Wszelkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu są objęte prawami autorskimi. Kopiowanie i rozpowszechnianie ich bez zgody autora jest ZABRONIONE!!!

środa, 15 lipca 2015

środa, 8 lipca 2015

Długi weekend czerwcowy

Początek czerwca oznaczał dla nas długi weekend. Lubimy takie okazje wykorzystywać i wyjeżdżać do naszej rodziny. Najczęściej kierujemy się na południe... Tym razem powód był jeszcze jeden- moja babcia była w szpitalu i bardzo chciałam ją odwiedzić.

W ten weekend w Złotej Wodzie pojawili się wszyscy: nasza piątka, Marcin ze swoimi dziewczynami, Aga z Mają i Piotrkiem. W roli gospodarzy- jak zwykle moi rodzice. Czas dzieliliśmy pomiędzy wizyty u babci Lodzi, Oli oraz odpoczynek na działce. To był chyba pierwszy tak ciepły weekend tego roku. Dla dzieciaków- rewelacja. Ja jestem jednak zwolenniczką 22-23 st. Upały- no cóż- trzeba przeżyć, ale jakoś nie cieszę nigdy na nie zbytnio.

Były zabawy w basenie, był spacer na drugą działkę- Łazy. Były zabawy deszczownią i wylegiwanie na leżakach. Nie zapominajmy o huśtawce, któa to zdecydowanie przeżywa renesans i są ciągłę bitwy o to, kto i jak długo ma się na niej bujać. Dużym powodzeniem wśród najmłodszej dziatwy cieszył się także wózek i lala w nim.

Tak się bawiliśmy.






















Mnie jednak w pamięci zapadnie coś zupełnie innego. Któregoś dnia, podczas wizyty u babci Lodzi w szpitalu, udało mi się ją namówić do zaśpiewania dwóch piosenek, któe pamiętałam z mojego dzieciństwa i które zawsze będą mi się już kojarzyły ze spędzanymi u babci wakacjami. To były najcudowniejsze wakacje, jakie mogłam mieć. Pełne beztroski, ale uczące pracy na roli. Do dziś pamiętam zapach świeżo wydojonego mleka, skakanie na sianie czy zbieranie truskawek.

Poszukałam na youtube piosenek, które babcia tak lubiła śpiewać. Nie znałam tytułu tylko część słów- ale udało się. Wrzucam je więc- ku pamięci.


Popołudniowa wyprawa nad Zalew Zegrzyński

Kiedy potrzebujemy trochę odetchnąć od tej naszej codziennej gonitwy zdarza nam się często kierować swoje kroki nad Zalew Zegrzyński, ostatnio do Nieporętu. Sam zalew- no cóż - pozostawia wiele do życzenia. Klimat miejsca nad wodą wynagradza jednak te negatywne odczucia. Ten wypad był jednak doskonałą odskocznią od cięższej atmosfery niż zwykle, wielu problemów i trosk. Dał mi choć odrobinę wytchnienia, a dzieciom dużo radości. Patrząc po kadrach łatwo domyślić się, że warto czasami rzucić wszystko w kąt i odejść na chwilę na bok. Bo w życiu liczy się coś więcej niż praca, obowiązki... Mam wrażenie, że zbyt często o tym zapominamy.


















Majowy weekend na działce

Jeden z weekendów majowych spędziliśmy w dziłkowym klimacie. Nic wtedy jeszcze nie zapowiadało tego, co stało się zaledwie trzy tygodnie potem. Cieszyliśmy się otaczającymi wiosennymi kwiatami, zapachem bzu, niepowtarzalnymi barwami. Babcia Stasia bawiła się z dziewczynkami, a dziadek Marian zadbał o ciepło i ogień w kominku ( był to chyba jeden z chłodniejszych majowych weekendów). Korzystaliśmy ze świeżego powietrza, mogąc cieszyć swoje podniebienie pierwszymi działkowymi zbiorami w postaci całej warzywnej "zieleniny".

Takie weekendy lubię.