jednak w wielkim napięciu oczekaiwaliśmy na tych najmłodszych- dwu i trzylatków. I wreszcie sie pojawiły a mnie łzy dumy i szczęścia napłynęły do oczy i gardło nagle jakieś takie zaciśnięte się stało. Wyszła gromadka małych mikołajków. Dzeci prowadzone przez swoje opiekunki rozgladały się za rodzicami. Nagle rozbrzmiała muzyka, a my usłyszelismy jak nasze bąble spiewaja. Później był wierszyk , a na koniec tańce przy Jingle bells. Wrażenia niesamowite. Ania bardzo starała sie śpiewać razem ze wszystkimi. I raczej jej to wychodziło. Jako jedno z nielicznych dzieci nie zaczęła też płakać i marudzić, a cały wystep najwidoczniej był dla niej prawdziwą przyjemnoscią. Po tych występach dzieciaczki najmłodsze zostały odprowadzone do swoich rodziców i starszaki mogły się wykazać. Ale zeby nie było że nasze dziecko swój występ zakończyło. Ania wtórowała wystepujacym poprzez śpiew. Każda piosenka kończyła się jej głośnm okrzykiem " bławo!!!" Wszyscy się oglądali za siebie, ciekawi kto to tak krzyczy. Muszę powiedzieć, że bylismy bardzo dumni z córki. Na długo pozostanie to w naszej pamięci. Po występach i zyczeniach był poczęstunek dla dzieci i rodziców, podczas którego można było wymienic się uwagami z innymi rodzicami, porozmawiać z opiekunami. Dzieciaki za to szalały i pozowały do zdjęć.

PS. Zdjęcia zostaną dodane w najblizszym czasie. Matka musi tylko czas znaleźć.

Pozdrawiam wszystkich i ślę buziaki.




Grudniowo i wreszcie biało za oknem... 
2009-12-18 


 
Głucho i ciemno wszędzie.... No właśnie takimi pustkami świeci nasz blog. A to wszystko za sprawa tempa naszego życia. Tu wyjazd w delegacje, tu zbliżające się święta i porządkowanie wszystkiego. I tak mijają dni. Z zaglądaniem do naszych smykowych przyjaciół tez kiepsko, bo i na to czasu brak. Ale trzeba się zebrać i zorganizować, bo im dłużej człowiek coś odkłada, tym trudniej do tego wrócić. Tak więc redaktorka zaczęła od dodania zaległych fotek na bloga. Teraz czas na krótka notkę, no a później to juz tylko zaczytywanie się w smykowych blogach.

A u nas wszystko bez zmian, no może poza tym, że Ania robi zaskakujące postępy w postrzeganiu świata w mowie, dosłownie we wszystkim. No i bunt dwulatka nabiera coraz wyraźniejszych kształtów. A czym to się przejawia- otóż panna A. Najchętniej wszystko robiłaby po swojemu. Zdejmie kapcie i matka musi pół godziny za nią latać, żeby te kapcie założyć. Kiedy prosi się o odłożenie, poskładanie zabawek, panna krzyczy głośno "Nie chce". I tak w kółko. Raz chętnie umyje raczki buźkę i ząbki, a niekiedy to taki opór stawia, ze my rezygnujemy i sięgamy po chusteczkę nawilżaną. Ale co najważniejsze staramy się za często nie ulegać naszej zbuntowanej prawie dwulatce. Bo podejrzewam ze skończyłoby się to nieciekawie.


 





 






Dużym postępem jest też kąpielowe szaleństwo  Ani. Do tej pory kąpiele były dla Ani raz przyjemnością a raz obowiązkiem. Cała kąpiel odbywała się „ na stojąco”. Dla nas męczące. A do tego dziecko nie mogło nacieszyć się zabawami w wannie. Odkąd udało nam się ja przekonać, szaleństwom najchętniej nie było by końca. Dziecko z wanny by w ogóle nie wychodziło. No jak miło na to patrzeć.

Za oknem zima jak się patrzy. Wczoraj postanowiliśmy wykorzystać dużą ilość białego puchu i zabrać Anię na sanki. Mróz nas trochę piekł w twarze, ale dziecko w kombinezonie i ciepłej czapce nie mogło zmarznąć. Ile było radości, jak już panna Anna zdecydowała się na posadzenie swojej pupy w sankach. I jeździłaby tak bez końca. Potem zaczęło się bieganie i uciekanie w parku. Ania szukała też kaczuszek, które pływały sobie w owym parku. Fajnie mamy z tymi spacerkami, bo mimo tego, że za oknem ciemno, to park i tak pięknie oświetlony i bez przeszkód można alejkami chodzić. Troszkę na tym spacerku pomarzliśmy tzn. rodzice. Ale za to Ania pięknie spała, bez nocnego budzenia się. Oj widać, że świeże, mroźne powietrze dobrze jej robi.
A z ważnych rzeczy to chcę zakomunikować, że nasz dzieć pierwszy raz w swoim życiu wystąpi dziś w jasełkach. Tak więc trzymajcie kciuki za Anuszkę, bo i ja mam stresa, czy w ogóle będzie chciała coś pokazać.
A teraz jeszcze z serii Ania powiedziała:
* jedziemy samochodem, tego dnia były akurat imieniny prababci Oli, więc śpiewaliśmy sobie sto lat. Piotrek też się dołączył. Ania nie była jednak zachwycona i tak wypaliła: „ tata nie śpiewaj sto lat”. No wykładka.
- zilafa
- lew
- hipcioo
- liś
- Eintaini ( Einsteini- a to od tytułu bajki)
- tata słysiś?
- dziadzia schodziś?
I wiele wiele innych. Teraz na topie są piosenki: zima, sto lat, mam chusteczkę, wierszyki: w pokoiku…, siała baba mak, ulubiona bajka: Mali Einsteini.
Trzymajcie się wszyscy cieplutko- szczególnie w te mroźne dni. A wieczorem może skrobnę tez o jasełkach.


A niżej jeszcze kilka fotek z ostatniej wizyty w bawialni.



  







Mały płaczek/ Wyjazd do Bydgoszczy
 
 2009-12-11 
 
 
Ach leci ten czas i nic na to nie poradzimy. Choć przyznam, ze im bliżej swiat tym bardziej się cieszę, no i niebawem znowu dni będa dłuższe i więcej spacerków będzie. A w tej notce o pewnej pannie będzie, co to każdego ranka łzami się zalewa. ALe tylko rano. A chodzi tu oczywiscie o Anię. Od jakiegos czasu każdego dnia Ania płacze kiedy zaprowadzamy ja do przedszkola. Myśle sobie , ze jest to efekt tęsknoty, a nie złych warunków żłobkowych. A me wnioski płyna stad, ze dziecko uspokaja sie chwilę po tym, jak rodzice znikaja za drzwiami. I tak pieknie cały dzień sie bawi. Wszystko zjada, czym zaskakuje panie przedszkolanki. Jest też bardzo gadatliwa. Tańce, rysowanie, malowanie, wierszyki... Mały zwierz przedszkolny. A mnie ostatnio duma wypełniła, kiedy to po raz pierwszy dostałam z przedszkola Ani prace. wiadomo- dzieckow domu tez maluje, ale jakoś tak inaczej, kiedy tak pieknie rysuje pod okiem cioć.

Ostatni tydzień a w zasadzie cztery dni mineły mi pod znakiem nieobecnosci w domku, spowodowanej delegacją w Bydgoszczy. Całe szczeście zakupilismy z Piotrkiem laptopa i mogłam wieczorami popatrzec na moich najbliższych. Dało to też dużo ani, bo wiedziała,ze mama jest, że ciekawi ja co robi, że może jej pomachać i wysłać buziaka. Piotrek te kilka dni spędził u moich rodziców. Dzięki temu Ania zawsze miała kompanów do zabawy. A dziadek to wymyślą takie zabawy, że trudno opisać. Czas mi szybko minął i dziś juz siedzę sobie w pracy,a weekend spędzę z moja kochaną rodzinka. A i napiszę jeszcze jedną rzecz. Moja córeczka tak mnie przywitała, że aż mi sie serducho ucieszyło. Kiedy weszłam do domu, Ania siedziała z dziadkiem i oglądała rybki w akwarium. Dziadek powiedział jej zeby popatrzyła w drugą stronę, na co ona odpowiedziała"Dziadziu nie chcie" Nagle usłyszała mój głos. A na jej twarzy zagościł taki uśmiech- ten najpiekniejszy. Zawołała bardzo głośno "mama". Powtórzyła to jeszcze raz lub dwa razy i podbiegła do mnie wskakujac bez namysłu mi na ręce. Tak mnie przytuliła, jak dawno tego nie robiła. Cudowny czas.

 Niestety z powodu skrócenia mojego pobytu w Bydgoszczy znowu nie udało mi się spotkac z Madzią i Mitkiem. Szkoda. Wiem jednak, że w końcu uda nam się zobaczyć. Ale wyszło jak wyszło. A dziś za pośrednictwem smyków chcę Ci Magda złożyć życzonka urodzinowe. Wszystkiego co najlepsze, duzo zdrówka i pomyślnosci, pociechy z Mitka no i Maćka. A na teraz przede wszystkim życzę ci pomyślnego rozwiązania i zdrowiutkiego dzidziusia.

Na tym kończę. Niebawem cos jeszcze skrobnę.Buziaki :*:*:*:*




Mikołajkowe opowieści
 
 2009-12-06 
 


Czas opowieści mikołajkowych nastał... U nas w tym temacie trochę nietypowo. Mikołajki zostały przesunięte z 6 grudnia na 4 grudnia, a to wszystko z powodu przyjazdu Wiktorii i jej rodziców do Kielc. Poza tym to przedszkolne mikołajki też odbyły sie w piatek. Dziecko poszło do przedszkola zupełnie nieświadoma, co tam na nią będzie czekało. Z opowiadań przedszkolnych cioć wiem, że od samego rana dzieciaki były przygotowywane na przyjście pucowatego pana , w czerwonym stroju i z śnieżnobiałą brodą. Panie, jako pomocnice świętego Mikołaja ,chodziły w charakterystycznych dla tego ostatniego  czapeczkach. W pewnej chwili dzieciaki zebrały się w jednym pomieszczeniu i wyczekiwały zapowiadanego gościa. Ten w jakiś magiczny sposób znalazł sie na balkonie. Miał przy sobie pełen worek prezentów. Każde dziecko dostało prezent. Ania została obdarowana slicznym pluszowym misiem, który śpi sobie na poduszcze, a jak go się ściśnie to zaczyna chrapać. Do tego otrzymała też całą masę owoców i słodkości. Dodam tylko, ze rodzice w ogóle nie musieli sie martwic o przygotowanie prezentów. Wszystko to pozostało w gestii przedszkola.

 Ania szczęśliwa wróciła do domku, nie mając pojęcia, ze owy Mikołaj jeszcze raz tego dnia zawita do niej i jej siostrzyczki ciotecznej Wiktorii. A Mikołaj był u dziadków i też przyniósł mase prezentów. Tym razem dziewczynki lekko przestraszone były, ale prezenty chetnie przyjeły. Ania dostała wymarzoną kuchnię, na której teraz gotuje, przygotowuje posiłki i swoim lalom i rodzicom. Oprócz tego był tez tak fajny konik, na którym można skakać no i super klocki. Wszystkie prezenty przez Anię pokochane od pierwszego wejrzenia. Ten piatkowy wieczór był dla dziewczynek naprawdę magiczny- wspaniale się razem bawiły, przytulały, dawały buziaki. Dziadek Marian wyeksploatowany do cna. Ale cóż ... taki los dziadków. Do domku wróciliśmy chyba ok 22.

Stwierdziliśmy , że nie bedziemy dziecku juz w głowie mieszać i 4 grudnia na kilka godzin zmienił się w 6 grudnia. Mam nadzieje, że uda mi się zdjęcia niedługo zamieścić i sami zobaczycie, jak my świętowaliśmy to czerwone święto.


 


 




 

Gadulstwo na potęgę!/ Wizyta w bawialni
 
2009-12-03 



 Grudzień- mój ulubiony miesiąc z tych zimowych. Nastał czas przygotowań do najpiękniejszychi według mnie najbardziej rodzinnych świat w roku. Najpierw mikołajki a potem to nie wiadomo kiedy i czekamy w wigilijny wieczór na pierwszą gwiazdkę. A co nam przyniósł początek grudnia? Redaktorka chora, doleczyć się nie mogę, krtań zawalona. Ania chodzi do przedszkola, w piątek odebralismy ją z gorączka i w dodatku po przygodach z wymiotami. Strach w mych oczach,ze dziecko znowu się rozłoży. Sobota spokojna- tylko u mnie gorączka. Wniedzielę znowu Ania gorączkowała. No ale odpukać ten tydzień bez goraczkowania i tylko katar jej dokucza i od czasu do czasu pokasłuje. Do tego wszystkiego pojawiło się popłakiwanie przy zaprowadzaniu do przedszkola. I tak dzień w dzień dziecię uroni kilka łez. Dobrze że szybko o tej tęsknocie i żalu zapomina. Pięknie się bawi i z przedszkola radosna wychodzi.

A w tytule gadulstwo wymienione na pierwszym miejscu. Bo dziecię rozgadało się tak, że nawet zapisywanie nie jest w stanie oddać owego gadulstwa. Po pierwsze : Ania uwielbia różne wierszyki i rymowanki, a także modlitwe wieczorną. I tak mamy:
W pokoiku na STOLITU stało MLEĆTO i JAJO
PSISIED TOTET wypił MLEĆTO a ogonkiem ŚTUK JAJO
Prszyszła MAMA TOTA Źbiła a skorupki ZIUCIŁA

Poszła OLA do PSIEDŚKOLA
Zapomniała PALASOLA
A PALASOL był PSIUTY
Połamne wszystkie DIUTY

W imię Ojca i SINA i DUCHA ŚIĘTEGO AMEN
Aniele  BOZI Stróżu MÓJ
Ty zawsze przy mnie Śtój
Rano, WIECIÓR, we dnie w nocy mnie
Bądź mi zawsze ku MOCI
Strzeż mnie od wszelkiego ZIEGO
I doprowadz mnie do żywota ĆNEGO
AMEN

No ale Ania potrafi też zaśpiewać aaa kotki dwa, po swojemu sto lat, pszczółkę maję, panie janie. Oczywiście połowy z tego to my ledwo rozumiemy, ale widac, że dziecko zawsze w ten sam sposób śpiewa i nie wymyśla. Słów w jej słowników tyle przybyło, że trudno spamietać. Oto niektóre z nich:
- nie rusiaj, nu nu nu
- mama śtawaj (wstawaj)
- pilot
- u góly
- puźle ( puzzle)
- babcia psidzie.

Mnie osobiście rozbawiło ostatnio zdenerwowanie Ani, kiedy dziadek nie przyszedł, choć miał tak zrobić. Tak oto Ania zareagowała. Dziadziuś nie psisied, nie. Rozłożyła ręce. A dziadzius psidzie?

Z innej beczki. Rodzicielka przygotowała gołąbki w poniedziałek. Pyta matka swą córkę: " Aniu co dziś zjemy na obiadek?" na to Ania: "gąbka". No i tak wszyscy te "gąbki" zajadaliśmy.

W poniedziełek wyszliśmy też po pracy na krótki spacer. I kiedy kierowalismy sie do parku Ania zauważyła biegnącego kotka.I taka oto rozmowa była:
- Mama, pać, totuś.
- O jest kotuś.
Kotek niestety szybko zniknał nam z oczu. Pytam więc Ani:
- Niuniu a gdzie jest kotuś
-Posied- odpowiada Ania
- A gdzie poszedł?
- na paciel- na to Ania
- A poszukamy kotka.
-tat
- A jak sie woła kotka.
- ci ci ci choć tutaj.
No i takich dialogów to mnóstwo jest.

Ciekawie się to wszystko zapowiada, bo dziecko chyba na gadułe rośnie. Oby tylko w takiego małego mruczka kiedys sie nie zamieniła.

Wczoraj byliśmy tez w bawialni Kraina Zabawy. ania mogła troszkę poszaleć sobie w kulkach Najbardziej zainteresowana jednak była samochodami. Oj wyjeżdziło się dziecko. Fotki wrzucę wieczorkiem, to bedzie można poogladać nieco.

W sobotę Piotrek jedzie do Warszawy na egzaminy. I pewnie cały ten dzień spędzimy sobie w domku. Ale to i dobrze, bo rodzicielka w przyszłym tygodniu do Bydgoszczy znowu jedzie, więc będzie czas, żeby sie przygotować. Zobaczymy jak tym razem to wszystko minie. Apewnie będzie ciężej, bo Ania to ostatnio wyraźnie córeczka mamusi. Bez mamy nie chce spać, jeść, chodzić na spacer. No oby jako.ś to wszystko szybko minęło. Na tym kończę. Następna notka pewnie jakoś w weekend.
Trzymajcie się cieplutko. Buziaczki :*:*:*:*:*:*:*


 
  

 

 
 


Jak tam zdrówko?- całkiem nieźle : )
 
 2009-11-26 



No już muszę wreszcie coś napisać, bo tu różne rodzaje nacisku sa stosowane i wielkie krzyki że redaktorka bloga nie raczy poinformować o sanie zdrowia swej pociechy. Ok. Napiszę. A co mi szkodzi?! Lenia trzeba na chwilę odsunąć na bok : )

Ania od piatku znowu do przedszkola chodzi. Ze zdrówkiem juz w miarę ok. Choć po wczorajszej nocce to nie chce nic mówić, bo znowu jakiś kaszel się pojawił. Normalnie nie mamy już siły do tych wirusów. No i mnie coś dzisiaj też chyba zaczyna na nowo rozkładać. Ale trzymajcie kciuki, żeby wszystko jakoś do normy wróciło. Szkoda nam czasu na choroby.

A co u nas? A czas jak zwykle ucieka, nie wiadomo kiedy tydzień mija. Trochę żal, bo człek by chętnie gdzieś pojechał, pospacerował. Na to zostają nam weekendy. I ten ostatni do takich właśnie należał. W sobotę Piotrek został w domu,a ja z Anuszką pojechałyśmy do dziadków na działkę. Świeże powietrze wręcz rewelacyjnie działa na naszą pociechę. Ania pomagała dziadkowi grabić liście, wrzycała je na taczkę. Pomgała też owe liście na tej taczce zawozić do kompostownika. Dziadek radochę miał niesamowitą, że dziecko tak się w te prace angażuje. No a jaka nagroda za to była? Dziadek Marian wziął swą wnusię na tę taczke i tak woził po sadzie. A ile było przy tym radochy i śmiechu. Szok. Panna Anna wypuszczała się także samotnie na wycieczki po sadzie. I żeby nie było, działka duża, a dziecko ani chwili nie bało się. Szła tam gdzie wzrok i nóżki ja poniosły. Matka tylko z pewnej odległości patrzyła, czy dziecko sobie gdzieś krzywdy nie zrobi. A Ani ta samodzielność bardzo się spodobała. Ania przynosiła tez kwiatuszki swojej babci i mamusi. Niewiele tego zostało, ale dziecko i tak chciało nas obdarować. Po całym dniu na świezym powietrzy udaliśmy się do prababci Leokadii. Oj jaka była radośc mej kochanej babci z tego spotkania. Normalnie taki huge zastrzyk energetyczny. On za Anuszką wręcz przepada, więc naszykowała dla prawnusi masę pyszności. Ania pobawiła się z malutkim kotkiem, który jest u babci. Ciągle też pytała o krówki, pieski i kurki. Widać, że atmosfera wsi bardzo młodej pasuje. Po całym dniu Ania szybko zasnęła w samochodzie. Droga powrotna minęła szybko. Piotrek nie mógł już wieczorem na nas sie doczekać. Tyle tylko, że jak dziecko zasnęło w tym samochodzie , to wstało dopiero rano. Wcześnie rano.

Niedziela też nas pogodą rozpieściła. Słoneczko, brak wiatru, temperatura na dworze ok 15 st, czegóż chcieć więcej. I tak w okolicach południa wybraliśmy sie na dłuuuugi spacer. MAtka stwierdziła, że wózka nie będziemy brać, więc dziecko innego wyjścia, jak biegać, nie miało. No prowadziłą jeszcze do tego swój wózeczek i lalę Zosię. Ucieczki sprawiały jej tyle radości. Uśmiech nie znikał z twarzy. Była też wizyta nad stawem i karmienie kaczuszek. Tak spacerowaliśmy ponad dwie godziny. Dziecko śpiące było jak nie wiem, wiec postanowilismy wrócić. Po tym spacerku i Piotrek i Ania zasnęli na prawie trzy godziny, a matka w tym czasie nadrobiła zaległości w ogladaniu swoich ulubionych seriali. Wieczorkiem pojechaliśmy do dziadków. Ania u nich została, a my poszliśmy na basen. Po basenie szybciutko odebraliśmy Anię i udalismy się do domku. Panna znowu zasnęła w samochodzie.

Co do tego tygodnia to minął bardzo szybko. Ania lepiej się czuje, no poza tym kaszlem. Chodzi do przedszkola z zadowoleniem na twarzy. To był naprawdę dobry wybór. Opieka świetna. Żeby więcej takich miejsc było.

No i jeszcze jedno już tak na koniec. Jutro swoje urodzinki obchodzi MAgda M.- mama ślicznej Mai.
Z tej okazji życzymy Ci kochana dużo zdrówka i spełnienia marzeń, jak najwięcej radości i jak najmniej trosk. Powodzenia w życiu prywatnym i zawodowym. A przede wszystkim mnóstwa miłości i pociechy z waszego malutkiego promyczka. Sto lat. A i jeszcze jednego- żeby udało nam sie znowu spotkać.

Na tym zakończę tą dzisiejszą notkę. Pomysłu na dalszą część brak. Leń pokonany. A niżej jeszcze kilka fotek z ostatniego weekendu.





























Jesienno- zimowa aura znowu daje znac o sobie- Ania chora
 
2009-11-17 



Niestety sezon zachorowań rozpoczął się na dobre. Ania dziecko złobkowe szczególnie narażona na bombardowania wirusów. I cóż począć... Niestety po tygodniu chodzenia do żłobka w piatek nasz dziecko znowu sie rozłożyło. Temperatura prawie 39 stopni. Dosłownie przelewała się przez ręce. Ja zwolniłam się z pracy wcześniej, bo dziecko naprawdę i czuło się i wygladało fatalnie. Udało podać jej się syrop na obniżenie goraczki, który pomógł. Popołudniu do lekarza- diagnoza- kolejne zapalenie wirusowe. W sumie Ania humor ma, ale kaszel i katar jeszcze za nią się ciągną. Pani doktor zaleciła tez żeby jak najszybciej Anię znowu do żłobka dac, żeby jeszcze na tego samego wirusa trafiła. Bo tak to będzie się to ciągnęło i ciagnęło za nią. Ja do czwartku na urlopie, bo juz kolejnego zwolnienia lekarskiego brac nie chciałam. Kazdy wie, jak pracodawcy patrza na L-4. I tak siedzimy sobie w domku, ale na nadmiar czasu nie narzekam. Dziecko aktywne takie jakies jest i ani chwili w miejscu usiedzieć nie potrafi. A co do chorowania jeszcze- moja mama tydzień na zwolnieniu, tata też cos złapał, no i ja z Piotrkiem tez nie możemy powiedziec że zdrowi do końca jestesmy. Więc tak sie wszyscy kurujemy. Mała gadału nadal nadaje jak katarynka. Czasami coś zapiszę, czasami mi cos umknie. No ale tak to juz jest.

Z serii Ania powiedziała:
- deść (deszcz) pada
- tocham Cie- wypowiedziane w dniu dzisiejszym do dziadzia MArianka
- tato nie rusiaj nuci ( tato nie ruszaj nóżek)
- aaa toti dwa sialo bule oby a ( aaa kotjki dwa szaro bure obydwa)
- pośła Ola na paciel ( poszła Ola na spacer)
- o ptasi leci ( o ptaszek leci)
- majuje ( maluje)
-tu pasiuje ludź ( tu pasuje ludzik)
- bucici ( buziki)

No tyle spamietałam. Foteczki jakies dziś wrzuce, wiec zapraszam później do galerii. Tymczasem sle buziaki :*:*:*:*


Supertata  
2009-11-12 



Już od dawna chcę napisac taka notkę. O niej i o nim. O ojcu i córce. O dwóch moich miłosciach.
Piotrek kocha Anie tak mocno, że jak tak na nich patrzę, kiedy bawią się razem, to aż serce mi rośnie. A poczatki wcalenie nie były takie różowe. Fakt, że Piotrek nie zdązył na poród i Anie zobaczył dopiero po dwóch tygodniach chyba tez miał na nią wpływ. Każda czynność związana z opieka nad małą sprawiała, że w jego oczach widziałam strach. Nie przed tym co miał zrobic,a przed tym by nie zrobić krzywdy swojemu dziecku. Ten kontakt był dodatkow utrudniony, bo Piotrek we Wrocławiu późno wracał z pracy, i tak naprawdę nie miał kiedy pobyć z córką.
Wszystko zmieniło się, kiedy przeprowadziliśmy sie do Kielc. Nagle więcej czasu. Dziecko domagało się tego kontaktu. I Piotrek przełamał się. Jest świetnym ojcem. To on rano pierwszy wstaje, robi Ani mleko. To on ma ta nieziemska cierpliwość przy zabawach z dzieckiem. Nikt tak nie poukłada z Anią puzzli, nie pobawi się w naklejanie naklejek. Pamieta o tym, zeby Niunia miała zawsze picu i cos do przegryzienia pod nosem. A budowanie wiez z klocków... długo by wymieniać ich wszystkie zabawy. Są rzeczy, które robi się tylko z myślą o dziecku, a zapomina o swoich potrzebach. I taki właśnie jest Piotrek. Zawsze stawia ją na pierwszym miejscu. Uwielbiam na nich patrzec, gdy są zagubieni w swoim świecie zabawy.  cieszy mnie to, ze realizuje się w roli ojca. A Ania zakochana w nim, chodzi po domu i woła "tatusiu chodź tutaj ..." Kocham ich bardzo....




Misz masz...
 
2009-11-09 
 


Tematu nie chce mi się wymyślac, bo dzisiaj w notce totalny misz masz będzie. Poza tym mam strasznego blogowego lenia : )  Czas jednak się przełamać i wreszcie coś skrobnać. A jest też o czym pisać. Zacznę od wyjazdu do Bydgoszczy.

Jak już wcześniej wspominałam, bardzo ciężko było mi nawet myśleć o tym, że zostawię Anię na te kilka dni. Z drugiej strony wiem, ze taki mój zawód i wyjazdy sa jego cześcią. Całe szczęście mam przy sobie kochanego męża i wspaniałych rodziców, na których zawsze moge polegać. O tyle łatwiej mi było.  a jak to wszystko przeżyła Ania. Otóż panna A. obraziła sie na swoja mamę. Kiedy tylko słyszała mnie przez telefon padły słowa " Nie cię mamy". No i dziecko z jednej strony tak bardzo chciało, żebym znowu była przy niej , z drugiej nie rozumiała, czemu mama ja zostawiła. Czasami udało nam się porozmawiać i mała relacjonowała po swojemu, to co działo się danego dnia. Kiedy w piatek weszłam do domu Niunia bardzo się ucieszyła. W ciągu kilku sekund była u mnie na rękach, mocno sie wtuliła i pocałowała. A dla mnie to było coś wspaniałego i niezapomnianego- taki kocham wypowiedziane bez słów. Wręczyłam tez babelkowi mojemu obiecany prezent z którego mała się ucieszyła. Po kilku minutach zabawy przypomniała sobie jednak , że jest na mnie obrazona. Spuściła głowę i tyle było gadki. Następnego dnia wszystko mineło i znowu nasza miłość kwitnie. Szkoda tylko, ze podczas tego pobytu nie udało mi się spotkać z Magda i Mikołajem. To już kolejna próba spotkania, no ale cóż , może w listopadzie sie uda.

Z innych kwestii bardzo waznych dla naszego Smyka. Ania zmieniła żłobek. Teraz chodzi w zasadzie do przedszkola, gdzie najmłodsze dzieciaki mają ok 2 lat. Póki co dziś jest dopiero drugi dzień w nowym miejscu, bo zeszły tydzień spędziła w domu z powodu przeziębienia. Póki co moge powiedzieć, że jesteśmy bardzo zadowoleni. Wchodząc po Anię do sali ukazał nam sie super widok- pani siedziała z dzieciakiami na podłodze w ece trzymałą książkę. Wszystkie dzieciaki skupione, tak że nawet nasze dziecko nie zauważyło, że my stoimy tuż obok. Pani czytała bajkę. A dzieci jakby wiedzione czarem jej słów wyobrażały sobie to wszystko. Zero bajek w telewizji, mycie ząbków po każdym posiłku. Różne rzeczy skłądają sie na to, że wydaje nam się to być odpowiednim miejscem dla naszej pociechy.

A co do choroby to przypałętało się coś do Ani. Już w wszystkich świętych był kaszel i katar. Ale w poniedziałek wszystko się nasiliło i nie było mowy o puszczeniu Ani do przedszkola. I tak posiedziała dwa dni z tatusiem, dwa z mamusią. I teraz odpukać, wszystko wraca do normy. U lekarza dziecko było grzeczne. Została przy okazji mała zważona-  no i waży 11 kilogramów. Dziś znowu zawitała do przedszkola.

No i napiszę jeszcze o tym co ostanio bardzo  pasjonuje nasza Niunię. A jest tych rzeczy kilka. Ania uwielbia pieski, kotki i koniki. Pieski i kotki każe sobie pokazywac w komputerze,a  co do koników, to prym wiedzie jej konik na biegunach. Ania konika głaszcze, całuje, ujeżdza i ... wychodzi z nim "na spacer", co oznacza ciąganie go po całym mieszkaniu. Ot sobie dziecko zabawę znalazło. Pza tym namietnie śpiewa - koniecznie muszę ją nagrac i filmik na smyki wrzucić. Ma swoje ulubione piosenki przy których normalnie wychodzi z siebie, bo tyle chce pokazać i zaśpiewać.  Szałem jest tez w ostatnim czasie ciastolina i rysowanie kredkami. Bez przerwy namiętnie może lepic i rysowac.

Z serii panna Anna mówi zaprezentuje dziś:

- mama/ tata daj/ chce tocita(kocyk)
- tółta Maja ( pszczółka Maja)
- to pasuje tu,to nie pasuje- najcześciej przy układaniu puzzli
- buzia
-sija(szyja)
-Anusia Pisia ( anusia Pilch)
-Marcin
-Kaolina(Karolina)
- Tolia( Wiktoria)
-Adatka(Agatka)
-tówta ( krówka)
-lis
-śinta(świnka)
- ania jaką chcesz obejrzeć bajke?- pyta mama " eeeeeeee Misia"- odpowie Ania
-toń (koń)
- ciajuje(całuje)
-Aga
-dziadziuś Maian(Marian)
-babcia Stasia
-dziadzia Jaś
-Mada- Magda
-nucie(nóżki)
-tatusiu
-paciel(spacer)
-cześć Boziu
-papa Boziu
-Amen
No i więcej na ten moment nie pamietam. Ale jak sobie przypomnę to napiszę.

Trzymajcie się kochani cieplutko. Postaram się nadrobić zaległości w pisaniu. A poniżej kilka fotek z ostatniego czasu.








 

 


 


 


 
 




Nadrabiamy zaległości- cz.I Wizyta w Radzyminie
 
2009-11-02 
 
Witajcie kochani po dłuższej przerwie. Z Bydgoszczy wróciłam i nadawać trzeba zacząć. A troszkę sie u nas dzieje. Ale o wszystkim mam nadzieję napisze po kolei. A dzis zaczne od wizyty naszej trójeczki w Radzyminie pod Warszawą.

Co nas tam wywiało na cały weekend- a fakt, że mieszka tam mój brat z rodzibka, no i do Warszawy blisko. A w Warszawie jest uczelnia na której sweą wiedze pogłębia Anuszkowy tata. Tak wiec Piotrek musiał pokazać sie na uczelni a dla nas był to świetny pretekst do rodzinnego spotkania. Ania mogła poszaleć ze swoja siostrzyczka cioteczną Wiktorią i powykorzytywac troszkę ciocię Karoline i wujka Marcina. W piatek dotarlismy dośc późno do Radzymina bo ok. godziny 21:30. Ania zasnęła w samochodzie. Nie daliśmy jej jednak pospać , bo Wiktoria cały czas czekała na swoja siostrzyczke. Tak wiec panny pobawiły sie trochę, a my pogadaliśmy. Wieczór szybko minał.

W sobote Piotrek pojechał do Warszawy a ja i Karolina z naszymi bąbelkami poszłyśmy do parku pokarmic kaczuchy. Wujek Marcin też coś miał do załatwienia. Więc babskie grono miało chwile dla siebie. Ania czasami zamiast rzucić bułke kaczuszce to sama ja wcinała- no ale i tak bywa. Po naszym spacerkowaniu Marcin zabrał nas do cukierni. Dziewczynki wcinały lody a my skusilismy się na pyszne ciacha. A dziewczynki po zjedzeniu swoich ysznosci zaczeły szaleć i biegac gdzie tylko nózki je mogły zanieść. I tak na zmiane ich pilnowaliśmy. Po wizycie w cukierni były jeszcze zakupy i spacerek do domku. Ania usnęła sobie na tym spacerku. A ja - no cóż - po powrocie do domu tez zasnęłam. I tak minęło wczesne popołudnie. Po obiadku znowu wybylismy do centrum handlowego w poszukiwaniu jakiegoś laptopa. Niestety mój kochany mezyk ma takie wymagania, że w sumie zaproponowano nam chyba tylko 3 modele w sklepach, do których zajrzelismy. Po powrocie dziewczyny szalały jak zwykle. A to wspólne gotowanie, a to budowanie z klocków, a to zapoznawanie sie z dziękami jakie wydaje taki mały sliczny domek. Jak jedna na autko siadała, to druga na krówce siadała. I tak w kółko. No i nie moge nie wspomniec o zabawie różnymi książeczkami- i zwykłymi, i dzwiękowymi. Normalnie dziecięce szaleństwa w czystej postaci.

Niedziela mineła nam pod znakiem pakowania. A było co pakowac bo ciocia Karolina przygotowała dla Anuszki całą masę ślicznych ciuszków. Niestey nie moglismy długo w niedziele posiedzieć, bo redaktorka tego bloga w poniedziałek do Bydgoszczy wyruszała a wszystko miałam w proszku jeszcze. No i tak bardzo sympatycznie spedzilismy poprzedni weekend. Ale żeby tak kolorowo nie było to wspomne tylko, ze Wika i Ania obie charakterki maja- nie ma co. A co za tym idzie, oprócz czasu, kiedy spokojnie sie bawiły, był tez ten, kiedy to toczyła sie wojna o zabawki, a i czasami popychanie i krzyki dały nam się we znaki.

Jutro kolejna cześć nadrabiania zaległosci- pewnie będzie o mojej wizycie w Bydgoszczy i tygodniu Anuszki bez mamy.

Tymczasem buziaki zostawiam i sciskam Was mocno : ) :*:*:*

Telegraficzny skrót
2009-10-29 




Jestem w Bydgoszczy. Stop. Ania zostałą w domu z tatusiem i dziadkami. Stop. Młoda obrażona na matkę i nie chce z nią rozmawiać. Stop. W poprzedni weekend byliśmy w Warszawie. Stop. O wszystkim napisze niedługo. Stop. Wracam do Kielc jutro. Stop. Śle Wam wszystkim buziaki. Stop. Do przeczytania. Stop.




Ania gaduła....
 

2009-10-21 
 
No dziś krótko zwięźle i na temat- nie ma co .

Ania szaleje, gada jak najeta. Powtarza prawie wszystko, piszę prawie, bo my czasami nie wiemy o co jej chodzi.

A wczoraj na przykład zaskoczyła na Ania takim oto stwiedzeniem.
Siedzimy w Ani pokoju. Na półce przy łóżeczku stała kiedyś taka mała solna lampka, którą zawsze włączamy, kiedy Ania idzie spać. W sobotę jednak owa lampka zmieniła miejsce swojego pobytu. No i Ania wczoraj patrzy tak za tą lampką , bo chce ja włączyć i stwierdza: " Nie ma siata" ( nie ma światła) Ot tak sobie panna wymyśliła.

OD jakiegos czasu Ania mówi:
-sinta - Świnka
- dziadziuś Maian
- babcia
-dziadzia Jaś
-juz nie łała, a lala
- maia- mała
- duzia- duża
- mamo daj mi piciu
-tato chodź tutaj, pokaź
itd

A najfajniej przez telefon gada. Bierze aparat i rozpoczyna rozmowę "halo", czeka, przestępuje z nogi na nogę i pada" no, no" , minka śmieszna i znowu " aha" , i na koniec "papa". Oczywiscie w czasie rozmowy odbywa sie tłumaczenie, które trudno zapisać. Ale kazdy wie o co chodzi : )

Miłego dnia wszystkim :* Trzymajcie się cieplutko :)

Ps. U nas pogoda paskudna - pada i jest zimno. A tak mi się marzy piekna jesień : )




Wyjzd do Bydgoszczy/ Urodzinki smykowej kolezanki Ali :)
 

2009-10-20 
 
No i dzisiaj troche będzie o mnie i o najblizszym tygodniu. Nierozerwalnie te kwestie wiażą się oczywiście z Anią . A o czym będzie? Otóż w przyszłym tygodniu wyjeżdżam w delegację do Bydgoszczy na cały tydzień tzn od poniedziałku do piatku. Pierwsze takie me rozstanie z dzieckiem. Nie wiem jak to będzie. Wiem, że rodzice pomogą Piotkowi, ale z drugiej strony martwi mnie jak Ania zareaguje na taką długą rozłąkę. Niestety w dzisiejszych czasach nie można za bardzo z pracodawcą wojować, i kiedy podejmowałam pracę uświadomiono mnie, że takie wyjazdy to część życia audytora. Cóż jakoś trzeba będzie zacisnąć zęby i przetrzymać ten tydzień. Poza tym mam nadzieje, że uda mi się spotkac z naszymi Smykowymi znajomymi, którzy mieszkają pod Bydgoszczą. Nasze tegoroczne spotkania jakoś nie mogły dojść do skutku. Więc moze tym razem sie uda. A o kogo chodzi- o Magde, Maćka i mojego ulubionego Mitka. Oby wreszcie udało nam się poznac w  realu :) trzymam kciuki za mych lubych,żeby jednak dali radę. A za to powrót bedzie wyjatkowy- bo stęsknie sie za nimi bardzo.

___________________________________________

A co do części drugiej notki- dzisiaj swoje czwarte urodzinki obchodzi jedna z naszych blogowych ulubienic - ALA. Kochanie życzymy ci radości i miłości. Rośnij nam na dużą i madra dziewczynkę. Niech twoje dzieciństwo bedzie pełne magii, a twe marzenia niech sie spełniają. Wszystkiego naj naj naj :) :*:*:*:*




Poczatek tygodnia a u nas o weekendzie
 

2009-10-19 
 
No i znowu mamy poniedziałek- niby dzień jak co dzień, ale jednak perspektywa kolejnego tygodnia spedzonego w pracy nastraja mnie tak sobie. Cóż trzeba pracować i tyle... A jaki u nas weekend był? O tym słó kilka będzie. W czwartek wieczorem Piotrek pojechał do Wrocławia- musiał zakończyc pewne tematy. A ja z Anią zostałyśmy. Dzidkowie wrocławscy sa na etapie pakowania przed przeprowadzką do nowego domu, więc nie chciałm się jeszcze z Niunia tam zwalać. W piątek wzięłam sobie wolne. Posprzątać, pobyć z dzieckiem- generalnie narobić zaległości. Niestety jakis tak humor mnie złapał kiepski jakieś przesilenie i generalnie brak ochoty na cokolwiek. Anuszka też jakas taka jakby rozdrażniona no i tęskniąca. W piatek zrobiłyśmy długi spacer, który to panna prawie cały przespała. Ale ważne że trchę świeżego powietrza dostała. Wieczorkiem pojechałysmy do dziadków i tam tez spędziliśmy nocke. Ania uwielbia spędzać czas z dzidziem Mariankiem, któr to nigdy nie traci zapału i pomysłów na zabawy z wnusią. No a babcia to doczekać się za każdym razem nie może aż mała iskierka zacznie rozrabiac w domku jej. No i tak w piatek poszalała pociecha i poszła lulu. Noc niespokojna- ania kręciła się , wybudzała. Sobota to plany wyjazdu do Złotej Wody, na wies do prababci Leokadii. Niestety pogoda niesprzyjająca,wieć postanowiłysmy że zostajemy w Kielcach. I udałyśmy się do naszego mieszkanka, coś tam porobiłysmy. Ania spać w ogóle nie chciała. No masakra jakaś. I ku memu przerażeniu dziecko nowe- stare hobby ma. Chodzi o wspinanie. Matka w łazience- zaglada do pokoju a tam dziecko na stole siedzi i kwtaka obskubuje z liści. No normalnie szok. W sumie strachu by takiego nie było na te widoki, ale mieszkamy na 10 piętrze, więc ten fakt potęguje  nasz strach o Anię. Po kilku minutach matka znowu zajeta w łazience- a dziecko co- nic tylko w kuchni na stole siedzi i krzyczy: "Mamo pacz, o tam" No to zerkam- a Ania z radościa obserwuje znajdujący się nieopodal plac zabaw. I tak w koło MAcieju- raz w kuchni raz w pokoju , a i w łazience dziecko swe umiejętności ćwiczy. I cóż mam zrobić-a nic. Tylko być czujnym  i pilnowac, żeby dziecko krzywdy sobie nie zrobiło. A i zapomniałabym wspomnieć że dziecko smakoszem kawy jest. Po maminej kawce do prawie 22 spać nie chciała. Niedziela leniwa- powrót taty. Generalnie miło spędzony czas. Co do plNÓW NA TEN TYDZIEŃ, TO TAKOWYCH BRAK. aLE ZOBACZYMY. MOŻE SIĘ COŚ WYMYŚLI. Narazie kończę. Weny brak na kolejne zdania. Trzymajcie sie cieplutko. Buziaki :****  




Pada śnieg, pada śnieg....
 

2009-10-14 
Tak tak- właśnie , dobrze czytacie. Kielce toną w śniegu , no może z tym toną to trochę przesada, ale kto wie jak będzie pod koniec dnia. Tymczasem sypie tak, że człowiek ledwie coś widzi co ma przed sobą. Ale już wczoraj zrobiło się chłodno- tak porząnie chłodno. Ania dzisiaj na stan pogody zareagowała słowami- "o sipie". No jakie dziecko rozumne mam. A co tam u nas po weekendzie ciekawego? Był mój brat z żona i córeczką. Dziewczyny troszkę pobawiły się razem u dziadków, było układanie puzzli, zabawa naklejkami i różne inne ciekawe rzeczy. Moja bratowa wygląda kwitnaco- widac że druga ciaża jej wyraźnie służy . Oby tak dalej. W sobote mielismy w planach wyjście do bawialni, ale Ania jak zasnęła o 15, tak wstała po 17 i nie chcieliśmy już jej nigdzie ciagać. Może w tym tygodniu się wybierzemy. Za to w niedzielę wybraliśmy się do dziadków na obiadek. No i jak zwykle zabawom dziecka z dziadkiem nie było końca. Wieczorem tata przyszedł do nas by popilnowac Ani, bo my jak co niedziela na basen sie udaliśmy.
Z śmiesznych rzeczy to mam dziś ciekawostkę- Ania uwielbia kalosze. Babcia z dziadkiem zakupili ani w niedzielę pierwsze kalosze( śądzilismy, że dłużej potrwa jesień w tym roku) i Ania zakochała się. Normalnie jakaś miłość od pierwszego wejrzenia. Po domu tylko w tych kaloszach chce chodzić. A najzabawniej że ona nawet po kapieli , będą c już w piżamce, zakłada na nogi owe kalosze. No normalnie istna komedia.

Wczoraj odwiedził nas nasz przyjaciel Piotrek, dla Ani to kolejny wujek. Ale nie taki zwykły, bo ania bardzo owego Piotrka lubi. I jak tylko wujek się pojawia, to mała zaczyna pokaz swych umiejętności. Kiedy wróciłam wczoraj z aquaaerobiku to oczom nie mogłam uwierzyć. Ania z wujkiem siedzi i lepi jakieś tam rzeczy z ciastoliny. No komedia. A jak kładłam ją spać to usłyszałam takie oto słowa: "wuju pać tutaj" No i dziecie tak się domagało, żeby wujek spał u niej w pokoju. Na szczęście perełka zmęczona była i tylko na słowach sie skończyło.

A dziś już środa i zima.... No cóż, nie mamy wpływu na kaprysy naszych pór roku.

Miłego dnia :*:*:* 




Urodzinki ojca chrzestnego Ani
 

2009-10-13 
 
Dzis swe świeto ma mój braciszek, a wujek Ani. W tym dniu chcemu złozyć gorące życzenia, by wszystkie jego plany zyciowe , te dotyczące życia prywatnego, jak i zawodowego, spełniały się. Życzę, żeby miał pociechę ze swojej córeczki Wiktorii, i aby szczęśliwie dotrwali wspólnie do przyjścia na świat ich drugiego maleństwa. Kochany braciszku sto lat

Ania& Piotrek& Anuszka




PS. Ania zaśpiewała po swojemu sto lat wujkowi- z czego rodzice bardzo dumni są :)





Specrowanie
 

2009-10-09 






No i pogoda nam wczoraj dopisała. Pojechałam po Anię do żłobka, a moja pociecha własnie sobie drzemała. No ale cóż- nie mozna tracic dnia. Tak więc na chwilkę udałysmy sie do domku spakować potrzebne rzeczy i myk na dwór. Na chwilke do sklepu zajrzałysmy a później prosto do parku i na plac zabaw. Ania zachwycona, że wreszcie, po kilku dniach moze swobodnie sobie pobiegac na świezym powietrzu. Parkowe alejki przemierzane z prędkoscia światła. Ale i ta bieganina miała swój kres kiedy to Panna A. znalazła kasztany, bardzo dużo kasztanów. Och jakie szczęście w oczach miała. No i zaczęło się-  zbierałysmy te kasztany chyba z pół godzinki. Później na naszej drodze pojawił się plac zabaw- ja szczerze za bardzo go nie lubię, bo zjeżdżalnie i inne tego typu rzeczy zdecydowanie dla starszych dzieciaków przystosowane. Ale piaskownica za to została zaliczona  Po jakims czasie matke natchnęło i postanowiła Anuszkę zabrać na inny- bardziej dziecięcy plac zabaw. No i tam to było szaleństwo,. Zjeżdżała, robiła babki, rzucała jarzebina, hustała się no i jeździła na koniku. A to wszystko to z uśmiechem na twarzy takim, że mnie aż serce rosło. Cudnie spedzony czas. Po poworcie dziecko zajęło sie książeczkami, a redaktorka podjęła sie zrobienia krokitów. No jak za mną chodziły to szok. I tak , po powrocie Piotrka z pracy zjedlismy smaczny obiadek. Później Ania szalała jeszcze długo z nami. Skoki w ramiona taty z łózka, ganianie, tańce. Bardzo miły dzień. No i wreszcie jakies fotki udało mi się zamieścić.
To kilka z wczorajszego dnia:

 
 
 


 
 

Troszkę słońca w te jesienne dni
 

2009-10-08 
 
No i matka sie doczekałą lepszej pogody- nie jest to może szczyt moich marzeń, ale zawsze coś. Słońce przedziera się przez chmury, no i ciepło za oknem. To wszystko sprawiło, że postanowiłam sobie dzisiaj wziąc pół dnia wolnego i wrócić wcześniej do domu. Trochę nadrobię z porządkami, no i Ania po kilku deszczowych dniach pobiega troszkę po dworze.

A co wczoraj ciekawego bo?- W zasadzie to nic. Ale jest jedna rzecz o której warto napisać , a któa od jakiegoś tygodnia maksymalnie absorbuje uwage anuszki. A o co chodzi. Ot o taka jedną książkę , co to panna A. od swej chrzestnej Agnieszki dostała. Ale to nie taka zwykła książka. Na każdej kartce sa puzzle do układania o tematyce- wieś. I tak Ania wczoraj ze swoim tatusiem siedziała chyba z półtorej godziny i owe puzzle  ukłądała. Obracała tymi kartonowymi klockami i niejednokrotnie udało jej sie umieścic je we właściwym miejscy. spostrzegawczość niesamowita.

No i udało nam się wczoraj zakupić kolejne książeczki z naklejkami. Pisze "udało" bo w kiskach w poblizu naszego domku to juz chyba wiekszość przez nas wykupiona, a na naklejki to szał panuje w naszym domku straszny. I czasem tylko chodze i sie wkurzam, że meble pooklejane. Ale cóz prawo dziecka do zabawy.

Na dziś to tyle. Buziaki :*:*:*
Ps. zdjęcia miały być wczoraj ale brak czasu kazał mi tę kwestię na dziś przesunać :)




Piękny usmiech- ważna rzecz :)
2009-10-07 

No dzisiaj to taka ultrakrótka notka bedzie, bo redaktorka jakoś weny na pisanie nie ma. I tak czasem bywa. A co u nas- za oknem szaro, mokro i ponuro. Jak ja chce, żeby była ta nasza piękna złota polska jesień, a nie jakies takie nie wiadomo co. I jak tu człowiek ma miec dobry humor. Ale spoko- aż tak xle nie jest.

Wczoraj wybraliśmy sie całą nasza trójeczką do stomatologa- po pierwsze żeby sprawdzić jak tam stan uzębienia naszej kochanej panny A. , a po drugie starszyzna tez musiała zobaczyć co tam u nic się dzieje. I tak ze zbadania, a raczej sprawdzenia zębiszczy Anuszki za wiele nie wyszło, za to matka sobie jeden ząb wyleczyła. I ważna sprawa- pierwszy raz dałam sobie zrobić znieczulenie. Ot niby taka zwykła rzecz, ale ja zawsze twardo obstawałam przy swoim, że znieczulenie robić nie będę i już. A co w tym czasie robiła ania i jej tata. Piotrek z swą kochaną córzią cały czas byli ze mną w gabinecie. Mała przyglądała się wszystkim przyrządom i temu co pani doktor robi z mamą. W sumie to fajnie wyszło, bo mała miała okazję troszkę oswoić się z nowym miejscem. Może następnym razem uda się sprawdzić co tam u niej w buziaku słychać. A ponieważ pani stomatolożka zaprzyjaźniona to i ona miała radochę, że zobaczyła Anuszke po jakimś roku przerwy. W przyszłym tygodniu Piotrek udaję sie na wizyte i ja też razem z nim.

A druga wazn asprawa to to, że zaczęliśmy się rozgladac za nowym żłobkiem dla Ani. Jak już wcześniej pisałam Ania do obecnego chodzi tylko do końca miesiąca, bo niestety ale od listopada będzie juz zamkniety. Ale wracajac do poszukiwań- musze przyznać, że chyba znaleźliśmy odpowiednie miejsce. Nazywa sie ta placówka "Mały świat" . Pojechaliśmy tam wczoraj. Sale super wyposażone, kazda grupa wiekowa ma swoich opiekunów, osobno jadalnie, ładne łazienki, dla każdego dziecka półeczka w szatni. No i sympatyczny plac zabaw. a co dla nas tez istotne nie jest bardzo drogi i blisko naszej pracy. Tak więc 2 listopada ania pewnie skieruje tam swoje kroki . A co do placówek państwowych, to jak narazie nie ma zmian w tym zakresie. Samo bycie na liście rezerwowej nic nam nie daje. W przyszłym roku zapewne zdecydujemy się na posłanie Ani już do przedszkola. Ale do tego czasu mamy nadzieję, że "Mały świat" spełni nasze oczekiwania a Ania będzie tam chodziła z ochotą i uśmiechem na twarzy.

Na teraz to tyle. Zdjęcia musze jakieś wrzucić bo w tym miesiącu to w galerii totalne pustki. Pozdrawiam czytających. Buziaki :*:*:*:* 


Komentarzy: 56 (Komentarze)


Nocny tupot bosych stópek :)
2009-10-05 

No i mamy poniedziałek. Weekend minął szybko- za szybko. Nocowalismy w ten weekend u moich rodziców, a to wszystko dlatego że wybrali sie oni na weekend w doline Nidy i piesek zwany Bossem zostałby bez opieki. No i tak spędzalismy nocki u dziadków a dnie w naszym lokum. Ania broiła jak zwykle, włączając w to pomalowane kredkami szafki, szybę i ścianę w pokoju. No ale i tak bywa. Generalnie nas straszne lenistwo dopadło i taki weekend w sumie przesiedziany w domu, poza wczorajszym wieczorkiem, kiedy to na basen z Piotrkiem sie wybraliśmy, a Anuszka została z ukochanym dziadziem.

A co do tytułu notki- otóz tak się skłąda, że odkąd Ania sama śpi w sowim pokoju zaczęły sie nocne jej wędrówki do naszego łóżka. Czasem zdarza się oczywiście, że dziecko cała noc przespi grzecznie w łóżeczku jednak zdecydowanie częściej mamy sublokatora w naszym małżeńskim łożu. W zasadzie nic w tym złego by nie było, gdyby nie fakt , że Ania strszny wiercioch jest i matka na czuwaniu musi być , coby dziecię z łóżka nie spadło. No ale niestety raz taki przypadek się zdarzył. No i Ania spadła nam z łożka. Chwila płaczu była, ale zaraz dziecię spowortem zasnęło i zostało odniesione spowrotem do łóżeczka. I tak raz nam się chce ją odnosić, raz nie. Generalnie co noc słychac w naszym mieszkaniu tupot bosych stópek.

Jesień- a Ania śpiewa :)
2009-10-02 

No nie da się ukryć , że mamy juz października i za oknem czuć juz jesień, a w górach to chyba nawet zimę ( w radiu słyszałam że w Tatrach pierwszy śnieg spadł). W sumie to jakoś specjalnie za zimnem nie przepadam, ale za to Boże Narodzenie jest the best i warto przetrwac te kilka miesięcy chłodu i mrozu. Choć do tego ostatniego mam nadzieje jezszce aleko. No ale o pogodzie tu piszę, a o Anuszce miało być.

Dziś tak , żeby małą mnogła sobie kiedyś to poczytać napisze o jej pierwszych próbach wspólnego mówienia wierszyków i śpiewania piosenek. A i mamy kilka ulubionych. Pierwszy jest wierszych o kotku:

W pokoiku na stoliku stało mleczko i JAJO- zawsze Ania nam to dopowiada
Przyszedł kotek, wypił leczko, a ogonkiem stłukł :JAJO.
Przyszła mam kotka zbiła a skorupiki WYJUJA co oznacza wyrzuciła/

Ania uwielbia też piosenkę Stary Donald farmę miał: zawsze dośpiewuje ija ija ija, no i oczywiście dzięwki jakie wydają wszystkie zwierzatka na farmie.

Piosenka Mama miateż nie jest jej obca. cały czas mogłaby powtarzać "mia mia"

Przy porannym myciu ząbków za to usłyszeć można Anię "śpiewającą" szczotka , pasta" - a co śpiewa : ooooo.

To wszystko to może drobiazgi, za to pokazują nam, że dziecko chwyta juz takie rzeczy.

nO I DZIECIĘ MA TEZ NOWĄ / starą ulubioną bajkę i piosenkę- pszczółkę Maję. Oj normalnie godzinami mogłaby siedzieć i to oglądać- na co my-rzecz jasna- nie pozwalamy. Ale fascynacja trwa.

Dzissaij tak krótko- za to w weekend napisze o tym, jak wyglądało spotkanie Ani z ciocią Agą, która to po ponad dwóch miesiącach wróciła z Niemiec. No a Aga to matka chrzestna Anuszki. No ale narazie cicho sza bo pomysł na kolejna notke szybko umknie.

A z serii Ania mówi :
bardzo, bardzo duzo słów powtarza, częśc jeszcze po swojemu część wyraźnie i w miarę poprawnie. Nazywa czynności
- stój
- idzie
- pije
-siadaj
- czekaj
- jedzie
- spać
- czekaj
i tak dalej....
reszta w następnej notce, bo wena mi się gdzieś ultoniła.

Buziaki i miłego weekendu :*:*:*:* 

 
 A czym w mowie zaskoczyła nas w ten weekend Ania. Oto kilka sytuacji:

Siedzimy sobie w pokoju. Nagle Niunia mówi" Mama , choć" To idę- cóż zrobić. Ania staje przed szafką, na której stoi wieża. i tak oto rzecze do swej rodzicieli: Mama puść MAję" No i coż zrobić- pszczółka Maja leci a dziecię szczęśliwe

Numer dwa to uspokajanie Bosika , kiedy sczzeka. Siedzimy u rodziców i pies zaczyna szczekać, bo ktoś bradzo na klatce hałąsuje. Co na to Ania- "Cisia Bosiu" i tupnie nogą, żeby do psa dotarło.

A słowa:
- sija- szyja
- Tolia- Wiktoria
- cisio lub cisia- cicho lub cisza
- pupa
To na tyle w dniu dzisiejszym. Bardzo Was gorąco pozdrawiam i redaktorka za robotę sie bierze. Buziaki :*:*:*:*
 
 Buntowniczka z wyboru!!! 2009-09-28 


 
A no właśnie taka jest ta nasza Anuszka. Chyba rozpoczęła się u nas faza zatytułowana ”bunt dwulatka”. Ale żeby nie było- to nie zawsze Ania zamienia się w małego zbója i niepokornego ducha. Nadal przeważa ta kochaniutka Ania.
No ale co do tego buntu, to nasza małą pociecha potrafi pokazać, na co ją stać. Kiedy rodzice proszą- Anie nie rób tego, czy tamtego, Ania oczywiście na przekór wszystko i dalej robi to, czego rodzice właśnie zakazali. A jak czegoś nie dostanie to i udawany płacz i złość i krzyki się pojawiają. Najgorzej, jak ze złości tatę rączka w głowę pacnie. A z czego te nerwy się biorą. A no na przykład, kiedy mama odmówi oglądania bajek, albo kiedy skończą się naklejki, a pociecha tak bardzo chce kontynuować swoje działania. Złość wywoła też nie to menu, które zażyczy sobie panna A. Lub też kiedy pora na zmianę pampersa. Złość pojawia się nie wiadomo skąd, i z reguły jak szybko się pojawiła, tak szybko znika. No ale nas rodziców to czasem do płaczu doprowadza- bo jak to taka mała Niunia takie nerwy pokazywać może. A w towarzystwie to normalnie w aniołeczka się zmienia.
Z naszych obserwacji wynika jednak, że mała to taki uparciuszek. I już wcześniej pokazywała swoje humorki, a w zasadzie nie tyle humorki, co preferencje. Jedna szczoteczka do zębów jest super, druga identyczna już nie. I tak ze wszystkim.
Ale kiedy dziecko się troszkę wyciszy, kiedy jest wyspana to normalnie inna Ania. I przytuli się ładnie, i zje pięknie obiadek, i wycałuje rodziców. Takie to jest nasze dziecko.
A z serii dialogi panny Anny dziś zaprezentuję kilka:
Sytuacja z dzisiejszego poranka. Rodzice spieszą się do pracy, a tu jakaś kobitka na parkingu cuda ze swoim samochodem wyczynia, blokując nam wyjazd. Anuszka obserwuje całą sytuacje i kwituje ją słowami: „ To baba!!!!” My w śmiech. Ach wie dziecko o co chodzi : )
 Także dzisiaj rano, schodzimy na parking z Anią we dwie. Maszerujemy i taka oto rozmowa:
-Aniu, do którego autka idziemy?
-         To nasie- odpowiada Ania
Po czym dodaje
-         to moje auto.
I dziecko doskonale wie gdzie ma iść, żeby jechać :P
Mama przygotowuje córce kanapeczkę, i jakoś tak wyszło, że ta kanapka z serkiem topionym była. Mała ciekawska dama przygląda się czynnościom wykonywanym przez rodzicielkę i nagle pada pytanie:
-         Mama to sel?
-         Tak, mamcia robi ci kanapeczkę z serkiem
-         Acha
Wstajemy rano dziecię jeszcze lekko zaspane budzi mać i tak rzecze:
-         Mama cie pić!!!
-         Chcesz cyca?
-         Mamo nie cie cicia!
-         A chcesz mlenia z butli?
-         Taaaaaa
No i ostatni już dziś przytoczony dialog:
Od wczoraj walczymy ponownie z pampersami, może teraz się wreszcie uda. Ale do rzeczy.
Ania zasiusiała wczoraj nie wiem ile majteczek i spodenek, ale za każdym razem nasza rozmowa wyglądała identycznie:
-         Niuniu co zrobiłaś?
-         Siusiu
-         A dlaczego zrobiłaś siusiu na podłogę a nie do nocniczka?
Tu pojawiał się tylko uśmiech
-         I co teraz jakie są majteczki i spodenki i skarpetki?
-         Motle- mokre
-         I mama musi je zmienić?
-         Ta
-         Majteczki też
-         Majti teś
A to małą mądralka : )
Na dziś to tyle. Wspomnę tylko że weekend minął nam bardzo sympatycznie, byli nasi przyjaciele z Wrocławia, Ania spędziła pierwszy raz całą noc u dziadków, z którym swoją drogą w sobotę pojechała na działkę. No i na basen wróciliśmy po wakacyjnej przerwie. Ale o tym może jutro.  

Komentarzy: 17 (Komentarze)


Urodzinki redaktorki Anuszkowego bloga
2009-09-28 




25 lat minęło jak jeden dzień...
No i tak się składa że redaktorka tego bloga w dniu wczorajszym obchodziła swoje 25 urodzinki. A co ja mogłabym sobie życzyć- w zasadzie to nic- mam cudowną córeczkę i męża, kochającą rodzinę, przyjaciół, zdrowie dopisuje, a marzenia powoli się spełniają. W pracy jakoś mi leci- i mogę powiedzieć, że się realizuję. Z tych życzeń to może tylko bym chciała, żeby nic na gorsze się nie zmieniało. Szczęśliwa jestem, że mam to wszystko, i mam z kim dzielić radości i smutki, mam gdzie szukać wsparcia. Za to wszystko bardzo dziękuję
Dzięki tym, co mi życzonka złożyli i pamiętali, a i tacy, co to starą rurą mnie nazwali się znaleźli. Wam wszystkim z całego serducha dziękuję.
A w piątek swoje trzecie urodzinki obchodził nasz smykowy dżentelmen- MIKOŁAJ nazywany Mitkiem. Kochaniutki ciotka smykowa życzy ci wszystkiego co najlepsze, masz wspaniałych rodziców, więc wiem, że będziesz miał cudowne dzieciństwo. Życzę ci tylko, żeby rodzice może o jakieś rodzeństwo się postarali :P Madzia to taki mały żarcik : )


Komentarzy: 9 (Komentarze)


Pożegnanie z cycusiem, naklejkowy potworek!
2009-09-24 
No i w zasadzie mogę powiedzieć tyle, że dziecinka ma kochana, ta malutka moja przylepa zakończyła swoją przygodę z cycusiem. Dla mnie to może i lepiej bo Ania sama zadecydowała, kiedy to nastąpi. W związku z tym mój stres był o wiele mniejszy, niż jakbym sama miała podjąć taką decyzję. Już od jakiegos czasu było tak, ze Ania piła mamine mlenio tylko przed snem, i zaraz po obudzeniu. I tak z dnia na dzień mniej i mniej tego było. Ale czasami kiedy już myślałam, że cyc odszedł w zapomnienie, Ania miała gorszy dzień i wracała do mamy. A co mnie najbardziej martwiło, to fakt, że pociecha nie chciała jeść ani kaszek ani mleka z butli. Pozostało jednak jedno mleko dla juniorów, którego nie wypróbowaliśmy i okazało się ono być strzałem w dziesiątkę. Nestle Junior waniliowe tak podpasowało Anuszce , że teraz wypija butle rano i wieczorem. Jest to dla mnie duża ulga, bo mała rośnie i potrzebuje witamin i minerałów,a wiadomo dieta dietą, a mleczko mleczkiem. No ale jest jak jest- Ania dorosła do pożegnania z cycem, a mnie trochę żal, bo to były takie tylkko nasze chwile, nikt inny tego nie miał, tylko ona i ja. Ale usmiech na twarz i do przodu...
Co do drugiej części tematu- Ania i naklejki.
Wow co to się dzieje, kiedy w te małe rączki wpadnie jakis zestaw naklejek- normalnie jakaś mania i amok mej dziecinki. Młodociana w momencie rusza do akcji. Naklejki lądują na meblach, kartonowych pudełkach, rodzicach, książeczkach, i podłoga nawet nie jest w stanie uniknąć kontaktu z tymi samoprzylepnymi karteczkami. Nie ważne ile ich jest- fascynacja potrafi trwać baaaardzo długo. A co się dzieje jak zapasy się kończą- otóż wielkie niezadowolenie Ani przychodzi. No i ustępuje dopiero wtedy, gdy mama podsunie np. pudełko z płytami CD. To druga pasja Anuszki. Rana młoda wstaje, włącza komputer, otwiera stacje na płyty i krąży po domu szukając dobrze znanego jej już obiektu. Słychać tylko czasami- CD, CD. No i takie to ona ma pasje.
A z serii dialogów panny Anny mam jeden ciekawy.
Wczoraj przychodzę po Anie do żłobka i pani Monika mói mi jak to Ania kazała jej mamy szukać po domu.
Pani Monika: Co Aniu chcesz?
Ania: „Szuta mamy, szuta mamy” – wolne tłumaczenie szuka mamy.
Pani Monika: Mama niedługo przyjdzie.
Ania: Aha
No i jeszcze jedno- Ania coraz dokładnie wypowiada wyrazy i zdania, odmiana wychodzi jej lepiej i lepiej czego przykładem jest stwierdzenie: „Nie mam” zamiast dotychczasowego „Nie ma”
No na razie to tyle. Fotki jakieś tam w galerii dodałam, a następna notka o Ani żłośnicy będzie. Bunt dwulatka wszedł w życie.
Tymczasem miłego dnia i do zobaczenia i przeczytania J :*:*:*:*:*:*:*

Komentarzy: 24 (Komentarze)


Urodzinki Dziadziusia Anuszki a mojego taty :)
2009-09-16 

Tak sie składa, że w dniu dzisiejszym swoje urodzinki obchodzi ktoś mi bardzo bliski- ale nie tylko mi , bo naszej córeczce też, a mianowicie dziadek MArian. Kochany tato życzymy Ci w tym dniu jak najwięcej radości, spełnienia zarówno w życiu prywatnym jak i zawodowym... A w zasadzie to napisze tak, jak ty mi zawsze mówiłeś- jeśli w życiu jest zdrowie i spełniaja się marzenia to człowiekowi nic nie potrzeba wiecej. Tak wiec zyczę Ci w imieniu swoim Piotrka i Anuszki właśnie tego.  Kochamy Cię bardzo.

_____________________________________________________

No i w dniu dzisiejszym swoje święto ma nasza Smykowa kumpelka Zuzia- z okazji twoich drugich urodzinek życzymy Ci nasz mały słodziaku wszystkiego co najlepsze, rośnij zdrowo rodzicom i bądź dla nich powodem do dumy. 100 lat!!!

Komentarzy: 6 (Komentarze)


Urodziny pradziadka Tomka
2009-09-15 
Dziś jest wyjątkowy dzień, bo swoje urodziny obchodzi pradziadek Ani, a mój dziadek Tomek. A są to urodziny nie byle jakie, bo już 88. Kochany dziadku niech zdrowie ci służy jak najdłużej, i szczęście sprzyja, abys był dumny ze swoich dzieci, wnukó i prawnuków. Żyj nam długo. Te życzenia z serca ślą ci Ania, Piotrek i Anuszka.



Komentarzy: 2 (Komentarze)


Rozmówki polsko-polskie, czyli Ania powiedziała...
2009-09-15 
Rozmówki panny Anny- czas je wreszcie zebrać. Bo moja pamięć zawodna bywa i niedługo nie będzie co pisać, a raczej te nasze dialogi zostaną zamienione przez bardziej przemyślane i bardziej „dorosłe”.
A wiec zaczynamy:
Pewnego dnia na działce u dziadka i babci miało miejsce bardzo słodkie dla owych dziadków zdarzenie: A o co chodzi, już piszę. A więc domek babci Steni i dziadka Mariana znowu troszkę się zmienił, został dobudowany ganek i takie tam. Ale zmierzam to czegoś innego. Postanowiliśmy pokazać Anuszce te zmiany, które zaszły.
Mama: Aniu zobacz, jaki duży pokój będzie do biegania, a jakie ładne okna.... Itd.
Na co Ania bez zastanowienia: Ja ce tu być.
No więc nic innego tylko z dziadkami chyba zamieszka
Po porannej pobudce, którą nam to panna Anna codziennie o godzinie 5:55 funduje, matka postanawia podnieść rolety, żeby troszke słońca wpadło. No i tak to panna Anna zareagowała na owy fakt: „ Mamo śieci”- i tak, kiedy tylko słoneczka promienie widać na ścianie lub nawet w książeczce dziecię biega i krzyczy „sieci, sieci”
Ania bardzo lubi, kiedy wszystko idzie po jej myśli. I kiedy czegoś chce można szybko usłyszeć słowa ”mama, daj to”, na co ja odpowiadam” Niuniu nie mówi się daj, tylko proszę”, no wiec małą panna szybko się poprawia i tak rzecze ”mama, prosie to”.
A i zdarza się, kiedy rodzicielka odbiera pociechę ze żłobka i buty w dłoń a nie na nóżki nakłada, że pociecha siądzie na krzesełku i tak powie „mama, bucie na nusie” co w wolnym tłumaczeniu znaczy ni mniej ni więcej „ mama, buty na nóżki”
Do słownika należy też zaliczyć takie oto zwroty wypowiadane przez Anuszkę:
-         mama, ja cie to tutaj
-         mama siadaj, baja
-         tata cie husiu
-         a sa i słowa: Wnusia, Stasia, Maian, Jaś.
Ale mnie osobiście najbardziej rozwala to jak nasza małą agentka się przedstawia:
Mama: Kochanie jak masz na imię?
Ania: Aniusia
Mama: A jak masz na nazwisko?
Ania: Piś.
No wiec młodociana obeznana jak nic w sprawach swej tożsamości.
Chyba muszę sobie na kartkę zapisywać te wszystkie nasze dialogi, bo pamięć ulotna i później jak napisać coś się chce to w głowie pustka.
W każdym razie Ania gadułą straszna, część zrozumieć łatwo, część to totalna chińszczyzna. No, ale nie ma co- ona ma zaledwie skończone 20 miesięcy.
           

Komentarzy: 12 (Komentarze)


Mama na chorobowym, wizyta we Wrocławiu.
2009-09-15 
No i miała być notka o przymusowym chorobowym mateczki i wizycie we Wrocławiu.
Po powrocie z nad morza Ania nam się rozłożyła- kaszel taki miała, że szok. A wszystko zaczęło się jeszcze nad morzem. Wystraszyłam się nie na żarty, bo kaszel taki, jakby dziecko zapalenia oskrzeli się nabawiła. Ja tak dla wygody awaryjnie poniedziałek urlopowy jeszcze miałam, no i przydał się jak nic, bo z małą do lekarza poszłam. A tam bardzo miłą Pani doktor zbadała Niunię, która to za lekarzami nie przepada, wydała diagnozę, że to jakieś zapalenie kataralne. Przepisała syrop i witaminki, a mamusi chorobowe do końca tygodnia dała. Tak więc z urlopu kilkudniowego zrobiły się prawie dwa tygodnie.
A weekend po chorobie razem z poniedziałkiem spędziliśmy we Wrocławiu. Nie planowaliśmy tego wyjazdu z wyprzedzeniem, bo innych spraw całą masa i nie mogliśmy wszystkiego ogarnąć. Jednak znalazł się kupiec na nasze mieszkanie i musieliśmy jechać załatwiać różne formalności, posprzątać owe mieszkanie. I tym sposobem w piątek wieczorem dotarliśmy. W sobotę ja, Piotrek i mój teść udaliśmy się do mieszkania posprzątać bałagan po wymianie pionów wodnych. Ania została z babcią Ewą. Dojechały do nich także ciocia Magda i Agatka. Agatka zrobiła się bardzo spokojna dziewczynką, co Ania szybko zauważyła i ku mojemu przerażeniu zaczęła wykorzystywać. A tu zabawkę zabrała, a tu krzyczeć na Agatkę zaczęła, a to znowu popchnęła albo uderzyła starsza o prawie rok kuzynkę. No cóż nam pozostaje, jak tylko przeprosić za zachowanie małej panny. Ale żeby nie było, że rodzice z takim stoickim spokojem do tego podeszli. Było oczywiście tłumaczenie i kara w postaci siedzenia w „kącie”. Sobota zleciała szybko. Po powrocie do domu my wyszykowaliśmy się i poszliśmy spotkać się ze znajomymi, a dziadkowie pilnowali Ani. Ania tuż po przyjeździe troszkę nieśmiała, w sobotę dała już znać o sobie i pięknie bawiła się z dziadkami, i tak aż do wyjazdu. Niedziela w sumie spędzona leniwie. Spotkanie z rodzinką siostry Piotrka i nasze wyjście na zakupowe szaleństwo. Choć lepiej nazwać to małym rozpoznaniem tego, co słychać we wrocławskich galeriach.
Poniedziałek był na maksa zakręcony. Najpierw do spółdzielni, potem zrobić opłaty, znowu do spółdzielni, do biura nieruchomości, na mieszkanie, no i spowrotem do biura nieruchomości. I tak zrobiła się godzina 17. Po tym wszystkim zajrzeliśmy na chwilkę do teściów po rzeczy i w drogę do Kielc. Na miejscu byliśmy dopiero ok. 23, a przecież we wtorek do pracy. Weekend jednak był udany. Nic dodać nic ująć. No i 18 jedziemy znowu do Wrocławia- tym razem na wesele koleżanki Piotrka.

Komentarzy: 3 (Komentarze)


Wakacje minęły, wrzesień mamy....
2009-09-08 


No i jak tu człowieku nadążyć za tym uciekającym czasem- wprost nie da się. Piszecie mi kochane kobitki, że warstwa kurzu z bloga usuniety powinna być, a ja dopiero dziś mam chwilę by coś skrobnąć. Nazbierało się do opowiadania . Cały czas coś sie zmienia w naszym zyciu. Ania rośnie i dorośleje. Oczywiście to doroślenie jest odpoienie do jej wieku, ale nas zaskakuje ile taki mały człowiek potrafi, ile rozumie, jak bardzo chce poznawać śiwiat. My staramu się temu wszystkiemu wyjść naprzeciw, jednak sami czasami zostajemy w tyle.

W tej ntce napiszę o naszym pobycie kilkudniowym nad pieknym polskim morzem. Wyjazd tylko 5dniowy, ale zawsze to coś. A wyjazd dla nas szczególny, bo bardzo rodzinny. Brakowało z nami tylko mej kochanej Sisterki Agi. A wszystko to dzięki rodzicom, którzy zebrali swoje dzieci z rodzinami i na te parę dni nadmorskich  zaprosili. Za to bardzo Wam dziekuję. Kierunek jaki obralismy to Jastrzębia Góra- a w zasadzie przylądek Rozewie. Piękna latarnia na owym przyladku była na wyciągnięcie ręki dosłownie.  Wyjazd  w nocy z wtorku naśrodę. Dojechalismy do miejsca naszego bytowania około południa i po rozpakowaniu i zjedzeniu jakiegoś rozsądnego posiłku skierowaliśmy się prosto nad morze. I tak tym brzegiem przemierzalismy ponad 3 kilometry. Ania morzem oczarowana , zaciekawiona, a czasem przestraszona, bo Bałtyk, jak wiekszość z nas wie, do najcieplejszych mórz nie należy. ALe ile było radości we wspólnych wygłupach z dziadkiem i tatą tego dnia. Babcia Stenia też wnusię za rękę prowadziła. Mama za to skrzętnie wszystko utrwalała w obiektywie. Bo przecież w zimowe wieczory trzeba mieć do czego wracać. Tak swoją droga przez te pieć dni zdjeć zrobionych zostało prawie 800, co myślę, że stanowi sporą ilośc. No ale nie o tym. Po tych spacerach udaliśmy się na mały obchód po Jastrzębiej. Trzeba było się zorientowac, co gdzie jest. Ania wypróbowała karuzele, ale zmęczenia dało jej się we znaki i troszkę marudziła. Wieczorkiem zawitaliśmy spowrotem do naszego domku, gdzie zabawa trwała nadal. Bo dziadkowie to potrafia atrakcje wnuni wymyślić. Noc troszke niespokojna, mała nie bardzo mogła spać w nowym miejscy. I tak o godzinie 5 pobudkę nam zrobiła, a jakże. Nie przeszkodziło nam to wcale. Wczesniej moglismy wybrać się nad morze,. A dzień czwartkowy był wprost cudowny. Cały dzień na plazy, harce w wodzie, zabawy w piasku uciekanie, zaczepianie ludzi i innych dzieciaków. My opalaliśmy się troszkę i wprost nie moglismy się napatrzec na te nasza małą Niunię. Dziadkowie chyba tez zadowoleni. Wszyscy z dala od miejsca zamieszkania, pracy i różnych problemów. Piatek to kolejny dzień na plazowanie. Przynajmniej do popołudnia. Bo wtedy to dotarli do nas MArcin , Karolina i Wiktoria. No i wszyscy prawie w komplecie. Wika nad morzem juz była, ale tak czy inaczej  bardzo się cieszyłą widząc taaaką wodę. Dziewczynki dogadywały się bez problemów. I te wspólne zabawy. Obie mają dośc wyraziste charaktery. W związku z tym kiedy jedna chciała rządzić druga ja stopowała, i odwrotnie. Piatkowy wieczór spezony także na spacerowaniu. Sobota chłodna, a raczej wietrzna. Ale nam nie straszna taka pogoda i spacerowanie byc musiało. Posiedzieliśmy troszkę nad morzem, a kiedy wiatru mieliśmy dość udaliśmy się wprost do mini wesołego misteczka. Ja, moja bratowa Karolina i nasze małe stokrotki udałysmy się na kaczuszkową ciuchcię. Wesoło to mało powiedzine- tak fajnie tam było. Dziewczynki i te małe i te większe machały swoim panom i dziadkom. Po ciuchci przyszła dla Wiki kolej na zabawę w kulkach. Ania tez chętnie by pobuszowała, ale niestety z rodzicami wchodzić nie wolno było, a Anuszka jeszcze troszkę za małą na samodzielne harce w takim miejscu. Za to Ania dostrzegła karuzelę łańcuchowa. W sumie została na tych huśtawkach tylko posadzona, za to z jej oczu szczęście biło na odległość. Po tych szaleńśtwach rodzicielka stwierdziłą, ze wapniakiem nie jest i na trampolinę sie udała, taaaaką duza, co na linach człowieka przypinają. Mało istotne dla mnie było, że średnia wieku na owym urzadzeniu wynosiła ok 5 lat.  Fikołki i wyskoki były. Zabawa super. No i chyba niemały podziw dorosłych, że ktoś starszy odważył się na takie rzeczy. Wieczorkiem wróciliśmy do domku zjedlismy kolacje dzieciaki poszły spać, a my zrobiliśmy sobie grilla przy piwku. Wspólne rozmowy, super. Niedziela, to przede wsztskim pakowanie, i szykowanie do wyjazdu. Nas czekało ponad 500 km, a braciszka z rodzina chyba ok 250km. Droga niekrótka. Ale i czas na pożegnanie z nadmorkimi widokami było. Matka nazbierała kamieni, by umieścic je w swoim mieszkanku, by przypominały ten cudowny czas. Za to wszystko , za te wspomni tylko dziękować możemy. Mamo i tato jesteście super. Mam nadzieję, że za rok tez uda nam się wyjechac gdzieś wspólnie.

A co tam się jeszce działo. Mam na mysli nasze małe pociechy. Koło naszego domku był taki mały plac zabaw ze zjeżdzalnią. Ile dziewczyny razy zjechały z owej zjeżdżalni- nie wiem. Trudno nam to zliczyć. Ganiały się, która pierwsza dotzre na podest, która szybciej zjedzie. Do tego oczywiscie wspólna zabawa w piaskownicy. Ale żeby nie było tak kolorowo, to powiem, że czasami zdażały sie wojny o zabawki. To chyba rzecz normalna. W sumie nie było tego dużo i można na to przymknąć oko. Poza tym wnusie slicznie bawiły się z dziadziem Mariankiem i babcia Stenią. Dziadkowie karmili swe królewny i sprawiali, że ten czas był naprawdę wyjatkowy.

W tej notce to chyba tyle. Następna będzie o chorobowym i o wizycie we Wrocławiu. Tymczasm moi milusińscy zyczę miłęgo dzionka  i obiecuje, że niebawem was odwiedze i zostawię kilka słow na stronach waszych blogaskó. Buziaki :*:*:*:*:*

________________________________________________________

A to" krótka" fotorelacja. Dla zainteresowanych fotki w galerii.



  

 
 

 
  
 
 
  
  

  
 
    

    

 
  
  
 



Komentarzy: 31 (Komentarze)


Samodzielność- moja duma :)
2009-09-08 

Taka krótka notka bedzie słowem wstępu przed relacja urlopową. A pisac jest o czym. Nie tak dawno temu braciszek zabrał swoje rzeczy od nas z mieszkania. W związku z tym faktem nastąpiły pewne zmiany w zakresie spania w naszym domu. Do tej pory spaliśmy z Anuszką w pokoju. Jednak od kilku dni Ania śpi sama. Zostawiamy uchylone drzwi i dziecię kiedy tylko wstanie przychodzi do nas zakomunikowac owy fakt. Nie budzi się w nocy przestraszona. No i wreszcie ma swój własny pokój. Niby miało być tak od poczatku, ale doszliśmy do wniosku, że trzeba najpierw małą przyzwyczaic do nowego mieszkania a później kombinować z osobistym pokoikiem. Teraz mała staje się doroślejsza, bardziej samodzielna. A ja i Piotrek wprost pekamy z dumy. Niby to mało, jednak dla nas to kolejny krok, który Niunia pokonuje samodzielnie. I cudownie na nia patrzec kiedy tak sobie słodko spi i śni. Kochamy Cię Niuniu baaaaardzo. No to na tyle.

Buziaki i zapraszam na następna notkę :)
O sprawach ważnych ważniejszych, ale wszystkich miłych...
2009-08-19 




Oj kurzy się u nas na blogu strasznie. Ale cóż- korzystamy z końcówki lata, a czasami po prostu zmęczenie i dobra książka wygrywają. Ostatnimi czasy nie dzieje się u nas wiele ciekawych i ekscytujacych rzeczy- ot normalne zycie rodzinne. Ania bryka po domu, na placu zabaw, dokucza trochę, smieje się płacze, papmersa lubi i cięzko nam idzie odpampersowywanie. Ale jestem dobrej mysli i wiem, że przyjdzie czas, kiedy mała dorośnie i do tego. Gadulec straszny jej sie włączył. Gada i gada i gada. Codziennie zaskakuje nas nowymi słowami. Ostatnio na przykład na pytanie rodzicielki jaka jest Ania? pociecha odpowiedziała Duzia. Wypiła picie i co zakomunikowała?- "puste"- brzmi odpowiedź. I tak w kółko. Mnie to cieszy bardzo, bo to taki widoczny znak tego, że mała się rozwija. A jaka tancerka z niej się zrobiła- szok. Pozy figury i to wyczucie rytmu- normalnie tylko chwalic się nią : ) Z rzeczy innych to zakomunikuję, że troszkę się w  weekend wycieczkowalismy i było super.

Odwiedziliśmy miejscowość KUROZWĘKI. Droga minęła nam bardzo sympatycznie, bo zaczepilśmy się jeszcze o działeczkę, gdzie mała panna Anna mogła sobie pojeść malinek prosto z krzaka, pobawić się w piaskownicy, pouciekać rodzicom i dziadkom. No takie wspólne odpoczywanie. Bylismy też odwiedzić prababcie Leokadię, która miała jechać  z nami, ale niestety spotkał ją nieprzyjemny wypadek- szła do na podpierając sie na swojej lasce, która w pewnej chwili się ułamała, a babcia upadła na ziemię, na twarz. Pozdzierałą ja trochę, ale na szczęście nic poważnego się nie stało. Babciu zdrówka ci życzymy.

No ale wracając do oddalonych o ok 60km od Kielc Kurozwęk. Co to jest, co tam jest? Otóz znajduje się tam pałac zbudowany na ruinach zamku z XIV w. Na zewnątrz nie iwdać tych starych murów, ale w środku jak najbardziej da się wczuć w czasy, kiedy owy zamek był budowany. Lochy przerażające, ciemne, chłodne. Brrrr... A co poza pałacem jeszcze tam znależliśmy? Kurozwęki słyną także z powodu bardzo dużego stada bizonó amerykańskich i kukurydzianych labiryntów. Poza bizonami mozna tyam spotkać też strusie, lamy kozy, świnki wietnamskie, dziki, osiołki i piękne konie. Dla najmłodszych jest plac zabaw z bardzo fajnym torem przeszkód z pni drzew. Pochodziiśmy sobie troszkę po tych wszystkich atrakcyjnych miejscach, no za wyjatkiem tylko labiryntów, bo tam trasy o 1,5 do 4,5 km. A co by sie stało, jakby ania gdzies uciekła? No ale mam nadzieje, że za jakiś czas tam wrócimy i Niunia pobawi się w małego odkrywcę. Kochani rodzice dziękuję Wam za ten wspólny wypad. Było super. Naprawdę. Oby częściej.

A rzeczy bieżących to wspomne tylko jeszcze, że najprawdopodobniej pojedziemy sobie nad morze w przysłym tygodniu. Co prawda tylko na 5 dni, ale to zawsze coś. Zalezy nam , by Ania pooddychała troszkę świezym powietrzem. Takim najodowanym. A i nam się przyda kilka dni odpoczynku od pracy. Nad to morze jedziemy z moimi rodzicami, i dojada do nas jeszcze na 3 dnia mój brat , bratowa i Wika. Już sie nie mogę doczekać.

Tymczasem pozdrawiam Was cieplutko i całuje mocno.


Komentarzy: 23 (Komentarze)


LEtnio i rodzinnie...
2009-08-11 

Ach i notencja po tygodniu wreszcie zawita na blogu. Mnie przenieśli teraz na sekretariat w pracy i do domu wracam na rzęsach, więc o pisaniu nie ma mowy. No ale do rzeczy. Dziś będzie o ostatnim weekendzie, który spedzilismy z moimi rodzicami i moja bratanica Wiktorią. Wika została przywieziona do Kielc w sobotę, a mój brat z żoną udali się na wesele do Łodzi. Tak wiec mieliśmy okazję spędzić ze sobą trochę więcej czasu niż zwykle. Mnie to bardzo ucieszyło, bo chcę , żeby Ania utrzymywała kontakt ze swoimi siostrami ciotecznymi. Istnieje niestety mały problem, by dzieci mogły się często ze sobą bawić. Wika mieszka z rodzicami pod Warszawą. a Agatka we Wrocłąwiu. I tak widuemy się raz na miesiąc. No ale wracając do wekendu. Sobota spedzona na działce. Zabawa super. Dziewczynki na powitanie zostały zabrane na pyszne działkowe malinki. Nie ma to jak radość dziadkó patrzących na swoje ukochane wnusie. A jak one się zajadały, jak cmokały, normlne aż miło było na to patrzeć. Po tym malinkowym ucztowaniu dziewczyny pomagały zbierać ogórki, a raczej próbowały, bo jak kazdy wie, gruntowe ogórki sa kłujące. Chęci jednak były. Co tam jeszcze wyprawiały nasz stokrotki- a no była zabawa w piaskownicy, spacery z lalami, chodzenie po desce, która służyła im za równoważnię. No i gonitwy po sadzie, i zamienianie się dużymi wózkami, i próbowałam je ululać, ale nic z tego. I tak nami mijały kolejne godzinki na wspólnym korzystaniu z uroków wsi i cieszeniu się własnym towarzystwem.

Ania zasnęła nam jeszcze na działce, ale jak przyszło do wyjazdy to się obudziła i w samochodzie tez było zabawnie. Obie dzieczynki w fotelikach zamieniały sie lalkami, przybijały piątkę.... W końcu Wiktoria padła. Po powrocie do domu położyłam ją spać no i musiałam jakos i nasza pociechę zachęcić do nocnego odpoczynku. W końcu udało się. Rano dziewczyny urządziły sobie pidżama party, szalały w łóżeczku, tuliły się, a ich zabawy nie miały końca.  Zjadły razem śniadanko. Później wybraliśmy się na małę zakupy, a w tym sklepie to dziewczyny naciągnęły nas na cztery przejażdżki karuzelami i różnymi autkami. Ale dla ich usmiechu warto : ) Po obiadku pożegnaliśmy się. Dziadkowie odwozili Wiktorię do rodziców pod Warszawę, a my udaliśmy się do domku. Ale dla nas atrakcje sie nie skończyły, bo była jeszcze popołudniowo-wieczorna przechadzka do parku. Ania jak zwykle zachwycona kaczuchami. Cudnie spędzony weekend. Oby tak częściej.

A  z serii Ania mówi:
Wika do Ani: Ania!!! ( nawołuje kuzynkę)
Ania na to- idę :)
- dzieci
- już
-plosie- proszę
-MAja- i tu na myśli ma stworzonko powszechnie nazywane pszczółką
- stalcy- starczy

PS. Pozdrowienia dla dziadków we Wrocławiu. Tak się złozyło, że do Wrocławia zawitamy dopiero we wrześniu.
PS. Dla moich rodziców- na szczęście.... resztę tej kwesti znacie :) Dzięki za super czas :)

A fotki przygotowane do wrzucenia juz sa, także po pracy coś zamieszczę :)


Komentarzy: 20 (Komentarze)


Nad wodą fajnie jest...
2009-08-03 

A notka sierpniowa pierwsza będzie o tym, jak to nasza trójka korzysta ze słonecznych popołudni. W tym roku tak się składa, że na urlop raczej nie ma szans, ale za to spędzamy super weekendy w Złotej Wodzie, nad wodą, na spacerowaniu.

I jedno z takich popołudni było w czwartek. wtedy to ja z mężem i cócią a także moja Sisterką Aga wybraliśmy się nad wodę. Ania w autku nam zasnęła, ale jak juz dojechaliśmy to pięć minut nie minęło jak mała dała znać, że jednak na spanie jeszcze pora nie przyszła. I zaczęły się szaleństwa z ciocią Agą. Ania do wody na poczatku niechętnie chciała wchodzić. A jak dziecko się już przyzwyczaiło, to z wody wyjść nie chciała. Super spedzone popołudnie. No i ciocia Aga nacieszyć się swoją chrześnicą mogła, bo już dziś do Niemiec na dwa miesiące wyjeżdża i smutno nam bez niej tu będzie.

A to kilka fotrk z pobytu nad wodą:
 

  
 
 

 

 

 

 

A dla mojej Sisterki najlepsze życzonka z okazji 23 urodzin!!! Kochana dużozdrówka, spełnienia najskrytszych marzeń i miłości. A tego życzymy Ci ja, Piotrek i twoja rozrabiarka Anuszka.

PS. Ania tak żegnała ciocię na peronie, że ciocia prawie sie popłakała. Anuszka na rece do cioci i już. Ciocia nigdzie nie jedzie, a jak jedzie to tylko z anią. Bardzo sie wszyscy wzruszyliśmy.

A z serii Ania powiedziała:

- talcy- starczy
- buli- boli
- mamo nie ce- mamo nie chcę
O pewnym pięknym spotkaniu....
2009-07-30 

Ach co to się wczoraj działo.... Słowem wstępu powiem tylko, że w lipcu miały się w sumie odbyć dwa Smykowe spotkanka- jedno z Madzią Mitkiem i Maćkiem, a drugie z Magdą, Mają i Arturem. No i jak wspominałam w poprzedniej notce jedno niestety do skutku nie doszło. Ale za to spotkalismy się wczoraj po raz pierwszy w realu właśnie z Mają i jej rodzicami. Dla mnie spotkanie bardzo wyczekiwane, bo właśnie te dwie Magdy najblizsze mi są w tym Smykowym świecie.

Spotkanie nasze trwało zaledwie dwie godzinki, bo nasi goście wracali z pierwszej części urlopu i tylko przejazdem w Kielcach sie znaleźli. Ale te dwie godziny tylko mnie utwierdziły w przekonaniu, że na Smykach można poznać naprawde wspaniałych ludzi. Tak jak sobie ich wyobrażałam, tacy się okazali.

MAJA-



dziewczynka sliczna, urocza, z charakterkiem. Głowa pełna pomysłow. Zafascynowana wszystkim, co ją otacza. Fanka owoców jakich mało. W ogóle nie boi się ludzi. Bez oporów ruszyła przed siebie do zabawek, do nas nie patrząc gdzie jest i kim są te nowe osoby. Dla mnie to taka mała iskierka, którą w momencie polubiłam. A  i ona chyba troszkę do mnie się przekonała, bo bawić się z "ciotką" chciała.

MAgda


śmiało mogę powiedzieć, że gdybyśmy tylko mogły częściej się widywać, to nasza znajomość mogłaby się przerodzić w przyjaźń. Zdecydowanie ma bratnia dusza. Wspaniała i piękna kobieta. Ach jak ja jej zazrszczę tej figurki. Wesoła, gaduła, otwarta. Bardzo bardzo |"równa" dziewczyna. Szkoda, że takich osób nie spotyka się codziennie.

Artur

Ten oto pan zakochany w swych damach do granic możliwości. Chętnie zaprosiłabym go do przygotowania jakiegoś specjału w kuchni. Wesoły, otwarty facet. Głowa pełna pomysłów. Gaduła taki jak jego małżonka. Fan przyrody i stworzątek pływających zwanych rybami. A może tak jakaś lekcja wędkarstwa?

A icvh trio jakie w odbiorze jest. Cudowna rodzinka. Z jednej strony taka normalna, z drugiej niesamowita. Widać, że to co mogą robić wspólnie, sprawia im wielką frajdę.


A jak przebiegło spotkanie? Dziewczynki trochę z energią się nie zgrały, bo MAja po spaniu w samochodzie wypoczęta, a Ania maruda lekka bo śpiąca. Nie przeszkodziło im to jednak razem się pobawić, pojeść wspólnie owoce, pokrzyczeć. Maja koniecznie chciała wypróbować łóżeczko Ani. I udało jej się. My gadaliśmy i gadaliśmy, na tyle, na ile czas pozwolił.







 

Mam nadzieję, że kolejne spotkanie jeszcze jakoś w te letnie miesiące uda się zorganizować.

Dzięki kochani, że zajrzeliście, bo mieliśmy okazję pznać fantastycznych ludzi. Buziaki dloa Was ogromne :*:*:*:*:*:*:*:*:*:

A wieczorkiem update zdjęciowy z owego spotkania.

Oby częściej i na dłużej.....


Komentarzy: 17 (Komentarze)


Lato w pełni, a co my na to??!!
2009-07-30 




A no tak się składa, że lipiec dobiega końca i skoro wolna chwila się znalazła, to notka sklecona byc powinna. A pisac jest o czymj, bo jak zwykle u nas dnia wolnego szukać trzeba by na próżno.
W tej notce będzie trochę o naszych wyjazdach nad pobliski zalew, o wizytach na działce, o spotkaniu Ani z ciocią Karoliną, wujkiem Marcinem, Wiktorią. O naszych imieninkach, o wizycie która niestety nie doszła do skutku i o lekkich problemach zdrowotnych Ani.
No tematów się nazbierało.

To zacznę od tych wizyt nad wodą. Jest koło Kielc zalew, nad który nigdy jako dziecko nie jeździłam. Zawsze wywiewało nas dalej. Ale ponieważ po pracy czasu zbyt wiele nie ma, to postanowiłąm pokazać Piotrkowi i Ani to miejsce. Mała zachwycona- tyle wody, tyle piasku, tyle zieleni, no i w końcu sporo ludzi, których można zaczepiać. Miłość do wody jest, ale za każdym razem budzi się w jej sercu na nowo, początkowe obawy zamieniają się w zachwyt i chęć ciągłego wbiegania, chlapania, uciekania rodzicom. Nie wspomnę już o wspólnym spacerowaniu brzegiem,  to takie chwile, które chcę zachować w pamięci. Jak narazie udało nam się nad ten zalew dwa razy pojechać, ale myśle, że w miarę możliwości będziemy robić to częściej.

 
 


Co do wizyt działkowych to jest tam cudownie jak zawsze. Ania uwielbia dziłkę, może zajadac się owocami, szleć w piasku, bawić się z dziadkami, pomagać babci w ogródku no i obserwować sowjego ulubionego pieska ( duży jest i pilnujemy by to uczucie było okazywane raczej z pewnej odległości). Ania za pieskiem z uporem maniaka woła "Boś oć", co w wolnym tłumaczeniu znaczy "Boss chodź" . W jeden z ostatnich weekendów na dziłkę wybrał się też mój brat z rodzinkom. Dziewczynki ładnie ze sobą się bawią. Uczucia siostrzane są, ale jak to bywa z małymi dziećmi i pewne starcia od czasu do czasu na horyzoncie się pojawiają. Dziadek naszykował basen z wodą, a my dorośli- ja, Piotrek, Aga, Marcin, KArolina, i dzieciak- Wika i Ania  w tym basenie urzedowaliśmy. Może trudno to sobie wyobrazić, ale bawiliśmy się jak dzieci. A rodzice cali uśmiechnięci i radośni , że swoją gromadkę w takich zabawach widzieć mogą.



 
  
 


No i teraz o niedzielnym świętowaniu moim i Ani- otóż obie obchodziłyśmy imieninki. Był obiadek u moich rodziców, zajadanie lodów, wiele życzeń od różnych osób, za które bardzo bardzo dziękuję. Ania obdarowan przez dziadków o ciocię i prababcie podarunkami. I mnie też się udało : ) Bardzo mile spędzona niedziela. Fajn ie mieć wspólnie imieninki z własną córcią!!

A z mniej wesołych rzeczy to , nasze Smykowe spotkanko z Magdą Mitkiem i MAćkiem niestety nie doszło do skutku z przyczyn od nas niezależnych. Oj jaka szkoda, bo doczekac się nie mogłąm. Ale plany sa, by tak czy inaczej jescze w te wakacje sie spotkać. I miejmky nadzieję, że tak właśnie będzie. A powód odwołania prostu- Mitek rozchorował się, zastrzyki przyjmowac musiał, więc powiem tak- ZDROWIE NAJWAZNIEJSZE.  A cioctce mej kochanej smykowej Madzi i chłopakom wielkie buziaki przesyłam, bo należą się, jak nie wiem co :*:*:*:*:*:* A za co? No więc we wtorek dotarła do na paczuszka od nich. O tym, że będzię wiedziała. Ale zawartość mnie totalnie zaskoczyła. Ania zostałą obdarowana piękną sukienką z bolerkiem- normalnie cudo. Troszkę jeszcze za duża ale na przyszły rok bedzie jak znalazł. Do tego MAdzia zapewniłą Anuszce piekny niebieski 0plecaczek, malowankę z farbkami no i rysowankę. BAAAArdzo WAM DZI|ĘKUJĘ!!!! ::*:*:*:*:*:*

No i jeszcze o zdrówku panny Anny- było momentami kiepskawo. O służbie zdrowia pisać nie będę bo irytacja straszna, zakończona przeniesieniem papierów do innej przychodni. W każdym razie nasza panna złapała jakiegoś wirusa i prawie dwa tygodnie miała bardzo rzadkie kupki. Do tego stopnia, że czasami zaprowadzaliśmy6 ją do żłobka w jednych ciuszkach, a wracała, w pożyczonych, innych. No i do tego doszła jeszcze raz goraczka ponad 39 stopni. Całe szczęście udało się ją zbić. Teraz wszystko wróciło do normy.

No w zeszłym tygodniu miało miejsce jeszcze jedno bardzo ważne wydarzenie: Ania skończyła półtora roku!!!! Córciu wszystkiego co najlepsze dla ciebie. Dziękujemy Ci za miłość którą nam dajesz i za każdy uśmiech, za każda chwilę, którą możemy razem spędzać.
A co do tego półtora roku to już wczesniej pisałam co ta nasza mała pociecha potrafi. Wspomnę tylko, że posiada 4 nowe ząbki- trójeczki dolne i górne. No i z nowych słowek, zdań pojawiły się:
- mama pacz tu- mama patrz tu
- mama oć tu- mama chodź tu
- misio, misiu
- pić
- ja, tam, tu
I pewnie jeszcxze coś. Ok to na tyle w tej notce. Wytrwałym gratuluję, bo popisałam sobie troszkę. : ) Buziaki Wam ślę:*:*:*:*:*:*


Komentarzy: 18 (Komentarze)


Jaka ona jest
2009-07-14 

No i trzecia, jak na razie chyba taka podsumowująca ten ostatni czas noteczka. A będzie przede wszystkim o tym, jak nasza małą Niunia się zmieniła, co potrafi, co ją złości, co lubi, a czego nie. Będzie też o weekendzie ostatnim, działkowym, pełnym radosnych wspomnień.

Zacznę od tego ostatniego. W sobotę, jeszcze razem z babcią Ewą , udaliśmy się do Złotej Wody, do moich rodziców na działkę. Pogoda nie była może rewelacyjna, ale dla nas to nie problem. Ania oczywiście musiała zrobić inspekcję i działkę przemaszerować w każdym kierunku. Były zabawy w piasku, zajadanie się czereśniami prosto z drzewa, wcinanie marchewek z babcinego ogródka. Ale przede wszystkim to bieganie bieganie i jeszcze raz bieganie. Ania na tyle zmęczona była, że w drodze powrotnej zasnęła i wstała dopiero nad ranem. Ja wieczorkiem na wieczór panieński koleżanki wybyłam i Ania z tatusiem swym została. Zadanie proste bo dziecinka jak usnęła, tak spała. Niedziela też nam upłynęła pod znakiem działkowych szaleństw, w których ja uczestniczyłam w mniejszym stopniu, wykorzystując chwilę na odpoczynek po dniu poprzednim i korzystając z wygody namiotu mej córki. Ania znowu zaglądała w każdy zakamarek, budowała z ciocią, tatusiem zamki z piasku. Odpoczywała też na swoich dwóch fotelach. Dziadek nie zapominał o  wnusi i dostarczał jej różnych atrakcji. Babcia Stenia za to pokazywała wnusi warzywka w ogródku i różne kwiaty. Ania poszalała i apetyt miała niej z tej ziemi. Ach jak fajnie jest mieć działkę i mieć gdzie wyjechać z miasta.


Ania niebawem skończy półtora roku. Bilansu robić nie będę, ale chcę by wszyscy wiedzieli , że mamy cudowne dziecko, które dla nas rodziców, jest największym darem, pięknym i mądrym. Wymarzonym. Ania bardzo się zmieniła od czasu, gdy zaczęła chodzić do żłobka. Wydoroślała, usamodzielniła się, bardzo dużo mówi. Zaczyna budować pierwsze zdania.

Samodzielność.

Ania najchętniej sama by zakładała skarpetki, buciki, a jedzenie to już w ogóle. Nie ma mowy by ktoś spróbował ją nakarmić. Ona ciągle tylko ja ja ja . I tym sposobem zupa sama znika z miseczki, paróweczka pochłaniana jest w momencie, a i pije nasza panna samodzielnie z prawdziwego kubka. Rzeczy może na pozór niewielkie, ale dla nas bardzo ważne. Tylko z siusianiem samodzielności osiągnąć nie może. Ale i na to przyjdzie czas. A z tym byciem samodzielnym to jeszcze napiszę, że
Ania najchętniej chodziła by wszędzie sama, bajkę włączyłaby sama, poczytałą książeczkę sama. Wytarcie buźki i nie tylko to też nie problem. A tych rzeczy , co ona sama i sama , też już sporo jest i pamięć troszkę mnie zawodzi.

Gadulstwo.

Chodzi taki mały ktoś po domu i trajkocze. Gada. Nadaje. Buzia jej się nie zamyka. A co mówi? A to kilka przykladów:
-         pać- spać,
-         oć, chodź
-         mama maś- mama masz
-         tata oć
-         chce
-         mniam mniam
-         Oli
-         Batuś
-         Antoś
-         Psijedzie jeśce
-         Ja
-         Tu
-         To
-         Tam
-         Baja
-         Aga
-         Ciocia
-         Sisi
-         Bucie- buty
-         Aha
-         Ooooo
-         Wow
-         Oj
-         Bam bam
-         Piła

No i tych słó których nie pamiętam cała masa. Ale najzabawniejsze jest to, że mała już pierwsze zdania składa. To mówi mama oć, tata maś i tak dalej. A o jej chińszczyźnie już nie wspomnę. Do tego to taka mała mądrala.

Ania lubi- Ania nie lubi.

Ania ma charakterek. Jest uparta jak osiołek momentami. Jak już coś postanowi, to nie ma przebacz. Jak zacznie kąpiel, to skończyć nie może, jak złapie czereśnie i mam prosi, żeby oddała, bo chce pestkę wyjąć, to ta ucieka, a już nie wspomnę nawet o tym, co się dzieje, kiedy rodzice na coś zgodzić się nie chcą i pannę strofują. Płacz, wrzaski. Ale ten płacz to często płacz udawany, bo to małe już wie , ze można tylko udawać, by efekt osiągnąć. Bystra, wszystko zauważy, wykombinuje. Zaczynają się już u nas wspinaczki wysokomeblowe. W ruch idzie stół i wszystko, co daje możliwość znalezienia się wyżej i wyżej.  Lęk wysokości zdaje się być jej obcy. Do tego Niunia opiekuńcza jest, i o zabawki swoje bardzo dba. Uwielbia rysować, i bawić się naklejkami. Uwielbia zabawy w piasku i na placu zabaw. Uwielbia zwierzątka i dzieciaki. Ale zawstydza się, gdy ktoś dorosły ją zaczepia. Kiedy poprosi się by cos wyrzuciła, bezbłędnie kieruje się do kosza na śmieci, to samo jest z pralką. Przynoszenie bucików- jaki to problem. Duma nas rozpiera kiedy tak na nią patrzymy. Mały wielki człowiek.


No i ostatnia rzecz. Pod koniec lipca odbędzie się moje pierwsze Smykowe spotkanko. Przyjeżdżają do nas Madzia, Maciek i mały Mitek. Nie sądziłam, że znajomości zawarte na Smykach mogą pozwolić mi poznać tylu wspaniałych ludzi. Dziękuję Wam za to, że jesteście i czytacie, kiedy trzeba tom wspieracie, a kiedy trzeba przywołać do porządku, to to robicie. Magda- ciotko ty moja Smykowa, zbieraj się szybko i do Kielc zawitaj. A Maja, Magda i Artur- wy też choć na chwilę zajrzyjcie, gdy przez me miasto przejeżdżać będziecie. Buziaki dla Was :*:*:*:*:*:*:*





Komentarzy: 20 (Komentarze)


Ona i on- duet nie do pobicia
2009-07-14 

Już jakiś czas temu chciałam napisać taką notkę- notkę o nich- o Ani i dziadku Marianie. Ania ma super kontakt ze swoimi babciami i dziadkami, ale to co łączy ją właśnie z dziadkiem Mariankiem jest jakieś takie inne, wyjątkowe. A to nie tylko moja opinia. Wnusia wprost szaleje za wszystkim, co dziadek wymyśli i zaproponuje. A me serce się cieszy, że dziecię tyle radości czerpie z tych relacji. Ale żeby nie być gołosłowną to przytoczę kilka przykładów.
Ania i dziadkowe opowiadanie bajek.
Mój tata ma niesamowity dar do opowiadania bajek. Pamiętam jeszcze z dzieciństwa te wszystkie Lokomotywy i pana Hilarego. Mama oczywiście też nam bardzo bardzo dużo czytała, ale tata robił zawsze z tego takie mini teatralne wykonanie. Anuszka doświadcza teraz tego samego. Bajki, które dziadek opowiada, są takie inne wyjątkowe. Widać , że i Ania, i Wiktoria wprost przepadają za tym.
Ania i tańcowanie z dziadkiem.
To kolejna zabawna część ich wspólnego spędzania czasu. Dziadek śpiewa, łapie wnusię za rączkę i zaczyna się prawdziwa radosna twórczość obojga. To za rączki to jak Indianie, pomysłów całą masa. I tak godzinami na nich można patrzeć.
Ania i akrobacje z dziadkiem.
Nikt z nas chyba nie ma takiej odwagi, by robić z Anuszką te wszystkie super akrobacje. Fikołki, karuzele i co tylko0. Dziadek podrzuca , kręci, wywija różne dziwne i wydawałoby się niemożliwe rzeczy. A Ani uśmiech z twarzy nawet na chwilę nie znika.
Dziadek pokazuje jej świat, pokazuje ile radości może być z biegania, pokazuje otaczający przyrodę i pozwala rozwijać wyobraźnię. Taki dziadek to skarb. Za to wszystko dziękuję ci!!!
PS. A tak żeby nikt nie powiedział mi, że Ania tylko w dziadku Marianku zakochana. Kiedy rodzice od nas wychodzą lub my od nich. Ania wyciąga rączki i nie chce ich puścić. Zostaje na rączkach najpierw u dziadzia później u babci. I buziaki i papa machanie rączką i słanie buziaków nie ma końca. Dziecko sprawiedliwe jest i basta.
A tych rzeczy co oni wspólnie robią jest całą masa i człowiek czasem nie jest w stanie wszystkiego opisać, no i przelać na stronę bloga naszego. Ważne to co w sercu i myśli zostaje.


Komentarzy: 9 (Komentarze)


Wrocław i wizyta babci Ewy
2009-07-14 

Tyle ostatnio się dzieje, tyle opowiadania, i nie tylko o tym jak Ania spędziła te ostatnie kilkanaście dni, ale również o tym jak bardzo się zmieniła. W tej notce będzie o naszym pobycie weekendowym we Wrocławiu oraz o wizycie babci Ewy u nas.

Do Wrocławia pojechaliśmy w pierwszy lipcowy weekend. Oj dawno nas tam nie było- ponad półtora miesiąca. Z jednej strony się tęskni bo Wrocław to naprawdę urokliwe miasto, z drugiej jednak to wielkie miasto, w którym brak jest czasu na chwilę wytchnienia. Dla nas to jednak wspomnienia wszystkiego od czego się zaczęło nasze bycie razem. Poza tym oczywiste jest że Piotrek ma tam rodziców i siostrę z rodzinką.

Weekend był dość intensywny. Ja akurat kiepsko się czułam, ale starałam się ze wszystkich sił, by Ania spędziła super czas. Dziadkowie Anią oczarowani- i pod wrażeniem tego, jak bardzo wydoroślała, jak wiele potrafi, jak zmieniła się z dzidziusia w małą dziewczynkę. Oni te zmiany widza mocniej, wyraźniej, bo nie obserwują tego z dnia na dzień. Dziadek specjalnie zamienił się zmianami żeby móc spędzić trochę czasu z wnuczką. Odwiedziła nas też ciocia Magda z Agatką. Dziewczynki dobrze się dogadywały mimo upływu czasu od ich ostatniego spotkania. Broiły jak tylko można było. Bardzo lubię widok wesołych dzieci. Niestety okazało się, że Agatka ma dużą wrodzoną wadę wzroku. Ach strasznie nam z tego powodu przykro.
W niedzielę wybraliśmy się na spotkanie z ciocią Emilią i ciocią Krystyną- rodzina Piotrka z Anglii. Czas też bardzo mile spędzony. Odwiedziliśmy Halę Ludową we Wrocławiu, a raczej jej okolice. Jest tam taka olbrzymia pergola a w jej środku fontanna, otwarta całkiem niedawno. Woda w niej tańczy, nie wypływa. Sporo zieleni, dużo miejsca do biegania, świeże powietrze i całkiem sympatyczna pogoda. I znowu były śmiechy, wariactwa, uciekanie. Ania namówiła oczywiście rodziców na balonika i tak z nim też brykała sobie.

Popołudnie to czas wyjazdu, Ania zadowolona, bo babcia Ewa jedzie z nami. Na tydzień zamknęli nam żłobek i babcia zadeklarowała się, że w tym czasie zajmie się Anią. Ja troszkę obawiałam się, czy to wszystko się uda i przejdzie bez stresu dla Anuszki. Całe szczęście babci głowa pełna pomysłów i dziecko nudzić się nie mogło. Przez cały tydzień było spacerowanie- po kilka godzin dziennie. Czasem Ania spała czasem nie. Babcia zabierała ją do piaskownicy i na plac zabaw, i do parku karmić kaczki. Myślę, że to był bardzo mile spędzony czas dla naszej kochanej córeczki. Babcia i wnuczka nadrabiały czas, jak się tylko dało, a my mogliśmy tylko z radością na to patrzeć.

To by było na tyle jeśli chodzi o wrocławskie historie. Reszta w kolejnych notkach. Buziaki dla wytrwałych, co do końca notki wytrwali.


Komentarzy: 6 (Komentarze)


Ciepło cieplej- czyżby zawitało prawdziwe lato?
2009-07-01 

No i wreszcie obiecana notka się pojawi. Juz nawet nie piszę, że czasu nie mam, ale tak naprawdę to zmęczenie bierze górę. A co do tego, jak tam u nas, to opowiadać możnaby w nieskończoność.

Na wstępie chcę złożyć mojemu kochanemu tacie, a dziadkowi Anuszki gorące życzonka imieninowe. Tatusiu dużo zdrówka i spełnienia marzeń. Buziaki dla ciebie :*:*:*:*:*

a z aktualności to spędzamy czas bardzo intensywnie. W piątek wybyliśmy z Piotrkiem na grilla organizowanego przez moja firmę. Anuszka w tym czasie została oczywiście z dziadkami. Oj co tam się działo. Kiedy tylko dzwonilam slyszałam w słuchawce śmiech naszej małej pociechy. Kontakt mają fantastyczny. Ania zasypia u dziadków bez problemu. A rano wstaje pogodna.
Sobota i niedziela to pobyt na działce, a tam wizyta u prababci Leokadii, i szaleństwa bez końca. Ania głaskała malutkiego kotka, przyglądała się z uwagą kurkom. No i oczywiście zabawa w piaskownicy, wąchanie kwiatków. Uciekanie gdzie tylko oczy poniosą. Mała tak szalała że później minuta wystarczyła by zasnęła w samochodzie.
W niedzielę też było szaleństwo działkowe, Ania nwet piersz raz po działce na boso biegała. I znalazła się idealna do chlapania donica z wodą. Ale radość. Ostatnio Ania często terż chowa sie za różne drzewka i czeka az ktoś ja zauważy. Wtedy wybiega taka uradowana że szok normalnie. Wieczorkiem, po powrocie z działki , udalismy się na basen. Mała pływaczka chyba nam rośnie. Basen normalny, taki dla dorosłych. A ona jak taka mała rybka. Bardzo mile spędzony czas.

Z innych rzeczy to muszę powiedzirć, że mała bardzo narzeka na wychodzace trójki. Wszystkie cztery już prześwitują przez dziąsełka. Kilka nocy było strasznych. Bez syropku się nie obeszło. Strasznie mi jej żal, kiedy tak cierpi.

Było też szczepienie w piątek. I to podwójne- jedno skojarzona na sześć chorób, a drugie to meningokoki. Ania poszła na szczepienie ze swoim tatusiem. Była podobno bardzo dzielna. Pani doktor ją zmierzyła- jest 80 cm, i zwarzyła- 10, 1 kg. Poza tym rozwija się bardzo dobrze.

Nasza śmieszka dużo mówi, i więcej rozumie.
Potrafi pogrozić paluszkiem.

A z serii Ania powiedziała:
- nie mówi juz mama a mamo
- Bartuś
- Antoś
-masz
- spać
- chce
- mama oć
- Oli
- ceść
- tatusiu

Pewnie jeszcze zapomniałam o wielu rzeczach, ale to może wieczorkiem dopiszę. Tymczasem buziaki Wam ślę. Notka pewie bez ładu i składu, ale cóż- bywa : )

No i kilka foteczek do notki wrzucam, bo ostatnio to jakos mało ich : )

 

  Tatusiowe imieninki
2009-06-29 




A dzis świeto swoje ma nie kto inny jak tata Anuszki, a mój kochany mezyk
Piotr. Kochanie z okazji twoich imienin zyczymy Ci jak najwiecej radość i jak najmniej trosk, spełnienia w roli ojca i męża, a także tetgo zawodowego. Kochamy Cie bardzo : )


Komentarzy: 0 (Komentarze)


Krótka relacjqa- a działo się działo...
2009-06-22 
No notka miała być już wczoraj napisana, ale jakoś po weekendowych wydarzeniach musiałam troszke odpocząć. No i wreszcie te obiecane zdjecia wrzuciłam.  No ale nie o tym ma być. Ostatnio w ogóle jakos tak ponuro na tym naszym blogu się zrobił- pewnie wina pogody i człowiekowi na refleksje się zbierało.

A co do tego relacjonowania, to w sobotę byliśmy na ślubie i przyjęciu weselnym mojego brata ciotecznego Grzesia. Zabawa wprost urocza. Mielismy w sum ie dylemat, czy w ogóle iść w związku z wydarzeniami ostatnich kilkunastu dni, ale z różnych względów decyzja zapadła: idziemy : ) Ania przez mamę wystrojona, ba moja mała księżniczka normalnie ( niech żyje skromnosc :p) Ślub był cywilny, więc Ania nie zdążyła się znudzić i łobuzować. Pieknie wręczyła kwiatki nowożeńcom. Następnie udaliśmy się na przyjęcie. Ania szlała po parkiecie, tańczyła ze swoja siostrzyczką cioteczna Wiktorią. Oj już w niepamięć poszły wszystkie nieporozumienia miedzy małymi damami i tak pięknie razem się bawiły. Był tez mały Żbyś- synek pary młodej. Zbyś o pół roku niecałe od ANnuszki młodszy, szarmancki, normalnie mały gentelmen. Po obiedzie chwilę jeszcze Ania sie pobawiła i zdecydowaliśmy, że to pora na odstawienie pociechy do dziadków. Troszkę obawiałam się jak to bedzie, ale bez powodu. Ania wybawiła się z babcią i dziadziem, pojadła, i grzecznie zasnęła. Ani jednej łezki nie było. Jak wrócilismy, pieknie nasze maleńśtwo spało. Wyraźnie jej słuzy towarzystwo dziadków. W niedzielę zobaczyliśmy sie jeszcze z moim bratem, jego zona i Wika. Dziewczyny poszalały. No i tak ten weekend minął. A dziś kończy się poniedziałek. Pociecha  śpi. I tyle...

A i ciekawostka- Ania zaczęła gryźć. Na razie zdarzyło jej sie to trzy razy, ale jednak... Musimy z tym powalczyć troszkę : )
Dobrej nocki kochani :*:*:*:*

PS Zdjęcia do notki dodam jutro. Dziś limit wytrzymałości i zmęczenia został wyzerowany :P


Komentarzy: 29 (Komentarze)


Jak to jest być mamą na pełnym etacie...
2009-06-16 
Dzisiaj bedzie trochę weselej niż ostatnio. Wujka pożegnaliśmy i wierzę, że jest mu lepiej, tam gdzie się udał.
 A o czym bedzie notka... No a o tym jak to jest, jak mama pracuje, a dziecię chodzi do złobka.

Czasami ciężko wszystko ogarnąć jest, zebrać myśli, i tak na spokojnie zastanowić się, co robić, gdzie pojechać. Strasznie brakuje mi tych wszystkich wspólhnie zAnią spędzanych chwil. Ona w żłobku, ja w pracy. Dziś omine Piotrka w tej notce, bo w sumie sama nie wiem, jak on na to sie zapatruje. Mija miesiąc odkąd zaczęłam pracę. Wracam do domu codziennie po 16 i czasami brak mi sił na cokolwiek. Tak bywa...

Z drugiej strony widzę że Ania też lgnie do mnie, wchodzi na kolana i chce, żebym cały czas miała ją na oku. Czasem nawet trudno umyć naczynia, bo Niunia domaga się wzięcia na rączki. Staramy się spędzqać ze sobą jak najwięcej czasu. Dla mnie doba powinna trwać przynajmniej o 8 godzin dłużej- by swohbodnie wyjść na spacer, zrobić zakupy, porysować z Anią, czy poukładać wieże z klocków. No i tych parę chwil tylko dla siebie. Patrząc z innej perspektywy na to wszystko, wiem, ze warto było zacząć staż, bo siedzenie w domu w pewnym momencie zaczyna po prostu przerastać. Chyba, ze ja byłam wyjątkiem. A tak widze jak Ania rozwija sie w oczach.

A w niedzielę w ramach relaksu udaliśmy się na basen. Ale nie brodzik, tylko taki prawdziwy. Ania zadowolona. Szalała z nami jak nie wiem co. I buło pływanie i inne ciekawe zabawy. A ponieważ jeszcze nie pisałąm o tym jak świetnie spędzilismy Boże Ciało, to teraz wspomnę, że było naprawdę cudownie. Rodzinnie, wesoło, przy grillu, w słońcu. Ania szalała z dziadkiem Mariankiem i swoim tatusiem, było tradycyjnie wąchanie kwiatkó, i jedzenie pierwszych działkowych czereśni. No i babcia Stenia truskawkami nas zasypała. Cudnie....

A z serii o gadulstwie panny Anny dziś mamy:
- tatusiu- wyraźnie powtarzane słow
-nie nie nie bunt "dwulatka" chyba sie zaczyna- mała przekora biega po mieszkaniu i powtarza w kółko to nie tamto nie  : )
- buty, ot tak jej się rzekło
-jak robi sowa? uuuu uuuu : )
-tu, to
-misio
i moje ulubione ceść : )


Miłego dnia kochani : ) Dzieki za miłe słowo : ) No i sorki, że tak sobie o sobie napisałam : ) Buziaki :*:*:*:*:*
A na nowe fotki zapraszam wieczorem : ) 

Komentarzy: 35 (Komentarze)


Smutno nam..
2009-06-12  Zastanawiałam się, czy pisać o ty, co dziś się wydarzyło, ale będzie to taka swego rodzaju próba uczczenia pamięci osoby, o której napiszę. Dziś odszedł od nas mój wujek, brat mamy. Strasznie smutno mi z tego powodu. A jeszcze wczoraj razem siedzieliśmy na działce i śmialiśmy się... Czas szybko płynie,a my nie zawsze pamietam, że jednego dnia jesteśmy, a drugiego... Smutno...

Miała być notka o świetnie spędzanym czasie, o radosnych chwilach, ale i o Ani goraczkowaniu. Napiszę tylko tyle, że po dwóch dniach goraczka dziś odpuściła. |Przepraszam że nic więcej nie będzie, ale sami rozumiecie...

Miłego weekendu... A dla niego tylko tyle [*] [*] [*]

Komentarzy: 16 (Komentarze)


O żłobku, o weekendzie, czyli nasze dni czerwcowe....
2009-06-08 




Witam witam wszystkich zaglądających czytających. A dziś trochę o tym, co przyniosły pierwsze dni czerwca.

Po pierwsze Ania niestety nie została przyjeta do państwowego żlobka. Ale czego mozna się spodziewać, jak było niewiele ponad 30 miejsc i ponad 250 podań. Oczywiście pierwszeństwo mają osoby samotnie wychowujace dzieci, nieletnie matki itd. Tym sposobem zostajemy przy dotychczasowym miejscu. Moze opłata nie jest najniższa, ale za to wiem, że nasze dziecko ma dobrą opiekę. Ania jest bardzo zadowolona , kiedy idzie do swoich kolegów i koleżanek. I wraca z usmiechem na ustach. Codziennie dowiadujemy sie, jakie robi postępy. No i co najciekawsze Anuszka to prawiwa chłopaczara. Koledzy są the best. Rozrabia z nimi ile wlezie. Także z jednej strony złość na system, a z drugiej w sumie radość , że mała  nie bedzie zmieniała otoczenia.

Sobota minęła nam pod znakiem wyjazdu do Złotej Wody, na działke, do moich rodziców, a dziadków Ani. Pogoda najpierw dopisywała, wiecAnia biegała, szalała ile się dało, potem jednak spadł deszcz i popołudnie spwedzilismy już schowani w domku dziadków, który co prawda jeszcze w stanie surowym jest, ale za to mozna się tam schować, posiedziec, napić się goracej herbaty. Ania zaliczyła nawet drzemkę. Wieczorkiem posiedzieliśmy jeszcze trochę, Ania poszła spać. Niedziela to wizyta na obiadku u dziadków i zabawy w domu- pogoda raczej kiepska.

Dziś za to po pracy zjedliśmy szybko obiadek i udalismy się na super spacer po naszych okolicach. Ponieważ mieszkamy w centrum Kielc, mamy wokół super park. A w nim kaczki, fontanne i łabędzie. Jaka Ania była szczęśliwa z tego, co zobaczyła. Była  też aleja znanych ludzi np. Franz Kafka. Bieganie , śmiech, zaciekawienie. No i poszliśmy też na główną ulicę Kielc- ul. Sienkiewicza. Deptak robi wrażenie. Plac artystów i Pałac Biskupi- to te zakątki , które sprawiają, że Kielce sa dla mnie wyjatkowe. W sumie wszystko w kadrze uwiecznione. Kto chce, niech ogląda. Na sam koniec złapał nas deszcz. Ale już letni, ciepły... Cudownie spedzone popołudnie...
     
A na koniec kilka słów, które w słowniku Ani zagościły:
"cieść"- cześć
"wow"- to chyba kazdy rozumie
"oć" - chodź
"tu"
"łała" lala
"Aga"
"ciocia".

No i pewnie o kilku zapomniałąm- trudno. Następnym razem dopiszę. Tymczasem miłej nocki kochani. Buziaki :* :* :*


Komentarzy: 18 (Komentarze)


Wreszcie razem!!!
2009-06-03 

Witajcie wszyscy kochani moi mili. Dawno nie pisałam. Brak czasu mnie dopadł, a raczej zmęczenie i brak sił, a do tego do wczoraj brak dostepu do internetu. Dziś tylko krótka notka, bo pora już późna a jutro przed 6 trzeba wstać. Strasznie Was zaniedbuje. Wiem- piszę to już kolejny raz. Nie sądziłam, że te nowe obowiązki nie pozwolą mi tak często pisać na Smykach. Mama nadzieję, że w weekend nadrobię i odwiedzę wszystkich.

Co do ważniejszych wydarzenie... Po pierwsze wreszcie jesteśmy razem. Piotrek juz na stałe zjechał- ja mam oparcie, a Ania swojego kochanego tatę u boku. Po drugie- był dzień dziecka. Spędzony z moimi rodzicami i babcią. Ania szczęśliwa- została obdarowana profesjonalnym rowerkiem. Rodzice za to postarali się stworzyć swojemu maluszkowi miejsce do pracy- czytaj miejsce do malowania i czego tylko. Tak więc wreszcie pociecha ma osobisty stolik. Powoli przyzwyczajamy się do nowej rzeczywistości. Raz wychodzi nam to lepiej, raz gorzej. Dni uciekaja jak szalone. Pogoda nie rozpieszcza. Ania z tego wszystkiego nabawiła się kaszelku i katarku .Walczymy z tym jak się da. Na szczęście nie ma goraczki . W żłobku super. Radzi sobie ten nasz aniołek. Ma nowych przyjaciól. Zawsze wita to miejsce z usmiechem. Co do przyjęcia do żłobka państwowego- decyzja już jest, ale nie wiemy jaka. Brak czasu, żeby pojechać i sprawdzić. Jutro mam nadzieję wreszcie dowiemy się, czy Ania zmieni we wrześniu otoczenie. Póki co to bedzie na tyle.... W weekend napisze coś więcej. A co do Wrocławia to tęskni nam się troszkę... Ale życie toczy się dalej i staramy się patrzeć przed siebie.

Moc buziaków. A i zaległe życzenia wszystkim kochanym Smykusiom i ich mamom. Dziekujemy za pamięć i miłe słowa :*:*:*:* Dobrej nocki  : )

Na koniec maja, na dzień Matki, na każdy dzień... 2009-05-27 


No i toczy się to nasze życie, nie powoli, szybko, doba staje się zbyt krótka, by wszystko myślami i działaniami ogarnąć.Odłożysz jedno, zrobisz coś innego, zaczynają pojawiać się zaległości. No i tak też niestety stało się ze smykami. Cóż... W pracy brak czasu, a raczej możliwości. Cały czas uczę się czegoś, więc głowy do pisanie nie mam. Czasem tylko w ramach odpoczynku wejdę i poczytam co tam słychać u naszych Smykowych znajomych. I wierzcie mi, że wiem co u Was tylko napisać nie mogę. Ale postaram się to jakoś niebawem nadrobić. Tylko niech ten tydzień minie. Pisałam wcześniej, że Piotrek od połowy maja z nami będzie. No ale plany się zmieniły i do końca maja we Wrocławiu siedzi. Tęsknimy za nim. Był na weekend, ale to tak szybko zleciało. Niestety.... A ten tydzień ciężki, bo dziś rodzice moi kochani wybyli na wycieczke i mam pieska nagłowie. Nie byłoby w ogóle prblemu z tym, ale Boss( owy pies) należy do tych większych i mniej spokojnych, dlatego też nie mogę na spacery brać ze sobą Ani.  No na całe szczęście przyjechała moja babcia, a Ani prababcia LEokadia, która zostaje na te kilka chwil z małą. Babcia ma już 84 lata, więc wyobraźcie sobie, w jakim tempie odbywam spacer, by moje dwie kochane kobiety dały sobie radę. No i wiadomo w pracy cały czas się coś dzieje, wracamy z Niunią do domu ok 16:30. Obie zmeczone , ale i spragnione swojej obeecności. Czasem sił mi brakuje. W pewnym sensie mogę sobie wyobrazić, jak dzielne sa kobiety, które wychowują same swoje skarby. Podziwiam je za wytrwałość. No ale dość tych refleksyjnych smętów. Wystarczająco was zanudziłam.

   

Co do przyjemniejszych rzeczy to weekend spędziliśmy w naszym nowym mieszkanku. Była też wizyta u cioci Ilony- mojej przyjaciółki. Ilona jak zwykle ze swoją Sis nie mogły się postrzymać i musiały Anię obkupić. Dzięki dziewczynki moje kochane. Druga rzecz to niedzielne spotkanie z moim bratem, chrzestnym Ani, ciolcią KArolina i Wiką- kuzynką Anuszki. Generalnie fajnie, chociaz czasami zdarza się, że Wika Anuszkę popycha. Zastanawiamy się o co chodzi, bo to był juz drugi raz, kiedy cos takiego się działo. A pewnie pamiętacie, jak dziewczyny pięknie się razem bawiły. No cóż. Zobaczymy co będzie dalej, czas pokaże.

Niedziela to Piotrka wyjazd. No i wizyta w Złotej Wodzie. Oczywiście Ania super się bawiła, wąchałą wszystkie kwiatki, które zaskakują ją wyglądem i swoja barwą. No i szaleńśtwa z dziadkami. Wow wow wow. Szok. Dziadek MArian to w ogóle już zbzikował na tym punkcie i latał z wnuczką na "barana" po całym sadzie. No i były odwiedziny u Anuszkowej prababci. Mamy srode wiec idę się relaksować i "You can daance oglądać". NO pod warunkiem, że ten mały bąbel zaraz zaśnie.

Trzymajcie się cieplutko. Ślę Wam moc buziaków. Poniżej małą fotorelacja. Dobrej nocki. :* :* :*

   




Komentarzy: 24 (Komentarze)


Krótka fotorelacja
2009-05-21 




No witam wszystkich czytających odwiedzających. Pisać nie będę dziś za wiele, bo już padam. Najpierw praca, potem po Anuszkę do żłobka, no i na mieszkanko rozpakowywać. A dziś postępy poczynione i Ani pokój czysty i gotowy do zamieszkania. Z tej okazji kilka fotek pstryknęłam. A no i jeszcze jedno. Moja niunia powiedziała dzis swojej mamie jak ma na imię. Jaka jestemz niej dumna   :) W weekend coś więcej skrobne. Tymczasem miłej nocki :*:*:*:*
























Komentarzy: 21 (Komentarze)


Po przeprowadzce, mama w pracy
2009-05-19 



No i stało się- przeprowadzka się dokonała. Chociaż to określenie to raczej mało powiedziane. Nie zdawałam sobie sprawy, że w naszym malutkim mieszkaniu moze byc aż tyle rzeczy. A jak zaczęło się przenoszenie i dopakowywanie, to normalnie urosła góra. Do tego meble. Masakra. "Jak narazie mam dosyć przeprowadzek. Ania w tym całym zamieszaniu bardzo dzielna, pogodna i wyrozumiała. Podczas przeprowadzki pomagali nam bardzo mój tata Marian, przyjaciel Piotrka Jędrzej , kolega Michał, no moja Sis oczywiście. A Anuszka była pod opieką babci Steni. Dołączyli do nas też rodzice Piotrka i oni tez pilnowali , żeby Ania nie zaginęła w całym tym zamieszaniu. Zanim przeprowadzka sie zaczęła (sobota) to jeszcze była moja kolejna podróż z Niunia sam na sam. To była najlepsza z podróży w ostatnim czasie. Ania chyba powoli przywyka do takich jazd. Na szczęście w najblizszym czasie nie szykuje nam się już wyjazd do Wrocławia. No ale przeprowadzka w pewnym sensie nie zakończona, bo teraz jest wypakowywanie. Piotrek jednak jeszcze dwa tygodnie we Wrocku, więc wszystko spada na mnie. A ja co- zaczęłam od poniedziałku pracę. I tak dzień zaczyna mi się o 6, Anie musze budzić, co do tej pory raczej było inne. To Ania mnie z reguły budziła. No i praca od 8-16. Ania dzielnie siedzi w żłobku. Wczoraj niestety nabiła sobie guza. Najgorzej, że chciałabym spędzać z nia sporo czasu po pracy, a tu jeszcze tyle rzeczy do zrobienia.No i tak Ania pomaga mamusi w  wypakowywaniu. Ale obiecałam sobie, że odbiję to i jej i sobie juz niedługo.

Inna kwestia, że ostatnio mało czasu na Smyki mam. Ale o tym potem. Praca czeka. Buziaki kochani :*:*:*:*


Komentarzy: 19 (Komentarze)


Dużo do pisania i tyle
2009-05-13 



No tak się podziało, że rodzicielka cierpi na totalny brak czasu i totalny brak siły. A ponieważ obiecałam sobie, że pisać będę wszystko w miarę na bieżąco, to nic poradzić nie mogę, tylko ta notkę sporządzić muszę. A działo się u nas baaaardzo dużo w ciągu tego ostatniego tygodnia. A kwestie o których będzie dziś to:
- stan zdrowia Anuszki
- historie samochodowe
- pobyt we Wrocławiu
- żłobkowe przygody panny Anny.

No i zacznę od zdrówka. Ania jeszcze lekki katarek ma, ale nie martwi mnie to już za bardzo. W weekend wróciła na chwile gorączka, którą zwalam na pojawiające się powoli trójki. Kwestia druga- ospa nie pojawiła się, więc również wnioskuje, że tym razem Ania jednak się uchroniła. Cieszy mnie to  bardzo, bo trudno byłoby jej wytłumaczyć, że krostek nie wolno drapać. Odpukać wszystko jak na razie ok.

Druga rzecz ma dotyczyć moich podróży autkiem sam na sam z Anią. Nie powiem, że jest to łatwe, szczególnie na takiej trasie. Ciężko prowadzić auto i zajmować się dzieckiem. W stronę Wrocławia Ania przespała zaledwie 100 km. Kolejne 200 to była ostra jazda bez trzymanki. Płacz piski krzyk, wyciąganie raczek. A  ja nic nie mogłam zrobić. Piosenki i wierszyki pomagały na chwilę. No ale ile można wytrzymać. Całe szczęście jakoś dotarłyśmy po ponad 5 godzinach w autku. Powrót minął dużo spokojniej. Jednak małą zdecydowanie lepiej znosi podróże popołudniowo- wieczorne. Słońce tak jej nie dokucza a i na spanie bardziej Ani się zbiera. No i w piątek czeka nas kolejna podróż do Wrocka. Znowu sam na sam. Na szczęście wracamy już w trójeczkę, wiec jakoś to będzie.

Co do samego pobytu we Wrocławiu, to ja narobiłam się jak głupia, Ania spędziła trochę czasu z dziadkami, ciocia Magda i kuzynka Agatką, no i oczywiście ze swoja chrzestna- ciocią Aga. Ta to ma szajbę na punkcie Ani- nie obyło się bez prezentów. Ciocia  zakupiła chrześnicy śliczna sukienkę, bluzeczkę i spodenki, a babcia Ewa ślicznego pluszowego misia. No ciekawe jak oni sobie poradzą po naszym wyjeździe. A tak swoja droga kochani moi, to dwie Anki w Kielcach przebywają już miesiąc. I niech mi ktoś powie, że ten czas nie zasuwa. Kiedy Ania bawiła się u dziadków, my przystąpiliśmy do pakowania. Nie sadziłam, że posiadamy z Piotrkiem tyle rzeczy. Pudeł popakowanych jest tyle, że szok. I w tym miejscu wielki buziak dla mojej kochanej Sis za pomoc. Oj bez ciebie byłoby nam ciężko. Jak zaczęłam pakować w sobotę, tak skończyłam w poniedziałek, choć z założenia miałam do Kielc wracać z Niunia w niedzielę. Przynajmniej z Piotrkiem więcej czasu spędziłyśmy. No i Ania pierwszy raz malowała farbkami. Aga pomagała-a jak. No i tak po trzech dniach wróciłyśmy do domu. We wtorek Ania do żłobka a ja do mieszkania rozpakować to, co udało mi się zabrać- sporo sporo i jeszcze raz sporo rzeczy. Tato thanx, że pomogłeś mi to poznosić.




 

A teraz o żłobku będę pisać i się chwalić, bo duma wielka mnie rozpiera. Ania w piątek poszła do żłobka na dwie godzinki. Było średnio. Marudziła i w ogóle. Ale za to wtorek i środa to już zupełnie inna bajka. Ania jest odprowadzane przeze mnie ok godziny 9:30. No i tak siedzi sobie do 15 lub 15:30. I wyobraźcie sobie, że małą w ogóle Ani razu nie płakała, pięknie je, bawi się z dzieciakami- chociaż należy tu podkreślić, że chłopaki to jej klimaty. Z nimi dogaduje się super. Ma to chyba po mnie. No wielki przełom, bo Ania zasypia na drzemki nawet dwugodzinne. A pamiętać należy, że Ania zasypiała do tej pory z reguły po tuleniu mamy i napiciu się mlenia z cyca, ewentualnie przy piosenkach taty, lub czytaniu bajek przez dziadka Mariana. Inne osoby nie potrafiły jej okiełznać. Ania każdy dzień w żłobku wita uśmiechem i wychodząc żegna się tez pięknym uśmiechem. Wszystkie żłobkowe ciocie są przez małą uwielbiane. Gaduła normalnie taka się zrobiła, bo większość dzieciaków starsza od niej o ok pół roku, rok. Kiedy karmie ja w domu siada grzecznie na krzesełku i czeka, aż mama poda jedzonko. Oby tak dalej.



A już tak na koniec, dla tych co wytrwali tędzisiejszą notkę. Ania w żłobku dzisiaj  numer wywinęła. Podwieczorek. Dzieciaki dostały jogurty. Ania karmiona przez jedną z cioć. PAni Agnieszka otworzyła dzieciakom owe jogurty, a Ani czekał do końca, bo chciała ją nakarmić. No a że Ani doczekac się już nie mogła, to złapała za łyżeczkę i zaczeła pałaszować jogurt koegi. No może z tym pałaszowaniem tp przesadzam, ale łyżeczka zanurkowała po cenną zdobycz. No i co na koniec mogła powiedzieć? "dobzie"- ot co :P Miłego dnia wszystkim jutro. Ślę buziaki. Popisze u was wkrótce. Czytam i jestem na bieżąco. Trzymajcie się kochaNI!!!!






Komentarzy: 30 (Komentarze)


O stanie zdrowia i planach nanajblizszy weekend
2009-05-07 



No i tak sie podziało, że jutro juz piatek. Ach jak szybko nam ten tydzień minął- chociaż z drugiej strony to przez ten Ani katarek, to miałam ochote krzyczeć. No i skoro juz o tym katarze wspomniałam, to odchodzi on powoli w zapomnienie, choć frida jest nadal na porządku dziennym. Przynamniej Ania spi spokojnie. Ostatnie trzy noce spała ze mną w łóżku, bo budziła się dosłownie co kilkanaście minut i nie mogłam patrzeć jak się męczy. Gorączka też była jednodniowa. No i ważne- ospy nadal brak. Minęły już prawie trzy tygodnie odkąd mogła sie zarazić, więc liczę na to, że jednak ja to tym razem ominie.

A co do tego jak nam ostatni tydzień minął, to troszkę już było. Wtorek cały w domu spędzony, bo dziecina licha była i bez humoru. No i pogoda też sie troszkę popsuła i popadało. Osobiscie mnie to bardzo cieszy, bo ten deszcz bardzo potrzebny był. W środe było i siedzenie w domu i zakupy i wizyta na naszym nowym mieszkanku. Ja oczywiście sprzatałam, a Ania znalazła świetna zabawę w chowanie się w szafie. Mała aparatka. No i dziś troszke pobyłysmy na dworku, i odwiedziłysmy żłobek, gdzie musiałam dopełnić wszystkich formalnosci. Jutro Ania idzie do nowych kolegów i koleżanek na całe dwie godzinki. A od poniedziałku to juz na cztery i w końcu na cały dzień. No boje sie tego i wiem, że za Anuszką tęsknic będę strasznie. Tak swoja droga to te zmiany zaczynaja powoli do mnie docierać. Oby wszystko było ok.

No a co do weekendu, to juto ok 11 wybieramy sie do Wrocławia. Weekend bedzie pracowity, bo trzeba wszystko popakować. Aż włos się na głowie jeży. Za to Ania spotka się ze swoimi wrocławskimi dziadkami- babcią Ewą i dziadkiem Januszem. swoją droga dziadkowie dzwonią do mnie często pytajac o swoją wnuczkę. Tęsknią juz za Anią. No i zobaczymy się też z moją kochana Sis- Anią ja wprost uwielbia. Myśle, że czas poleci szybko i nawet nie wiem kiedy a będzie juz niedziela. No i jedno tylko ale do tego wyjazdu mam- sama w samochodzie z dzieckiem i 300 kilometrów do przejechania. No przeprawa niezła. Trzymajcie kciuki.

No i na koniec życzę wszystkim Smykulkom super weekendu i ślicznej pogody. Trzymajcie się cieplutko : )



Komentarzy: 25 (Komentarze)


Pierwszy dzień w żłobko- przedszkolu.
2009-05-04 


No i tak jak obiecałam piszę jak nam tam dziś minęło pierwsze pozostawienie Anuszki w żłobku. Na długo nie została, bo zaledwie na godzinkę. Chciałam sprawdzić, czy wszystko będzie ok. Juto idziemy juz na dwie. I tak zamierzamy wydłużać ten czas. No ale miało być o tym, jak Ania sobie poradziła. Opisże to jednym słowem- świetnie. Az normalnie byłam w szoku. Dzielna z niej dziewczynka i duma mnie rozpiera. A co!! No ale do rzeczy. Pojechałam z małą na 9:30. Inne dzieciaczki były po śniadankach. Wszystkim humorki dopisywały. Weszłysmy do żłobka, szybka zmiana obuwia i juz czekała na nas pani Agnieszka- właścicielka owej placówki. Przywitanie z nia a pożegnanie ze mną. Tak normalnie chwilka. No i Ania dumnie maszerowała juz po schodkach do sali zabaw. Kiedy po godzinie wróciłam, spodziewałam sie zobaczyć różne rzeczy. Najbardziej zaskoczyło mnie to, że Ania po zauważeniu mnie nie specjalnie rwała się w strone mamy. Chyba wolała pozostać w świetnym towarzystwie, bawiąc się. Panie powiedziały mi, że nie było ani jednej łezki, Ania była bardzo grzeczna. No i zjednała sobie wszystkich małych mężczyzn. Podobno przynosili jej cały czas różne samochody, az w pewnym momencie moje dziecię nie wiedziało, z którym chłopcem ma sie bawić. No normalnie masakra... Juz ma adoratorów. A no i podobno jeden chłopczyk to juz mówił, że w Ani się zakochał. Czujecie jaka faza. No śmiech po pachy. Ale najważniejsze, że przeszła to wszystko bez stresu, z uśmiechem na twarzy. I to dla nas najważniejsze. Śliczny aniołeczek. ale nie uwierzycie kto najbardziej sie martwił- nie ja, tylko moja mama. Dzwoniła do mnie kilka razy, by upewnić sie, że wszystko jest ok.


Z innych informacji- Ania złapała jakiś wstretny katar. Jak ja tego nie cierpie. Na szczescie mała do tej pory w ogóle poza katarkami, nie chorowała. Ospy nadal brak. I oby tak jeszcze tydzień.

Rzezc druga, to juz jakis czas zapominam napisać, że Anuszka potrafi juz samodzielnie wchodzić po schodach. Radzi sobie dziewczyna. Oczywiście ja ją zawsze asekuruję : ). No dobra- to tyle na dziś. Jutro znowu napisze, jak tam było w żłobku. Trzymajcie kciuki za Anię. Dobrej nocki .....

___________________________________________________
DOPISANE

No i nici chyba z naszego wyjścia jutro gdziekolwiek. Ania chyba sie rozkłada, bo już temperatura sie pojawiła, i bardzo niespokojnie spi. Jak mi jej jest szkoda. Masakra totalna. Chyba od 20 to już z 10 razy sie budziła. Bidulka. Oby szybko to minęło. Syrop jej zapodałam na zbicie temperatury, i aerozol do noska dostała. Oby pomogło.



Komentarzy: 29 (Komentarze)


Nasze majowe początki- majówka
2009-05-03 


No i mamy poczatek maja praktycznie za sobą. Oj jak czas szybko leci, człowiek nawet się nie obejrzy,a tu juz takie fajne trzy dni zleciały. U nas poczatek maja to przede wszystkim przyjazd Piotrka po prawie dwóch tygodniach nieobecności. Ciężko mi tu bez niego- choć mam pomoc rodziców, to tęskni się i mi i Ani. Ale dobra wiadomość jest taka, że Piotrek we Wrocławiu pracuje juz tylko do 15 maja a potem całą rodzinka będziemy już w Kielcach. A że tak piszę o sprawach jeszcze sprzed majówki, to muszę Wam się pochwalić, że potapetowałam sama jedną ścianę w naszym nowym mieszkanku, no i wyszło całkiem całkiem. Jakby co, to nowy fach mam w ręku. No a teraz może parę słów o majowym początku...
Piątek minął nam pod znakiem wypadu do Złotej Wody, do rodziców na działeczkę. Zbliżają się imieniny babci Stasi, więc była okazja do wspólnego grillowania i świętowania. Na działeczkę przyjechali pradziadkowie małej Ani- babcia Ola i dziadek Tomek, była też prababcia Leokadia. Z Warszawy przyjechał mój  braciszek z żoną i Wiką. No i jakby tego było mało to odwiedzili nas tez moi rodzice chrzestni. Ania na początku oczywiście musiała zaliczyć zabawę w piaskownicy, chowanie w namiocie i takie tam. Biegania było tyle, że ja padałam momentami. Na szczęście mogłam liczyć na Piotrka, który nadrabiał te kilkanaście dni nieobecności. Cały piątek minął nam więc w radosnej aurze.  Lubie tak sobie z rodzinka posiedzieć. Wieczorkiem natomiast udaliśmy się do naszego nowego mieszkanka i spędziliśmy tam pierwszą noc. Piszę że snów nie miałam, więc nie będzie miało się co spełniać. Ania spała w miarę dobrze, chociaż jeszcze z rodzicami, bo łóżeczko jedno we Wrocławiu, no a drugie to u moich rodziców.


Małą zaserwowała nam pobudkę ok 5 rano, a to wszystko dlatego, że padła ok 18. I tak se rodzice nie pospali. No ale niech tam. Po załatwieniu kilku spraw pojechaliśmy znowu na działeczkę, gdzie czekali już na nas dziadkowie Ani. Dziadek Marianek jak zwykle pracował, a to kosił trawę,a to szykował grządki pod warzywka, a babcia odpoczywała, bo dzień wcześniej troszkę się tym naszym spotkankiem , a raczej szykowaniem do niego, zmeczyła. No i tak sobie sziedzielismy i siedzielismy, aż nas wieczór zastał.Ania tradycyjnie zasnęła w samochodzie i po przyjeździe musiałam ja śpiącą przebierać , zmieniać pieluszkę, bo dziecię obudzic za specjalnie sie nie chciało. My po takiej dawce świeżego powietrza też padlismy.  No i niedziele mamy dziś. Piotrek już pojechał... No i nie wiem kiedy sie zobaczymy tzn do 15 maja na sto procent. No więc wracajac do dnia dzisiejszego to do wyjazdu Piotrka spedzony był on w domku. Po drzemce Ani poszłysmy na spacer. Alez było fajnie. Nie za czesto na tym placu bywamy. Ania znalazła kilka straszych koleżanek, które zajmowały się nia jak młodszą siostrzyczka. Fajnie to wszystko wyglądało. Generalnie bardzo miło spedzony czas.



Z pozostałych informacji- ospy jeszcze nie ma!!! Uffff

Jutro pierwszy raz Ania idzie do żłobka, a raczej żłobko przedszkola. Oby sobie dała radę. Jutro tylko na godzinkę. I tak regularnie przez dwa tygodnie bedziemy wydłużać czas. Zdam relacje jutro.

a na koniec śmieszna scenka z udziałem pociechy: Jedziemy autkiem, i Piotrek pyta mnie: jak tam żabko?, a ja zamyslona jakaś długo nie dopowiadałam. I nagle Ania wyparowała z tekstem : "dobzie". I to było na tyle jej gadulstwa. Chwile potem smacznie już spała.No i tym "dobzie" kończę tę notkę. Mam nadzieję, że u was tez weekend majowy się udał. Gorace buziaczki.

Nowości sporo- jak to bedzie?? !!
2009-04-27 



No i kolejny tydzień minął, a ja notki nie pisałam , bo nie było kiedy sie zebrać do tego. Zaległości w zaglądaniu tez troszke mam, ale jakos to nadrobię. Ale do rzeczy... Troche pisać dzisiaj będę bo i jest o czym. Zmiany miały być, ale że wszystko postępuje w takim tempie, to tego nie przypuszczałam.

Po kolei... Pierwsza wiadomosć to to, że od 15 maja najprawdopodoniej zaczynam staż. Wyzwanie nie małe bo i moja " branża" do najłatwiejszych nie nalezy. No ale od czegoś trzeba zacząć- ja zaczne od starzu. Mam nadzieję, że dam sobie radę. Po 15 miesiacach siedzenia w domu jest to dla mnie wyzwanie. Przede wszystkim trzeba bedzie jakoś pogodzić życie rodzinne z zawodowym. Druga rzecz to to , że Piotrek zjedzie do Kielc chyba dopiero w czerwcu. Strasznie mi się za nim tęskni bo to juz prawie półtora tygodnia odkąd jest we Wrocławiu. A jak pomyslę, że tak miesiąc minie. Najgorzej że Ania za tatą tęskni i widać, że jej brakuje jego obecności. Na szczęście długi weekend spędzimy wspólnie.

Kolejna sprawa to to, że Ania idzie do żłobka od maja. Zastanawialismy sie nad nianią, ale wiem, że żłobek w przypadku mojego dziecka to lepsza opcja. Mniej stresu. Ona lubi przebywać wśród innych dzieci, a pozostanie z obca osobą sam na sam przyniosłoby płacz- to wiem na pewno. Pierwsze dwa tygodnie bedziemy miały na przyzwyczajenie Ani do nowego miejsca. Będę ja zaprowadzała i zabierała wcześniej. A żłobej\\k narazie prywatny, bo do państwowego mozliwość dopiero od września- o ile dostaniemy miejsce (po cichu na to liczymy).

No i teraz z kwestii przyjemnych- spedzamy sporo czasu w samochodzie załatwiając różne sprawy, za to weekend jak zwykle juz spedzony w Złotej Wodzie. I tym razem to Ania dopiero pokazała na co ją stać. Tak biegała, że ja się zmeczyłam. Była gra w piłkę, wąchanie kwiatów, dotykanie każdej niemalże gałązki, pomaganie babci w podlewaniu, zaciekawienie ogromne koszącym trawe dziadziem. Jejku ona była w swoim zywiole- jak nic. Do tego doszło jeszcze bawienie się w piaskownicy. A jak już było w poprzedniej notce, to moja kochana mamuś obchodziła urodzinki. Wnusi dała więc babie bukiet tulipanów,a ja dołożyłam troszke pysznego ciasta. I tak sobie świętowaliśmy na działce. Niedziela tez działkowa, też bieganie, dokuczanie. Pogoda nam dopisuje. Oby jak najdłużej, chociaż przyznaję, że deszcz by się przydał. Już czekam na najbliższy weekend. Mam nadzieję, że spędzimy go również w Złotej Wodzie.



No i muszę koniecznie napisać o kuzynkach Ani- Wiktorii i Agatce. Wika zachorowała na ospę- biedactwo ydzień w domku musiało spędzić. W sumie to nie wspomniałam, że i Ania mogła ospe złapać, czekam. ?Jak coś, to pewnie wylkuje sie w przyszłym tygodniu. A co do Agatki to dopadły ja rotawirusy i była w szpitalu kilka dni. Całe szczęście jej mama Magda mogła przy niej być i jakoś przetrwały to wszystko. W każdym razie dziewczynkom życzymy dużo zdrówka.

No a dziś byłysmy w odwiedzinach u mojej przyjaciółki z lat szkolnych- Ilony. Ło my to sie juz jakieś 17 lat znamy, co na moje niespełna 25 stanowi spora część. Ilona normalnie przygotowała małe przyjęcie dla nas. I słodkości i soczek, no i prezent dla Ani tez miała. Dzięki Ci kochana za to wszystko-odwdzięczę się przy najbliższej okazji. Generalnie intensywnie spedzony dzień i tydzień. Ale pewnie teraz tak juz bedzie. Dzisiaj kończę. A no może jeszcze o jednym wspomnę- Ania bardzo szybko się wszystkiego uczy- dzisiaj np. naśladujas ciocię Ilonę zaczęła oblizywać ubrudzone w kremie z babeczki paluszki. Śmiesznie było. Dobrej nocki kochani.

 



Komentarzy: 25 (Komentarze)


Urodzinki babci Steni
2009-04-25 




W dniu dzisiejszym swoje świeto ma kochana babcia i wspaniała mama- moja mama, a Ani babcia. Święto to to urodziny. Z tej okazji chcę Ci kochana mamo złożyć serdeczne zyczenia zdrowia i spełnienia marzeń, żebys zawsze była pogodna i miała jak najmniej zmartwień. Do tych zyczeń dołączają się twój zięć Piotrek i wnusia Ania.





Komentarzy: 1 (Komentarze)


No i mamy kieleckie urzedowanie...
2009-04-20 




Jak juz wcześniej wspominałam, od czwartku wieczorem jesteśmy w Kielcach. Na razie jeszcze u rodziców moich, ale już niedługo zawitamy do siebie. Dzisiaj planuję pojechać do mieszkanka trochę posprzątać. No a jak już w Kielcach jesteśmy, to czasu nie ma na pisanie, bo całe dnie na działce spędzamy, gdzie dużo swobody dziecię moje ma. Oj weekend był naparwde super. Udało nam sie spotkać z Ani chrzestnym- wujkiem Marcinem, ciocią Karoliną i Wiktorią. Była też wizyta u prababci Leokadii. No to czas zacząć opowiadanki kielceckie.

Piatek minął nam raczej nudnawo- załatwianie sppraw i takie tam. Za to sobota zaowocowała mnóstwem wrażeń dla Anuszki. Pojechalismy na dziłke moich rodziców wczesnym popołudniem. Nie było jakos super ciepło, ale za to słoneczko pięknie świeciło. Pierwsze kroki Ani zostały poczynione w kierunku piaskownicy, która czekała już na nią z zabawkami. Ania uwielbia takie zabawy. Tatus pomagał córci babki z piasku robić, a babcia Stenia siedziała na ławeczce zrobionej przez dziadzia Marianka. No radość wielka jak pociecha zadowlona szaleje. Była też gra w piłke i szukanie dziadka Marianka po sadzie (a mój tata przycinał zywopłot, więc cały czas sie przemieszczał). Ania podziwiała też babcine kwiatuszki, które na działeczce kwitną dużo później niż we Wrocławiu. Było wachanie tulipanów, hiacyntów, i szafirków. Do listy dołączyły też żonkile. Pięknie wygladały. Kiedy Ania tak sobie szalała, przyjechał mój brat z rodzinka. Wika bez namysły przywitała sie z Anią. Dziewczynki chyba bardzo sie lubia, bo całusów i przytulańców była cała masa. I była zabawa wspólna w piaskownicy, bez zabierania sobie zabawek. A potem wpadłam na genialny pomysł i dziewczynkom rozłożyłam specjalnie dla nich kupiony namiot. Nikt nie sadził, że dziewczynkom tak bardzo spodoba się zabawa w nim. I ile smiechów było. Szok. Normalnie dziewczyny zajęły sie sobą, jakby były rodzonymi siostrzyczkami. A no i medal dla mojego męża- ulatał się chłopak jak nie wiem co. W zasadzie to on cały czas pilnował dziewczyn. Po jakimś czasie Ania była juz tak zmęczona, że musiałam ją ululać, i tak spała sobie na świezym powietrzu ponad godzinkę. Ok. godziny 20 zajrzelismy jeszcze na chwilke do mojej babci. Ta zawsze cieszy się na swoja prawnusię.





No a niedziela to kolejne wrażenia. Piotrek musiał wracać do Wrocławia. My za to udaliśmy się do Kielceckiego Centrum Targowego na targi Dom i Ogród. Było całkiem sympatycznie. SPotkaliśmy tam mojego kuzyna Grzesia z przyszłą żona i ich niespełna rocznym synkiem Zbysiem. Ani bardzo spodobał sie ten mały braciszek. W trakcie ogladania trafilismy na stoisko na którym były sliczne wyroby z drewna dla dzieci. Ania dostała ptaszka klekotka, który bardzo jej się spodobał. Popołudniem znowu pojechalismy na działeczkę. Pobawiłam się z Anią chwilke w piaskownicy, i udałysmy sie do prababci Leokadii. Tam zabawy było masa. Była moja ciocia i kuzyni i każdy Anuszkę zabawić chciał. Panienka prezentowała sowje umiejętności. No i tak nam minęła niedziela.
 

No i jeszcze jedno napiszę- cały czas jestem w szoku, że mam taka wrażliwą córcię. Jak babcia coś Ani miłego powie, da cokolwiek, to Ania zaraz buziaczki daje i tuli babcię. To samo z dziadziem Mariankiem. A jak biega czasami po mieskaniu i krzyczy za nim "dzia- dzia" Do słownie głośne sylaby, jakby bardzo dużo uczucia w to wkładała. W ogóle dużo gada ta nasza Anuszka.

Z serii Ania powiedziała:
-" lala" notorycznie powtarzane, ze wskazywaniem na lalki
- "ziuzia" imie jednej z lal ZUZIA
-"ziosia" imię drugej lali
-"dobzie" bardzo lubiabne przez Anie słowo



Komentarzy: 51 (Komentarze)


Wracamy po awarii komputera
2009-04-15 



No i jesteśmy po świetach wreszcie na blogu. Nasz komputer chyba też chciał w świeta odpocząć , bo popsuł sie, i nic nie mogłam napisać. Więc świątecznej notki nie było. Tydzień nieobecności trzeba nadrobić, bo działo sie sporo.


Święta spędzilismy we Wrocławiu u rodziców Piotrka. Były to dla mnie świeta inne niż wszystkie do tej pory- pierwszy raz w życiu spędzone poza rodzinnym domem. Człowiek przyzwyczja się do pewnych rzeczy i kiedy następuje jakas zmiana to tego wszystkiego troszkę brakuje. Ale najbardziej to w te świąteczne dni brakowało mi rodziców i rodzeństwa, no i moich kochanych dziadków też. Nie znaczy to oczywiście, że święta były niefajne- inne i tyle. Niestety upłynał ten czas nam także pod znakiem ani gorączkowania. Ania z piatku na sobote dostała dośc wysokiej gorączki- ok 39 stopni. No i ten stan utzrymywał sie w zasadzie do niedzieli włącznie. Całe szczęście nie było to ani przeziębienie, ani grypa,a najprawdopodoniej ząbki. U Anuszki kataru brak, kaszelku brak. Zdrowa jest już i to najważniejsze. W Wielką Sobotę ze święconka z wiadomych wzgledów do kościoła poszedł Piotrek. Ja z Niunia zostałysmy w domku. Upieklam szarltke i zrobiłam cos a'la torcik owocowy, no i sałatkę. W niedzielę uzbrojeniw to, co przygotowałam, udaliśmy się do rodziców Piotrka na świąteczne śniadanie. Były zyczenia i oczywiście świąteczne biesiadowania przy stole. Po obiedzie wróciliśmy do domku, gdzie spędzilismy resztę dnia. W świąteczny poniedziałek także byliśmy u dziadków Ani. Po obiadku pojechalismy pod Wrocław, gdzie rodzice mojego meża mają dom, który jestw trakcie wykańczania. Obejrzelismy co zostało zrobione. Ciesze się, że przeprowadzają się do domu, bo zawsze to milej siedzieć sobie na podwórku czy na tarasie niż w bloku. Wnuczki pewnie będą z tego faktu bardzo zadowolone. No i jak widać święta minęły dość szybko, w sumie spędzone w dość małym gronie. Było weosło.




Jutro już czwartek i weeknd za pasem. Jedziemy do Kielc. Powoli zbliża się czas naszej wyprowadzkie. Sama nie wiem czy już mam wszystko pakować, czy jeszcze troche poczekać. W ogóle sporo jeszcze niewiadomych. Dwie rzeczy sa pewne- wyjeżdżamy do Kielc juz na 100 %, i druga rzecz to to, gdzie będziemy mieszkać. Już czekam na moment kiedy Ania wreszcie będzie miała własny pokój, i my trochę przestrzeni dla siebie. No i Kielce... Trochę spokojniejsze życie, bez tego całego wyścigu szczurów. Ale o tym potem. Narazie kończę. Trzymajcie sie moje Smyczki kochane.  Ślę Wam moc buziaczków :*:*:*

A to jeszcze kilka fotek naszej małej rozrabiaki:





Komentarzy: 32 (Komentarze)


Piękna wiosna ( jak lato) i totalny brak czasu
2009-04-04 




Oj oj oj co to się u nas porobiło, że u nas ani jednej notki jeszcze w kwietniu nie było, no i ze ja taka znajoma jestem, że do naszych kochanych smykowych znajomych w ogóle nie zaglądam. Powody są... A najważniejszy to ten , że pogoda za oknem taka, że żal mi spędzać czas przed komputerem.

Nasze spacerowanie to juz po prostu spedzanie po kilka godzin na dworze. Piotrek w tym tygodniu na zwolnieniu lekarskim, więc często nam towarzyszy. Oj jakie to są wspaniałe chwile... Ania wręcz w skowronkach, bo ma oboje rodziców koło siebie. Temperatury tak wysokie, że ja nie wiem nawet jak ja ubierać. W tych spacerach towarzyszy nam tez czasami moja siostra Agnieszka. No a co robimy podczas takich spacerków... wszystko. I jest poznawanie nowych dzieciaczków, i jazda ze zjeżdżalni i hustanie, no i oczywiście zabawa w piaskownicy. Jak puszczam Anię w parku "wolno", ta zaczyna maszerować tylko i wyłącznie własnymi scieżkami. Ile trzeba się natrudzić, by dziecko do siebie przywołać. A co bedę pisała. Obejrzyjcie zdjęcia, to zrozumiecie, jak wspaniale mijają nam dni.

 

Z tematów troszke innych. Ania jest posiadaczka już nie ośmiu lecz dziesięciu zębów. Istnienie swe zaznaczyły jakże oczekiwane czwórki- górne. Ja byłam przekonana, że to te dolne ząbki pierwsze się pojawią, ale niespodzianka i sa górne. Ania była bardzo marudna momentami. Trzeba dziecko zrozumieć.

I jeszcze z innej beczki- moja mała zdolniacha stała sie tak czułą Niunią, że aż czasami łezka kreci mi sie w oku. Przychodzi zawsze rano do mnie do łóżka kładzie się na moim brzuchu i daje mi buziaczka. I doskonale wie, że to taki buziaczek powitalny. I jeszcze jedno co zauważyłam- Ania zaczęła świadomie przytulać. To od niej to wychodzi. Oczywiście tuliła sie i wcześniej, ale teraz to jest jakieś takie dojrzalsze. Nie wiem jak to opisać.No i te czułości przelewa też na swoje zabawki. Szczególnie na dwie ulubione lale- Zuzię i Zosię (które zresztą często nam towarzyszą podczas spacerów)

A dzisiaj odwiedziłam z Ania bawialnie. Oj jak świetnie się bawiłyśmy. Wchodzenie po tych wszystkich ściankach, drabinkach, zjeżdżanie zabawa w kulkach. Pełna radosć mojego dziecka- to jest to. Cudownie spędzony czas. W ogóle pisze dużo , ze cudownie, że super, że bardzo miło. Ale co mam pisać, skoro tak jest.

  Kąpielowo
Samodzielnie
A z serii Ania powiedziała:
- "psidzie baba" wskazujac palcem na drzwi
- "lala"
- "sisi"
  


Ania zwana marszczynoskiem i o wielkich zmianach.
2009-03-25 

  
"Marszczynosek" to ulubione określenie Piotrka(taty Ani) na naszą ulubioną minkę, którą mała robi, kiedy się bardzo cieszy. A powody radości, jak każdy wie, moga być bardzo różne. Czasami śmieszne jest jak mama kichnie, jak cos spadnie, jak w bajce ktos się zaśmieje, albo jak mama będzie puszczała bańki mydlane. generalnie powodów do śmiechu dziecko ma milion. No i wtedy pojawia się marszczynosek. A kto nas odwiedza minkę te zna od dawna.

Po powrocie z Kielc miałam notkę napisać a raczej poprzednia uzupełnić o dość ciekawe zjawisko, jakim Ania raczyła nas zadziwić delikatnie. A już szybciutko pisze o co chodzi. Kiedy bywamy w Kielcach u moich rodziców, często zdarza się, że to oni karmią Anuszkę. Ale czasami nie są na bieżąco z panującymi u nas zwyczajami. Czasami zdarza się, że za mocno podgrzeję Ani zupkę, a mój głodomorek nie chce czekać ani chwili, aż owa zupka wystygnie. No wiec matula bierze i dmucha w łyżeczkę po czym dotyka do ust, by sprawdzić czy jedzonko już się nadaje. No i kiedy tak byliśmy sobie na działeczce, dziadek chciał Ani dać pierożka. Ale czego nie zrobił- nie podmuchał!! Więc Ania szybko dziadkowi pokazała co i jak, i za każdym razem dmuchał w serwowane jedzonko, i sprawdzała czy jest juz dobre do zjedzenia. Cała sytuacja powtarzała się aż do wyjazdu. Ubaw normalnie po pachy.

 

No właśnie to jeszcze o wizycie na działeczce. Druga  wizyta była super udana. Świeciło piekne słoneczko, dzięki czemu udało nam się cyknąć kilka fajnych fotek. Ania już bardziej oswojona z terenem wręcz biegała i uciekała swoim rodzicom. Dziadek przewiózł nawet Anię na taczce. Zabawa normalnie na 102. No a babcia Stenia to posadziła i posiała tyle kwiatków, że latem to chyba nie będziemy robić nic innego tylko te kwiaty podziwiać. No i jeszcze paliłyśmy sobie z Anią i babcia w kozie, bo narazie domek jest w trakcie budowy i grzejemy sobie jedno pomieszczenie właśnie taką kozą.


***

A teraz o tym, co dla nas bardzo ważne i dla naszej Ani też. Od jakiegoś czasu myśleliśmy z Piotrkiem nad zmianą lokum i w ogóle miejsca zamieszkania. Kocham Wrocław, ale już chyba się trochę w tym mieście wypaliłam. W ogóle do tej pory mieszkaliśmy w kawalerce, co teraz, kiedy małą już biega , zaczęło nam doskwierać. I tym sposobem pojawiły się różne pomysły- może Warszawa, może Kielce. Byliśmy prawie na 100% przekonani , że będzie to Warszawa. Jednak plany uległy zmianie i w najbliższym czasie przeprowadzamy się do Kielc. Co za tym idzie, potrzebna jest praca. Ja osobiście bardzo się cieszę, że wracam do "domu". Większe mieszkanie, więcej spokoju.... Oboje jesteśmy pozytywnie nastawieni. I oboje tego chcemy... Niestety taka sytuacja oznacza tez że Ania bedzie musiała iść do żłobka. Oj będzie mi ciężko, bo przecież to moja mała kruszynka. Ale jakoś damy rad ę. Ona dzielna jest i pewnie szybko się odnajdzie w nowej sytuacji. O dalszych zmianach będę pisała na bieżąco...
 
***
I tak mi się jeszcze przypomniała- Ania została ostatnio jabłkowym potworkiem. Mam to szczęście  że jabłuszka sa działkowe, więc ekologiczne. Ania normalnie zajada się z takim zapałem, że czasem boimy sie czy od tego wszystkiego nie nabawi się bólu brzuszka. Ale niech tam, na zdrowie  ma być i tyle.

             
***

A z serii Ania powiedziała mamy:
- "cio to"- powtarza często z wielką radością
-"cici" zostało zamienione na "cycy"
-"mausia"- no jakby nie patrzeć dostałam zdrobnienie
-"bam" zawsze kiedy siada, lub coś rzuca
- ach no i oczywiście od jakiegoś już czasu Ania mówi do rodzicielki "mama am am".
Narazie tylko tyle zapamiętałam. I chyba na dzisiejsza notkę wystarczy. Się rozpisałam :P. Buziaki sle wszystkim czytającym i do następnej notki.


Komentarzy: 41 (Komentarze)


Część trzecia. Spotkania z Wiką, ciocia Karolą, wujem Marcinem no i super zabawa z dziadkami
2009-03-21 


A teraz o tych najbardziej rodzinnych chwilach z ostatniego tygodnia. Cały ten tydzień byli w Kielcach ciocia Karolina, wujek Marcin i Wika. Na co dzień mieszkaja oni pod Warszawą w Radzyminie. Tak więc składa się czasami tak, że nie widzimy sie i dwa miesiące- albo my jesteśmy w Kielcach a oni w Radzyminie, albo my we Wrocławiu a oni właśnie w Kielcach. Ale nie o tym. Ciekawa wiec byłam, jak azreaguja na siebie dziewczynki po takiej przerwie. Ania juz nabarała dużej swobody i pewności w chodzeniu, więc i zabawa siostrzyczek ciotecznych wyglądała inaczej. Ale po pierwsze to musze wspomniec o ich powitaniu. Jakie były uściski i buziaki i w ogóle love was all around. Szok. Normalnie kumpele z nich jak nic. No i kiedy my tak sobie siedzieliśmy w kuchni i debatowalismy na róźne tematy Ania i Wika urzędowały raz to w naszym pokoju, raz to w sypialni dziadków. Z tego całego zamieszania okazało się, że puderek został wysypany, a jego konsystencja dokładnie zbadana. Po drugie Anuszka była nawet zainteresowana piciem z pudełeczka po owym puderku. Ale to co me oczy ujrzały w pokoju to był kosmos- spineczki wszystkie wyjete i porozrzcane. No tak ciotka ( czyli ja) zapomniała że Wika to juz na szafki wchodzić potrafi i ściągac różne rzeczy. Oprócz spinek to jeszcze oliwka stała sie obiektem westchnień obu panienek. O zabawkach w każdym kacie i powyciaganych ciuszkach Ani to juz nawet nie chce pisać. Generalnie małe pobojowisko. Nie zmienia to oczywiscie faktu, że nas dorosłych szalenie to bawiło. Humor mi sie zmienił, jak przyszło do sprzątania. Przy kolejnym spotkaniu dziewczynek bylismy juz bardziej czujni.





No i druga część tej notki- zabawy z dziadkami. No napatrzeć sie na to nie mogę. Ania tak wariuje- i ma swoje ulubione zabawy. Szaleństwo uciekania i gonienia dzaidzai po całym mieszkaniu. Przewalanie sie po łóżku dziadków. Strojenie tak śmiesznych minek, ze niejednego by one rozbawiły. Normalnie super. Dziadek opowida tez Ani dużo bajek no i śpiewa różne piosenki. Zabawa na 102. Z babcia tez jest smiesznie, ale tu wyczuwa się pewną subtelność ze strony mojej pociechy- Ania przychodzi daje babci najpierw paluszek do pocałowani- tak babcia Stenia nauczyła to teraz ma, później przychodza uściski i buziaki gdzie się da, Poza tym Anuszka uwielbia babcię gilgac po stopach. Na tapecie jest taniec i wiele innych rzeczy, Jak Ania się na coś cieszy to zaczyna sie cała kołysać- ot radosny kołyszący sie brzdąc.Dużo by jeszcze trzeba było pisac, żeby to udało się wam dokładnie opowiedzieć.

A to z serii Ania powiedziała/ mówi:
- "cici da" mama nie ma wyjścia- mlenio musi być
-"mama maś" to jak dziecko coś daje
- "sisibu" powtarzane często- co znaczy - nie mamy pojecia.
- "nie" bardzo wyraźne
-"bacia"- babcia
 A i jak panna na coś się nie zgadza, albo chce wkurzyc mame to pokazuje jej jezyk, albo prycha. No bywa. Ale nie martwcie sie- ja do tych co takie uległe sa na dziecka humorki nie należę.

SUPERANCKIEGO WEEKENDU ŻYCZĘ I DO PRZECZYTANIA :*:*:*:*


Komentarzy: 32 (Komentarze)


Część druga opowieści- wizyta u małej Julki i pobyt na basenie.
2009-03-21 
Druga część kieleckich opowieści będzie traktować o naszej wizycie u małej Julki i drugiej juz wizycie na basenie.

W poniedziałek postanowiłam, że zabiorę w odwiedziny do córci mojego kuzyna, która dopiero co skończyła 3 miesiące. Julka- córcia Krzysia i Agnieszki- to śliczną mała dziewczynka. A jak ona pieknie sie uśmiecha. Normalnie takie oczko w głowie rodziców, że szok. Ale nie tylko rodziców- wszyscy w rodzinie na jej punkcie zwariowali (mam na mysli przede wszystkim najbliższą rodzinę). Ja nie mogłam uwierzyc, jaka ona malutka. W sumie to panna już całkiem ładnie waży i mierzy jak na swój wiek, ale mimo wszystko jest sporo mniejsza od Anuszki. Kiedy Julia odpoczywała, ja popijałam sobie herbatkę  z Agą, a Ania wykorzystała piekną mate Julki. Co tu dużo mówić- zabwki Julii poszły w ruch. Ciocia Aga mówił, że to dobrze, bo Julka dopiero co zaczyna się takimi rzeczami interesować. Spędziłysmy naprawde bardzo sympatyczne popołudnie. Mam nadzieję, że będziemy to powtarzać częściej.


Środa natomista upłynęłam nam pod znakiem basenu. Nie bardzo wiedziała, czy decydować się na to wyjście, bo bardzo, ale to bardzo wiało. Z drugiej strony chciałam sprawdzić jak Niunia bedzie się zachowywała w basenie, bez tak dużej liczby osób jak ostatnio. I co najlepsze na ten basen wybrałyśmy się tylko we dwie. Wyzwanie małe było. Mama dzielna poradziła sobie z rozbieraniem przebieraniem. Co do samych zabaw basenowych, to Ania przywitała wode bez strachu i płaczu. Bardzo mnie to ucieszyło. Po drugie uczyłam ją wypuszczać powietrze do wody. Ania dmuchała w pod woda jak nie wime, a ile było śmiechu. Nie obyło się też bez kilku łyczków basenowej wody. Cóż bywa.... Co by nie mówic wypad bardzo udany. Moja kochana córcia wzbudziła poza tym duże zainteresowanie. Bardzo z niej towarzyska bestia i jak widziała jakies dziecko to chciała bez namysłu je ściskać. Dzieciaczki i ich rodzice odwzajemniali te czułości uśmiechami i miłymi słowami.

A to fotki z przygotowań do basenowego wyjścia:



Komentarzy: 11 (Komentarze)


Działka ach ta działka
2009-03-21 



No więc kochani zaczynam nadrabianie :) Będzie notek kilka bo wszystko z różnych beczek jest, i nie chce tego na jeden raz wrzucać. Chronologia musi być.
Pierwsza rzecz to to że jeszcze przed wyjazdem do Kielc sporo się u nas działo. Mimo notek , które powstały kilka dni temu, nie było mowy o wizycie cioci Magdy i agatki, wizyty babci Ewy no i naszych odwiedzin u babci Ewy i dziadka Janusza. Ciocia Magda i Agatka przyniosły Ani piekne prezenty, ten urodzinowy i chrzcinowy. Ani bardzo sie ucieszyła, i ja tez. Kolejna sukieneczka i inne rzeczy na pewno się przydadzą. Dziewczynki ładnie się bawiły, choć zauważam, że te nasze kochane dwulatki- i Agatka i Wika to próbują ile maja siły, i czasem moją Niunie popychają. No cóż- musi sie uczyć, jak na coś takiego reagować. No i była jeszcze zabawa z dziadkami - bab Ewą i dziadkiem Januszem. Ania rzadko ma okazje widywać się z dziadkiem, bo ten różnie pracuje a my nie zawsze mamy tez jak do nich jeździć. Dziadek postanowił jednak nadrobic w przyszłym tygodniu wszystkie zaległości.


No i wreszcie rozpoczynam jak zwykle super opowieść kielceką. Kocham chwile tu spędzone normalnie.


Tydzień temy tj w sobote pojechaliśmy pierwszy raz w tym roku do babci Steni i dziadka Marianka na działeczkę. Było słonecznie ale troszke zimno. Ania przyglądała się wszystkiemu co ja otaczało. Ponieważ babcia i dziadek sa w trakcie budowy domu, więc teren troszke nierówny no i Anuszka musiała być w tych swoich wedrówkach asekurowana. Miała być tez zabawa w piaskownicy, ale po zeszłym roku pisek troszkę jeszcze zmarzniety. Odłożyliśmy to na następny raz troszke. Po jakimś czasie tych naszych harców poszłam z Anią do domku no i paliłyśmy drewienkami w kozie. Było super. Ani bardzo podobał sie ten wczesno wiosenny pobyt na działce.
Popołudniu poszłyśmy odwiedzic moją babcię, a Ani prababcię Leokadię. Normalnie babcia tak sie ucieszyła, że nie wiem. Ona to zawsze zdrowieje i zapomina o wszystkich troskach, jak widzi swoja prawnusię. Było rozpieszczanie, i czetowanie ciastkami ( co nie bardzo mi sie podoba) ?Babcia nie mogła sie nadziwić jaka Ania duża. Ostatni raz widziałyśmy się w świeta. No jakby nie było 3 miesiące. No i jeszcze jedno. U babci Lodzi sa teraz dwa śliczne szczeniaczki. I tu fajna rzecz- Ania normalnie jest tak zakochana w psach, że aż mi sie wierzyć nie chce. Moi rodzice też mają psa- ale on jest duzy no i nie należy do tych najłagodniejszych, wiec trzymamy lekki dystans. Za to z jednym ze szczeniat Ania próbowała sie zaprzyjaźnić. Piesek jej uciekał a ona ganiała za nim pod bacznym okiem swojego taty. Ubaw po pachy. No to by było na tyle. Część pierwsza opowieści oficjalnie zakończona

Ania i wspomniany wcześniej szczeniaczek


Komentarzy: 9 (Komentarze)


Urodziny babci Ewy
2009-03-20 



Dziś swe urodziny obchodziła babcia Ania, mama mojego męża a moja teściowa- czyli po prostu babcia EWA. Z tej okazji chcemy jej życzyc jak najwięcej zdrowia, pogody ducha i spełnienia marzeń. Niech wszystkie plany realizuje sie Ci po waszej myśli. No i życzę oczywiście pociechy z wnuczek. Wszystkiego najlepszego z okazji twoich 18- stych urodzin!!

Ania & Piotr& Ania




Komentarzy: 2 (Komentarze)


Piaskownica i namiot w domu- ot co w tym tygodniu jest No. 1
2009-03-11 



Aż mi się wierzyć nie chce, ale to już trzecia notka od niedzieli!! Normalnie szaleję. Pewnie końcówka tygodnia będzie słabsza, bo w piatek jedziemy do Kielc. Co za tym idzie pewnie na początku mało czasu będzie na blogowanie. Ale to nic- na bank nadrobię zaległości. Ale o czym innym miałam pisać.

Tak się jakos ładnie nam złożyło że w poniedziałek i we wtorek pogoda nawet nawet dopisała. No może poza wiatrem. A ja co mogłam zrobić, jak nie wziąć tę moją ukochaną Anuszkę i gnac na dwór. I wiecie co- Ania pierwszy raz bawiła się wiaderkiem foremkami, łopatką i grabkami w piaskownicy. Ponieważ po zimi nie zrobili jeszcze porządków i nie nawieźli świeżego piachu, ja musiałam czuwać by dziecie za bardzo rekami tam nie grzebało. Obawy moje były zupełnie bezpodstawne, bo Niunia pięknie wręcz używała grabek. A ile śmiechu i zaciekawienia było. Generalnie fajna zabawa. Jak bedzie jeszcze cieplej, to pewnie staniemy się częstszymi bywalczyniami piaskownicy na plazu zabaw.



No i druga rzecz, która super zaciekawiła anię- namiot wykonany w domu z dwóch krzeseł, przewijaka, kocyka i prześcieradła. No tak powstało imperium pod panowaniem królowej Anny. Mała miała świetną zabawę. Zabrała do swojego raju ulubiona przytulankę. No i oczywiście mama musiałą przed dzieckiem na czworaka uciekać. Wybawiłyśmy się jak nie wiem.
 
No i przypomniała mi się jeszcze z wczoraj sytuacja. Rozmawiam z moimi rodzicami na SKype’e no i namawiam Anię na małe popisy przed dziadkami. Puściłam jej ulubioną płyte CD. No i zaczęło się- tańce takie, że mnie zatkało ze zdziwienia i ze śmiechu. No nie uwierzycie, ale Ania takie obroty robiła, że szok. I to na zmianę kilka w prawo i kilka w lewo. wcześniej też robiła, ale było to na zasadzie takiej, że trzymała je4dną nóżkę w miejscu i wokół niej tak jakby sie obracałą. A teraz normalnie obroty o 360 st. Bomba. Nagrałam to sobie nawet, ale filmik za długi, żeby na Smyki wrzucić.

No i ostatnie co chciałam jeszcze napisać. Wczoraj nasz blog przekroczył magiczne 10000 odwiedzin. Dziękuje z tej okazji wszystkim, którzy zaglądają, czytają i komentuja. Zawsze bardzo mi miło czytać wasze myśli i uwagi. Dzięki raz jeszcze. No i oczywiście ślemy buziaczki

Komentarzy: 45 (Komentarze)


Pierwszy raz z Anią na basenie i inne...
2009-03-10 

No i doczekaliśmy się w końcu tego upragnionego momentu- wizyty na basenie a raczej we wrocławskim Aquaparku. Zawsze jakoś czasu brakowało, a to Ania jeszcze kostiumu nie miała. Każdy wie jak jest- najbardziej to chyba nam mobilizacji brakowało. Ale ja już postanowiłam, że właśnie tak spędzimy 8 marca. Jak wiecie my często jeździmy do Kielc- wiec z reguły to weekendy nam jakoś wypadały. No a wczoraj było po prostu bajecznie. Na początku troszkę zamieszania- trzeba rozpoznać teren. Na szczęście dość sprawnie przebiegło przygotowanie Ani do wejścia. Uzbrojeni w ręczniki udaliśmy się na baseny rekreacyjne. No i od razu do wody. Niby Ania nie powinna się wody bać , ale zareagowała w pierwszej chwili krzykiem i płaczem. Teraz myślę, że to hałas ilość ludzi i ich krzyki wywołały u ani taka reakcję. Udaliśmy się do basenu dla dzieci, który jest świetnie przygotowany. Są strefy gdzie najmłodsze dzieciaczki mogą się przyzwyczaić do wody. Poza tym jest tam bajecznie kolorowo. Ania po kilku minutach ochłonęła i zaczęła się świetna zabawa. A to z jakimiś dzieciaczkami się bawiła, a to rozrabiała z rodzicami. Bardzo tez podobało się Ani łapanie wody z małej fontanny. Mnie bardzo ucieszyło to, że Ania położona na brzuszek, chętnie machała nóżkami raczkami. Generalnie świetnie spędzone dwie godziny. My tez odpoczęliśmy. Po wyjściu ogarnęło nas błogie zmęczenie no i wilczy apetyt. To tyle o basenowych przygodach. Poniżej  filmiki- jakość średnia ale coś tam zobaczyć można

 
 

A z rzeczy innych, bieżących muszę wspomnieć o tym, że łóżeczko Ani zostało przeobrażone. Bok szczebelkowy jeden zdjęty, i zmieniony na listwę. Tak się składa, ze u nas nie można szczebelków wyciągać a Anuszka samodzielna i chce z łóżeczka schodzić. Tak więc osłonka zamontowana i panna może realizować swoje wchodzenie i schodzenie.

   

No i nadal następuje rozwój czułości. Ania tak dba o swoje zabawki, że oboje z Piotrkiem jesteśmy w szoku. Ma tez swoją ulubiona przytulankę- bladożółtego misia. Jak ona go uwielbia. Rezolutna się też bardzo robi :)

A z serii Ania powiedziała mamy:
- "mama maś"- raz do tej pory wypowiedziane, ale dokładnie oddawało czynność wykonywana przez Anię
-" brum, brum"- tak robi autko
-"muuuu"- tak robi krówka
- "ma"- ze wskazaniem palca- tłumaczyć nie muszę.
Swoją drogą- ciekawe czy będzie taką gadułą jak ja:)


Komentarzy: 49 (Komentarze)


Notka o spacerowaniu
2009-03-09 

Dużo zaległości znowu mam na blogu jeśli o notki chodzi. Tyle ostatnio się u nas dzieje, że nie mam czasu tu na dłużej zaglądać. Poczytam co tam u Was i już coś trzeba robic, tak, że nawet ani jednego komcia nie piszę. Wstyd i tyle.

  

Notka ta o spacerowaniu ma byc... Muszę wszystko jakoś podzielić sobie rozsądnie bo jakbym chciała tak o wszystkiego  w jednym napisać, bo nikt i tak by nie przeczytał. Więc wracając do spacerowania, to pogoda ostatnio w miare dopisuje, wiec z Anią korzystamy. czasem tylko mocniej powieje. Jedyny , ale wcale nie mały mankament tych przechadzek to to, że właściciele psów niewiele robią sobie z tego, że park to miejsce, które nawiedzane jest min, przez rodziców z dziećmi. No i na trawnik dziecka nie puszczam, bo bardziej niż pewne jest, że wejdzie w coś, co pozostawił sobie pies.

Od jakiegos czasu te nasze spacery wyglądają zupełnie inaczej. Ania tylko chwilę siedzi w wózku i zaraz sie wyrywa, by maszerować własnymi ścieżkami. Teraz, gdy śniegu brak, córa ma ułatwione zadanie. Jak ona pięknie maszeruje, i jak długo potrafi tak dreptać. Tylko ja czasami zmęczona ganianiem za nią.
Odwiedzamy tez plac zabaw, gdzie Ania upodobała sobie huśtawkę z opony, na której niestety huśtana być nie może. No i wreszcie Ania reaguje na zwierzątka. Gdy idziemy a ona zauważy pieska usłyszeć można "au, au". Gdy zobaczy gołębia pokazuje natychmiast paluszkiem- tak tylko dla pewności gdyby rodzicielka nie zauważyła.
Czasami w naszym spacerowaniu towarzyszy nam moja siostra Aga. Ta to ma pomysły- na zjeżdżalnię z Anią pójść- czemu nie!!

O spacerowaniu tyle. Reszta jutro albo we wtorek Dziś już padam. BUZIAKI :*:*:*

Komentarzy: 25 (Komentarze)


Dzien kobiet!
2009-03-08 

Kochane kobitki zycze Wam w dniu kobiet wszystkiego co najlepsze, uśmiechu na każdy dzień, pogody ducha i siły oraz odwagi, by zmagania z codziennością nie były takie trudne. Marzcie jak najwięcej, a marzenia Wasze niech się spełniają. 1000 buziaków Ślemy !!!


A kwiatuszki są dla Was!!!


Komentarzy: 3 (Komentarze)


POCZĄTEK MARCA- WIOSNA TUŻ TUŻ!!!
2009-03-03 



Nawet nie wiecie jak się cieszę, że mamy już marzec!!! Wreszcie powoli zaczynam wierzyć że zima szybko się skończy i powitamy wiosnę. Co do pogody we Wrocławiu, to od popnad tygodnia nie ma już śniegu, co znacznie ułatwia mi poruszanie się z wózkiem. Szkoda, że słoneczko jeszcze za często się nie przebija przez chmury. No i jeszcze jeden ważny powód mojej radości- bez śniegu łatwiej mojej córci przemierzać parkowe alejki.


Miało być o urodzinkach kuzynki Ani, ale zacznę od czegoś innego. Dawno nie mieliśmy okazji spedzić czasu tylko we troje. A ostatnia niedziela pozwoliła nam to nadrobic. Zawsze gdzieś jedziemy, tu na obiad do moich rodziców, lub teściów, na zakupy... Wiecie jak jest. Tym razem postanowilismy zrobić sobie małą wycieczke na rynek. Było super. Poszliśmy też na obiad. Ania jeszcze nie jest przyzwyczajona do takich rzeczy, i chciała zwiedzić każdy zakamarek. ?Było wesoło. Najwięcej radości sprawiło nam jednak wspólne spacerowanie. Ania znalazła nawet na rynku je3dego z wrocławskich krasnali. Po całym dniu szaleństwa zmeczony aniołek pięknie zasnął.



A w sobotę były urodziny Agaty. Jubilatka świetnie się bawiła. A Ania szalała z przybyłymi dzieciaczkami. Poznałą tam Kacperka i Natalkę. Mimo, że Ania była najmlodsza to świetnie sobie radziła. Próbowała jazdy na rowerku, zjadła torcik. Miło spedzony czas. Ach no i oczywiście musze wspomnieć, o podrywaniu Kacpra przez Anię. Śmiesznie to wyglądało, bo Kacper na poczatku troszke nieśmiale podchodził do Ani. Ach te dzieciaczki.

Wczoraj odwiedziłą nas ciocia PAula, na którą Ania bardzo się ucieszyłą, co mnie troszkę zaskoczyło, bo Paulinę widziała ostatni raz jakoś w grudniu. Ania troszke sie popisywała, a ciocia pokazywała jej autka przez okno. Popołudniu zawitała do nas też babcia Ewa. Niestety Ania już zmeczona nie bardzo chciała sie bawić. Tak to już bywa. Za to wieczorem po krótkiej drzemce nasza córcia ślicznie rysowała z tatusiem. Powstało dość orginalne dzieło. Potem kąpiel, kolacja i tatus położył Anię lulu. No i taki mieliśmy początek marca.
 
Na karuzeli  Wyjątkowa fryzurka Ani

A z serii ANIA POWIEDZIAŁA mamy:
- "nie chcę"- wyraźne, powtórzone kilka razy.

Ania próbuje tez po swojemy śpiewać alfabet ze swoim ślimaczkiem. Muszę to nagrać koniecznie.

Miłego dnia kochane Smykolki. Zajrzymy do Was niebawem. BUZIAKI!!!


troche śmiesznie trochę chorobowo- tydzień z zycia naszej rodzinki.
2009-02-28 


No już weekend się  zaczyna a ja w tym tygodniu nie napisałam ani jednej notki. Powodów wiele. Po pierwsze- jak już kiedyś pisałam- zawsze po powrocie z Kielc do Wrocławia nadrabiam zaległości w praniu, sprzątaniu itd. Po drugie dopadło mnie jakieś paskudne przeziębienie- we wtorek ledwie żyłam. Na szczęście pozostał już tylko katar. A od wczoraj Ania ma temperaturę- bez kataru i kaszlu. Pewnie to zęby. Pomacałam dziś dziąsełka i chyba naprawdę to jest powodem tej lekkiej gorączki. A do tego wszystkiego dziś rozłożyło Piotrka. Dzielnie walczy i mam nadzieje, że szybko się z tym upora. To na tyle tłumaczenia. Część chorobowa oficjalnie zamknięta.

  Ania i jej groźna mina- robiona na zawołanie !!

A teraz trochę opowiastek z ostatniego tygodnia.

W poniedziałek udaliśmy się na zakupy, aby uzupełnić zapasy lodówkowe- każdy wie jak jest- meżczyzna sam w domu z reguły o tych sprawach nie mysli. No więc na tych zakupach w hipermarkecie Ania sprawiła nam małą niespodziankę. Nie sądzilismy, że nasza pociecha takie umiejętności posiadła. Chodzi o to, że w czasie gdy mama szukała potrzebnych rzeczy, Ania podbierała coś z półki  i uciekała jak najdalej z pola widzenia rodziców. Oj czego to ona nie zabierała. A bieg normalnie na miarę mistrzostwa świata małych dzieci.  A co do przygód sklepowych, to w dniu dzisiejszym też nie oszczedziła mi przygód. Piotrek został w domu a ja z Niunia do Ikei wyruszyłam po prezent na jutrzejsze urodzinki kuzynki Ani- Agatki. Zakupy przebiegały o dziwo spokojnie. Ania grzeczna w wózku jak nigdy. Mama dała małej soczek. Po kilkunastu minutach zabieram pusty kartonik. Patrze na anię i coś mi nie pasuje. Okazało się, że cały sprawie soczek wylądował na Ani spodenkach i bluzeczce. Normalnie szok. Tym sposobem Ania została obdarowana nowym dresikiem. No przeciez nie mogłam wypuścić jej przemoczonej.

Co do tygodniowych wydarzeń, to króluje u nas w domu nowa zabaw. Ania wchodzi non stop na dwa meble- swoje krzesełko i na kanapę. Ze schodzeniem z drugiego mebla nie ma juz wiekszych problemów- choc przyznaje, że dwa razy spróbowała, jak to jest jak schodzi sie głową w dół. Po tych próbach chyba jej się odwidziało. Kiedy widze jak moja akrobatka szalej to serce mi staje- no mówie Wam że normalnie chyba jakiejś arytmii kiedyś dostanę.




A z tego co udało mi się usłyszć ( i nie tylko mi), to Ania powiedziała:
- "gdzie tata" (Piotrek znosił rzeczy przed podróżą do Wrocławia )- dziadkowie Ani i ja bylismy w szoku
- papa namiętnie powtarzana pokazywane
-amam- wcześniej Ania nie była zainteresowana werbalnym przekazem tego co robi z posiłkami
- au au- tak robi piesek
- brrrr- tak robi autko
- deden- jeden
- no i moje ulubione- kiedy chce trochę mamę i tate poprzedrzeźniać- a psik- tak rodzice kichają.

A to jeszcze kilka fotek Ani z tatusiem:





Na dziś to tyle opowiadania. Jutro udajemy się na urodzinki Agatki. Relacja pewnie w niedzielę- juz marcową. Jak fajnie wiosna tuż tuz !!!

Udanego weekendu. Buziki ślemy :*:*:*:*:*:*


Komentarzy: 25 (Komentarze)


O szczepieniu i kończącym się tygodniu!!!
2009-02-20 



Ach i znowu czas ucieka mi nie wiem kiedy. Zabieram sie za napisanie tej notki od wtorku. Wtedy byłyśmy na szczepieniu. Zaczęłam jednak bawić się trochę blogiem i odkryłam nową pasję- scrapbooking. Oj wciąga to jak nie wiem co. Na razie tylko sobie próbuję, bo mój zmysł artystyczny raczej nie należy do wybitnych, ale może z czasem się to zmieni.

Teraz o szczepieniu słów kilka. Kosztowało to mnie i Anię trochę nerwów i stresu. Po pierwsze, kiedy dotarłyśmy do przychodni, okazało się, że zapomniano odśnieżyć schody i podjazd dla wózków w poradni dzieci zdrowych. Oznaczało to, że będę musiała targać wózek po oblodzonych schodach z Anią, która smacznie sobie spała. Oj wściekła byłam bardzo, ale postanowiłam, że nie będę się wyżywała na pięlęgniarkach i lekarce. Poczekałyśmy jakieś 15 minut i poproszono nas do gabinetu. Na początek ważenie- Ania waży 9800g, co oznacza, że do roku nie potroiła swojej wagi urodzeniowej. LEkarka powiedziałą jednak, że wszystko jest ok. Osłuchała też Anuszkę, i powiedziała że możemy szczepić. Mamy to szczęście, że Kielce finansują niektóre szczepionki maluchom, które są tu zameldoane. Tym sposobem Ania dostała za darmo szczepionki przeciw pneumokokom, a także przeciwko odrze, śwince i różyczce. Samo szczepienie nie przebiegło też super. Pierwsza szczepionka podskórna minęła szybko i w miare ok, druga na pneumokoki domięśniowa bolała małą bardzo. Jak ja nie lubię, kiedy moje dziecko płacze. Po szczepieniu wróciłyśmy sobie do domu, gdzie zostałyśmy już do końca dnia. Na szczęście gorączki nie było.


A teraz parę słów o bardzo niefajnym zachowaniu Ani.Moja mała gwaizda ostatnio zaczęła wkładać paluszek do nosa. Próbuję jej wyjaśnić, żeby tego nie robiła, ale ona... no cóż delikatnie mówiąc zlewa mnie. Poza tym Ania pięknie nam rośnie. Widać, że rozumie juz bardzo dużo. Rozmawia z nami trochę po swojemu. Powtarza niektóre słowa. "Dzidza" w słowniku Ani od dawna jest, teraz Ania mówi też "au,  au" tak robi piesek, i "brrr" jak jedzie autko. Bardzo bawi ją gdy naaśladuję różne dźwieki.

Miłość do dziadków kwitnie w najlepsze. Od kilku dni Anuszka zwiewa swojej mamie i biegnie do dziadków na łóżko. Wdrapuje się, przechodzi przez babcię i ląduje na środku, gdzie zaczyna się wilekie szaleństwo. Wczoraj , kiedy babcia Stenia spała, Ania poszła do niej i wdrapała się na łóżko. Małą wtuliła się w nią tak jak nigdy wcześniej. Jaki to był widok. Aż łezkę miałam w oku.Po tych czułościach Ania widocznie stwierdziła, że babcia dłużej spać nie może, i zaczęła po babci skakać. ?Babcia obudziła się z uśmiechem na ustach. Dziadzio Marianek jest z kolei najlepszy w najdziwniejszych wygłupach. Fikołki różne- w powietrzu na łóżku, gdzie tylko. Obroty, karuzele, samoloty. A do tego nikt nie opowiada tak bajek, jak on. Ania aż się cała trzęsie z radości, kiedy widzi dziadzia.




Moja małą mądralka zrobiła się też taką mała przytulanką. Tuli lale i misie, mamę i dziadków. I do tego całuśna jak nie wiem co. Kocham ja za to.

Jutro przyjeżdża Piotrek, a w niedzielę do Wrocka wracamy. Stęsknione jesteśmy za nim obie. Ale z drugiej strony czas spędzany w kielcach to czas niezapomniany. Uwielbiamy to wszyscy.

Miłęgo weekendu kochane Smykolki. Ślemy Wam 1000 buziaków. PAPAPA


Komentarzy: 31 (Komentarze)


Zimowe przygody panny Anny
2009-02-16 



Tak jak wczoraj planowałam, dziś wybrałam sie z Anią na sanki. Wyprawa to była wyjatkowa, bo pierwsza w życiu naszej pociechy. Szkoda, że Piotrek we wRocławiu siedzi. Ale pewnie nadrobimy to w weekend. Troszkę Ania do tych sanek niezbyt przyzwyczajona. Na początku jechała spokojnie, zaciekawiona perspektywą z jakiej przyszło jej ogladac świat. Po jakimś czasie jendak zaczeła protestować i musiałam ja na rękach troche nieść. No i nie obyło sie oczywiscie bez chodzenia po śniegu, który wKielcach teraz jest dość wysoki, i dorosłemu trudno po  nim chodzić, a co dopiero takiemuszkarbowi. Ale malec chciał to mama puściła. Zakończyło się to oczywiście wywrotką, ale przynajmniej na pupke. Udało mi sie to nawet na zdjeciu uwiecznić.





Poza tym to dziś nie udało mi się na szczepienie z Anią dostać, bo poradnia dzieci zdrowych w dniu dzisiejszym była zamknieta. Załątwimy to jutro. Oby Ania tylko jak najmniej płakała. Ostatnim razem była dzielna, ale teraz pewnie nie będzie już tak łatwo. No nic, nie bedę martwiła się na zaps. Pozyjemy zobaczymy.

  A to tylko mały buntownik- czasem Ania w ten sposób robi jak się złości.

Po powrocie z pracy dziadkowie Ania- babcia Stenia i dziadek Marian wzięli wnusię w obroty. Normalnie zaczęli achowywać sie jak dzieci. Ania z dziadkiem robiła fikołki, ganiałą się po mieszkaniu, ogladała zdjęcia... oj długa ta lista. Babcia stenia natomiast została powitana przez wnuczke wilkim buziakiem i usciskiem. No i zabawy na łóżku u dziadków. Totalna beztroska. 


Miło spedzamy sobie czas, tylko za Piotrkiem tęsknimy. Pozytywnie będzie już w piatek, kiedy znowu sie zobaczymy.

Dobrej nocki :*


Komentarzy: 45 (Komentarze)


Remontowo, wyjazdowo, czyli Anuszki zycie ze zwraiowanymi rodzicami
2009-02-15 



 
No i znowu naobiecywałam się, że będzie nowa notka o umiejętnościach panny Anny,a tu psikus i kilka dni w ogóle nas nie było. Ale jak zwykle ja bardzo sprytna jestem i wymówkę sobie zawsze znajdę. We wtorek uwidziało mi się aby troszke zmienić nasze małe mieszkanko- a to troszkę oznaczało pomalowanie malutkiego przedpokoju. Tak więc wkurzyłam się nie na żarty i zaczęłam zdzierać tapetę- Ania platała mi się pod nogami, ale ja uparcie starałam się zrealizować swoje postanowienie. Przedsięwzięcie okzało się byc puszka Pandory- na nasze nieszczęście. Aż trudno uwierzyć, że taki mały przedpokój może napsuć tyle krwi. Ale to na tyle. Remontowanie zakończone w piatek późnym wieczorem, a wykonywane głównie podczas spania małej.





Co do nowych umiejetności panny Anny. Straszna gaduła z niej jest. Co i rusz słyszę nowe wyrazy- niektóre powtarza, inne wypowida chyba zupełnie przypadkiem. Zabwnie wygląda, kiedy chce mamę trochę rozbawić i łapie mój telefon, przystawia do ucha i mówi alo tata, po czym zaczyna z nim chodzic po mieszkaniu. Nadaje przy tym jak nie wiem. No niestety ja jestem typem rozmówcy, który nie potrafi chwili spokojnie usiedzieć, a mała to w lot łapie.
Ania nauczyła się też  wstawać sama bez łapania czegokolwiek- jak to nazywam " na proste nogi" Zabawnie przy tym wyglada- może to w sumie nic wielkiego, bo przecież od dawna potrafi podnosic swoją pupkę samodzielnie, ale to juz jest jakby wyzsza szkoła jazdy.
Ania dostałą tez ostatnio od swojej chrzestnej piekny nocniczek- kibelek. Postanowiłam więc nauczyc pociechę, jak korzysta się z tego sprzetu. Próbowałam juz wcześniej ze zwykłym nocniczkiem, ale małą szybko się denerwowała i nic z tego nie było. Teraz Ania przynajmniej posiedzi kilka minut na swoim "tronie". Sikac do niego nadal nie chce.
Bieganie. Oj stało się to czego najbardziej się obawiałąm- Ania zaczęła biegac po mieszkaniu jak szalona. Może nie ma w tym pozornie nic strasznego, ale nasze mieszkanie nie należy do tych duzych, więc na każdym kroku czych na Anię jakieś ciekawe miejsce, gdzie może wylądować. Wszystko pozabezpiecvzałam- na tyle na ile dało rade. Ania biega nadal, zakrętyu pokonuję w ekspresowym tempie.
Schodzenie z kanapy/łóżka. Ta sztuka tez juz jest opanowana. Schodzi na różne sposoby.Ale najwazniejsze, że jeszcze ani razu nie stało się nic złego. Radzi sobie.
Piszac o tym co potrafi Ania, pewnie jak zwykle o czymś zapomniałam. Ale to nieważne. Następnym razem dopiszę.





A teraz o dość zabawnej historii, która miała miejsce kilka dni temu. Główne bohaterki- Ania i jej lala Zuzia. Siedzimy sobie z Ania na podłodze i bawimy się. Dzień jak dzień. Ani zachciało się pić, więc poszłąm do kuchni i przygotowałam jej soczek. Ania szybciutko sie napiła. No to mówie do niej: " Aniu daj lali pitku"  i zaczynam cmokać, naśladując dzwiek jaki wydaje lala, kiedy pije . Na to Ania łapie swoja butelkę, przystawia Zuzi do buzi i zaczyna cmokać. Śmiecznie to wyglądało, ta butla i to Anuszkowe cmokanie. Po kilku godzinach ma miejce podobna sytuacja- tym razem bez mojej ingerencji. Ania zajda jakąś bułeczkę. W pewnym momencie podchodzi do lal i zaczyna cmokać. Ja się oglądam, a tu niunia karmi swoje laleczki.
Ostatnio dośc wyraźnie można zauważyć, że Ania stała się bardzo opiekuńcza. Całuje, karmi i tuli swoje lale. Opowiada tez im po swojemu różne rzeczy.


No i tak juz zupełnie na koniec wspomne tylko, że od wczoraj jesteśmy w Kielcach, które tona w śniegu. Ania dostała dziś pierwsze saneczki od babci Steni i dziadzia Marianka, więc wreszcie będzie mogła tak naprawde skorzystać z dobrodziejstw zimy. A ja po cichu jednak liczę na to, że ta zima potrwa do końca lutego i zacznie się marcowo z nami żegnać. Na dziś to tyle. Idę odpocząć. Jutro ruszamy na sczepieni- tym razem pneumokoki. Zdam relacje tak szybko, jak będę mogła.
Buziaczki dla Was kochane Smyki i mocne uściski dla Was Smykowe MAmy :*



Komentarzy: 19 (Komentarze)


Leniwy luty- nieleniwy luty
2009-02-10 



Zbieram sie do napisania tej notki już od poniedziałku. Nie bardzo miałam w sumie kiedy to zrobic, bo na wszystko jakby czasu brakowało albo sił. A poza tym, to wolałam na początku nadrobić zaległości w odwiedzinkach u Was kochane Smyki- i w tym miejscu wileki buziak dla Kasi natalkowej, której obiecałam że coś skrobnę, a do tej pory tego nie zrobiłam. Obiecuję poprawę. Ok. Po tej spowiedzi czas napisac co tam u naszej królewny i u nas słychać.





Od czwartku do niedzieli nocowaliśmy u wrocławskich dziadków Ani. Całe zamieszanie spowodowane było wyporzczeniem mojej siostrze na te pare dni mieszkania. Przyjezdżali do niej znajomi z wyjazdu na stypendium na Węgrzech. I tym sposobem my wylądowaliśmy u babci Ewy i dziadka JAnusza.
CZWARTEK minął w zasadzie tylko na niedługiej zabawie, kapieli i pójściu spać, ponieważ dotarliśmy na miejsce dość późno. Ania miała okazję pogłaskać kotka babci Ewy- Mićkę.
PIĄTEK. Wszyscy poszli do pracy, więc postanowiłam że wybierzemy się z Anią na dłuższy spacer i pojedziemy odwiedzić ciocię Age i jej gości. Nowy wujek zaśpeiwał Ani piękną piosenkę po turecku, co Ania odwzajemniła mu pięknym uśmiechem. Wszyscy w ogóle zakochali sie w Ani. A nasza pociecha na wszystkich reagowała z wielkim spokojem, w ogóle się ni wstydząc. Po południu dojechał do nas Piotrek i wybralismy się jeszcze na spacer. Co dziwne pogoda była wprost wspaniała. Za wyjatkiem niedzieli i dnia dzisiejszego, cały czas świeci słoneczko. Ale wracając do piątku, to po powrocie Ania troszke jeszcze pobrykała, pobawiła się z dziadkami, kapiel wypicie kaszki, troszke maminego mlenia i do łóżeczka. Do snu obowiazkowo czytana bajka. Po tym jak pociecha zasnęła, my wybraliśmy się na "balety". Było bardzo fajnie. Wróciliśmy o 4 nad ranem.
SOBOTA. Ta pobudka nie należało do przyjemnych. Ania nic sobie nie zrobiła z późnego powrotu rodziców i obudziła mnie ok 7 rano. Tak to jej stało się zwyczajem ostatnio wstawanie właśnie o tej godzinie. JA lekko zmeczona jakos doczłapałam się do kuchni śniadanko robić.  I tak nam ta sobota mijała. Przyjechała do babci Ewy i dziadka Janusza też druga ich wnuczka- Agatka. Dziewczynki bardzo ładnie się ze soba bawiły. Po południu ucieliśmy sobie wszyscy drzemkę, która trwała o dziwo az 3 godziny. Wieczorem znowy były charce i stałe rytuały przed spaniem.
NIEDZIELA. W niedzielę po śniadaniu spakowałam nas, pożegnaliśmy się z dziadkami i wyruszyliśmy spowrotem do nas. Zdążyliśmy pożegnać jeszcze naszych gości. Trzeba było trochę ogarnąć mieszkanie z panującego bałaganu, i wybrać się na jakieś wieksze zakupy w celu uzupełnienia zapasów.




To taki krótke streszczenie z wizyty u wrocławskich dziadków. Mamy już drugi tydziń lutego. Czas biegnie swoim torem ,a ja jak już pisałam wyżej, coś nie moge się w tym tygodniu zorganizować. Poniedziałek spedzony na dalszym pozrądkowaniu, praniu, gotowaniu itd. Oprócz tego byłyśmy też z Anią oczywiście na długiom spacerku. Niestety mała podczas tego spaceru postanowiła sama maszerować. Oddaliła się od mamy w ekspresowym tempie, i jaki był tego efekt- upadek na buźkę i zdarty nosek. Całe szczęście że chodziłysmy po parku i Ania upadłą na piasek, bo obawiam się, że w innym wypadku nie skończyłoby się tylko na obdartym nosku.
Wczoraj natomiast coś mnie napadło i postanowiłam upiec szarlotkę, i zrobić pierogi z kapustą i mięsem. Ania zasiadła na swoim krzesełku, dostała trochę mąki, do której po jakimś czasie dolałam odrobinę wody. Cóż to były za usmiechy, ile zabawy i radości. Kiedy ja zajęłam się wyrabianiem ciasta, Ania nie wiadomo kiedy władowała całą garść mąki do buzi. Na szczęście nie zakończyło się to niczym pważnym, a nawet mogę powiedzieć, że przeszło bez echa.

To tyle na dziś. Może skrobnę coś jutro, o nowych umiejętnościach panny Anny. W piatek jedziemy do Kielc na tydzień, więc pewnie będę miała troszke więcej czasu na blogowanie. Tymczasem do następnej noteczki. Buziaki dla Was wielgachne. :*:*:*:*

Komentarzy: 23 (Komentarze)


Lutowe dni
2009-02-03 



No i jesteśmy we wRocławiu po ponad dwóch tygodniach- znowu nie wiem kiedy ten czas minął. Trochę liczyłam, że w Kielcach poszalejemy na śniegu, a tu nici z planów. Przyszła odwilż, śnieg stopniał, no i namnożyło się od groma wirusów, co zresztą większość was wie. Ile ja już notek czytałam, że smyki kaszlą, kichają czy mają temperaturę. Ania na szczęście poradziłą sobie z kaszelkiemi katarkiem, unikając wizyty u lekarza. Niestety w związku z jej przeziębieniem nie mogliśmy jej zaszczepić na pneumokoki- kolejna dawka. Czeka więc nas podróż za jakieś dwa tygodnie znowu w moje ukochane Góry Świętokrzyskie. Przez te dwa tygodnie sporo się u nas działo- najważniejsze oczywiście były urodzinki Ani. Do tego dołączyło obcięcie włosków i przebicie uszek. Ach jaqk tam moja stokrotka teraz ślicznie wygląda- może nieskromne ale dla mnie jak najbardziej prawdziwe.

A ze spraw bieżących. We Wrocławiu pogoda kiepska- zimny wiatr, teperatura cały czas w okolicach 0, a do tego pada deszcz ze śniegiem. Zupełnie nie miała dzisiaj ochoty wynużać się z domu, ale zakupy same się nie zrobią. Anię więc ubrałam i dawaj na ten ziąb. Całe szczęście mała nie zmarzła, ja zakupy zrobiłam i jakimś cudem wszystko tzn. zakupy i dziecko dotachałam na czwarte piętro. Śmiechu miała tez od groma, kiedy to moja "malutka, grzeczniutka" Ania pokazała mi dzisiaj język. Najpierw moje osłupienie, a potem wybuch śmiechu. No a jak tu się nie śmiać, gdy czynność tę powtarzałą przez kolejne 15 minut. Ania nauczyła się też sama myć rączki. Stawiam jej przy umywalce taboret, daje troszkę mydełka,a panna Anna szoruję rączki że szok. Ale żeby nie było tak kolorowo, to zrobił się też z Niuni niezły upierdliwiec. Mama myje naczynia- Ania stoi miedzy jej nogami. Mama robi obiad- Ania robi wszystko, żeby przypadkiem ten obiad sie nie udał. A spróbuj człowieku przycupnąć na chwilę- Ania obrażona daje sygnał głośnym krzykiem. Staram się nie dac się zwariować, bo będę miała w domu małego szantażystę.
Ach i bym zapomniała, że w poniedziałek odwiedziła nas babcia Ewa. Wybawiłą się z Anią za wszystkie czasy. Nie mogła uwierzyć, że mała tak urosła i tak się zmieniła przez ostatnie dwa tygodnie. A dzisiaj odwiedziła nas ciocia Aga i na sekundke wpadła ciocia MAgda z Agatką.
Na dziś to tyle- padam z nóg. Dzięki kochani za wspaniałe komentarze. Ślemy Wam tysiąc buziaczków. Miłego wieczorku.

Ostatnie dni
2009-01-29 


Leci ten czas jak nie wiem. Dopiero co do Kielc przyjechałyśmy, a tu już jechać trzeba. Ale cieszymy się z Anią. U moich rodziców jest super ale tęsknimy już za Piotrkiem.
Może to zabrzmi troche śmiesznie, ale mam wrażenie, że Ania odkad skończyła roczek, zrobiła się jakby bardzo szybko ucząca się. Robi postępy w takim tempie, że nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Pisałam już wcześniej o moich problemach z przekonaniem Ani do siedzenia w wannie. To stawało się już sporym problemem. Mała rośnie, a my już naprawdę chcieliśmu pożegnac wanienkę. I tak oto w dzień swoich urodzin mała aparatka załapała wreszcie jaka to frajda kapać sie na siedząco. Teraz mamy problem z wyciągnięciem jej z wanny.
Druga recz to chodzenie. Ten mały wisus- jak ją czasami nabywamy- zaczął biegać po mieszkaniu jak szalony. Ania upada czasami na pupkę- to oczywiste. Z regułu jednak dzieje się to wtedy, gdy mała chce wykonać jakiś ostry manewr. A jaka ma radochę , mkiedy gania sięz dziadziem MAriankiem. Wow to po prostu trzeba zobaczyć.
Trzecia rzecz to gadulstwo panny Anny. Wiem, że może miec to po mnie- do
małomównych raczej nie należę. Od paru dniobserwuję, jak Ania skutecznie powtarza ( wyraźnie) słowo ciocia-określając nim oczywiście swoja ciocię. "Dzidzia" "baba" "mama" "tata" goszczą w słowniku Ani od dawna. Ale  co jakiś czas słyszę " nie ma", które raczej brzmi ja " iee ma". Ania rozkłada przy tym znacząco rączki. To już raczej nie przypadek. Na spacerze zapytana , czy chce chrupka odpwiada "e ce" i kiwa głową na nie. Zabwnie to wszystko wygląda. mała mądralka.





Z innej beczki teraz...
W poniedziałek był u nas ksiądz po kolędzie. Ania troszkę zawstydzona, mocno mu się przygladała. Bywa tak, że czasami na obcych reaguje płaczem. Tym razem nic. Ach byłam z niej dumna. Ksiądz dała małej psotnicy oczywiście obrazek, i chyba chcąc naszą córcię przekupić, podarował jej także lizaka. Ale, żeby nie było, lizaka dostała też ciocia Aga.

No i ważne wydarzenie ostatniego dnia. Ania miała po raz pierwszy obcinane włosy. Początkowo miałam zabrać ja do fryzjera. Ale nie mogłam odebrać sobie tej przyjemności, by nie obciąć Ani sama. Sama to może za duzo powiedziane- pomagał mi mój tata. Troszkę włosków zachowałam dla małej na pamiątkę. Zaklejona koperta pewnie troche poczeka. Ania generalnie była grzeczna, ale jak to już z dziećmi bywa- musiała oczywiście troszkę się powiercić. Nowa fryzura zwyczajna- ale za to nasz Dziamdziak wygląda słodko. Kiedy wieczorem siedział z rodzicami, ci stwierdzili, że z tą fryzurka Ania jest do mnie podobna jak dwie krople wody. Pewnie coś w tym jest, nie mnie to osądzać.





 

I muszę jeszcze wspomnieć, że Ania już prawie wyzdrowiała- choć określenie tego choroba to za dużo powiedziane. Małą ma po prostu kata i kaszel, ale bez temperatury. Dzięki syropkowi prawie już z tego wyszła, ku mojej uciesze. W zamian za to dokuczają jej wychodzące ząbki. Trochę na nie jeszcze poczekamy. Widać, ze Ani to przeszkadza, bo paluszki cały czas lądują w buźce. Wytrzymamy.
To na tyle. Jutro prezyjeżdza do nas Piotrek, więc radość będzie wielka. A w niedzielę do Wrocka.

Buziaki dla Was i do nastepnej notki.


Komentarzy: 23 (Komentarze)


Sprawozdanie z urodzin naszej małej "dorosłej" pociechy !!
2009-01-28 
Zabiegana ostatnio trochę jestem i jakoś nie miałam chwili żeby coś skrobnąć o urodzinkach Anuszki. Teraz zamierzam to szybciutko nadrobić.
Ania chyba chciała już zacząć świętowanie w nocy, bo dała nam nieżle popalić. Tym sposobem noc 24 stycznia nie należała do najdłuższych. Śniadanie zjadłyśmy o godzinie 5:30. ALe co tam. Pociecha troszkę się pobawiła, i zasnęłysmy sobie razem. Błogie lenistwo trwało do prawie południa. Potem pomagaliśmy babci Steni przygotować takie mini przyjęcie. Dziadzia Marianka nie było prawie cały dzień, odwiedzał prababcię Ani- babcie Leokadię. Po południu udaliśmy się na zakupy- niestety brak czasu spowodował, że prezenty dla Ani nie zostały zakupione. Po godzinie 18 wszyscy zebraliśmy się , bu odśpiewać Ani sto lat. Babcia Stenia upiekła dla Ani specjalnie tort- mówiąc, że taki to mała Stokrotka może zjeść. Ania zdmuchiwała świeczkę razem ze swoim tatusiem, który całe szczęście dotarł na urodzinki swojej córeczki. Po dmuchaniu świeczki Ania została starym zwyczajem postawiona przed dość ciekawym wyborem. Na jej stoliku ułóżone zostały: książka , kieliszek i pieniądze. Znaczenia tych przedmiotów łatwo się domyślić. A co wybrała Niunia- oczywiście kase i książkę. Kieliszek wylądował na podłodze. Co lepsze kasa została prtzez Anie włożona do ksiązki. Można więc wróżyć jej dobrą przyszłość- chętna do nauki i będzie jej się kasa trzymała. Po tych wszystkich wydarzeniach zjedliśmy spokojnie kolację. Po kolacji Ania odpakowała prezenty- a raczej ich część. Bardzo jej się wszystko podobało. Dziecię mocno podekscytowane całym dniem nie bardzo chciało iść spać. Szalała z tatuniem, ciocia Agą i dziadziem MAriankiem. Ja i moja mama przygladałyśmy się temu wszystkiemu, odpoczywając po wyczerpującym dniu. I tak to się zakończyło.
Ania ma już roczek, a ja czuję, że i tak wszystko co najlepsze jeszcze przed nami. KAżdy dzień spędzony z nią to szczęście. Nigdy nie zapomnimy tego pierwszego roku.










Gorące buziaczki dla Was i dziękujemy za wszystkie miłe słowa i życzenia, które znalazły się pod naszą urodzinową notką. Jesteście kochani :*:*:*

Komentarzy: 16 (Komentarze)


Dziś są Niuni urodziny- pierwsze urodziny!!!
2009-01-24 

Jak ten czas szybko płynie. Wydarzenie sprzed roku pamiętam jak dziś- najważniejszy dzień w moim życiu. Do szpitala trafiłam juz 23 stycznia. Co ciekawe sama tam pojechałam tzn wsiadłam w autko i pojechałam do szpitala. Ciśnienie miałam wysokie i dlatego mój lekarz dał skierowanie. Wieczorem trafiłam na porodówkę- KTG i nic. Nie ma skurczy. Próby oksycotynowej nie będzie. Cofnęli mnie na patologie ciąży, na której pobyłam zaledwie ok 6 godzin. Po porannym badaniu okazało się, że to jest dzień kiedy przyjdzie na świat nasz córeczka. Telefon do męża- przyjezdżaj rodzimy. Wrocław 300 km od Kielc. Na porodówke trafiłam sama w przekonaniu, że Piotrek i tak zdąży. Podano mi oksytocynę- dosłownie spłynęło troszeczkę, a ja juz aczęłam odczuwać skurcze. Po 3,5 godzinie Ania była juz na świecie. Piotrek nie zdążył. Był zakaz wchodzenia na oddział poporodowy, wiec córcie zobaczył na żywo dopiero po dwóch tygodniach. Kiedy Ania została położona na moim brzuchu zapomniałam o wszystkim, nie wiem co ze mną robili. Ta dawka pozytywnej energii dodała mi sił.Ona w tej jednej sekundzie stała się całym naszym światem, całą nadzieją, nic oprócz niej się nie liczyło. Ania ważyła 3600g i mierzyłą 57 cm. Dostała 10 pkt w skali Apgar.



Roki minął szybko, ale pamiętam każdą chwilę spedzona  z anią. Pierwsze ząbki, pierwsze guganie - wszystko. Kochamy ja nad życie. Mobilizuje nas do działania, a swoim uśmiechem rozświetla kazdy dzień.

Kochanie w dniu twojego święta życzymy Ci byś nadal tak pieknie nam rosła, w zdrowiu, byś nadal była tym małym żywiołkiem, który wkradł się do naszych serc. Bądź sobą. Kochamy Cię.

A to wirtualny torcik dla naszych gości :


Komentarzy: 30 (Komentarze)


Nocne rozmowy
2009-01-22 


Ach ciekawa  noc za nami. Ania  coś kiepsko w ogóle sypie- dużo wrażeń u dziadków,a wcześniej zęby. Teraz ma jeszcze lekki katar, więc to też pewnie ma wpływ. Ale nie to będzie motywem przewodnim tego wpisu. Głównymi bohaterami są biały miś w różowej bluzeczce i słowo "tata". Wczoraj tak się zaczytałam wieczorem w książce mojego ulubionego chyba pisarza, że nawet nie wiem, kiedy na zegarze wybiła pierwsza. Stwierdziłam więc, że najwyższy czas kłaść się spać. Nadmienię tylko, że brzeg łóżeczka był okryty kocykiem, żeby światło lampki jej nie budziło. Nagle słyszę, że Ania się obudziła, ale o dziwo nie dała znaku bym do niej podeszła. Z ciekawością zaczęłam nasłuchiwać, co też moja pociecha wymyśli. A ta siegnęła na drugi koniec łóżeczka po misia, z którym to zaczęła intensywnie rozmawiać. Gestykulacja, ton głosu- no boki zrywać. Do tego wszystkiego w przerwach misio był tylony, układany obok Ani. Kiedy zobaczyła, że patrzę na nią nagla ruszyła lawina słowa tata. Ania owszem lubi to słow, ale zna też inne. I odkąd w nocy tak zaczęła to "tata" wołać tak skończyła dziś popołudniu. Chyba odezwała się tęsknota za tatą. Ale jeszczetylko piatek i już się zobaczą. 




Co do innych historii, to dni mijają szybko, a zajęć mamy mnóstwo. No i korzystamy z dobrodziejstw kieleskiego  świeżego powitrza. Na spacerku byłyśmy nawet dzić choc padał śnieg z deszczem. Ania bryka na całego, korzysta z pomysłowości dziadzia AMrianka, no i daje się na całego wycałować babci Steni. Wesoło mamy...
Pozdrowionka dla Was!! Buziak!


Komentarzy: 21 (Komentarze)


A dziś śięto swe ma nikt inny tylko ja dziadzia!!
2009-01-22 
Jak w tytule- dziś dzień Dziadka. Kolejna bardzo ważna osoba w życiu każdego maluszka. Wszystkim  dziadkom życzymy jak najwięcej usmiechu na twarzy duzo zdrowia, spełnienia marzeń, i jak najwięcej zapału, chęci i cierpliwości do zabawy ze swoimi  wnukami !! Niech dobry humor zawsze wam dopisuje a wnuki kochają.

A szczególne życzenia dla dziadków Ani- kochanego dziadka Marianka, dziadka Janusza no i jeszcze pradziadka Tomka (i tu nadmienię że pradziadek Ani w tym roku skończy 88 lat). Bądźcie zawsze obecni w życiu Waszej wnuczki i niech nigdy nie zabraknie Wam pomysłów na zabawy z nią!!


Z dziadziem Mariankiem


Z dziadkiem Januszem


Z pradziadkiem Tomkiem.

Jeszcze raz wszystkiego najlepszego!!!



Komentarzy: 2 (Komentarze)


Wszystkim babciom wszystkiego co najlepsze !!
2009-01-21 
Dziś mamy szczególny dzień- Dzień Babci!! Z tej okazji chcę życzyć wszystkim babciom tego co najlepsze, radości i zdrowia, ale przede wszystkim satysfacji z tego, że tymi babciami są. Świat byłby bardzo smutny, gdyby nie istniały... Kochane i uwielbiane- podobno swoje wnuczęta kochaja bardziej niż własne dzieci.

Najgorętsze życzenia składamy ukochanym babciom Ani- babci Steni i babci Ewie.




Z babcią Stenią

Z babcią Ewą

Gorące życzenia ślemy także prababciom Ani- babci Leokadii i babci Oli

Z prababcią Leokadią


Z prababcią Olą.

Kochane babcie i prababcie pamiętajcie, że bardzo was kochamy !!!





Komentarzy: 6 (Komentarze)


Weekend pełen wrażeń w wydaniu kieleckim
2009-01-20 


Ach jak fajnie być w Kielcach- zawsze mozna złapać chwilę oddechu od codzienności. Jak już wspominałam od piatku jesteśmy w Kielcach. Chcieliśmy spotkac się z moim bratem, bratową i ich córeczką Wiką. Staramy się korzstać z takich mozliwości- oni w okolicach Warszawy my we Wrocławiu, no a moi rodzice w Kielcach. Weekend minął nam pod znakiem zabaw Ani i Wiktori. Zabawa była cudna- dziewczyny tak się wybrudziły, że aż wstyd zamieszczać takie zdjęcia na blogasku. Mój tata ze swoja olbrzymią weną zabawiał dziewczyny tak bardzo, że Wika nie bardzo chciała wychodzić od nas z domu, a Ania nie bardzo chciała zasnąć. Przy Wikuli Ania tak się rozchodziła, że już prawie w ogóle nie raczkuje tylko śmiga na stojąco. Niestety przypłaciła to dzić troszkę bolesnym upadkiem i małym guzem na czole.

Mamy odwilż, co niestety sprzyja wylęganiu się różnych choóbsk- ja mam juz lekki katar- a Ania jeszcze się jakoś trzyma. Wczoraj pospacerowałyśmy sobie troszkę. Lubię takie spokojne spacery, gdzie nie słychać non stop szumu miasta. Przy małym dziecku chwila błogiej ciszy to jest to.

Powoli odliczamy dni do pierwszych urodzin Ani, które będą w najbliższą sobotę. Kurcze to już prawie rok odkąd nasz rodzina tworzy model 2+1. Dobrze nam z tym. Czekamy aż tata Ani do nas przyjedzie. Już troszke tęsknimy.  Ach no i na swoje urodzinki pierwsze czeka nasz koleżanka smykowa Maja. Pewnie jej rodzice też to przeżywają.
ok. No to koniec biadolenia na dziś. Może skrobne coś jutro- a raczej na pewno ( przecież Dzień Babci jutro). Buzialki dla Was


Komentarzy: 10 (Komentarze)


Ósmy zabek i takie tam przemyslenia
2009-01-15 



 
Ach dziś dołączył do Ani uzębienia ósmy zabek. Co prawda nieśmiało wygląda dopiero z dziąsełka- ale jest! Dziwnie troszkę Ania marudzi. Przez te zęby zrobiła się bardzo drażliwa. Ma zmienne humory. Ale nie przeszkadza jej to absolutnie w zabawach z mamą, tatą i wszystkim, którzy nas odwiedzają.


A co do tych moich przemysleń, to ostatnio czasami łapię sie na tym, że oczekuję od swojego dziecka rzeczy, które w jej wieku nie są jeszcze takie łatwe do wykonania. Czy nie zastanawiacie się czasami, dlaczego wasze dziecko jeszcze czegos nie robi, skoro rówieśnikom to się już udaje. Takie właśnie myśli mnie czasami dopadają. Ale przecież Ania to taki świetny brzdąc, który juz tak dużo rozumie i tak wiele potrafi. Pewnie na wszystko przyjdzie czas. Przypominam sobie, jak bardzo czekałam na pierwszy uśmiech, na to ąz sama będzie siedziała itd. A teraz troszke tęsknię za czasem, kiedy Ania była w zasadzie jeszcze cczęścią mnie, przez ten brak niezależności. Tak więc kochani rodzice- dajmy naszym małym skarbom rozwijać się w swoim tempie i nie narzucajmy im niczego. To chyba dla nich najlepsze. Ach to chyba na tyle. Koniec weny. A jutro wyjazd do Kielc, wiuec trzeba zacząc się pakować. Buziaki.


Komentarzy: 13 (Komentarze)


Wspinaczki panny Anny
2009-01-14 





Ach co ta nasza Ania ostatnio wyczynia. Wczorajszy dzień był przełomowy jeśli chodzi o chodzenie- małą już chyba tak na 100% przekonała się do tego sposobu poruszania i widać bardzo jej to pasuje. Ale nie o tym miałam pisać. Wczoraj panna Anna przypomniała sobie, że potrafi już wspinać się na łóżko rodziców. Tak więc rano nie mogę sobie zbyt długo poleżeć bo nasza córcia wdrapuje sie do mnie domagając sie cyca. Ale to jeszcze nic. Obok naszego łóżka stoi szafka, która jest na wysokosci praktycznie dwa razy takiej jak łóżko. I co robi panna Anna... oczywiście tam też się wdrapuje. Ja dostaję palpitacji serca a Ania zaczyna wysypywać ziemię z kwiatka, który na owej szafce stoi.  Nie udało mi się uwiecznić tego momentu na zdjęciu, bo wolę jednak stac przy Ani i pilnować, by nie miała bliższego spotkania z podłogą. Ale wdrapywanie się nie dotyczy tylko mebli. Ania z upodobaniem wchodzi do swojego kosza z zabawkami. Dziś rano posłużyła się także łóżeczkiem dla lali. Rośnie nam mały rozbójnik...


Z ciekawszych rzeczy to Ania zaczyna powoli chyba rozumieć, o co chodzi z opiekowaniem się lalą. Zosia (lala Ani) doświadczyłą tego w dniu dzisiejszym szczególnie. Ania kładła lalę do łóżeczka nakrywała kołderką. Przytulała i śpiewała "aaaa". Wszystko to jeszcze nieporadne, ale bardzo słodkie.

Kiedy chcę na chwilę zająć Anię zabawą, proszę by włączyła zabawkę, która śpiewa alfabet. I o dziwo mała doskonale wie, która to zabawka, i gdzie trzeba przycisnąć by zagrało, to o co mama poprosiła.
Tak nami mijają te dni. Dziś zasypało Wrocław na nowo. Koniecznie musimy kupić sanki...


Komentarzy: 3 (Komentarze)


Weekendowe życie, siódmy zabek...
2009-01-12 


Zacznę od tego, że Ania jest od piątku posiadaczką siódmego ząbka- dolnej lewej dwójeczki. W sumie to odkryłam ją zupełnie przypadkowo. Już niebawem dołączy druga dolna dwójeczka, dziąsełko napięte, więc nastąpi to zapewne jutro lub pojutrze.

Weekend minął nam spacerkwo- wizytowo. Troszkę się ociepliło, więc chętniej chodzimy sobie na spacerki i Ania już tak nie protestuje kiedy wieje. Był to niemały problem, ponieważ przy tych wysokich mrozach pociecha wręcz zaczynała płakać, kiedy takie mocne wietrzysko uderzyło w jej buźkę. W sobotę odwiedzilismy też babcię Ewę i dziadka Janusza. Ania zaznajamiała się z kotką, która jest u dziadków. Ania bardzo ładnie się bawiła, zjadła późny obiadek. Do domu wróciliśmy ok godz. 22. Mała nie jest przyzwyczajona do siedzenia do tak późna, bo jak już wcześniej pisałam, staramy się ją kąpać o 20.
Niedziela to też spacerkowanie, w pięknym słońcu i wizyta w kościele. Weekend jest czasem, kiedy Ania nadrabia zaległości w zabawie z tatą. Ach jak oni razem szaleją.  Miłość bezgraniczna.


A dziś odwiedziła nas siostra cioteczna Ani- Agatka. Oj nie widziałyśmy się ponad  miesiąc, bo my wyjechaliśmy do Kielc, a Agatka z rodzicami do Niemiec( na święta). Teraz rzadziej sie widujemy, bo ciocia Magda , wujek Tomek i Agatka mieszkają w Dzierżoniowie. Myślałam, że dziewczyny nie dogadają się. Jednak pozytywnie mnie zaskoczyły. Bawiły sie bardzo ładnie. A jak się przytulała. szkoda, że zdjęć nie zrobiłam.

W weekend chyba jedziemy do Kielc. Zostaniemy tam pewnie jakieś dwa tygodnie, tzn. ja i ania. Bo Piotrek to tylko na weekendy będzie do nas dojeżdzał. Ania pewnie znowu wyszaleje się z babcią Stenią i dziadziem Mariankiem. Nie piszę o tym, ale kieleccy dziadkowie praktycznie codziennie wnuczkę widzą- rozmawiamy na skype'ie. A co Ania wtedy wyczynia. Już popisowym numerem stało sie pokazywanie tzw "hipcia" To bardzo charakterystyczna dla Niuni minka.

Co do chodzenia to postępy są- szczególnie widoczne dziś, kiedy była Agatka. Narazie co prawda przeważa raczkowanie, i chodzenie z podpieraniem, ale pewnie niedługo to się zmieni.


To tyle na dziś. Pozdrowionka i całuski dla  czytających.
30-ste urodziny taty małej Ani
2009-01-07 
Kochanie z okazji Twoich 30-tych wiosenek życzymy Ci wszystkiego najlepszego, duzo zdrowia i spełnienia marzeń, zrealizowania wszystkich planów i czego jeszcze tylko pragniesz.





Życzą:
Kochające Cię- żona córcia


Komentarzy: 4 (Komentarze)


A czas płynie i płynie...
2009-01-06 



Spełniając swoje noworoczne postanowienie zamieszczam kolejna notkę. W sumie nic wielkiego się u nas nie działo ale jesteśmy już parę dni we Wrocławiu, więc napisze co porabialiśmy. Weekend minął nam raczej spokojnie. Odwidziliśmy wrocławskich dziadków Ani- babcię Ewę i dziadka Janusza. Ania ślicznie się bawiła i dawała pokaz swoich umiejętności. Dziadkowie jak zwykle nie mogli się na to napatrzeć. Przed wizytą wybraliśmy się jeszcze na niedługi spacer- niedługi, bo pociecha zaczęła protestować z powodu zimnego wiatru. Słoneczko świeciło i udało nam się cyknąć kilka ładnych fotek. Po wizycie jeszcze wyskoczylismy na małe zakupy i do domu.

 
Jest u nas obecnie moja siostra Aga. Ania korzysta z obecności cioci. Dziewczyny nadrabiają prawie 4 miesięczną rozłąkę.  Ciocia ma taką wenę jeśli chodzi o wymyślanie zabaw, że ja osobiście jestem w szoku.


Początek tygodnia to tez spacerki i zabawy w domu. Powoli wdrażamy się w nasz stary tryb. Troszkę zawsze on ulega zmianie kiedy wyjeżdzamy do moich rodziców,.
Muszę pochwalić też Anię za to, że polubiła wstawanie po godzinie 8 rano. Nie oznacza to że nie budzi się jeszcze  na mlenio w nocy- ale przynajmniej rano da mamie pospać. No i była pierwsza, spokojna kapiel w wannie. Ania chyba już przywykła do łazienkowych kapieli. Wszystko ja tam interesuje: kran, i słuchawka od pryszniaca, kosmetyki, które stoją po bokach. Szkoda tylko, że takiego zainteresowania nie wzbudzją "wodne" zabawki- wtedy kąpiel byłaby jak z bajki. Co mnie dziwi- Ania pozwala też na spłukiwanie głowy prysznicem.
Ach szkoda, że takie mrozy nastały. Człowiek tak bardzo by chciał zabrać pociechę na spacer, a tu nici z tego. Może wkrótce troszkę się ociepli i wyjdziemy na sanki.
Narazie to na tyle.. Buziaki dla wszystkich


Komentarzy: 3 (Komentarze)


Noworocznie- refleksyjnie
2009-01-03  Obiecałam sobie, że w tym roku bedę częściej zamieszczała notki na blogu Ani. Dzieje się tyle wokół nas, że warto to spisywać. Nawet te najdrobniejsze rzeczy, które nas tak cieszą powinny znajdować tutaj swoje odbicie.
Sylwester minął nam bardzo leniwie. Zmęczenie przeziębieniem Ani i całą historią z pokrzywką sprawiło, że zrezygnowalismy z jakichkolwiek planów imprezowych. Poza tym i tak dużo działo się w okresie świątecznym, więc zwyczajnie chcieliśmy odpocząć. Ania zasnęła ok godziny 21  i nawet tak liczne i głośne fajerweki nie były w stanie przerwać jej błogiego snu. Dzięki temu, że ta noc nie była przez nas zarwana, rano byliśmy pełni energii by zabawiać naszą pociechę.

A to odrobina wspomnień z dwóch tygodni spedzonych w Kielcach.

O tych najważniejszych rzeczach już pisałam. Teraz pora na to wszystko, co zajmowało nam czas.  Kiedy pojawiamy się w drzwiach domu moich rodziców, wiadome staje się, że Anię czeka czas pełen zabawy. Dziadkowie wręcz szaleja na punkcie Niuni i jej siostry ciotecznej Wiki. Babcia stała sie mistrzynią w karmieniu dziewczynek, a dziadek wymyśla tyle niezliczonych zabaw, że nie ma chyba poradnika, czy książki, która by to wszystko pomieściła. Jest udawanie różnych zwierzatek,i worzenie wnuczek na barana, odgrywanie tearzyków, czytanie bajek, pokazywanie w sposób wyjątkowy różnych obrazków, fikołki, podrzucanie, hustanie, śpiewanie i wiele wiele więcej. Babcia z reguły towarzyszy w tych wariactwach, ale ze względu na problemy z kregosłupem , nie może dziewczyn za dużo nosić. To w kwesti zabawy.
Ania jak zwykle w czasie pobytu w świętokrzyskim nabrała takiego apetytu, że szok. Pokochała manadrynki. Gruszki i winogrona juz wczesniej były na czołowych miejscach w jej jadłospisie. Zaczęła też jeść kaszkę na mleku- z czym wcześniej mieliśmy problem. Obiadki wciągała z bardzo dużym apetytem.
Dość długo próbowaliśmy namówić nasza małą pociechę na to, by k apała się w łazience w wannie. Jak bnarazie udało nam się przekoanć ją do kapieli w jej wanience w wannie. Od tego już niedługa droga by Ania zaczęła szaleć w wannie.




To tyle wspominek z Kielc. Od wczoraj jesteśmy we Wrocławiu. Podróż minęła nam dość dobrze, choć zawsze boje się tych kilku godzin podróży, bo mała śpi co najwyżej 2,5 h z 5 które jedziemy. Trzeba więc jej wymyślac różne zajęcia. Następna wizyta u dziadków w okolicach urodzin Ani. Wtedy czeka nas szczepienie.
Życzenia na nowy rok 2008-12-31  Dla Wszystkich naszych kochanych gości, a szczególnie dla naszych ulubieńców ślemy dziś życzenia na jak najlepszy 2009 rok. Oby zdrowie Wam dopisywało, marzenia sie spełniały, a uśmiechy nie znikały z Waszych twarzy. Wszystkiego najlepszego.

Ania& Piotr & Anuszka


Komentarzy: 3 (Komentarze)


Pokrzywka alergiczna i nie tylko...
2008-12-31 

W poprzednich notkach tylko wspomniałam o tym, że coś się szykowało już w Wigilie i pierwszy dzień świąt. Ania była rozdrażniona, miała lekką gorączkę, a raczej stan podgorączkowy, pojawił się katar. Ale do tego już jestm troszke przyzwyczajona- a raczej wiem co w takiej sytuacji robić. W pierwszy dzień świat pojawiło się jednak kilka krostek na buzi Ani- pierwsza myśli- pewnie coś zjadłam co małą uczuliło. To jednak nawet przez chwile nie spowodowało, że mogłabym przypuszczać, że Ania następnego dnia obudzi się z całą twarzą w czerwonych plamach, i nóżkami w plamach. Po śniadaniu udaliśmy się na dyżur do szpitalika dziecięcego, ponieważ z objawów wyglądało to na różyczkę. Szybko jednak wyprowadzono nas z błędu. Diagnoza brzmiała- pokrzywka alergiczna. Co z tym robić- obserwować i zmienić dietę. Jednak sobota nas już totalnie przeraziła. Ania obudziła sie już z plamami na całych nogach, rękach i buzi. Przera zające. Człowiek bezsilny, nie ma pojęcia co robić, jak pomóc. Całe szczęście plamki te Ani nie swędziały. Katar się spotęgował- normalnie Sodoma i Gomora.


Niedziela też nam upłynęła pod znakim obserwowania Ani, która naprawde była dzielna i nie opuszczał jej dobry humor.
W poniedziałek doszliśmy do wniosku, że z tych obserwacji nic nie wynika, a dieta nie daje rzadnych rezultatów, a mała plamy ma już wszędzie. Udalismy sie więc do jednego z najlepszych pediatrów w Kielcach. Lekarz potwierdził diagnozę ze szpitala, ale powiedział tez  że jest to pokrzywka polekowa. Przepisał Ani leki, dzieki którym Ania czuje się już lepiej. Uczulenie ustępuje, choć powoli. Narobiło nam to strachu. MAła nie ma już prawie kataru, ale pojawił się jakiś kaszlek. Pewnie tylko straszy...
Buziaki dla Was kochane Smykolki!!!


Komentarzy: 3 (Komentarze)


Chrzest Świety
2008-12-31 


No i doczekaliśmy się... Ania została wreszcie ochrzczona. Niesamowicie mnie to cieszy, szczególnie że w tym dniu towrzyszyły nam najblizsze osoby. Już od rana ten dzień był lekko zakrecona. Wszyscy krzatali się po kątach, a ja starałam się pamiętać o wszystkim. Ania nakarmiona i wesoła czekała na to aż wszyscy się wyszykują. Tego dnia dołączyli do nas wrocławscy dziadkowie Ani- babcia Ewa i dziadek Janusz.
Msza św. podczas której miał sie odbyc chrzest, była o godzinie 13:15, a my pojawiliśmy sie troszke wcześniej by dokonać ostatnich formalności. Chrzestnymi rodzicami naszej Ani zostali- moja siostra Agnieszka i mój brat MArcin. Z tego miejsca chcę im za to sedecznie podziekować. Wiem, że będą uczestniczyli w życiu naszej córki.

Msza odbyła się w nowym kościele naszej parafii, który jest w trakcie budowy, co widać z resztą na zdjęciach. Na początku Ania była grzeczna, kiedy grały organy to śpiewała tańczyła , a kiedy ksiądz coś mówił- troszke mu wtórowała. Po jakimś czasie dało znać o sobie zmęczenia i mała panna zaczęła pokazywać, że potrafi głośno krzyczeć. Musiałam więc udać się na bok i uraczyć cwą pociechę mleniem, po którym zresztą smacznie zasnęła. I tak przespała całą uroczystość. I nawet polanie wodą śwęconą jej nie zbudziło. Msza została pięknie odprawiona. Oprócz Ani w tym samym czasie odbyły się także dwa inne chrzty. Po mszy ksiądz przedstawił każdą z dziewczynek wspólnocie kościelnej, podając kolejno imiona. Ania wtedy się obudziła, ale nawet przez chwile nie była przestraszona. Po mszy zrobilismy jeszcze kilka zdjęć i udalismy się na obiadek. Ania i Wiktoria bawiły się pieknie. Nasza mała pociecha była jednak tego dnia generalnie trochę rozdrażniona- wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy czemu. Ale o tym w nastepnej notce. Przyjęcie po tej pieknej uroczystości upłynęło nam pod znakiem rozmów. Za mile spędzony czas dziękuję wszystkim obecnym.
Bardzo cieszę się, że Ania jest już prawowitym członkiem Kościoła. Cieszy mnie też to, że mogliśmy to wszystko przeżywać w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia- tych najpiękniejszych i najbardziej rodzinnych.
Swoim rodzicom chcę jeszcze raz gorąco podziękować, że podjęli się przyjęcia naszych gości. Dzięki Ogromniaste :* :*










Komentarzy: 2 (Komentarze)


Święta nasze ukochane :)
2008-12-30 



Ach nie było ostatnio czasu na to by coś skrobnąć. Powód dość prozaiczny- brak czasu. A to wszystko z powodu świątecznego zamieszania. A te święta szczególne, bo pierwsze w życiu Ani. Nasze słoneczko jakoś starało się odnajdować w tych świątecznych zawirowaniach, choć nie było łatwo. Powodów na to wiele. Po pierwsze to wróciła już do Polski ukochana ciocia Agnieszka- moja siostra. Ostatnie 3,5 miesiąca spędziła na stypendium na Węgrzech. Obawiałam się reakcji Ani na Agę, ale mój strach okazał się bezpodstawny. Dziewczyny nie mogły się na siebie napatrzeć- szczególnie ta duża. Drugiego dnia po przyjeździe to znaczy w poniedziałek ( 22 grudnia) było już zupełnie spoko. Drugim powodem świątecznego zamieszania był fakt przebywania aż 7 osób pod jednym dachem. Bo oprócz naszej rodzinki, Agnieszka i moich rodziców jest z nami na święta prababcia Ani- babcia Leokadia. No i ukochany Boss. Dwa dni przed świętami bardzo pracowite- szczególnie, że w pierwszy dzień świąt maiły odbyc się chrzciny naszej pociechy. Gotowanie, pieczenie placków, sprzątanie- i tak w kółko. Ania grzeczna, jak rzadko kiedy. Chyba udzielił jej się nastrój świąteczny. Dzień przed Wigilią zawsze ubieram choinkę. Kiedys robiłam to w dniu Wigilii, ale ostatnimi czasy jakos zaczęło na to brakować czasu. Kolejny raz Ania mnie zaskoczyła- choinka owszem- zainteresowała ją, ale ani jedna bombka nie wylądowała na podłodze. Efekt ubierania jak dla mnie fajny. Kiedy światełka świecą się na choince, bombki odbijają światło, wszystko lśni kolorami tęczy- wtedy właśnie czuję że to święta. I zapominam o całej komercji. Ach... A no i bardzo ważna sprawa- Niunia zaszalała z chodzeniem. W poniedziałek jak ruszyła z miejsca to przeszła przez cały pokój. Wyczyn ten zaczęła powtarzać regularnie, choć muszę przyznać, że mały cykor z niej i woli jeszcze mieć coś pod ręką do przytrzymania.



WIGILIA

Na Wigili zebraliśmy się w dość licznym gronie- najliczniejszym od paru lat. Obecni byli: babcia Stenie i dziadek Marian, prababcia Leokadia, prababcia Ola, pradziadek Tomek, wujek Marcin, ciocia Karolina, Wiktoria, ciocia Agnieszka, ja, mój mąż Piotrek i oczywiście Ania. Potrawy pachniały już zanim pojawiły się na stole. Barszczyk czerwony z uszkami, pieroki, sos grzybowy, śledziki, ryba na ciepło... długo by wymieniać. O 17:00 zasiedliśmy do stołu i starym zwyczajem mój tata powiedział kilka pięknych i mądrych słów, które jak zwykle chwyciły mocno za serce. Następnie wszyscy podzieliliśmy się opłatkiem. Kolację rozpocząteo- niestety ja musiałam na trochę odłączyć, bo mała Ania koniecznie chciała się przespać. Po kolacji, kiedy pociecha już się obudziłą, przyszedł czas na odpakowywanie prezentów. Anię zachwycił największy- piękny biały jednorożec na biegunach. Posiedzieliśmy jeszcze trochę, porozmawialiśmy i postanowilismy troszkę odpocząć przed kolejnym dniem.




Komentarzy: 1 (Komentarze)


Tydzień pełen niespodzianek
2008-12-18 
Ostatni tydzień minął nam strasznie szybko. Już dosłownie za kilkanaście minut będzie czwartek, później piątek i długo oczekiwana sobota- wtedy jedziemy do Kielc. Ale o tym potem.


O dyplomach napisałam w poprzedniej notce, więc teraz troszkę o tym co nam zaprzątało głowę w tym tygodniu. Mogę się pochwalić, że Ania została szczęśliwą posiadaczka kolejnych dwóch ząbków górnych dwojeczek. Pierwszy wybił się w ostatnia sobotę , a drugi w poniedziałek. Narazie owe ząbki powolutku gramola się i na zdjęciu nijak da się je pokazać. Ale wszystko w swoim czasie. Ania troszkę lepiej jada, i nie jest juz taka marudna. A każdy rodzic wie, jakie dziecko potrafi być "kochane" kiedy wychodzą mu ząbki.
Inną- troszkę zabawną- rzeczą, która miała miejsce po raz pierwszy w życiu Ani, było wejście na nasze łóżko. Zawsze rano, kiedy ja grzeje się jeszcze w łóżeczku, Ania zaczyna swoje harce w pokoju. Oczywiście w tym czasie nie śpię tylko obserwuję pociechę. Aż tu nagle ta pociecha- kładzie jedną nogę na samochodzik, drugą na łóżko, pierwszą dokłada do drugiej i robi a ku ku u mamy na łóżku. Po czym rzuca się z uściskiem i z wytrwałością próbuje dobrać się do maminego cyca. Cała sytuacja komiczna.
W naszym domu więcej takich zabawnych sytuacji można przytaczać, ale mnie chyba najbardziej rozbawia sposób w jaki Ania ssie pierś. Określamy to mianem " skoku na cyca". Jak się nazywa- tak wygląda. Każdy kto widział, przyzna mi rację, że Ania doszła do perfekcji w udziwnianiu tej, jakże banalnej z pozoru, czynności.




Ach i zaczęłam pisać o wyjeżdzie do Kielc. Pierwsze święta Bożego Narodzenia spędzimy u moich rodziców. W związku z czym u nas w mieszkaniu nie ma nwet choinki. Za to w dniu dzisiejszym przygotowaliśmy wspólnie girlandę- kolorową iświecąco. A co do świąt to w zasadzie spędzimy je także z wrocławskimi dziadkami Ani. Wszystko za sprawa tak długo oczekiwanego przez nas chrztu. Ubranko już gotowe. Tylko jeszcze moja siostra, która ma zostać mamą chrzestną, nie wróciła z Węgier. Najprawdopodobniej odbierzemy ją w niedzielę z Krakowa. Już nie możemy się doczekać. Nie widziałam jej od początku września.

A co do Ani postępów w chodzeniu- mała jeszcze sama nie chodzi, ale bardzo często obserwujemy obrazek stania " bez trzymanki" - i to nie na chwilkę, tylko na dużo dłużej, a także wykonywania pojednynczych kroków. Może Ania czeka na święta, by zaprezentować swój chód w odpowiedniej oprawie??!!


Komentarzy: 8 (Komentarze)


Rozdanie dyplomów
2008-12-17 
Od mojego rozdania dyplomów mija właśnie tydzień, a ja nawet nie miałam czasu napisac jak to wszystko wyglądało. Mam tu na mysli oczywiście to, jak mała Ania dzielnie znosiła tę- dla jednych nudną dla innych ciekawą uroczystość. Nasza mała perełka chyba po prostu uwielbia ludzi bo czarowała wszystkich uśmiechami. Był to duży wyczyn, gdyż wszystko zaczęło się o godzinie 14, a Ania nie zdążyła się porządnie zdrzemnąć. Wytrzymała prawie do godziny 17. Usłyszałam bardzo duzo miłych słów na temat naszej ślicznej córeczki. Chyba nawet nie marzyłąm, że ludzi będą w ten sposób na nią reagowali. Generalnie uroczystoś należy zaliczyć to udanych. A to kilka chwil z tego zaklętych w obiektywie:

\\


Koniecznie muszę jeszcze wspomnieć, że wieczorem udało nam się pójść do klubu, uczcić zakończenie moich studió. Z Anią została babcia Ewa, która świetnie poradziła sobie z opieką nad wnuczką. Ania też była bardzo dzielna. Och jak człowiek czasem potrzebuje zapomnieć o całym świecie i się rozluźnić. Dzięki babci Ani nam się to w piatkowy wieczór bez dwóch zdań udało!!!


Komentarzy: 1 (Komentarze)


Urodziłą się Julka
2008-12-11 




Chcemy wszystkim oznajmić, że dzisiaj wKielcach przyszła na świat śliczna dziewczynka, której rodzice dali na imię Julka. W związku z tym chcemy dumnum rodzicom pogratulować, tego wilkiego szczęścia jakie im się przytrafiło. Od dziś wasze życie zmieni się na zasze- bedzie pełniejsze i piękniejsze, bo nie ma nic cudowniejszego niż dziecko. Gratulacje dla was Agnieszka i Krzysiek i wielkie buziaki dla Julki.



Komentarzy: 3 (Komentarze)


Mikołaj i nie tylko...
2008-12-11 


Czas mija a ja jakoś nie mogę zorganizować sobie czasu by coś skrobnąć. Już dwa tygodnie minęły od naszego powrotu z Kielc- który wspominam bardzo bardzo dobrze. Zgodnie z tytułem powinnam troszke o mikołajkach napisać ale wrócę jeszcze na chwilę do kieleckich podbojów. JAk wcześniej pisałam, Ania miała pkazję na własne oczy przekonać sie co to jest śnieg. Niestety biały puch zaczął znikać tak szybko jak się pojawił. Dzięki opiece moich rodziców nad wnuczka mogłam troszkę odetchnąć od codziennych obowiązków. Udało nam się wyskoczyć do kina i pójść na impreze urodzinową mojego brata i bratowej. Już zapomniałam co to znaczy wyjście bez dziecka. Ale oczywiście nie narzekam, że siedzę w domu z Anią. Mam dzięki temu okazję obserwować jak sie rozwija, co lubi, a czego nie, kiedy się uśmiecha i kiedy płacze.

 
Mikołajki....
W zaszadzie to dla Ani zaczęły się one już w Kielcach- dostała wtedy huśtawkę, lalę, która śpiewa jej polskie rymowanki, i łóżeczko dla lali. Mikołaj dał te wszystkie rzeczy babci Steni, dziadkowi Mariankowi, prababci Lodzi. A 6 grudnia Mikołaj nawet zajrzał do Ani. Byliśmy wtedy u wrocławskich dziadków Ani. Była też ciocia Magda i Agatka, i wujek Tomek. Dziewczynki zostały obdarowane i bardzo cieszyły się z otrzymanych prezentów. Rózga okazała sie niepotrzebna- bo co tez może zbroic taki mały smyk.



Ostatnio często przyłapuję się na tym, że mówię do Ani per "mały człowieku". Już tłumaczę dlaczego. Ania stała się ostatnio bardzo rezolutna i zaczyna chyba sprawdzać na co może sobie pozwolic z rodzicami. Gdy zabraniamy jej czegoś zaczyna głośno krzycześ i wić sie jak piskorz. Staram się nie ulegac tym małym- wielkim wybuchom i wtedy tłumaczę " mały człowieku nie wolno czegoś tam zrobić, bo..." Ania patrzy na mnie wtedy dziwnie. Zauważyłam tez, że nasz brzdąc strasznie fascynuje sie innymi dzieciakami. Bardzo żałuję, że nie mamy wśró sąsiadów ani jednego maluszka. Za to bardzo bawi mnie, sposob w jaki Ania reaguje w sklepach na dzieciaki. Ostatnio- tata Ani coś jeszcze załatwiał w punkcie obsługi klienta, a ja stałam z nią z boku. Nagle podeszła do nas 5 letnia(na oko ) dziewczynka. Wtedy Ania wykonała szybki ruch i juz przytulała się do owej nieznajomej. Ciekawe czy  to zainteresowanie minie, czy nie.
Inna rzecz która spędza nam sen z powiek to ząbki Ani. Jak widać na zdjeciach- los dała Ani dużą furtkę między jedynkami- i niestety w związku z tym bardzo wolno wychodzą Ani dwujeczki. Pociecha czasem tak marudzi z tego powodu, że trudno to wytrzymać. Wygląda jednak na to, że wkrótce te meczarnie się skończą- dziąsła są już tak białe, że lada moment będę mogła napisać o dwóch nowych nabytkach.
Jutro czeka nas ważne dla mnie wydarzenie- odbnieram swój dyplom ukończenia studiów. Zakończy się moja pięcioletnia droga. Dziś cieszę się, że znalazłam w sobie siłe, by mimo ciazy nie przerwać studiów. Z perspektywy czasu widze, że byłoby tylko ciężej. W tym ważnym dniu będą oczywiście ze mna i mąż i córcia. Tymczasem pozdrawiam wszystkie Smykolki. Buziaki dla Was.
10 miesięcy już za nami!!
2008-11-25 



Jak ten czas szybko minie. Dopiero co Ania się urodziła,a tu wczoraj skończyła 10 miesięcy.Sporo w tym czasie się nauczyła. Co by nie mówić- zdolna z niej bestia.
Oto te rzeczy, które potrafi zrobić (pokazać) Ania:
* chodzi przy meblach, w zasadzie nie trzymając, a tylko operajac się o nie.
* tańczy, machając przy tym rączką
*przybija piątkę i daje cześć
*robi papa
*puszcza buziaczki
*robi " tuli tuli" tj. przytula się
* pokazuje rączkami,że czegoś nie ma tzn rozkłada je
* łapie się jedną rączką, za główkę, gdy mama mówi, że główka ją boli
* łapie się dwoma rączkami za główkę, kiedy ktoś powie, że ma dużo problemów
* pokazuje, unosząc przy tym raczki do góry,  jaka duża urośnie
*potrafi pokazać tate na zdjęciu
*pokazuje "nie, nie,nie"
* mówi: tata, mama, baba, dada, dziadzia, tatuś, dziadzius, i różne połączenia sylab, które ciężko zapamiętać i powtórzyć
A w piatek (21,11,2008) mała Ania zrobiła swoje dwa pierwsze samodzielne kroki. Choć jak narazie nie powtórzyła jeszcze tego wyczynu, to naprawdę często puszcza się, traktując to jako świetną zabawę- ja natomist dostaję zawału serca.



Wczoraj odwiedziliśmy z dziadziem Mariankiem ortopedę. Okazało się, że nasze obawy w związku ze stópka Ani były niepotrzebne. Warto było jednak usłyszeć to od specjalisty- zdrowi małej jest dla nas bezcenne.





Dziś odwiedziliśmy na wsi prababcię Ani- babcie Leokadię. Na pewno pisałam, że babcia zakochana jest w swojej wnusi. Okazało się, ze babcia pojedzie z nami do Kielc na kilka dni- z czego niezmiernie się ucieszyłam, bo doskonale potrafi zabwić Niunię. Ale dzisiejszy dzień zaowocował jeszcze tym, że troche figli sprawiło mi autko. Lubię jeździć samochodem, szczególnie kiedy Ania śpi. Kiedy płacze jest gorzej- muszę cierpliwie to znosić albo się zatrzymywać co chwilę. A w dniu dzisiejszym po pierwsze zamarzł mi płyn w spryskiwaczu ( jeszcze nie zmieniony na zimowy!!) A kiedy podjechałam do marketu na chwilę- wysiadł mi akumulator. Do tej pory nie miałą jeszcze takich przygód, więc szybciutko zadzwoniłam do swojego taty, który przybył nam z pomocą. Pisząc nam mam na mysli: Anię, moja mamę, moją babcię i siebie. Jak zwykle potwierdziła się stara dobra prawda- bez facetów ten świat by nie istniał. Dzięki tatus za pomoc


A w piątek wreszcie przyjeżdża do Kielc tata Ania, a mój kochany mąż. Już nie mogę się doczekać, kiedy się zobaczymy. Widać, że mała tęskni za swoim tatusiem. Kiedy pokazuje go na zdjeciu, to aż się łezka w oczku kreci. Byle do piatku....  


Komentarzy: 2 (Komentarze)


30 urodziny cioci Karoliny
2008-11-23 



Kochanej cioci Karolinie z okazji jej 30-tej wiosenki ( a raczej zimy) chcemy złożyć gorące jak słońce życzonka urodzinowe. Karolina niech Wika Wam zdrowo rośnie, a tobie spełniają się najskrytsze marzenia, bądzć zawsze radosna i szczęśliwa!!!




Komentarzy: 2 (Komentarze)


Odpoczywamy... i tęsknimy
2008-11-20 


Własnie mija tydzień odkąd jesteśmy w Kielcach. Czas mija niemiłosiernie szybko. Ania już śpi słodziutko wiec mogę sobie coś skrobnąć. Kurcze, człowiek nawet nie zauważa jak mijają dni. Czasem, przyznaję, marzę o tym żeby była już 20:00. Wtedy Ania jest kapana i usypiana. Takie dni zdarzają sie rzadko- szczególnie wtedy, gdy mała troszkę rozrabia i jest marudna. bardzo cieszę sie,że moge sobie troszke teraz odpocząć. Fakt faktem- tesknimy bardzo za Piotrkiem tj. moim mężem i tatą Ani, ale cóż- coś za coś.
W ciągu tego tygodnia działo się i dużo i mało. Mała jak zwykle rozbraja wszystkich swoimi zachowaniami. Do jej repertuaru dołączyły ostatnio tak smieszne minki, że chyba są w stanie rozbawić każdego.




Ania jak zwykle rozkochuje swoich dziadków na potegę. Kiedy jesteśmy w Kielcach moi rodzice staraja się pomagać mi podczas różnych czynności takich jak karmienie, kapanie czy usypianie- o różnych zabwach nawet nie wspominam. Skąd ci dziadkowie biora pomysły na te wszystkie zabawy. Ania zafascynowała się ostatnu\\io tym , jak dzidek Marian pokazuje jej " wchodzi kominiarz" Ile jest radości w tych małych oczach. Mała cała promienieje. A co do tej pomocy, to mój tata opanował już do perfekcji usypianie Ani. Nie powiem, że jest to  latwa sztuka. Ania ulega jednak jego czarowi i po kilku minutach juz pieknie śpi.Babcia Stenia jest z kolei mistrzynią w wyciaganiu od Ani buziaczków i otzymywaniu uścisków. Ania zrobuiła się taka czuła. Tuli wszystko co jej wpada w rece, od misiów i lala począwszy, poprzez domowników, kończąc na piłkach i poduszkach.Zabawnie to wygląda.
Co do tego, jak mijaja nam dni- bywa różnie. Zima puka powoli do naszych drzwi- chyba najwyższa na to pora. Ja cały czas marzę o pięknych białych świętach. Szczególnie dlatego, że w pierwszy dzień świat Ania będzie miała swój Chrzest Świety, o czym chyba juz kiedyś wspominałam. Ale wracając do tematu. ze względu na mało ciekawa pogodę- deszi niskie temperatury, zaczynamy powoli spedzać większość dni w domku. Choć wychodzimy na zakupy itp.Cały czas staram się też utrzymać Ani stały tryb dnia. Wstajemy ok 7 rano. Jemy śniadanko. Później zabway do ok 10- 11. Kolej na drzemkę. Spimy różnie czasem pół godziny a czasem 2. Póżniej zjadamy drugie śniadanko, jakis owoc, pijemy soczki, obiad wypada wtedy, gdy Ania zaczyna być głodna- inaczej z tego nici. Ok. 20 przychodzi pora na kapiel i usypianie. I tak nami mija dzień za dniem. W cały ten schemat wpisuja się oczywisicie jeszcze spacerki, odwiedzinki u rodziny itp.


Dzisiaj odwiedziłyśmy pradziadków Ani- babcie Ole i dziadka Tomka. Ania wybawiłą się, troszke podokazywała, pośmiała. Dziadkowie nie mogą się nadziwić, jak mała szybko rośnie. Pewnie odwiedzimy ich jeszcze w przyszłym tygodniu.
A tak z innej beczki to byłyśmy we wtoprek z Ania u lekarza na wizycie kontrolnej. Ania została zważona- przekroczła już 9 kg. Pani doktor ją osłuchała.Generalnie wszystko jest w porządku. Nastepna wizyta jak mała skończy rokczek- wtedy czeka ją także szczepienie. A co do lekarzy to musimy sie wybrać na konsultację do ortopedy. Ania stawia troszke krzywo lewą stópkę. Niby nic wilkiego i pewnie z czasem przejdzie ale skonsultować nie zaszkodzi.
Tymczasem kończę. Pewnie napiszę coś niedługo. Zaglądajcie do galerii- zdjęcia dodaję w miarę na bieżąco. Buziaki dla Wszystkich :*:*


Komentarzy: 2 (Komentarze)


Mama obroniona- a Ania rosnie
2008-11-13 


MAło ostatnio piszę na blogu- brak czasu, zmęczenie, czasem brak weny.  Codziennie mówię sobie- dzisiaj coś skrobnę, ale wtedy z reguły mała zaczyna dokazywać, albo wychodzimy na spacer, albo trzena szybciutko zrobić obi
ad...


Początek listopada minał nam pod znakiem mojej obrony- i muszę się pochwalić, że 3 listopada obroniłam pracę magisterską. Było to nie takie łatwe zadanie- każda mama wie, ile czasu absorbuje dziecko. Do tego mój mąż z pracy wraca codziennie dość późno, więć czasu na najpierw pisanie, a później naukę było niewiele. Tyle o mnie...

Ania robi nadal postępy- żegna się rano z tatusiem pokazując mu rączką "papa". Jej kroki stają się pewniejsze- choć nadal przy meblach. Czasami, kiedy się zapomni, staje bez podtrzymywania. Poza tym na własnych rekach odczuwam, że małej przybywa kilogramów ( a w zasadzie to dkg). W słowniku naszej małej królewny goszczą nowe słóka, słowa, sylaby- jak zwał tak zwał. Udało jej się wymówć np tatuś, dziadziuś, babo. Mama ania woła z regyłu wtedy, gdy czegoś się przestraszy, lub jest śpiaca.
Bawia mnie zabawy wymysłane przez naszego brzdąca- ulubiona to przewalanie się po rodzicach, kiedy leżą na łóżku, oraz ganianie sie po mieszkaniu z rodzicami na czworakach. Ile przy tym śmiechu i radochy- zarówno dla córci jak i dla rodziców. Ulubione zabawki to nadal chodzik- pchacz, dołączyły różne piłki- małe, duże, no i oczywiscie ksioążeczki.
Czasem trudno cokolwiek zrobic mi w domu, bo Ania wręcz uwielbia łapać się za moja nogę! Trudno wtedy o jakiś pewny ruch. Poza tym za zabawki zaczynają służyć ani także drzwiczki od szafek miski, buty- ku mojemu przerażeniu, ale też kremy, gazety, różne papierki.
Dziś Niunia zaskoczyła mnie tym , jak szybko się uczy. Byłam czymś zajęta i w sumie od niechcenia poprosziłam swoją córeczkę o to, by sięgnęła po lalę. Zdziwiona zobaczyłam, że mała dzierży w dłoniachowyu przedmiot. Poszłam więc za ciosem i poprosiłam, żeby
Ania zrobiła lali "tuli, tuli". A mała nic- tylko wzięła lalę i przytuliła do niej swoją główkę. Może to nic nadzwyczajnego- ale dla mnie to bardzo dużo.
Jeśli chodzi o jedzenie- z tym raczej u nas ostatnio kiepsko. Kaszka na śniadanie to rzadkość- niestety. Ania zjada zaledwie kielka łyżeczek- 5 uważam za sukces. Owoce- różnie. Choć ostatnio polubiła tarte jabłuszko, gruszkę i do łask wrócił banan. Deserki ze słoczków to już przeszłość. Ania bardzo polubiła danonki. Może to troszkę za wsześnie na takie jedzonko, ale nic się po tym nie dzieje, więc czasami sobie na to pozwalamy. Obiadki- z tym to juz bywa naprawdę różnie. Raz Ania zje wszystko co jej przygotuje, innym razem nawet nie chce spojrzeć. Nie wiem czy się tym martwić, czy nie. Zauważyłam, że Niunia chętniej jada równocześnie z nami- muszę nad tym pomyśleć i jeszcze poobserwowaqć- może to właśnie będzie sposób na naszego niejadka.
W ciągu ostatnich dwóch tygodni odwiedzaliśmy wrocławskich dziadków Ani, babcia Ewa odwiedzała nas. 11 listopada imieniny miał wujek Ani- Marcin. Dla niego najlepsze życzenia. Tego dnia odwiedziliśmy też przyjaciółkę mamy- ciocię Paulinę i jej chłopaka w Oławie. Było fajnie.
Jutro jedziemy do Kielc na zasłużony odpoczynek. Muszę się zregenerować, nabrać zapału na zbliżające sie powoli święta i chrzciny Ani. Kielce to mój ukochany azyl od całego wrocławskiego zgiełu- szczególnie, że są tam tak kochane przeze mnie osoby... Tyle tylko, że tata Ani zostanie we Wrocławiu i czekać nas będą dwa tygodnie rozłąki i tęsknoty.
10 miesięcy już za nami!!
2008-11-25 


Jak ten czas szybko minie. Dopiero co Ania się urodziła,a tu wczoraj skończyła 10 miesięcy.Sporo w tym czasie się nauczyła. Co by nie mówić- zdolna z niej bestia.
Oto te rzeczy, które potrafi zrobić (pokazać) Ania:
* chodzi przy meblach, w zasadzie nie trzymając, a tylko operajac się o nie.
* tańczy, machając przy tym rączką
*przybija piątkę i daje cześć
*robi papa
*puszcza buziaczki
*robi " tuli tuli" tj. przytula się
* pokazuje rączkami,że czegoś nie ma tzn rozkłada je
* łapie się jedną rączką, za główkę, gdy mama mówi, że główka ją boli
* łapie się dwoma rączkami za główkę, kiedy ktoś powie, że ma dużo problemów
* pokazuje, unosząc przy tym raczki do góry,  jaka duża urośnie
*potrafi pokazać tate na zdjęciu
*pokazuje "nie, nie,nie"
* mówi: tata, mama, baba, dada, dziadzia, tatuś, dziadzius, i różne połączenia sylab, które ciężko zapamiętać i powtórzyć
A w piatek (21,11,2008) mała Ania zrobiła swoje dwa pierwsze samodzielne kroki. Choć jak narazie nie powtórzyła jeszcze tego wyczynu, to naprawdę często puszcza się, traktując to jako świetną zabawę- ja natomist dostaję zawału serca.



Wczoraj odwiedziliśmy z dziadziem Mariankiem ortopedę. Okazało się, że nasze obawy w związku ze stópka Ani były niepotrzebne. Warto było jednak usłyszeć to od specjalisty- zdrowi małej jest dla nas bezcenne.





Dziś odwiedziliśmy na wsi prababcię Ani- babcie Leokadię. Na pewno pisałam, że babcia zakochana jest w swojej wnusi. Okazało się, ze babcia pojedzie z nami do Kielc na kilka dni- z czego niezmiernie się ucieszyłam, bo doskonale potrafi zabwić Niunię. Ale dzisiejszy dzień zaowocował jeszcze tym, że troche figli sprawiło mi autko. Lubię jeździć samochodem, szczególnie kiedy Ania śpi. Kiedy płacze jest gorzej- muszę cierpliwie to znosić albo się zatrzymywać co chwilę. A w dniu dzisiejszym po pierwsze zamarzł mi płyn w spryskiwaczu ( jeszcze nie zmieniony na zimowy!!) A kiedy podjechałam do marketu na chwilę- wysiadł mi akumulator. Do tej pory nie miałą jeszcze takich przygód, więc szybciutko zadzwoniłam do swojego taty, który przybył nam z pomocą. Pisząc nam mam na mysli: Anię, moja mamę, moją babcię i siebie. Jak zwykle potwierdziła się stara dobra prawda- bez facetów ten świat by nie istniał. Dzięki tatus za pomoc


A w piątek wreszcie przyjeżdża do Kielc tata Ania, a mój kochany mąż. Już nie mogę się doczekać, kiedy się zobaczymy. Widać, że mała tęskni za swoim tatusiem. Kiedy pokazuje go na zdjeciu, to aż się łezka w oczku kreci. Byle do piatku....  


Komentarzy: 2 (Komentarze)


30 urodziny cioci Karoliny
2008-11-23 



Kochanej cioci Karolinie z okazji jej 30-tej wiosenki ( a raczej zimy) chcemy złożyć gorące jak słońce życzonka urodzinowe. Karolina niech Wika Wam zdrowo rośnie, a tobie spełniają się najskrytsze marzenia, bądzć zawsze radosna i szczęśliwa!!!




Komentarzy: 2 (Komentarze)


Odpoczywamy... i tęsknimy
2008-11-20 


Własnie mija tydzień odkąd jesteśmy w Kielcach. Czas mija niemiłosiernie szybko. Ania już śpi słodziutko wiec mogę sobie coś skrobnąć. Kurcze, człowiek nawet nie zauważa jak mijają dni. Czasem, przyznaję, marzę o tym żeby była już 20:00. Wtedy Ania jest kapana i usypiana. Takie dni zdarzają sie rzadko- szczególnie wtedy, gdy mała troszkę rozrabia i jest marudna. bardzo cieszę sie,że moge sobie troszke teraz odpocząć. Fakt faktem- tesknimy bardzo za Piotrkiem tj. moim mężem i tatą Ani, ale cóż- coś za coś.
W ciągu tego tygodnia działo się i dużo i mało. Mała jak zwykle rozbraja wszystkich swoimi zachowaniami. Do jej repertuaru dołączyły ostatnio tak smieszne minki, że chyba są w stanie rozbawić każdego.




Ania jak zwykle rozkochuje swoich dziadków na potegę. Kiedy jesteśmy w Kielcach moi rodzice staraja się pomagać mi podczas różnych czynności takich jak karmienie, kapanie czy usypianie- o różnych zabwach nawet nie wspominam. Skąd ci dziadkowie biora pomysły na te wszystkie zabawy. Ania zafascynowała się ostatnu\\io tym , jak dzidek Marian pokazuje jej " wchodzi kominiarz" Ile jest radości w tych małych oczach. Mała cała promienieje. A co do tej pomocy, to mój tata opanował już do perfekcji usypianie Ani. Nie powiem, że jest to  latwa sztuka. Ania ulega jednak jego czarowi i po kilku minutach juz pieknie śpi.Babcia Stenia jest z kolei mistrzynią w wyciaganiu od Ani buziaczków i otzymywaniu uścisków. Ania zrobuiła się taka czuła. Tuli wszystko co jej wpada w rece, od misiów i lala począwszy, poprzez domowników, kończąc na piłkach i poduszkach.Zabawnie to wygląda.
Co do tego, jak mijaja nam dni- bywa różnie. Zima puka powoli do naszych drzwi- chyba najwyższa na to pora. Ja cały czas marzę o pięknych białych świętach. Szczególnie dlatego, że w pierwszy dzień świat Ania będzie miała swój Chrzest Świety, o czym chyba juz kiedyś wspominałam. Ale wracając do tematu. ze względu na mało ciekawa pogodę- deszi niskie temperatury, zaczynamy powoli spedzać większość dni w domku. Choć wychodzimy na zakupy itp.Cały czas staram się też utrzymać Ani stały tryb dnia. Wstajemy ok 7 rano. Jemy śniadanko. Później zabway do ok 10- 11. Kolej na drzemkę. Spimy różnie czasem pół godziny a czasem 2. Póżniej zjadamy drugie śniadanko, jakis owoc, pijemy soczki, obiad wypada wtedy, gdy Ania zaczyna być głodna- inaczej z tego nici. Ok. 20 przychodzi pora na kapiel i usypianie. I tak nami mija dzień za dniem. W cały ten schemat wpisuja się oczywisicie jeszcze spacerki, odwiedzinki u rodziny itp.


Dzisiaj odwiedziłyśmy pradziadków Ani- babcie Ole i dziadka Tomka. Ania wybawiłą się, troszke podokazywała, pośmiała. Dziadkowie nie mogą się nadziwić, jak mała szybko rośnie. Pewnie odwiedzimy ich jeszcze w przyszłym tygodniu.
A tak z innej beczki to byłyśmy we wtoprek z Ania u lekarza na wizycie kontrolnej. Ania została zważona- przekroczła już 9 kg. Pani doktor ją osłuchała.Generalnie wszystko jest w porządku. Nastepna wizyta jak mała skończy rokczek- wtedy czeka ją także szczepienie. A co do lekarzy to musimy sie wybrać na konsultację do ortopedy. Ania stawia troszke krzywo lewą stópkę. Niby nic wilkiego i pewnie z czasem przejdzie ale skonsultować nie zaszkodzi.
Tymczasem kończę. Pewnie napiszę coś niedługo. Zaglądajcie do galerii- zdjęcia dodaję w miarę na bieżąco. Buziaki dla Wszystkich :*:*


Komentarzy: 2 (Komentarze)


Mama obroniona- a Ania rosnie
2008-11-13 


MAło ostatnio piszę na blogu- brak czasu, zmęczenie, czasem brak weny.  Codziennie mówię sobie- dzisiaj coś skrobnę, ale wtedy z reguły mała zaczyna dokazywać, albo wychodzimy na spacer, albo trzena szybciutko zrobić obi
ad...


Początek listopada minał nam pod znakiem mojej obrony- i muszę się pochwalić, że 3 listopada obroniłam pracę magisterską. Było to nie takie łatwe zadanie- każda mama wie, ile czasu absorbuje dziecko. Do tego mój mąż z pracy wraca codziennie dość późno, więć czasu na najpierw pisanie, a później naukę było niewiele. Tyle o mnie...

Ania robi nadal postępy- żegna się rano z tatusiem pokazując mu rączką "papa". Jej kroki stają się pewniejsze- choć nadal przy meblach. Czasami, kiedy się zapomni, staje bez podtrzymywania. Poza tym na własnych rekach odczuwam, że małej przybywa kilogramów ( a w zasadzie to dkg). W słowniku naszej małej królewny goszczą nowe słóka, słowa, sylaby- jak zwał tak zwał. Udało jej się wymówć np tatuś, dziadziuś, babo. Mama ania woła z regyłu wtedy, gdy czegoś się przestraszy, lub jest śpiaca.
Bawia mnie zabawy wymysłane przez naszego brzdąca- ulubiona to przewalanie się po rodzicach, kiedy leżą na łóżku, oraz ganianie sie po mieszkaniu z rodzicami na czworakach. Ile przy tym śmiechu i radochy- zarówno dla córci jak i dla rodziców. Ulubione zabawki to nadal chodzik- pchacz, dołączyły różne piłki- małe, duże, no i oczywiscie ksioążeczki.
Czasem trudno cokolwiek zrobic mi w domu, bo Ania wręcz uwielbia łapać się za moja nogę! Trudno wtedy o jakiś pewny ruch. Poza tym za zabawki zaczynają służyć ani także drzwiczki od szafek miski, buty- ku mojemu przerażeniu, ale też kremy, gazety, różne papierki.
Dziś Niunia zaskoczyła mnie tym , jak szybko się uczy. Byłam czymś zajęta i w sumie od niechcenia poprosziłam swoją córeczkę o to, by sięgnęła po lalę. Zdziwiona zobaczyłam, że mała dzierży w dłoniachowyu przedmiot. Poszłam więc za ciosem i poprosiłam, żeby
Ania zrobiła lali "tuli, tuli". A mała nic- tylko wzięła lalę i przytuliła do niej swoją główkę. Może to nic nadzwyczajnego- ale dla mnie to bardzo dużo.
Jeśli chodzi o jedzenie- z tym raczej u nas ostatnio kiepsko. Kaszka na śniadanie to rzadkość- niestety. Ania zjada zaledwie kielka łyżeczek- 5 uważam za sukces. Owoce- różnie. Choć ostatnio polubiła tarte jabłuszko, gruszkę i do łask wrócił banan. Deserki ze słoczków to już przeszłość. Ania bardzo polubiła danonki. Może to troszkę za wsześnie na takie jedzonko, ale nic się po tym nie dzieje, więc czasami sobie na to pozwalamy. Obiadki- z tym to juz bywa naprawdę różnie. Raz Ania zje wszystko co jej przygotuje, innym razem nawet nie chce spojrzeć. Nie wiem czy się tym martwić, czy nie. Zauważyłam, że Niunia chętniej jada równocześnie z nami- muszę nad tym pomyśleć i jeszcze poobserwowaqć- może to właśnie będzie sposób na naszego niejadka.
W ciągu ostatnich dwóch tygodni odwiedzaliśmy wrocławskich dziadków Ani, babcia Ewa odwiedzała nas. 11 listopada imieniny miał wujek Ani- Marcin. Dla niego najlepsze życzenia. Tego dnia odwiedziliśmy też przyjaciółkę mamy- ciocię Paulinę i jej chłopaka w Oławie. Było fajnie.
Jutro jedziemy do Kielc na zasłużony odpoczynek. Muszę się zregenerować, nabrać zapału na zbliżające sie powoli święta i chrzciny Ani. Kielce to mój ukochany azyl od całego wrocławskiego zgiełu- szczególnie, że są tam tak kochane przeze mnie osoby... Tyle tylko, że tata Ani zostanie we Wrocławiu i czekać nas będą dwa tygodnie rozłąki i tęsknoty.
Pażdziernikowe dni i 9- miesięczna Ania
2008-10-31 
Oj działo się ostatnio sporo u nas. Po ponad tygodniu spędzonym w Kielcach wróciłyśmy z Anią do Wrocławia. Była to podróż nie należąca do łatwych- ja sama prowadziłam autko no i musiałam tez zajmować się Anią.  Całe szczęście Mała spała większość drogi. Te 300 km minęło nam generalnie dobrze. Po powrocie zostałyśmy przywitane przez tatę Ani. Strasznie się za nami stęsknił. Nie było końca zabawom i uściskom. Odwiedziliśmy także dziadków Ani. Oczywiście mówili, że Niunia urosła. Ania prezentowała swoje nowo nabyte umiejętności. Do perfekcji opanowała juz klaskanie i pokazywanie "nie, nie".  Czas szybko mija i juz dwa tygodnie minęło nam od wizyty u kieleckich dziadków. W tym czasie odwiedzała nas ciocia Magda z Agatką, byli też babcia Ewa i dziadek Janusz, mamy przyjaciółka Paulina  i Przemek. Muszę też się pochwalić, ze Ania juz od 3 tygodni zasypia sama w łóżeczku. Poczatki były trudne- Ania bardzo płakała i chciałą być utulona do snu.  Teraz jej zasypianie trwa maksymalnie 10 minut- a czasami dużo krócej.

Dla mnie najważniejszym wydarzeniem było jednak to, że w ubiegłą sobotę moja córcia pierwszy raz powiedziała "MAMA". Niesamowicie wzruszające. Aż mnie zatkało. Od tamtego czasy, gdy tylko znikam jej z oczu zaraz słyszę "mama, mama" Super sprawa.

Uczymy Anię nowych rzeczy- ostanio mała nauczyła się pokazywać, jaka duża urośnie. Ślicznie podnosi rączki do góry. Chętnie też słucha bajek. Jej ulubioną zabawką jest nadal chodzik- pchacz. Dzięki niemu możemy obserwować samodzielne wędrówki Ani po pokoju. Super radosć pojawia się takę na widok piłki.

Minęło już ponad 9 miesięcy, od kiedy Ania jest z nami na świecie. To niesamowite ile rezczy potrafi juz robić taki mały człowiek. Z wielką niecierpliwością czekamy na pierwsze urodziny małej Ani- ale przed nami jeszcze pierwszy Mikołaj, pierwsze Boże Narodzenie i Chrzest Święty.

Całuski dla wszystkich!!!

Komentarzy: 1 (Komentarze)


Uwaga- KATAR!! / Pojętny uczeń z naszej córci!!
2008-10-19 
Siedzimy sobie w Kielcach już ponad   tydzień i generalnie jest super. Pogoda nie najgorssza, dziadkowie "dostępni", cisza spokój- jednym słowo to wszystko czego brak nam we Wrocławiu. Ale niestety ten tydzień minął nam też pod znakiem przeziębienia Ani- a raczej dość dużego kataru. Ania ma prawie 9 miesięcy i to jest jej 3 przygoda z katarkiem. Z powodu zatkanego nosa moja pociecha gorzej sypia- szczególnie w nocy- wtedy mam koncert pochrapywanie i kasłanie. Na domiar złego górna  prawa dwójka juz prawie się przebija- co oznacza ni mniej ni wiecej, że dziecko chodzi rozdrażnione. Mała robi tak zaskujące postępy- nie chodzi oczywiscie o to jakie, ale o to jak szybko sie to dzieje. Kiedy przyjechalismy do Kielc Ania pewnie stała przy meblach i w łóżeczku, sama oczywiście wszędzie wstawała. Teraz zaczyna , a raczej świetnie sobie radzi robiac przechadzki po mieszkaniu przy uzyciu wszystkiego, czego można sie przytrzymać. W zwiazku z takim obrotem spraw babcia Stasia kupiła wczoraj Ani śliczny chodzik- pchacz. Nie dość że zabawka ta pomaga Ani pokonywać pierwsze prawie samodzielne kroki, to jeszcze jest źródłem świetnej zabawy. Poza postępami w poruszaniu Niunia została nauczona przez dziadka witać się, podajac rękę, babcia nauczyła Anię klaskać. Poza tym nasza pociecha bez problemu pojęła jak pokazać że czegoś nie chce- pięknie kiwa głową na nie i wydaje przy tym zabawny dźwięk. Dziś rozbawiła i jednocześnie rozczuliła mnie do granic mozliwości, kiedy to poprosiłam ja, żeby dała mi buziaka- Ania przysuneła do mnie swoja buźkę w oczekiwaniu na całuska. Nie mam pojęcia, czy wie o co mi chodziło- dla mnie to nie ważne. MAłą jest też straszna gadułą- nadaje jak radio "Wolna Europa" . Nie bedę wymieniała wszystkich zlepek sylabowych, jakie artukułuje, bo po prostu nie jestem w stanie.

Ania taty nie widzi juz prawie tydzień i chyba tęskni. Zdarza się że wypowiada cichutko słowa "tata" lub "taty". Czy to możliwe w przypadku tak małej istotki?- nie wiem. Niebawem wracamy do Wrocławia, choć chetnie zostałabym w Kielcach dłużej. Wkrótce znowu tu przyjedziemy na dłużej.


Komentarzy: 2 (Komentarze)


Kielecki odpoczywanie
2008-10-14 
Od soboty jesteśmy z Ania w Kielcach. Niestety tata Ani musiał wrócić w niedzielę do Wrocławia. Bardzo lubimy spedzać czas " po kielecku" z dala od gwaru wielkiego miasta. Nie sugeruję, że Kielce są małe- jednak mieszkanie w centrum Wrocławia prowadzi często do bólu głowy. W sobotę dotarliśmy dopiero przed północą, i w dodatku przywitał nas tylko mój kochany pies Boss- moi rodzice bawili się na weselu. My uśpiliśmy Anię i sami też postanowilismy odpocząć. W niedzielę, dziadkowie mimo zmęczenia, zaczęli tradycyjnie już rozbawiać swoja wnuczkę. Ania bardzo lubi te wszystkie wygłupy. Wczesnym popołudnie przyjechali na obiad ciocia Karolina, wujek Marcin i Wiktoria. Nie widzieliśmy się z nimi prawie półtora miesiąca i strasznie byłam ciekawa jak dziewczynki będą się zachowywały. Wika zaskoczyła mnie ogromnie- nie tylko przytulała Anię, ale też całowała ją w główkę, uczyła "czytać" książeczkę. Najbardziej zabawne było jednak, gdy Wika uczyła Anię robić brawo. Dosłownie złapała ją za rączki i zaczeła nimi uderzeć o siebie. Ma dziewczyna talent "pedagogiczny" .


Tuż po tym jak mój braciszek z żona i córeczka poszli, my zebralismy sie, żeby odprowadzić tate Ani na pociąg. Smutno nam było. Za tydzieńjednak sie zobaczymy i będą uśmiechy i uściski.



Komentarzy: 1 (Komentarze)


30-ste urodziny wujka Marcina
2008-10-13 

Dziś mój kochany wujek MARCIN - brat mamy- obchodzi swoje 30-ste urodziny.
Z tej okazji życzymy mu wszyscy tego co w życiu najważniejsze- zdrowia i spełnienia marzeń. Jak to bedzie to wszystko inne też. Kochamy Cię !!! Ania, Ania & Piotr




Komentarzy: 2 (Komentarze)


Wrocław i jego uroki
2008-10-13 
Ostatnie dwa tygodnie spędziliśmy tylko i wyłącznie we Wrocławiu. Korzystalismy z złotej polskiej jesieni. Już brakuje nam słońca. Cieszyłam się kiedy nie musieliśmy ubierać Ani w gruba kurtkę i czapkę itp. Staramy się spedzać razem jak najwięcej czasu. Ania jednak szybko jest zmeczona i musieliśmy przesunac jej godzinę kapieli. Teraz nasza panna chpodzi spać o 20. Jedni powiedza, że to przecież i tak późno, ale tata Ani ma tylko ok 2 godz\\iny dziennie na zabawy ze swoja córcią. Zaległości nadrabiamy w weekendy. Wtedy udajemy sie razem na spacery np. na piekny wrocławski rynek.


Przynajmniej raz w tygodniu staramy się też odwiedzic babcię Ewę i dziadka Janusza, a takze ciocię Magdę i Agatke. Z wujkiem to róznie bywa- często ma koncerty kiedy my przyjeżdzamy, albo jest w Gorzowie. Dziewczynki chętnie sie razem bawia. Agatka prezentuje Ani swoje zabawki. Przytulanie tez cieszy sie dużym powodzeniem.  Obie dziewczynki garna sie do dziadków, ze hej.





Komentarzy: 1 (Komentarze)


Zabieganie z poplataniem
2008-10-13 
Już dawno obiecałam, że napisze co u nas, jak minał nam pobyt w Kielcach- dawno tzn prawie 3 tygodnie temu. Ale jak juz napisałam w tytule mamy bardzo mało czasu, a ten który zostaje przeznaczam na odpoczynek. Moge się pochwalić, że pracę magisterska napisałam, obrona 3 listopada. To całe zabieganie wynikało miedzy innymi z tego, ze co drugo dzień ladowałyśmy z Anią na uczelni, póżniej jakiś spacer, z reguły trwający ok. 3 godzin. Czekałysmy na tatę Ani, aż wróci z pracy, i później już w trójkę do domku. Trochę smutno mijają nam teraz dni- szybko robi sie ciemno, a wiekszość znajomych oraz rodzinka ma czas na spotkania dopiero późnym popołudniem.
Jak juz wcześniej pisałam dwa i pół tygodnia temu byliśmy na weekend w Kielcach- bardzo miło i wesoło minął nam ten czas. Babcia Stenia i dziadek Marian nie mogli się nadziwić, jakie postępy zrobiła ich wnusia. Ostatnio widzieli ją ponad miesiąc temu. Wtedy jeszcze nie raczkowała nie wsawała. Szkoda, że dwa dni minęły w takim tempie. Nam udało się wreszcie ustalic termin chrzcin- czekamy, aż ciocia Agnieszka wróci ze stypendium na Węgrzech. Pewnie na chrzciny nasza mała łobuziarka będzie chodziła. Poza ustaleniem terminu chrzcin udało nam sie sporo pospacerować w Kielcach.


Odwiedziliśmy też na krótko plac zabaw. Pogoda była cudna więc zdjęć zrobiliśmy sporo. Wspomnienie tamtego czasu sprawia że na naszych twarzach pojawia sie szeroki uśmiech.
 

8 miesięcy
2008-09-24 


Dziś mija 8 miesięcy od kiedy nasza mała Ania jest z nami- z jednej strony to mało z drugiej duzo. Chcę zrobić mały przeglad tego co nasza ?Niunia potrafi, co lubi, czego nie lubi, jak wygląda nasz zwyczajny dzień.
Ania zrobiła w ostatnim miesiacu bardzo duże postępy- szczególnie te fizyczne. Nauczyła się raczkować , siadać, wstawać w łózeczku ( a w zasadzie wszędzie gdzie może),  a ostatnio nawet przemieszcza się na stojąco w łóżeczku. Poza tym nasza
Perełka ma już cztery zęby. Tak jest ciekawa świata,że niełatwo mi ja wozić w wózku- najchętniej świat ogląda z pozycji rak swoich rodziców. Od dwóch tygodni mam dla niej troche więcej czasu, więc bawimy się razem. Ania ma super zabawkę- dużą miskę. Jeździ nia gdzie tylko  się da. Odkad nasza pociecha sama wstaje w łóżeczku co raz częściej mamy okazje obserwować jej niezwykłe przebudzenia- Ania wstaje w łóżeczku i budzi swoich rodziców na stojaco.

Ania nabrała wreszcie trochę apetytu- wcześniej główne miejsce w jej życiu zajmował cycuś mamy. Zjedzenie kaszki, jakiegoś deserku albo obiadku w całości było wielkim wydarzeniem. Obecnie Niunia jada kaszke owsianą na śniadanie, póxniej jakiś deserek, nastepnie zupka albo obiadek, na podwieczorek jakiś owoc- kocha banany, lubi też brzoskwinie, śliwki i jabłka, a na kolacje kleik ryżowy. W międzyczasie towarzyszy nam oczywiście mleczko mamy i herbatki lub woda.
Przy tych wszystkich nowych umiejętnosciach Ani trzeba bardzo uważać. Mała na widok kabelków po prostu wariuje ze szcczęścia. Małe zachwianie podczas wstawania lub raczkowania i Ania zalicza tzw. "dzwon"- czyli udezra sie z regyły główka o podłoge lub krzesłow. Wiem,  ze tego nie da sie uniknać, ale za każdym razem, gdy widzimy cos takiego, aż coś nam sie robi. Przecież to jeszcze takie maleństwo.

Od jakiegos czasu Ania potrafi wyraźnie manifestwac swoje zdanie, szczególnie w kwesti tego, czy coś jej sie podoba czy nie. Jak to mówi tata Ani: " córciu ty to wokal masz zdecydowanie po mamusi".  Ciekawa jestem czemu mój maż tak mówi?! A tak na poważnie , to czasem zastanawiam sie, czy ten mały szkrab potrafi juz wymuszać na nas różne rzeczy. Narazie czasem zgadzamy się na pewne sprawy, czasem nie.

Ania ostatnio przybrała też na wadze. Będziemy musieli sie wybrać na kontrole do pani doktor i sprawdzić, czy wszystko jest ok. Ale tycha pare gramów wiecej powoduje, że coraz cieżej wchodzic z Niunia na czwarte pietro.


Jesień nastała. Pogoda naprawdę w kratkę. My już uzbrojenie w cieplejsze ciuski dla naszego szkraba. Spacerki są- a jakże. Trochę przygnebiaja te krótsze dni. Taka kolej reczy- po lecie jest jesień, póxniej zimai ukochana wiosna. Gdy za oknem szaro, spacerować się nie chce- wtedy zawsze mozna odwiedzić wrocławskich dziadków Ani- babcie Eww i dziadka Janusz, z którymi od jakiegos czsu mieszka ciocia Magda z Agatką. Przy okazji takich odwiedzin Ania ma okazje pobawić sie ze swoja siostrzyczka cioteczną. Super jest obserwować, jak zmieniaja sie relacje miedzy nimi. Jeszcze niedawno Agatka nie bardzo chciała dzielić się z Ania zabawkami- teraz znosi je tonami. Śliczny widok. Częto zagląda tez do na babcia Ewa. Wtedy mam chwile dla siebie.
a ja juz nie moge doczekać się piatku, bo jedziemy wtedy do Kielc. Nie bylismy u moich rodziców juz cztery tygodnie. Dziadkowie i pradziadkoqwie Ani bardzo za nia tesknia i nie moga się doczekac, kiedy ją wreszcie zobaczą. Niebawem relacja na blogu z tegho wyjazdu. Tymczasem buziaki dla wszystkich.


Komentarzy: 3 (Komentarze)


Ania rośnie szybciutko i nabywa nowe umiejetności
2008-09-11 
Ciężko mi ostatnio znaleźć czas na to by coś skrobnąć na blogu. A jest o czym pisać. Nasza mała gwiazdeczka tak szybko rośnie. Pamiętamy dobrze pierwsze kapiele, pierwsze uśmiechy... Tak już musi być- dziecko rośnie!! Cały zeszły tydzień obfitował w bardzo ważne wydarzenia w życiu Ani.  Od jakiegos czasu Niunia przymierzała się do tego by zacząć raczkować- różnie jej to wychodziło. Robiła śmieszne sprężynki a do zabawek sie turlała- mała spryciarka. We wtorek jednaj wydarzyło się coś wspaniałego. Leżałyśmy sobie na łóżku, aż tu nagle patrzę a moja pociecha podnosi pupkę i zaczyna raczkować w stronę jednej ze swoich ulubionych zabawek- pilota do TV. Nie mogłam uwieżyć własnym oczom. Muszę przyznać, że wzruszyłam sie bardzo. Ania pokazała tez , czego się nauczyła swojej cioci Agnieszce i oczywiście tatuniowi. O tym ważnym wydarzeniu zawiadomiliśmy także dziadków Ani. Wtedy nikt się jeszcze nie spodziewał, że cały tydzień będzie obfitował w tego typu wydarzenia. Całą środę nasza córcia dzielnie ćwiczyła nowo nabyta umiejetność. Przez te dni towarzyszyła nam ciocia Aga, która od soboty jest na stypendium na Węgrzech. Wracajac do opowieści. Mamy czwartek- Ania ślicznie bawi się z ciocią ( która wtedy wróciła ze zdanego egzaminu na prawo jazdy). Nagle Aga woła mnie żebym szybko przyszła do pokoju- ja patrzeę a Ania jak gdyby nigdy nic prztrzymuje sie kolana cioci i stoi. Pytam więc Agi, czy pomogła jej wstać, ona mów, że nie. Wtedy to właśnie Niunia pierwszy raz sama wstała. Nie będę juz mówić, że znowu łezka zakręciła się w oku. Ale to nadal nie koniec opowieści. Piątek rano- jak zwykle odpoczywamy z Ania na łózku po śniadanku. Ania cały czas gdzieś sie kręci, aż tu nagle hops i juz siedzi. Zrobiła to tak sprytnie, że niemal to przeoczyłam.Och to nasze maleństwo- cała do zacałowania. Przez weekend Ania ćwiczyła nowo nabyte umiejetności pod czujnym okiem taty. Z resztą- uwielbia wrecz zabawy z tatusiem.




Poprzedni tydzień był pełen różnych wizyt. W poniedziałek byliśmy u babci Ewy i dziadka Janusza. Jest u nich teraz ciocia Magda i siostrzyczka cioteczna Ani- Agatka. W ciągu tygodnia wybrałyśmy się nawet z ciocią i Agatką na spacer do parku. odwiedziła nas tez babcia Ewa.


Ten tydzień raczej mija spokojnie- ja kończe pisanie pracy- czas goni- a Aniabawi się na całego. Chodzimy sobie na spacerki- czasem długie nawet 3 godzinne, czsem troszke krótsze. We wtorek na spacer zabrała Anię babcia Ewa, więc miała przez chwilę wolny czas. Szkoda,że tata Ani ma takąpracę, z której wraca późnym popołudniem- nie może za bardzo chodzic ze swoją córą na spacerki w tygodniu- nadrabia w weekendy- ale to już nie to samo.
Patrzę na swoją kruszynke i myśle- jaka ona śliczna i mądra. Jestem po prostu z niej bardzo dumna.


Komentarzy: 4 (Komentarze)


Dalszy ciąg opowieści kieleckich
2008-09-06  Jak juz wcześniej wspominałam- zeszły weekend spedzilismy w Kielcach. Niestety czas szybko mijał i nie mogliśmy sie za bardzo nacieszyć moim rodzinnym miastem. Te dwa dni zaowocowały jednak ważnymi wydarzeniami. Ania ma dwa nowe ząbki- górne jedyneczki i pierwszy raz powiedziała "tata". W tygodniu przed wizyta w Kielcach Ania namietnie powtarzała słowo "dziadzia". Jeszcze nie wie kogo nazywa sie dziadziusiem, a kogo tatą, ale te pierwsze słowa naszej pociechy sprawiają, że aż kręci się łezka w oku. W Kielcach spotkalismy się z wujkiem Marcinem, ciocia Karoliną i Wiktorią. Dziewczymki slicznie razem się bawiły- Wika prztulała Anię, chciała ją brać na ręce, całowała... Kiedy na horyzoncie pojawiły się klocki dziewczyny oszlały z radości.





Z dziewczynami bardzo chetnie bawił się ciocia Agnieszka. W Kielcach zakupiliśmy te ż Ani nowy fotelik samochodowy- z tamtego Niunia wyrosła. Jak narazie różnie to bywa z podrózami w nowym nabytku- raz małej się podoba, innym razem nie.


Generalnie nie ma co narzekać.Wizyta u dziadków była bardzo udana i nie możemy doczekać się kiedy znów tam pojedziemy.
W kielcach- są kolejne dwa ząbki
2008-08-30 

Aby tradycji stało sie zadość Ani wyszły dwie górne jedyneczki właśnie wtedy, kiedy pojechalismy w odwiedziny do babci steni i dziadzia Marianka. Szczęsliwym znalazca okazałam sie ja. Ząbki te były długo wyczekiwane. Ania troszke marudziła, ale teraz juz z górki. Czekamy na dwójeczki.



Komentarzy: 0 (Komentarze)


Ostatnie dni wakacji...
2008-08-30 

Ostatnio jakoś zaniedbuje blog Ani, ale jak niektórzy wiedzą, kończę pisać pracę magisterska, Ania co raz to ruchliwsza, w domu pełne zamieszanie. Ostatnia niedziela minęła nam bardzo ciężko- ja sie tak rozchorowałam, że nie mogłam w ogole zająć się naszą małą pociechą. Na szczęście Piotrek- czyli tata Ani stanął na wysokości zadania i podołał wszystkim obowiązkom. Poniedziałek był już zdecydowanie lepszy. Spędzilismy go wspólnie. Wieczorem odwiedziła nas też babcia Ewa. Oczywiscie pobawiła się z naszym kochanym Smykolkiem. Ania juz bardzo dużo rozumie, cieszy się baaaardzo na widok swoich rodziców i osób, które dobrze zna. Mam z nią niezły ubaw. Ostatnio moja mała Niunia odkryła nową zabawę- uwielbia wyrzucac wszystko na ziemię- zabawki na spacerze, kubeczek w domu. Kiedy na nia patrzę udaje, że to nie ona, albo wrecz przeciwni- oscentacyjnie pokazuje, kto u nas w domu bedzie rządził. Bardzo to zabawne. Nasza pociecha uwielbia też zaczepiać ludzi, kiedy jesteśmy na spacerkach. Ma juz tyle cioć i wujków, że trudno byłoby ich wszystkich zliczyć. Obiecałam sobie, że kiedy tylko obronie mój dyplom, to zabiore sie za wymyslanie super zabaw dla naszej księzniczki.

Ostatnio- a dokładniej we wtorek Ania miała pierwszą w swoim życiu "lekcję" angielskiego. Kolega mamy znalazł taki specjalny program dla takich maluszków jak Ania. Traktujemy to oczywiście jako wspaniałą zabawę- Ani też sie podoba.
W weekend wybieramy się do Kielc, bo przyjechała moja ciocia z Kanady, która koniecznie chce poznać naszą Łobuziarkę.
Przepraszamy wszystkich, że ostatnio zostawiamy tak mało wpisów. Obiecujemy, że nadrobimy. Buziaki dla Was.


Komentarzy: 0 (Komentarze)


Powrót do Wrocławia
2008-08-19 

Po 9 dniach nieobecności wróciliśmy w niedziele wieczorem do Wrocławia. Podróż minęła nam mozolnie. Ania ma juz spory staż w podróżowaniu- każda podróż  do Kielc to ponad 600 km e dwie strony. Jest naprawde dzielna, ale powoli musimy wymyślać jej różne zajecia. Po powrocie ania oczywiście musiała przywitać wszystkie swoje zabawki- szczegółnie te kąpielowe. W poniedziałek tata poszedł do pracy a ja z Ania na spacer. czesto korzystamy ostatnio z dobrej pogody. Powoli zbliża się jesień i będzie mniej okazji na takie swobodne spacerowanie. W poniedziałek odwiedziliśmy tez babcię Ewę i dzidka Janusza. Ania oczywiście prezentowała wszystkie nowo nabyte umiejętności. Dziadkowie jak zwykle nie  ogli nacieszyć się swoja wnusią.
Za to dziś Ania znalazła sobie super zabawkę na spacerze- butelke z wodą- taką dorosłą butelkę.


Dziś czeka nas chyba nieprzespana noc- kolejna faza wychodzenia ząbków. Po trzech dniach przerwy Ania znowu marudzi. Cóż- takie są uroki rodzicielstwa.



Komentarzy: 7 (Komentarze)


Wielkie postępy małej Ani!!!
2008-08-19 

Kielce chyba służą naszej małej córeczce, bo co pojedziemy odwiedzic dziadków Ani, to ta sprawia nam nowe niespodzianki. Tak też było w tygodniu urlopowym. Ania od jakiegoś czasu próbowała skoordynować swoje ruchy w zakresie poczatków raczkowania tzn podnosiła baaaardzo wysoko główkę, po czym robiła zmianę i podnosiła baaardzo wysoko pupę. Niestety nie potrafiła połączyć tych dwóch ruchów. Aż tu w dniu naszej rocznicy slubu patrzymy a nasza Niunia ot tak sobie podniosła brzuszek i na kolankach zaczęła się bujać. Oznacza to jak nic, że lada dzień bedzie zasuwała po łóżku i podłodze jak Kubica. Ale, żeby tego było mało, kiedy obudzilismy się rano po weselu Ania złapała się za szczebelki swojego łóżeczka i zaczęła sama wstawać. Teraz, kiedy poda jej się tylko paluszki do podtrzymania ta od razu wstaje na nóżki. Kto wie, może wrodziła się w mamusię i będzie chodzić, kiedy skończy 8 miesięcy. Poza tym to tak śmiesznie porusza się w pozycki raczkowania, że my zrywamy boki- mała spręzynka. Tydzień urlopowy minął też- niestety- pod znakiem bardzo bolesnego dla naszej córeczki ząbkowania. Ani wychodzą jednocześnie dwie górne jedyneczki. Mała staje się przy tym nieznośna. Ale cóż.... jej prawo. Nie możemy się nadziwić jak to nasze maleństwo dorośleje, je nowe rzeczy to brzoskwinkę to jabłuszko. Przy tym jest najukochańszym brzdącem na świecie.

 

Tydzień nowych umiejętności był też tygodniem okazywania wielkich uczuć. To wielkie przytulanie z babcią Stenią, to wymyślne zabawy z dziadziem Mariankiem i ciocią Agą. Ja najbardziej jednak wspominam jak wspaniale nasza Niunia bawiła się z Wiktorią- swoja siostrzyczka cioteczną. Nasz dzidzia bardzo interesuje się teraz małymi dzieciaczkami- uśmiecha się do nich, i chce od razu dotknąć. Wiktorii to bardzo pasowało. Ania dawała tez raczki do całowania cioci Karolinie a z wujkiem Marcinem robiła kizi mizi noskiem.



Komentarzy: 2 (Komentarze)


Weselicho!!!
2008-08-19 

14 sierpnia 2008 roku brat cioteczny mamy Krzysiu i  Agnieszka wzięli ślub. Ja w tym uczestniczyłam. Rodzice wystroili mnie w wizytowa sukienkę, zrobili odpowiednia fryzurę i ruszyłam na podbój serc. Można by nawet rzec, że zwracałam prawie tak dużą uwagę na siebie, jak państwo młodzi. Rodzice za dużo się nie pobawili, ale mieliśmy pokój, w którym mogłam sobie spać. Kiedy mama chciała sie trochę pobawić, przychodził do mnie dziadek Marian albo babcia Stenia. Przy okazji tej uroczystości miałam okazję poznać większość rodziny od strony babci Steni. Następnego dnia były poprawiny, w których też uczestniczyłam.  Zabawa była genialna. Nawet moja siostrzyczka cioteczna Wiktoria bawiła się ze mną. A tak poza tym to ciocia Agnieszka i wujek Krzysiek - czyli para młoda- będą mieli w grudniu małego dzieciaczka- chyba dziewczynkę tzn że nie będę najmłodsza w rodzinie. To tyle o weselu. A o to pare fotek z tego święta.





Komentarzy: 2 (Komentarze)


Kieleckie urlopowanie
2008-08-19  Witamy wszystkich ponownie!!! Znowu mieliśmy prawie tydzień przerwy, ale to wszystko zaraz nadrobimy. Całe ostatnie półtora tygodnie spędziliśmy u babci Steni i dziadka Marianka w Kielcach. Tata miał urlop więc wreszcie była okazja żeby razem poszaleć.

Na początku tygodnia pojechaliśmy nad zalew w Sielpi- mama jeździła tam ze swoimi rodzicami, kiedy była bardzo małą dziewczynką. Wyjazd nam się udał- pogoda była świetna- tylko woda troszkę dla mnie za zimna. Mimo tego i tak mogę pochwalić się moczeniem stópek. Fantastycznie się razem bawiliśmy. Szalałam na kocu, zabierałam mamie wszystko, co tylko koło mnie leżało. Dla mnie bomba!


Po Sielpi przyszedł czas na spedzenie kilku chwil w samych Kielcach. rodzice zabierali mnie na różne spacerki. A ja za te wszystkie zabawy odwdzięczałam im się wielkimi uśmiechami.


Dzięki pomocy taty, babci, dzidka i oczywiscie cioci Agnieszki mama mogła popisać troche pracy.


Komentarzy: 1 (Komentarze)


Pierwsza rocznica ślubu moich rodziców!!!
2008-08-14 

14 sierpnia 2007 roku moi rodzice pobrali się w Kielcach w kościele pod wezwaniem bł. Jerzego Matulewicza. Ich radość była tym większa, ponieważ wiedzieli, że za niedługo na świecie pojawię się ja!!! Miło wspominamy tamte chwile.





Komentarzy: 4 (Komentarze)


Letnie dni!!!
2008-08-07 

Witajcie Kochani!!!
Ostatnio troszkę mniej piszemy, ale lato w pełni, więc dużo spacerujemy, poza tym moja mama pisze swoją pracę magisterską i nie bardzo ma kiedy cokolwiek skrobnąć.
Dwa tygodnie temu wróciła do Polski ciocia Agnieszka. Bardzo się z tego powodu cieszę, bo ta ciocia to baaardzo lubi się ze mną bawić i wychodzić ze mną na spacerki. A mnie to jak najbardziej pasuje. Razem z ciocią i rodzicami pojechaliśmy na weekend do babci i dziadka do Kielc. Było jak zwykle super. 26 lipca świętowałam nawet z mama swoje pierwsze w życiu imieniny.( bo jak ktoś nie wie to obie mamy na imię Ania).Tego dnia ciocia i dziadkowie byli nawet na grzybkach. Ja też chętnie bym poszła... ale cóż z chodzeniem jestem jeszcze raczej na bakier. Po  weekendzie wróciliśmy wszyscy do Wrocławia. Ciocia tez z nami przyjechała- chciała troszkę mamie pomóc, żeby miała czas na pisanie pracy. Różnie nam to wychodziło, bo bolą mnie dziąsełka... chyba idą górne jedyneczki.

Poza tym to nauczyłam się ślicznie cmokać- szczególnie wtedy, gdy chcę jeść lub pić. Super to wygląda, gdy budzę się rano i domagam czegoś do jedzenia. Mama zaspana musi mi coś przygotować, bo inaczej nie odpuszczę.  No i powoli zaczynam raczkować- może nie jest to jakieś super raczkowanie,a w zasadzie w ogóle to jeszcze nie jest raczkowanie- ale pierwszy kroczek już potrafię zrobić. Do tego pięknie skacze na pleckach. Inną rzeczą, która wprost uwielbiam, jest to jak ktoś mi śpiewa, no i kocham oglądać się w lusterku. Ach ile jest tych rzeczy, które baaaardzo lubię...



Mimo, że rodzice nie byli jeszcze na wspólnych wakacjach, to i tak starają się gdzieś co weekend pojechać. W ostatnia niedzielę byliśmy w Sulistrowiczkach-  to taka mała miejscowość niedaleko góry Ślęży. Pojechaliśmy tam z ciocią. Byli też znajomi rodziców- Dorota, Rysiu i malutki Karolek. Karolek ma dopiero półtora miesiąca i jest tak słodziutki. Ja też kiedyś byłam taka malutka.

Oczywiście w czasie tych ostatnich dwóch tygodni widziałam się też z moimi drugimi dziadkami- babcią Ewą i dziadkiem Januszem. Dziadowie też bardzo lubią się ze mną bawić.
Jak narazie to tyle. W przyszłym tygodniu będziemy w Kielcach na zasłużonym odpoczynku. No i czeka mnie pierwsze w moim życiu wesele. Ale o tym wszystkim opowiem wam za tydzień. Buziaki

 
Dziś kończę pół roku!!!
2008-07-24 


Dziś nasza kochana córeczka kończy pół roku. Czas ten zleciał nam baaaardzo szybko. W tym czasie wydarzyło się bardzo wiele!!! Jako początkujący rodzice- bo Ania jest naszą pierwszą dzidzią- uczyliśmy się wszystkiego- jak przewinąć małą, wykapać, jak rozpoznać, że jest głodna czy, że coś ja boli.
Nie zawsze było łatwo. Ale nie ma nic cudowniejszego niż być rodzicami i móc patrzeć na swoje dziecko- jak rośnie jak się uśmiecha, jak wychodzą pierwsze ząbki, czy jak uczy się siedzieć. Przed nami jeszcze wiele takich dni , kiedy będziemy mogli powiedzieć, że Ania zrobiła coś pierwszy raz.
Na dzień dzisiejszy Ania wiele już potrafi i cały czas zdobywa nowe umiejętności. Jesteśmy ogromnie z niej dumni.

A tak zmieniała sie Ania w ciągu tych 6 miesięcy:

To pierwsze zdjęcie Ani- niedługo po porodzie


Tu ma około miesiąc









Kochamy Cię Niuniu!!!


Komentarzy: 4 (Komentarze)


ostatnie dwa tygodnie....
2008-07-23 



Ostatnie dwa tygodnie spędziłam z rodzicami we Wrocławiu- czyli tam, gdzie mieszkamy. Róznie nam było. Generalnie mnóstwo zabawy i wygłupów z rodzicami. Poza tym chodziłam na spacerki no i oczywiście odwiedzałam babcię Ew i dziadka Janusza. Niestety w tym czasie przydażyło misie też troszke chorować, chociaż słowo "choroba" nie bardzo odpowiada temu co się ze mna działo. W poprzednim tygodniu mama zauważyła, że mam gorączkę. Po podaniu paracetamolu okazało się, że gorączka niewiele spadła- niestety. wtedy postanowiliśmy się udać do lekarza. Tata zwolnił się na godzinkę z pracy i pojechaliśmy. Pani doktor dokładnie mnie zbadała i stwierdziła, że poza gorączką nie ma oznak choroby. Były dwie możliwości- albo "trzydniówka" albo to przez ząbki. Po dwóch dniach gorączka przeszła i nie było wysypki. Stawiamy wiec na ząbki. Strasznie śmiesznie wygladam kiedy się uśmiecham- szczerzę te małe dwa bielutki ząbki. Mama ma niezły ubaw. Po moich przejściach zdrowotnych pozostał tylko lekki katarek- na szczęście. A w ogóle to bardzo chętnie zjadam już obiadki i ślicznie sie sama bawię. Rodzice tylko patrzą jak szybko się rozwijam. Mam tez super zabawę, kiedy leżę w łóżeczku- oczywiscie od razy przekręcam się na brzuszek, później obrót o 180 stopni i wychylam głowę ponad szczebelki. Boski widok. Jak narazie to tyle. A poniżej kilka zdjęć z ostatnich spacerków




Komentarzy: 0 (Komentarze)


Drugi ząb
2008-07-17 

Od niedzieli wieczorem nasza mała Niunia jest posiadeczką już nie jednego- ale dwóch pięknych ząbków. Ależ ona szybko rośnie. Jeszcze tydzień i skończy pół roczku.


Komentarzy: 1 (Komentarze)


Dwa tygodnie u babci i dziadzia
2008-07-17 


 
Witamy wszystkich!!!
Ostatnimi czasy mamy małe przerwy w pisaniu.Ja ząbkuję i nie bardzo mamy kiedy zajrzeć i napisać co tam u nas. Ostatnie dwa i pół tygodnia spędziliśmy w Kielcach u babci Steni i dziadka Mariana. Było naprawdę super- może poza moimi małymi koncertami . Zostałyśmy w Kielcach same- bez taty .No cóż... Tata musi pracować. Mogłyśmy przynajmniej spędzić troszkę czasu na działce, pooddychać świeżym powietrzem. Daję coraz bardziej popalić rodzicom. Swędzą mnie dziąsełka więc troszkę marudzę. Babcia z dziadziem codziennie rano przychodzili do naszego pokoju, żeby popatrzeć jak sobie śpię(albo i nie śpię) Oczywiście byłam totalnie wycałowana, wzściskana, i co tylko...  Dziadek nauczył mnie nawet jak sie przybija piątkę- ale robię to tylko z nim. Poza tym to zaczęłam juz czarować wszystkich uśmiechami i moimi oczkami. Na działeczce dziadzius zbierał dla mnie leśne malinki, babcia woziła mnie w wózeczku. Spróbowałąm nawet czereśni- a dokładnie soku z czereśni. Bardzo mi to posmakowało. Codziennie wieczorem dziadziuś pomagał też mnie kąpać. Muszę się pochwalić, że juz sama siedzę w wanience.  No i 2 lipca dziadziuś znalazł mi mojego pierwszego ząbka. Dziadek bardzo chciał go znaleźć i mu się to udało. W naszym zwyczaju jest, że ta osoba która znajdzie maluszkowi ząbek, kupuje mu jaiś ciuszek. Tak też się stało i zostałam obdarowana przez babcię i dziadka. Kiedy byłyśmy w Kielcach mama mnie zważyła- waże już 7300g. To chyba dobra waga. Poza tym z wielką checią wcinam różnego rodzaju zupki- tylko co do soczków jakoś nie mogę się przekonać. 

A oto mała fotorelacja z pobytu:


Na dzałeczce

Z dziadziusiem

Pyziorek umazany malinkami

Akrobacje wózkowe

Z babcia Stenią

W kuchni na nietypowym łóżku

W moim łóżeczku w trakcie zabawy
Wózkowych akrobacji ciąg dalszy
A tu pokazuję jak siedzę


Komentarzy: 1 (Komentarze)


Jest pierwszy ząbek!!!!
2008-07-02 


DZISIAJ NASZEJ KOCHANEJ NIUNI WYSZEDŁ PIERWSZY ZĄBEK- PRAWA DOLNA JEDYNECZKA!!!!

GRATULUJEMY CI WYTRWAŁOŚCI I DOBREGO HUMORU CÓRUNIU!!!

JESTEŚ BARDZO DZIELNĄ DZIEWCZYNKĄ!!!



Komentarzy: 3 (Komentarze)


Wizyta w Kielcach- wypoczywamy!!!
2008-07-02 



Pod koniec miesiąca, a dokładnie 26 czerwca wybraliśmy się wszyscy do Kielc. Mama obiecała babci, że przyjedzie ze mną na dłużej. A więc spakowała nas dokładnie i ruszyliśmy w drogę. Do Kielc dotarliśmy wczesnym popołudniem. Oczywiście babcia Stenie i dziadek Marian bardzo cieszyli się na naszą wizytę.
W piątek pojechaliśmy z babcią, mamą i tatą na działkę. Trzeba było troszkę popracować. W sobotę miał być grill z okazji imienin tatunia i dziadka. Tata pomagał babci, a mama zajmowała się mną. Kiedy ja spałam dołączała do grona „pracusiów”. Było super. Nawdychałam się świeżego powietrza i w ogóle. Popołudniu, kiedy dołączyli do nas dziadek z ciocia Agnieszką, zebraliśmy się wszyscy na obiad. No i mama mnie posadziła wózku. Nagle puściła moje rączki i nie mogła uwierzyć własnym oczom- ja siedziałam sama!!! Niesamowite- co nie??!! Wrażeń było co nie miara. Do domku wróciliśmy późno, więc rodzice mnie wykapali i poszłam lulu. Następnego dnia znowu pojechaliśmy na działeczkę. Od 14 zbierali się goście. Byli m.in. prababcia Leokadia, prababcia Ola i pradziadek Tomek, ciocia Karolina, wujek Marcin, Wiktoria, ciocia Agnieszka, rodzice chrzestni mamy, babcia z dziadziem i kilka innych osób. Dużo jedzenia- same smakołyki. Wszyscy się ze mną bawili. Babcia z dziadkiem kupili nawet dla mnie i Wiktorii taki duży basen, piaskownice i namiot. Jak podrosnę to na bank skorzystam. Po tym całym grillowaniu rodzice pomogli posprzątać i wróciliśmy do domku. Niedziela upłynęła pod znakiem wyjazdu taty, zgubionej torebki mamy, i temu podobnych... Długo by opowiadać. Na szczęście torebka się znalazła, a tatuś wrócił do Wrocławia cały i zdrowy.
A oto krótka fotorelacja z ostatnich dni!!
Imieniny tatusia!!!
2008-06-29 


Z okazji twego święta życzę Ci wszystkiego co najlepsze tatuniu, żebyś mnie kochał do końca świata i o jeden dzień dłużej!!!



Komentarzy: 0 (Komentarze)


Weekendowe szaleństwa
2008-06-24 

Dość długo nie było żadnej notki od nas. Mamy na to jednak powody. Dość dużo się u nas dzieje. To gdzieś pojedziemy, to ktoś nas odwiedzi. Generalnie jest zabawnie.
Wracając do tego co u mnie, to muszę nadrobić zaległości. Ta notka będzie przede wszystkim o wizycie cioci Karoliny, wujka Marcina i Wiktorii we Wrocławiu i wizycie w Cieplicach Zdroju u dziadka Janusza.
21 czerwca odwiedzili nas ciocia wujek i Wiktoria. To była ich pierwsza wizyta u nas we Wrocławiu. Bardzo się cieszyliśmy z tego powodu, bo zazwyczaj nie mamy jak spotkać się na dłużej. Wybraliśmy się wszyscy na rynek, gdzie akurat odbywał się festiwal teatrów ulicznych. Ludzie śpiewali, tańczyli, grali na różnych instrumentach- generalnie coś dla każdego. Pochodziliśmy troszkę, a ja zasnęłam. Później udaliśmy się na Plac Uniwersytecki, Wyspę Słodową, Ostrów Tumski. Wszystko to bardzo podobało się naszym gościom. Ponieważ byliśmy już troszkę zmęczeni tym spacerkiem, postanowiliśmy wracać do domku tramwajem. Moja siostrzyczka cioteczna Wiktoria pierwszy raz jechała tramwajem. Strasznie miło wspominamy te odwiedziny. Ciocia Karola i wujek Marcin obiecali, ze nas odwiedzą jeszcze w te wakacje. Pójdziemy wtedy do ZOO i do ogrodu botanicznego.
W ogóle to kilka dni mieszkała z nami ciocia Agnieszka. Ciocia wyprowadziła się z wynajmowanego mieszkanka, bo jedzie do Niemiec na dwa miesiące, a później na Węgry na kolejne pięć. A poza tym to babcia Ewa strasznie nam się pochorowała.
Naszej opowieści ciąg dalszy...
22 czerwca ( niedziela”) wybraliśmy się na popołudniowa przejażdżkę do Cieplic, Cieplice to już część Jeleniej Góry, ale co najważniejsze to jest to uzdrowisko. Dziadek Janusz spedził tam całe siedem tygodni. Troszkę sobie wypoczął. Kiedy mnie zobaczył to nie mógł uwierzyć jak urosłam. Fakt ostatnio naprawdę rosnę. Dziadzio powiedział, że jak już wróci to się ze mną pobawi. A ja mu pokażę wszystkie nowe sztuczki jakie potrafię. Mama z tatą i dziadkiem porozmawiali troszkę. Ale najlepszy i tak był widok gór.
No i taki to był ten weekend. Ciekawe czy reszta wakacji będzie równie udana??!!



Komentarzy: 0 (Komentarze)


Dzień ojca!!!
2008-06-23 


Kochanemu tatusiowi życzę dużo szczęścia i radości, zdrowia i spełnienia marzeń, a tak najwięcej to miłości, bo to mój kochany tatuś. Wszystkiego najlepszego Tato. Dziękuję, że jesteś!!!


Komentarzy: 0 (Komentarze)


Wizyta w Kielcach, szczepienie, grill, i takie tam.....
2008-06-18 

Moje opowieści zakończyłam ostatnio na pobycie u babci Ewy i dziadka Janusza. Ale od tamtego czasu zdążyło się już sporo wydarzyć. A mianowicie byłam w Kielcach u babci Steni i dziadka Marianka. Pojechalismy tam już w czwartek. Dojechaliśmy do Kielc dość późno, co i tak nie przeszkodziło mi w zaprezentowaniu moich nowych umiejętności babci i dziadkowi.

Za to w piątek czekała mnie wizyta u lekarza i szczepienie. Rodzice nie byli pewni, czy bedę mogła mieć szczepienie, ponieważ pojawił się mały katarek. W piątek poszliśmy więc do przychodni. Pani doktor dokładnie mnie zbadała i zważyła. Waże już 6800g. Stwierdziła, że nie widzi przeciwwskazań do sczepienia. Zapoznała też rodziców z kalendarzem rozszerzania diety.Następnie udaliśmy się do pani pielęgniarki na szczepienie. Mama troszkę się bała, że będę mocno płakać ( jak ostatnio). Obecność taty sprawiła jednak, że tylko troszkę się zdenerwowałam i nic poza tym. To było pierwsze moje szczepienie bez płaczu. Popołudniu zaczęłam jednak odczuwać skutki szczepienia- bolała mnie nóżka, miałam małą gorączkę no i nasilił się katarek.


Na szczeście następnego dnia wszystko uległo poprawie i mogłam jechać do babci i dziadzia na działkę. Było fantastycznie. Mama się mną zajmowała, tatuś zrywał czereśnie, babcia Stenia się uczyła, a dziadek zajmował się koszeniem trawy i innymi działkowo- sadowymi obowiązkami. Każdy znalazł jednak czas na zabawę ze mną. W międzyczasie zdążyłam sie zdrzemnąć. To był super dzień. Poza grillowaniem odwiedziłam też prababcię Lodzię. Ona to mnie uwielbia. Nie mogła się mną nacieszyć. W niedzielę rodzice zadecydowali, że wszyscy tzn ja, tata i mama wrócimy do Wrocławia. Planowalismy, że ja z mamą zostaniemy na tydzień. Babcia jednak uczy się do ważnego egzaminu i nie chcemy jej bardzo przeszkadzać. A więc wracając do niedzieli, to rodzice zostawili mnie pod opieką babci i dziadka a sami wybrali się do prababci Oli i pradziadka Tomka. Ja w tym czasie spałam. Po powrocie zjedli obiadek, zapakowali się do autka i ruszyliśmy w droge powrotną do Wrocławia. W tym samym czasie była też w Kielcach moja siostrzyczka Wiktoria i ciocia Karolina. Niestety nie udało nam się spotkać, a szkoda, bo nie widziałyśmy się juz ponad miesiąc. Obiecaliśmy też rodzicom mamy, że za dwa tygodnie przyjedziemy na dłużej.
Poniedziałek minął nam raczej leniwie. Nic ciekawego sie nie wydarzyło.

We wtorek odwiedziła mnie za to ciocia Agnieszka- po 2-tygodniowej przerwie, ciocia Paulina i babcia Ewa ze swoim pieskiem Lisą. A wieczorem przyszedł jeszcze przyjaciel taty- wujek Jędrzej. Ja takk sie tym wszystkim rozemocjonowałam, że nie mogłam zasnąć. Dzisiaj mamcia zabrała mnie nadługio spacerek. A popołudniu była u nas babcia Ewa. Ciekawe co przyniesie jutro??!! Może znowu Was czymś zaskoczę :)




Komentarzy: 3 (Komentarze)


Dwa tygodnie na Kozanowie
2008-06-16 
Jak już wcześniej wspominałam- od 26 maja byłam z rodzicami u babci Ewy i dziadka Janusza. Przez prawie cały ten czas była z nami ciocia Magda i Agatka. Często razem spędzaliśmy czas i chodziliśmy na wspólne spacery.

Agatka często prosiła moja mamusię, żeby pokazywała jej ksiażeczkę.
Niestety te dwa tygodnie upłynęły też pod znakiem przeziębienia mamy. Całe szczęście udało się uniknąć mojej choroby. Tatuś też się jakoś trzymał. W ostatni wtorek wróciła z wczasów babcia Ewa. Dostałam od niej kilka ślicznych prezencików, za które przy okazji baaaardzo dziękuję. Babcia stęskniła się za mną i jak mnie zobaczyła to mnie wyściskałai wycałowała. Było fantastycznie.
Poza tym przez te dwa tygodnie wychodziłam dość często na spacerki. Humor jak widać mi dopisywał


Komentarzy: 1 (Komentarze)


Nadrabiamy zaległości
2008-06-06 
Hej Wszystkim!!!


Długo mnie nie było na blogu. Tak czasem juz bywa.  Od 26 maja pomieszkujemy u  babci Ewy i dziadka Janusza. A dzieje się tak dlatego, ze dziadek Janusz jest nadal w sanatorium, a babcia Ewa pojechała na wycieczkę. Jest fajnie. Mamy gdzie wychodzić na spacery, i nie ma hałasu od ulicy. Dni nam płyną leniwo, ja troszkę dokuczam rodzicom, figluje generalnie. Chodzimy sobie razem na spacerki.  Często odwiedza mnie też ciocia Aga.W zeszły piątek przyjechała do Wrocławia też ciocia Magda z Agatką i wujkiem Tomkiem. Agatka troszkę choruje, wiec ciocia postanowiła zostać.



A mnie strasznie spodobała się zabawa w siadanie. Łapie mamę lub tatę za palce i sie podciągam. Całkiem nieżle mi to już wychodzi. Poza tym mam spory apetyt. Bardzo polubiłam soczki i deserki, choć mama nie daje mi ich zbyt wiele. Cały czas ćwiczę też przekręcanie z plecków na brzuszek. Tę sztuke opanowałam juz prawie do perfekcji.


We wtorek wraca babcia z dziadkiem, więc my wrócimy do siebie, a w czwartek wyprawa do Kielc- do babci Steni i dziadka Marianka. Zapowiada się fantastyczna zabawa. No może za wyjatkiem szczepionki, która czeka mnie w przyszły piątek.


Dziękuję wszystkim za życzenia z okazji dnia dziecka- to był mój pierwszy dzień dziecka w życiu!!!
Dzień Matki 2008-05-25 



Wszystkim mamom z okazji ich święta składamy serdeczne życzenia, oby radość zawsze gościła na waszych twarzach, zdrowie dopisywało, a marzenia się spełniały.




Komentarzy: 1 (Komentarze)


Mam juz 4 miesiące i byłam w Zoo
2008-05-25 
Muszę się wszystkim pochwalić, że wczoraj tzn w sobotę skończyłam 4 miesiące. Ale juz jestem duża. I wiecie co się jeszcze wydarzyło tego dnia- byłam pierwszy raz w życiu w Zoo. Oczywiście większość spaceru nie pamiętam, bo spałam. Rodzice za to uwiecznili wszystko na zdjęciach i filmie, więc jak podrosnę to będę mogła sobie przypomnieć wszystko. W każdym razie do Zoo wybraliśmy się sporą ekipą: ja, mama, tata, ciocia Agnieszka, babcia Ewa, ciocia Magda, wujek Tomek i Agatka. Wujek był tylko chwile bo miał później koncert, my za to spędziliśmy na tym spacerowaniu ponad 3 godziny. Pogoda dopisała- świeciło słoneczko. Widziałam różne zwierzątka, których nazw rodzice, a tym bardziej ja, nie byli w stanie zapamietać. W każdym razie dzień był baaaardzo udany.

Niedziela  mineła nam za to "leniwe". Na obiadek wpadła do na s ciocia Aga. Było wesoło.  A ja zaczynam się powoli podciagać do siadania. Tak, tak.,.. to  jeszcze za wcześnie na takie wygibasy, ale cóż zrobić.  O moich postepach będziecie informowani na bieżąco. I dziękuję za buziaki od babci Steni, dziaidza Marianka i dziadzia Janusza. Już niedługo się zobaczymy!!!


Komentarzy: 2 (Komentarze)


Nowe krzesełko, odwiedziny cioci Pauliny i cioci Agnieszki
2008-05-25 
Hej Smyki i nie tylko.... Moje opowieści zakończyłam naśrodowym poranku. Miała mnie tego dnia odwiedzic ciocia Paulina i oczywiscie ciocia była. Nie mogła się nadziwić jak bardzo urosłam- nie widziaal mnie prawie miesiąc. Pobawiła sie ze mna i w ogóle. Później z ciocią, mamusią i tatuniem pojechalismy po krzesełko do karmienia dla mnie. No i zakupili... a mnie się ten mebel strasznie podoba.

Kiedy wróciliśmy do domku czekała na nas juz ciocia Aga. Ciocia mówi, że jak nie widzi mnie jeden dzień, to już bardzo tęskni. Więc odwiedza nas często, co bardzo mnie cieszy, bo wymyślanowe zabawy i w ogóle.


W czwartek pogoda była taka sobie, ale my i tak zdecydowaliśmy, że pojedziemy z babcią Ewą do Bystrzycy Kłodzkiej. To miasto, gdzie moja babcia sie urodziła i gdzie spędziła dużą część swojego dzieciństwa. Pojechała z nami też ciocia Aga. Po drodze podziwialiśmy śliczne widoki. W Bystrzycy Kł. odwiedziliśmy grób mojej prababci Aleksandry- to amam babci Ewy. Później babcia pokazała nam, gdzie mieszkała ona i jej iocia z wujkiem. Bystrzyca mimo, że jest miastem dotkniętym przez ząb czasu, to i tak wyglada malowniczo- szczególnie te wąskie strome uliczki. Po podróży odwiedziliśmy jeszcze ciocię Magdę, wujka Tomka i Agatkę, którzy spędzali długi weekend we Wrocławiu. Agatka prezentowała swoje umiejętności. Było bardzo fajnie
W piątek tatuś pracował, więc nigdzie nie jechaliśmy.
I tak mi mijają dni...


Komentarzy: 1 (Komentarze)


Takie tam
2008-05-21 
Witam wszystkich :) Mamy dziś środę, a jutro zaczyna się długi weekend. Ciekawe jak będzie z pogodą??!! Niestety tauś będzie w piątek pracował i w sumie ten długi weekend nie będzie taki długi. A teraz opowiem co się działo u mnie od soboty . W sobotę byłam jeszcze w Kielcach. Tego dnia babcia Stenia i dzidek Marian wrócili z wycieczki. Opowiadali mi o tym co widzieli. Strasznie się za mną stęsknili. Zaczęli się ze mna bawić, wycałowali mnie i w ogóle.
W niedziele mama nas spakowała, bo miałyśmy popołudniu wrócić do Wrocławia. Czekałyśmy tylko na obiadek, bo miała przyjść moja siostrzyczka Wiktoria z ciocią Karolina i wujkiem Marcinem. Wujek robił mi różne samoloty i było bardzo fajnie. Ale ja nie miałam za bardzo humoru, bo chyba idą mi ząbki i jestem troszkę marudna. Mamusia nakarmiła mnie po obiedzie, a ja zasnęłam. Mama mnie nie przykryła i była w szoku, kiedy Wika wzięła swoją kurteczkę i mnie nią okryła. Troskliwa ta siostrzyczka( a ma dopiero 14 miesiacy).
Popołudniu pojechałam z mamą do Wrocławia- do tatunia. Tatuń bardzo za mną już tęsknił.Mamę niestety strasznie bolała głowa po podróży- 5 godzin prowadziła autko, więc szybciutko się położyła spać. A ja jestem z siebie bardzo dumna bo przespałam całą podróż. Kiedy tatuś mnie zobaczył to mnie bardzop mocno przytulił i w ogóle był cały w skowronkach.
W poniedzialek odwiedziła mnie babcia Ewa i ciocia Agnieszka. Ciocia mówi, że ja to już taki rozumny brzdąc jestem. I umie się pięknie sama bawić na macie i w ogóle. A babcia Ewa to mnie tak wybawiła, że szok. Też jej się tęskniło. A babcia niedługo jedzie na wycieczke zagranicę na całe dwa tygodnie. I kto mnie będzie odwiedzał. Za to dziadzio Janusz jest już drugi tydzień w sanatorium, mówi, że mu tam dobrze- a ja tam swoje wiem- też tęskni.
Wczoraj byłysmy na zakupach tzn byłam ja , mama, Agatka, ciocia Magda i babcia Ewa. Typowy babski wypad. Mama chciała kupić krzesełko do karmienia dla mnie. Niestety te, które były w hurtowni jej się nie podobały. Muszę więc troszkę poczekać. No i wielkimi krokami zbliża się 24 maja, kiedy to kończę 4 miesiace.
Dzisiaj ma mnie odwiedzić ciocia Paulina. Ciocia nie widziała mnie prawie miesiąc, więc będzie wesoło. A ta ciocia to w ogołe przyjaciółka mojej mamy ze studiów. No zobaczymy, czy pobawi się ze mna troszkę.
Całuski dla babć, dziadków, cioć, wujków, moich siostrzyczek i dla Was Smyki.


Komentarzy: 2 (Komentarze)


1999 gość
2008-05-20 

Naszym 1999 gościem była koleżanka Maja

www.majakarolina.smyki.pl

Dziękujemy za odwiedziny


Komentarzy: 0 (Komentarze)


Wizyta cioci Ilony i ważenie
2008-05-15  Hej Smykolki!!! Muszę wam koniecznie opowiedzieć o dzisiejszej wizycie cioci Ilony ( to psiapsióła mamy z czasów podstawówki i liceum- nie to że teraz się nie przyjaźnią) i o ważeniu i takie tam.



No więc dzisiaj była u nas ciocia Ilona. Ostatnio tzn jakies póltora miesiąca temu też u mnie była, ale jakoś mama o tym za dużo nie napisała. A teraz chce to nadrobić. Ciocia cały czas interesuje się, co u mnie słychać i w ogóle, co potrafię robić i jak się rozwijam. Jak przyjeżdżamy do Kielc na dłużej to zawsze chętnie chce się z nami spotkać tzn z mamą i ze mną. No i dzisiaj, jak ciocia przyszła, to chwile posiedziałyśmy w domku , a później poszłyśmy we trzy na spcer. Było fantastycznie. Piękna pogoda, dobre nastroje. Ja sobie pospałam a ciocia z mamą poplotkowały- jak za starych dobrych czasów. A na koniec wizyty to poszłyśmy jeszcze na ciacho do kawiarni- ja niestety nie jadłam- na to muszę jeszcze troszkę poczekać. Ciocia obiecała, że niedługo znowu sie zobaczymy.



W czasie naszego spaceru mama zabrała mnie do przychodni, żeby mnie zważyc. I wiecie co- ważę już 6170g. To chyba dobrze !!?? Rosnę sobie i cieszę się coraz bardziej, że zbliża się wielkimi krokami lato. Chyba pokocham slońce.

A babcia Stenia z dziadkiem Marianem nadal są na wycieczce. Dziadek Janusz pojechał wczoraj do sanatorium. Tęskni mi się za wszystkim. Babcia Ewa pyta, co u mnie i też bardzo tęskni. Ale już niebawem nadrobimy zaległości.

Buziaki dla wszystkich.


Komentarzy: 2 (Komentarze)


Pierwszy raz...
2008-05-14 
Muszę troszkę Wam poopowiadać co u mnie się dzieje...
W zeszłym tygodniu byłam we Wrocławiu. W sumie to nie działo się tam za wiele. Oczywiście poza odwiedzinami u babci Ewy i dziadka Janusza. Poznałam wtedy brata mojego pradziadka- wujka Józka. Nie posiedzieliśmy za długo bo męczył mnie katarek i troszkę marudziłam. Mimo kataru chodziłam na spacerki z mamą. Czasem dołączała do nas ciocia Aga albo tatuś. W piątek była u mnie babcia Ewa.

Oczywiście pobawiłam się z nią troszkę. O tym, że gadałam to już nawet nie wspominam, bo to takie oczywiste.
Wieczorem w piątek pojechałam z rodzicami do Kielc. W sobote wybraliśmy się na działkę, bo była piękna pogoda.

I wiecie, kto do nas przyjechał- Wika z rodzicami. Fajnie było, Wiktoria podlewała babci kwiatki, zasadziła też z rodzicami swojego dęba.

W niedzielę byliśmy w domku, bo tatuń wracał do Wrocławia. Smutno mi kiedy tatus wyjeżdża. W poniedziałek miałam niesamowita radochę, bo dziadek Marian miał wolne i szalał ze mną cały dzień. I wiecie co się stało w poniedziałek – pierwszy raz zjadłam deserek marchewkowo-jabłkowy. Co prawda tylko dwie łyżeczki- ale to zawsze coś. We wtorek za to znowu wydarzyło się coś pierwszy raz- przewróciłam się sama z brzuszka na plecki. Próbowałam tez z plecków na brzuszek, ale nie umie sobie jeszcze poradzić z rączką.  W każdym razie rodzice byli ze mnie bardzo dumni- tak samo jak babcia Stenia z dziadziem Mariankiem i prababcią Lodzią. A wczoraj znowu była u nas siostrzyczka Wiktoria- pokazywała jak umie chodzić i w ogóle. Śpiewała mi też piosenki, robiła „moja Ania”, pokazywała gdzie mam nosek, no i oczywiście gili gili w stópkę. Fajnie było. Moja druga siostrzyczka Agatka pewnie też będzie coś takiego wyczyniała jak się zobaczymy. Codziennie poza tym wychodzę z mamą na długie spacerki. Pogoda dopisuje, więc trzeba korzystać. Dzisiaj dziakowie pojechali na wycieczke. Mama wychodzi więc na spacerki z Bossem- taki nasz mały kochany piesek. W tym czasie siedzi ze mną prababcia. Śpiewa mi różne piosenki i w ogóle jest fantastycznie. Tylko tęskni nam się za tatusiem. Ale już w niedzielę się zobaczymy. A jutro idziemy do przychodni się zważyć- ciekawe ile usrosłam przez ostatnie 4 tygodnie. Buziaki dla wszystkich
 


Komentarzy: 2 (Komentarze)


Długi weekend majowy
2008-05-10 
Hej Smykolki:) Dawno mnie tu nie był- tzn nie pisałam co u mnie sie dzieje. A to wszystko przez to, że dużo ostatnio jeżdżę z rodzicami. Oczywiscie zawsze tą samą drogą - Kielce ===> Wrocław====> Kielce. Długi weekend spędziłam w Kielcach z mamą, tatą, ciocią Agą babcią Stenią i dziadziem Mariankiem. Pogoda nam za bardzo nie dopisywała ale i tak wydarzyło się w tym czasie kilka ciekawych rzeczy.

1 maja pojechaliśmy na działeczkę do babci i dziadzia. Byłam taam pierwszy raz w życiu- i iecie co robiłam- po raz pierwszy w życiu wąchałam kwiatki. A babcia ma tam ich całe mnóstwo- narazie rozkwitły tulipany, narcyze, szafirki...

Widziałam każdy jeden. A poza tym babcia z dziadkiem przygotowali rodzicom do zasadzenia dęba. Bo jest taka tradycja, że mama i jej rodzeństwo mają swoje dęby a teraz ja i Wiktoria też. Strasznie mi sie spodobało to, że jest jakies tylko moje drzewko.

No i oczywiście było wielkie grillowanie. Odwiedziłam tego dnia tez moja prababcię Leokadię. Prababcia widziała mnie zaraz po urodzeniu tzn jak już wróciłam do domku i miała później dwa miesiące przerwy więc zdziwiła się, że aż tak urosłam.
2 maja też pojechaliśmy na działkę.Pooddychałam świeżym powietrzem, pobawiłam się, "pogadałam sobie"...
W sobotę niestety zostaliśmy w domku, bo złapałam katarek i rodzice nie chcieli ryzykować. Pojechałam za to do prababci Oli i pradziadka Tomka. Pradziadkowie nie mogli się mną nacieszyć.
W niedzielę wróciliśmy do Wrocławia. I tak nam minął długi weekend...
Teraz po ni odpoczywam :)


Skończyłam już 3 miesiące !!! 2008-04-27 

Mam już trzy miesiące i z dnia na dzień się zmieniam- tak przynajmniej mówią wszyscy, którzy mnie widzą. Ten czas minał bardzo szybko. Jeszcze tak niedawno byłam w brzuszku u mamy a teraz już bawię się zabawkami, gaworzę, śmieję się w głos....
A teraz wróćmy do tego, co się u mnie działo przez te parę ostatnich dni. A więc wreszcie udało i się poznać moja prababcię Olę i pradziadka Tomka. Bardzo się ucieszyli, kiedy do nich przyjechałam. Prababci nawet huśtała mnie na rączkach. A w domku tradycyjnie już bawiłam się z dziadziem Mariankiem i babcia Stenią. Dziadek uwielbia opowiadać mi różne wierszyki i śpiewać piosenki- a ja po prostu nie wytrzymuję i śmieje się od ucha do ucha. W czwartek wróciłam z mamą do Wrocławia do tatusia. Droga minęła nam tak sobie- chyba wychodzą mi ząbki bo ostatnie 100 km mama musiała się bardzo cxęsto zatrzymywać. Ale jakoś dojechałyśmy. Tatus strasznie się ucieszył na mój widok. W sumie nie widzieliśmy się ponad tydzień. Mówi,że zrobiłam się taka mała pyza :) Oczywiście sobie żartuje :) W sobotę pojechalismy do babci Ewy i dziadka Janusza- było fajnie. Babci z dziadkiem nosili mnie na rękach, więc rodzice mogli spokojnie posiedzieć. Wieczorem rodzice poszli na bal magistra mamy a ja zostałam sama z ciocią Aga. Na szczęście ciocia nie miała ze mna większych problemów, bo jeszcze przed wyjściem rodziców, zostałam wykąpana, nakarmiona i uśpiona :) Kiedy rodzice wrócili z balu mama nakarmiłą mnie a ja dalej poszłam lulu. Dziś jest niedziela, więc pewnie pójdziemy na spacerek no i pojedziemy do babci i dziadka.

Aha!!! W ogóle to tak jak już powyżej zostało napisane- nabywam coraz to nowych umiejętnosci. Kiedy leżę na pleckach to próbuję podnosić główke do góry- czyżbym chciała siadać??!! Poza tym w dniu dzisiejszym prawie sama obróciłam się z plecków na brzuszek. Jeszcze troszkę mi brakuje- ale co tam- mam czas :) Poza tym pcham do buzi wszystko co znajdzie się w zasięgu moich rąk.
Nie możemy się już doczekać weekendu majowego- jedziemy wtedy do Kielc. A z Kielc na działeczkę do babci Steni i dziadka Marianka. Babcia mówiła, ze wszystko pięknie kwitnie i jest w ogóle cudnie.

P.S. Kochanej babci Steni z okazji jej urodzinek, które miały miejsce w piątek życzymy bwszystkiego naj naj najlepszego.
 


Komentarzy: 0 (Komentarze)


W Kielcach
2008-04-20 
Znowu minęło kilka dni od mojego ostatniego wpisu, ale zaraz się wytłumaczymy.
 
W środę przyjechałam z mamą do Kielc. Pierwszy raz jechałyśmy tyle kilometrów tylko we dwie. Mama czuła się troszkę nieswojo, kiedy ja sama siedziałam w foteliku na tylnym siedzeniu. Całe szczęście, że potrafię już sygnalizować, kiedy coś chcę. W czasie podróży dwa razy mama musiała mnie nakarmić, ale podróż minęła generalnie ok. Kiedy dojechałyśmy to babcia Stenia i dziadek Marian nie mogli się na mnie napatrzeć- nie widzieli mnie od świąt- troszkę od tego czasu urosłam.

Czwartek minął raczej leniwie. Mama trochę latała i załatwiała różne sprawy. A ja siedziałam sobie w domku. A wieczorkiem poszłyśmy na długi spacer.
Piątek to moja wizyta u lekarza i szczepionka. Niemiło wspominam ten dzień. Pani doktor mnie zważyła- ważę już 5500 g. Może to nie tak bardzo dużo- jak twierdz pani doktor- ale dla mnie jest w sam raz. Po badaniu pani pielęgniarka zrobiła mi aż dwa szczepienia. Trochę płakałam- nie dziwcie mi się- to naprawdę bolało. Ale mama dała mi cycusia i ból jak ręką odjął. Po powrocie od lekarza zaczęłam być trochę apatyczna- działanie szczepionki. No i pojawiła się gorączka-39 stopni. W ciągu dnia była może troszkę niższa, ale... Mama strasznie się o mnie martwiła, bo w piątek w ogóle nie miałam apetytu. A w sobotę, jak się dorwałam już do jedzenia, to nie mogłam skończyć. Cała sobota minęła pod znakiem niespania. Za to jak padłam wieczorem, to nie ma przeproś- spałam do 8 rano w niedzielę, z małą przerwą na jedzonko o 5 rano.

Dziś jest niedziela, która spędzamy z babcią i dziadziem spokojnie. Miałam jechać do mojej prababci i pradziadka, ale lepiej nie ryzykować po tych dwóch dniach.

Aha- musze wspomnieć, że ostatnio znalazłam sobie fajną zabawkę- własną stópkę. Łapie ja i w ogóle.
P.S. Najlepsze życzonka dla cioci Agi z okazji jej  imienin



Komentarzy: 2 (Komentarze)


Ostatnie dni...
2008-04-15 

Ostatnie dni minęły nam raczej leniwie. Mama chodziła ze mną na spcerki, bawiłyśmy sie w domku. Ja rozwijam swoje umiejetności w kopaniu mamy po brzuszku i mówieniu. Wczoraj byłam na długim spacerku z ciocią Magdą i siostrzyczką Agatką. Fajnie było. Dzisiaj większość dnia spędziłam  ciocią Agą,  bo mama była na uczelni. A jutro wreszcie jedziemy do Kielc do babci i dziadzia. Nie widzieli mnie od świat więc pewnie bedą zdziwieni jak urosłam :) A w piatek idziemy na kolejne szczepienie... Do usłyszenia.


Komentarzy: 3 (Komentarze)


11 tygodni już minęło...
2008-04-10 

Wczoraj skończyłam 11 tygodni. Jak ten czas szybko płynie. Od ostatniego wpisu niewiele ciekawych rzeczy. No może za wyjatkiem tego, że chyba będą wychodziły mi pierwsze ząbki bo namiętnie wkładam do ust swoje rączki, jak się uda to pieluszkę terową, misie, albo gryzak. Poza tym częściej jestem niespokojna. Tylko aptetytu nie trace. Poza zbliżającym się ząbkowaniem to ćwiczę brzuszek i podnoszę wysokogłówkę w każdej możliwej sytuacji.
Jak narazie to tyle. A no i oczywiście chodze na spacerki z mamą. Trzeba korzystać ze sprzyjającej aury :)



Komentarzy: 1 (Komentarze)


1200 gość
2008-04-10 
Moim 1200 gościem była moja siostrzyczka cioteczna AGATKA!!!
www.agatkak.corcia.pl


Komentarzy: 0 (Komentarze)


1010 gość
2008-04-10 
Moim 1010 gościem była moja siostrzyczka cioteczna WIKTORIA !!!
www.wikulka.pierwszedziecko.pl


Komentarzy: 0 (Komentarze)


1000 gość i 1111 gość
2008-04-10 

Moim 1000 i 1111 gościem byli Dziadek Marian i Babcia Stenia


Komentarzy: 0 (Komentarze)


Mam już 10 tygodni!!!!
2008-04-06 



W tym tygodniu tak się jakoś złożyło,że skończyłam 10tygodni. Ten czas bardzo szybko mija- a ja rosne i nabywam nowych umiejętności. Już bardzo wysoko podnoszę główke, kiedy leżę na brzuszku.






Nauczyłam się też łapać zabawki- a konkretnie pluszaki. Mój ulubiony to kolorowy zajączek. Chyba mama musi wymyślić mu jaieś imię.




Kolejne osiągniecia to to, że zaczełam już gaworzyć- udaje mi się czasem powiedzieć „gu” , albo „ga” czasem nawet „aga”. Ale najchetniej to krzyczzę”aaaaaaa” , „eeeeeeee” albo „uuuuuuu”. No i jak czasami zapiszczę to szok.




W tym tygodniu wychodziłam na spacerki z mamą. Odwiedziła mnie babcia Ewa, ciocia Aga i ciocia Paulina. A już za tydzień i troche jadę do Kielc- do babci Steni i dziadzia Marianka. Pozdrawiam wszystkich. Buziak


 
Komentarzy: 7 (Komentarze)


Prima Apirilis
2008-04-01 
Dziś mamy taki wesoły dzień kiedy każdy wkręca każdego. Ja tego nie zrobię, bo jestem jeszcze za mała.
Trzeba nadrobić opowieści z zeszłego tygodnia i weekendu. W piątek przyszła do nas ciocia Magda z Agatką i ciocia Paulina. Dużo się bawiłyśmy a Agatka zabierała moje zabawki. Ja nie jestem o to zła bo lubię się dzielić. Mam nadzieję, że kiedyś pobawimy się nimi razem :) Mama robiła Agatce samoloty:) Kiedy poszła ciocia Magda zaczęła się zabawa z ciocią Pauliną.
Sobotę spędziłam w domku z rodzicami. Zajmowali się mną i było wesoło. A wieczorem przyjechała ciocia Aga z buziakami od babci Steni i dziadzia Marianka. Już dawno nie widziałam babci i dziadka i za nimi bardzo tęsknię.
Niedziela minęła pod znakiem odwiedzin u babci Ewy i dziadzia Janusza i spaceru nad Odrą. Byliśmy u babci i dziadka na obiadku a ja zaprezentowałam się w różowych ogrodniczkach. Po obiadku ja z rodzicami i ciocią Magdą wybraliśmy się na spacer. Poszliśmy sobie na spacerek nad Odrę. Była piękna pogoda więc spacer można zaliczyć do udanych.
W poniedziałek wybrałam się z mamą i ciocia Aga do mamy na uczelnię. Kolejny fajny spacerek No i ciocia mogła się mną nacieszyć.
A dzisiaj to w ogóle już był totalny kręcioł. Mama musiała lecieć na zajęcia- ale co ze mną?? Kto mną się zajmie?? Ale rodzice o wszystko zadbali i przyszła do mnie Kamila- koleżanka mamy. Z ciocia Kamilą poszłam na spacer a później, kiedy już wróciłyśmy, dostałam mlenio i poszłam spać. W sumie to trochę się u mnie dzieje...

Pozdrawiam i przesyłam całuski wszystkim gościom mojego blogaska. Buziak
  Wielkanoc 2008 2008-03-26 

Święta, święta i po świętach. A były to dla mnie święta wyjątkowe- bo pierwsze w moim życiu. W Wielki piątek pojechałam z mamą, tatą i ciocią Agą do Kielc, do babci Steni i dziadka Mariana. Przyjechaliśmy dość późno ale i tak pokazałam wszystkie nowe umiejętności babci i dziadziowi. W Wielką Sobotę poszliśmy poświęcić koszyczki- wyobraźcie sobie, że babcia przygotowała dla mnie i mojej siostrzyczki ciotecznej Wiktorii nasze indywidualne koszyczki do święcenia. Możecie sobie tylko wyobrazić jakiej wielkości one były. Sobota zleciała szybko. Wieczorem rodzice pojechali do prababci Oli i pradziadka Tomka. Jeszcze ich nie poznałam, bo troszkę ostatnio chorowali, ale bardzo ich pozdrawiam i całuje i mam nadzieję, że niebawem się poznamy. W Wielka Niedzielę rano zjedliśmy świąteczne śniadanie tzn wszyscy zjedli oprócz mnie- ja miałam za to mlenio mamy. Złożyliśmy sobie życzenia. Było super. Po śniadaniu nadszedł czas zabawy. Ciocia Karolina i wujek Marcin cały czas mówili,że jestem taka malutka. A to dlatego, że ich córcia Wika ma już roczek i jest większa ode mnie. Mama pobawiła się z Wiktorią. W ogóle było wesoło. Po południu nadszedł czas powrotu do Wrocławia. Prosto z trasy pojechaliśmy do babci Ewy i dziadka Janusza. Była też ciocia Magda i wujek Tomek z Agatką. Agatka już spała, kiedy przyjechaliśmy. Za to ja byłam pełna wigoru. Dałam wszystkim w kość. Rodzice zjedli kolacje, porozmawiali ze wszystkimi. Wróciliśmy do domku i nadszedł czas odpoczynku. W Lany Poniedziałek też pojechaliśmy do babci i dziadka na obiadek.

Święta minęły nam spokojnie- jak to święta. Pewnie w przyszłym roku będę już biegała na Wielkanoc.

Jest środa a ja w poniedziałek skończyłam dwa miesiące. Chyba poczułam się bardzo dorosła, bo dzisiejszej nocy nie wstałam ani razu na mlenio. I do tego wszystkiego nauczyłam się ssać kciuka.
Fajne to... być taką dużą.




PS. Zapomniałam wspomnieć,że w sobotę wybraliśmy się jeszcze na super spacerek. Byłam ja z mamą, tatą, ciocia Aga, Moja siostrzyczka cioteczna Wiktoria, ciocia Karolina i wujek Marcin. Było naprawdę fajnie. A w ogóle to Wiktoria robi "moja Ania" i głaszcze mnie albo po głowce albo po nóżce. Fajna ta siostrzyczka :)


Komentarzy: 1 (Komentarze)


Urodziny babci Ewy
2008-03-20 



Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin życzy babci Ewie Ania z rodzicami :)





Komentarzy: 4 (Komentarze)


Zwykłe dni :)
2008-03-17 



Mijają kolejne dni, a ja rosnę, zmieniam sie, więcej się uśmiecham i w ogóle... W piatek były urodziny cioci Magdy.Niestety nie mogłam sama złożyć cioci życzeń, bo nie było jej we Wrocławiu. Za to odwiedziła mnie w piatek babcia Ewa . Pobawiła się ze mną. Babci lubi spędzać ze mna czas i mówi, że jestem taka malutka :) Cały weekend była u mnie ciocia Aga.wybawiłasię ze mną za wszystkie czasy. Wsobotę pojechaliśmy na spacer zobaczyć stadion olimpijski we Wrocławiu. Mam mieszka w tym mieście juz 5 lat a jeszcze tam nie była. W niedzielę siedzieliśmy w domku, bo pogoda nie zachęcała do wychodzenia. A teraz czekamy na święta- moje pierwsze w  życiu święta!!




Komentarzy: 4 (Komentarze)


Urodzinki Wiki
2008-03-13 



WSzystkiego najlepszego z okazji pierwszych urodzinek dla mojej siostrzyczki WIKTORII życzę ja, mama i tatuś :)) Buzialki dla Ciebie Jubilatko!!!


Komentarzy: 2 (Komentarze)


Poprzedni tydzień z mojego życia
2008-03-12 





Minęło już sporo czasu od ostatniego wpisu na moim blogasku. Dziś zamierzam to nadrobić.

Cały zeszły tydzień spędziłam w Kielcach u babci Steni i dziadzia Marianka. To był strasznie miły tydzień. Dziadek pomagał mamie mnie kąpać. Spałam u dziadków na łóżku. Mam tam już swoja miejscówkę- leże sobie w samym środeczku. Babcia i dziadek czasem mnie karmili i zostawali ze mną, jak mama gdzieś wychodziła. Byłam w tym czasie też z mamą u lekarza na pierwszej szczepionce. Bardzo mnie bolało i strasznie się popłakałam. Mama mocno mnie przytuliła i wycałowała, żebym jak najszybciej o tym zapomniała. Przez cały tydzień wychodziłam też z mamą na spacerki, bo pogoda dopisywała. W piątek przyjechała do nas tata. Postanowiłam zrobić psikusa rodzicom- kiedy mnie zaczęli kąpać zrobiłam do wanienki kupkę i całą kąpiel trzeba było zacząć od nowa. W sobotę był pierwszy w moim życiu Dzień Kobiet. Przyjechała do nas też moja ciocia Karolina z wujkiem Marcinem i siostrzyczka Wiktorią. Wika pokazywała mi jak umie schodzić z kanapy. Tak sobie myślę, że niebawem ja jej pokażę jakieś fajne sztuczki




Do Wrocławia wróciliśmy w sobotę, bo mama miała następnego dnia egzamin. Tak więc po mamy niedzielnym egzaminie pojechaliśmy do babci Ewy i dziadka Janusza. Dziadek troszkę się rozchorował więc nie mógł z nami posiedzieć. Szkoda, bo liczyłam na jakieś wygłupy. Babia nie dawała mi spokoju. Nie mogła się mną znowu nacieszyć. U babci i dziadka była też ciocia Magda wujek Tomek i siostrzyczka Agatka. Agatka pokazała mi jak chodzi- jej to dobrze. Może pójść tam gdzie chce- mnie trzeba jeszcze nosić albo wozić.
Wieczorem, kiedy wrócilismy już do domku, przyjechała ciocia Aga. Bardzo chciała się ze mn a pobawić. Ale ja byłam już marudna, głodna, śpiąca i w ogóle.

W poniedziałek nie działo się nic ciekawego. Poza spacerkiem z mamą oczywiscie. Muszę się pochwalis, że już zaczynam gaworzyć i coraz większe zainteresowanie budzą moje zabawki. Uśmiecham się do wszystkich.

Wkrótce znowu będzie nowy wpisik. Tymczasem pozdrawiam wszystkie Smyki. Buzialki dla Was :))


Komentarzy: 1 (Komentarze)


Czas pełen wydarzeń :)
2008-03-04 


Znowu nie było mnie  na blogasku kilka dni. Ale już tłumacze dlaczego. W piatek mamusia uczyła się do egzaminu i nie miała za bardzo czasu , żeby mi pomóc w napisaniu czegoś.  Zajmował się mną tatuś. Nie wiem jak on to robi, ale nauczył sie mnie w momencie uspokajać. Może nie zawsze mu to wychodzi, ale przynajmniej się stara.

W sobotę pojechalismy na urodzinki mojej siostry ciotecznej Agatki. Mały kindrebal byłu babci Ewy i dziadka Janusza. Jak już tam dotarlismy to wszyscy nie mogli sie na mnie napatrzeć. Mówili, że rosnę jak na drożdżach. Czekało na mnie nawet łóżeczko. To była z resztą moja pierwsza wizyta u babci i dziadka.


Po wizycie pojechalismy z mamą na uczelnię, bo miała ten ważny egzamin- zdała go
Później szybciutko sie spakowaliśmy i w drogę tzn pojechaliśmy do Kielc- do babci Steni i dziadka Mariana. Podróż minęła mi szybko, bo cały czas spałam :))


Niedziela minęła leniwie. Tatus wrócił do Wrocławia razem z ciocią Agnieszka. Ja zostałam z mamą na tydzień w Kielcach. Musimy iść na szczepionkę. Troszkę sięboję ale mam nadzieję, że bedzie dobrze. A, zapomniałam wspomnieć- jutro kończę 6 tygodni. Duza jestem co??!!

Pozdrawiam wszystkie Smyki.


Wizyta u lekarza


2008-02-27 


Zanim opowiem o dzisiejszej wizycie u lekarza musze  nadrobić zaległości. A  więc w poniedziałek odwiedziłą mnie babcia Ewa. Dawno mnie nie widziała więc nie mogła się na mne napatrzeć!!!

Nawet dostałam od baby prezent!!! Czy ja już mówiłąm, że uwielbiam prezenty??!! Mama wyszła na zakupy i tatuś mnie pilnował sam!! Muszę przyznać, że się spisał :p

A mama jak przyszłą to nie mogła się mną nacieszyć:)



We wtorek znowu siedziałam z mamą i tatą. Bo tata jest chory i nie chodzi do pracy. Na chwile przyjechałą do nas ciocia Agai znowu mnie zabawiała i się wygłupiała. Ona to mne chyba troche kocha.

Dzisiaj byłam u lekarza, bo muszę zacząć brać witaminki i pani doktor musiała dać rodzicom recepte. Przy okazji dokładnie mne zbadałai zważyła. Ważę już 4390 g. I - jak to powiedziała pani doktor- jestem bardzo sprawna :)))
Rodzice kupili mi też zabaweczki do łóżeczka....



więc pewnie bede spałą tak słodko jak z mamą :))



Pozdrawiam wszystkich.


Komentarzy: 1 (Komentarze)


Skończyłąm miesiąc :)) jupii :))
2008-02-24 



Dziś skończyłam pierwszy miesiąc. Duza już jestem !!! A pogoda chyba zrobiła mi z tej okazji prezent, bo było pięknie. Z tego powodu rodzice postanowili wykorzystać okazję i zabrać mnie na pierwszy w moim życiu prawdziwy spacer. Chyba był fajnie. Nie wiem napewno bo zasnęłam bardzo szybciutko



Rodzice zabrali mnie na wrocławski rynek. Podobno mama cały czas chciała prowadzić wózek, ale tacie też sie udało mnie powozić.



A może to tylko poza do zdjęcia ??


A tak w ogóle to chciałąm podziękować wszystkim za życzenia na mój pierwszy miesiąc- tzn dzadkom, ciociom, wujkom no i siostrzyczkom :)

A tatusiowi życze szybciutkiego powrotu do zdrowia




Z dnia na dzien zmieniam się :))
2008-02-22 




Znowu troszkę czasu minęło odkąd byłam tu ostatni raz. Wiele się wydarzył przez te parę dni. Poznałam kilka nowych cioć i wujków. Ciocia PAulina i wujek Przemek byli u mnie dzisiaj i przynieśli mi nawet prezent :)) Lubię prezenty- szczególnie te praktyczne!! A w środę była ciocia Ewelina i wujek Piotrek. Zapomniałam wspomnieć, że w czasie pobytu w Kielcach poznałam też wujka Pawłai wujka Piotrka. strasznie dużo tych nowych znajomości. ach... zapomniałabym wspomnieć, że dzisiaj była u mnie moja ukochana ciocia Aga!!! Ciocia nie może sobie podarować ani jednego dnia i codziennie mnie odwiedza!! Powiedziała nawet, że dla moich stópek ( i nie tylko) zrobiłaby wszystko. Dzisiaj przyniosła mi nawet bajeczki, które później czytał mi tatuś. A ja robię postepy- jak mamusia mówi do mnie żebym się usmiechnęła to czasem to robię :)) No i nawet czasem mówie "a gu" albo "gu" :))) No i juz dłużej śpię w nocy- nawet 5 godzinek :)) Mama jest z tego powodu strasznie zadowolona :)) Nareazie to na tyle!! Niedługo będę spowrotem!!


Komentarzy: 1 (Komentarze)


Wrocławskie życie!!!
2008-02-18 

Dawno mnie nie było na blogasku, ale zaraz wyjaśnię dlaczego. W piątek przyjechał do mnie tatuś. Specjalnie nie poszedł do pracy, żeby być ze mną na mojej pierwszej wizycie u lekarza. Muszę przyznać, że rodzice byli ze mne dumni, kiedy pani doktor powiedziała, że jestem ślicznym, zdrowym bobaskiem. Ważę już ponad 4120 g.

Sobota upłynęła pod znakiem przygotowań do wyjazdu do Wrocławia. Ostatni raz byłam tam, kiedy mama nosiła mnie jeszcze w brzuszku. Rodzice zastanawiali sie jak wytrzymam 5 godzinek w samochodzie- dałam radę. Obudziłam sie tylko raz. Żebym nie zapomniał- kiedy żegnałam się z babą Stenią i dziadkiem Marianem to aż mi się łezka zakręciła w oczkach. Dziadkowie też troszkę płakali i kazali mi szybciutko wracać do Kielc.

A niedziela to dzień pełen wrażeń. Wreszcie poznałam babcie Ewę, dziadka Janusza, ciocię Magdę, wujka Tomka i siostrzyczkę cioteczną Agatkę. Wszyscy mówili, że jestem taka malutka i  wyglądam słodziutko. Przez te wszystkie wrażenia w ciągu dnia prawie w ogóle nie spałam. Wieczorem przyjechałą ciocia Aga, żeby się mną zaopiekować, bo rodzice chcieli jechać na zakupy. Byłam grzeczniutka :)

Jest już poniedziałek a ja za dwa dni skończe 4 tygodnie. Jestem cała szczęśliwa, bo wreszcie mama i tata są razem ze mną.

Pozdrawiam wszystkie smyki. Buziaki.



Komentarzy: 3 (Komentarze)


W 20 dniu mego życia pozdrawiam Was :)))
2008-02-12 

Tak, tak to już druga dekada mojego życia:)))

Trzeba nadrobić troche zaległości. A od piatku sporo się wydarzyło. Poznałam wreszcie moja siostrzyczkę Wiktorię- córcię brata mamy- Marcina i cioci Karoliny. Nie mogli mnie wcześniej odwiedzić, bo mieszkają w Łodzi, a do Kielc przyjeżdżają tylko na weekendy. Do domku wróciła też ciocia Aga, która nie mogła doczekać się, żeby mnie spowrotem zobaczyć. Tradycyjnie wrócił też dziadzio Marian- to ten co zawsze pomaga mamie przy kapaniu mnie :)))

Ale najbardziej czekałam na sobote- miał do mnie znowu przyjechać tatuś z Wrocławia. Strasznie za nim tęskniłam. a jak juz przyjechał, to chciał mnie cały czas nosić na rączkach. Wieczorem pierwszy raz mama z tatą obcinali mi paznokci, bo strasznie sie drapię. W ogóle mi to nie przeszkadzało. Tata w nocy z soboty na niedzielę bardzo mamie pomagał- mama mnie tylko karmiła a tata usypiał. Dzięki temu mamcia wreszcie mogła troszkę odpocząć- że niby ja ją męczę

W niedzielę nastąpił dzień wielkich wyjazdów. Tata i ciocia Aga pojechali do Wrocławia, dziadek Marian zawiózł wujka Marcina do Łodzi, a później pojechał do Warszawy. Smutno mi było. Ale babcia Stenia się mną zajęła i uśmiech znowu zagoscił na mojej buźce.

Jest wtorek, a jajuz myślę o piątkowej wizycie u lekarza i sobotnim wyjexdzie do Wrocławia. Mama z tata wreszcie bedą razem.  To znaczy ze mną też.

O tym wszystkim opowiem następnym razem.



Komentarzy: 3 (Komentarze)


Bolący brzuszek
2008-02-08 

Niestety nie każdy dzień jest taki wesoły!!! Wczoraj i przedwczoraj mama strasznie się o mnie martwiła bo bolał mnie brzuszek :(( Jestem jeszcze troszkę za mała na lekarstwa, wiec trudno było mi pomóc.  Na szczęście- za każdym razem ból przechodził. I  wieczorami wszystko było  juz ok.

A wczoraj wydarzyło się coś jeszcze. Mianowicie- kiedy mama z babcią szykowały dla mnie kąpiel, babcia zauważyła , że odpadła mi pępowinka!!! Nie wiem czy mam  się cieszyć czy nie. To chyba jednak znak że rosnę :))



Komentarzy: 1 (Komentarze)


Nocne zabawy....
2008-02-06 




Jupii!!!! Dzisiaj kończę dwa tygodnie :))) I z tego tytułu postanowilam w nocy troche mamie podokuczać

Mama połozyła mnie spać jak zwykle i myślała, że trochę pośpię. Na początku może i tak było, ale później stwierdziłam , że  jednak ciekawiej jest jak się nie śpi i w środku nocy postanowiłam to mamie oznajmić. Bawiłam się z nią przez jakieś 3 godzinki aż wreszcie spowrotem zasnęłam. Mama była zmęczona- ale nic mi nie powiedziała :)))

A dziś znowu przyjeżdża dziadek Marian i pewnie pomoże mamie mnie wykąpać. Już sie nie mogę doczekać, bo dziadek opowiada mi fajne bajki, a jak widzi, że czegoś nie rozumię, to stara się mi to wytłumaczyć.

Mama nadzieję, że też macie fajnych dziadków Smyki:)


Komentarzy: 3 (Komentarze)


Moje pierwsze 12 dni życia :)))

 2008-02-04 Cześć Smyki!!!
Mam na imię Ania :) Urodziłam się 24 stycznia 2008 roku. Dzisiaj skończę 12 dni- całkiem nieżle jak na początek. Kiedy przyszłam na świat ważyłam 3600g i mierzyłam57 cm. Mama i tata mówią, że to bardzo dobra waga i "wzrost". Ja tam się nie znam, ale wierzę im na słowo. Mama na całe szczęście nie męczyła się bardzo długo rodząc mnie- trwało to tylko 3,5 godziny. Wszyscy czekali na mnie z niecierpliwością. Tata chciał być przy porodzie , ale niestety nie zdązył przyjechać z Wrocławia. W szpitalu czekała za to na mnie babcia Stenia- mama mojej mamy. PAni położna troszkę śmiała się z mamy, kiedy ta dzwoniła kolejno do różnych miast ( Wrocław, Warszawa, Łódź, Kielce), żeby oznajmic wszystkim wesołą nowinę.

Drugiego dnia okazało sie, że mam żółtaczke i pani doktor kazała mi leżeć w inkubatorku. Wszyscy martwili sie o mnie- ja nie dałam za wygraną i kolejnego dnia było już o wiele lepiej.

Ze szpitala wyszłyśmy dopiero 29 stycznia. odebrały mnie babci Stenia i ciocia Agnieszka. Nawet przyniosły nam kwiaty- każda dostała swój bukiet :))) Po pworocie do domku zobaczyłam jak pięknie wygląda mój pokój. Normalnie cud, miód i orzeszki :P Wieczorem przyjechał dziadek Marian. Pomógł mnie wykąpać :))

Przez kolejne dni przyzwyczajałam się do wszystkiego nowego. I nie mogłam się doczekać soboty. Wtedy miałam poznać swojego tatę.... Nareszcie :)))

W piatek pierwszy raz ssałam smonia- ale jednak wole mlenio mamy :))

A w niedzielę dziadek pierwszzy raz dał mi do picia rumianek. Niestety tego dnia tatuś musiał znowu wracać do Wrocławia. Powiedział, że przyjedzie do mnie tak szybko, jak sie tylko da. Ja juz tęsknię:(

No i mamy wreszcie dzisiaj :)))
Mama pojechała do Urzędu Miasta, żeby mnie zarejestrować. Od dzis mam dwa oficjalne imiona - Anna Oliwia :))))

Narazie kończę. Przesyłam całuski wszystkim- a szczególnie mojemu tacie :)))