Wszelkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu są objęte prawami autorskimi. Kopiowanie i rozpowszechnianie ich bez zgody autora jest ZABRONIONE!!!

niedziela, 8 lutego 2015

Kosmiczne ferie panny Anny

Odkąd mamy w domu małego ucznia przed nami pojawiają się nowe wyzwania związane z organizacją czasu w czasie ferii czy wakacji. W tym roku Ania miała wyjątkowo bogate w atrakcje ferie. Pierwszy tydzień spędzała ze swoim tatą, drugi podczas kosmicznego zimowiska.

W pierwszym tygodniu Piotrek zabierał Anię w różne miejsca: była wizyta na basenie, seans w kinie. Była też wycieczka na wystawę lego na Stadionie Narodowym. Do tego jeszcze wycieczka na lodowisku. Generalnie dużo, intensywnie i przyjemnie.

Drugi tydzień to zajęcia w szkole językowej, do której chodzi Ania. Odbyły się one pod hasłem podróży kosmicznych. Były to zajęcia językowe, zajęcia z koncentracji, zajęcia manualne oraz zajęcia podczas których dzieci wykonywały różne eksperymenty. Ania zachwycona. A zdjęcia skojarzyły mi się od razu z dziadkiem Marianem i ciocią Marysią. Wiecie- Ania w goglach i fartuchu to taka mini wersja was z laborek..
















Zabawowe trio, bliźniaczki w natarciu i inne...

Ten post bardziej zdjęciowo- filmowy, niż opisowy. Dziewczyny najmłodsze rosną , ich świadomość społeczna rośnie, zabawy ze sobą są inne, dla nas bardziej zabawane do obserwacji. Dodatkowo uwielbiam obserwować jak rozwijają się manualnie podczas posiłków. Zobaczcie sami.

Panny P. w natarciu:












I filmowo:




Ania siedmiolatka!!!

Nasza najstarsza córcia skończyła 7 lat! Zleciało tak szybko, i mam wrażenie, że zanim się obejrzę będzie kończyła podstawówkę. Cieszymy się z jej każdego sukcesu, wspieramy w trudniejszych chwilach. Cieszymy się, że jest, taka jaka jest. Tuż przed urodzinami była w jej szkole wywiadówka semestralna, na której to wychowawczyni podsumowywała pierwsze półrocze. Ania jest w grupie najzdolniejszych dzieci, z średnią 96 %. Zakładając , że w jej klasie jest tylko kilka sześciolatków, uważam to za niebywały sukces. Pewnie byłaby blisko 100%, bo na sprawdzianach nie popełnia w ogóle błędów, lub co najwyżej jeden. Jest naszą dumą i tyle.


W dniu urodzin odbyło się przyjęcie dla najbliższej rodziny. Z Poznania przyjechali Marcin, Karola i dziewczynki. Przyjechała też Agnieszka z Piotrkiem i Mają. Do tego nasza piątka. Tym sposobem dom był pełen ludzi- czyli taki, jak lubię.

Tort zrobiony przeze mnie w pół godziny ( bo na tygodni brak czasu), może nie wyglądał jak te z blogów kulinarnych, ale za to smakował wszystkim :)

Cudownie spędziliśmy czas. A gościom pięknie dziękujemy za przybycie,








Typowe wieczorne wygłupy/ o zmianach

Jak zapowiadałam w poprzednim poście- będzie trochę o zmianach, które już nastały, jak również o tych, które mają nastać.

Z końcem stycznia pożegnaliśmy naszą dotychczasową nianię. Sytuacja narastała już jakiś czas, ale z różnych względów chcieliśmy uniknąć jakichkolwiek drastycznych kroków. Generalnie Pani wzięła na siebie zbyt dużo obowiązków, a sprawę chciała rozstrzygać kolejnymi podwyżkami. My z kolei stwierdziliśmy, że wolimy, by dziewczynki chodziły do przedszkola ( w Ani dawnym przedszkolu jest nowoutworzona grupa dla dzieci poniżej drugiego roku życia, którą prowadzą zresztą ciocie, które opiekowały się Anuszką). Po rozmowie z Panią dyrektor pozostało znaleźć osobę, która będzie mogła odbierać dziewczyny z przedszkola i Anię ze szkoły. Niestety my z Piotrkiem docieramy do domu nie wcześniej niż ok. 18:00. Dodatkowo osoba ta musiałaby zostawać z dziećmi w razie ich choroby. Decyzje zostały podjęte szybko, osoba w postaci Joli znaleziona i od lutego ( z małymi chorobowymi perturbacjami) mam w domu dwie małe przedszkolaczki. Dziewczynki bez problemy się zaaklimatyzowały - pewnie dlatego, że Kasię  i Edytkę oraz samo przedszkole znają niemal od urodzenia. Pani Celina pożegnana niestety w mało przyjmnej atmosferze- bez naszego wpływu na to.
Jola radzi sobie bardzo dobrze i wszystko wydaje się być tak, jak powinno.

To tyle o rzeczach i zmianach, które nastały. A teraz o tych co mają nastać. Krótko i bez rozpisywania- chcemy zmienić znowu miejsce zamieszkania. Te dojazdy codzienne dają nam popalić. Jesteśmy przede wszystkim rodzicami, i brak czasu dla naszych dzieci bardzo nas frustruje. Poza tym chcemy rozwijać ich pasje. Ania bardzo chce chodzić na tańce- szczególnie interesuje ją taniec nowoczesny, do tego jeszcze kółko aktorskie i basen.  Teoretycznie wszystko jest do zorganizowania, ale ciężko to zrobić gdy wraca się do domu po 18. Nie mamy też dostępu do państwowych placówek, a utrzymywanie i organizowanie opieki w ramach prywatnych potrafi człowieka finansowo nieźle obciążyć. Wierzę, że nasze plany uda się zrealizować, że będzie tak, jak to planujemy. Ale czas najlepiej weryfikuje takie rzeczy.

Poniżej kilka kadrów i filmów z naszych typowych wieczorów z dziećmi. W zasadzie w ciągu tygodnia tylko te wieczory nam zostały...





Welcome to Our world:





Goniąc uciekający czas, czyli wracamy do końcówki 2014 roku...

Cierpię na totalny brak czasu, co niestety skutkuje także tym, że blog świeci pustkami. I na nic postanowienie o moich "blogowych piątkach". Realia są takie, że w piątek jestem do tego stopnia zmęczona, że zasypiam zaraz po przyjęciu pozycji horyzontalnej. Sezon w pracy na dobre się rozkręcił. Bardzo dużo się uczę i poszerzam wiedzę w obszarach, z którymi do tej pory nie miałam możliwości spotykac się w ramach przeprowadzanych audytów. Większa samodzielność stanowiska wiąże się niestety także z tym, że dochodzi masa nowych obowiązków- w tym szkolenie "nowych".
Ale jak wiecie, silna ze mnie bestia, i nie tak łatwo mnie złamać.

W kolejnych postach kilka słów o zmianach- tych, które już zaszły, ale także o tych , które mają nastąpić, a przynajmniej będziemy chcieli zrobić wszystko, by nastąpiły. Wiele się dzieje, czy mamy na to wpływ czy nie...

A dzisiaj jeszcze kilka kadrów i wspomnień z naszego pobytu na ziemi kieleckiej. Był to wyjątkowy dla nas czas. Taki rodzinny. Dziewczyny mogły szaleć, nacieszyć się sobą. Były kuligi, była zabawa na śniegu, były wariactwa w domu. Było też robienie karmników razem z dziadkiem Marianem. Były tańce przy muzyce, zabawy z maluchami. Dziewczynki często potrafiły wykazać się niebywałą odpowiedzialnością, kiedy powierzałam im opiekę nad Olą i Polą, bo musiałam np. iść po kaszę dla nich. To niesamowite. Sylwestra nie doczekały, popadały jak muchy tuż przed północą. Za to kolejnego dnia wypiły swojego szampana i radości z tego powodu nie było końca.

Jeszcze kieleckie kadry...
























A poniżej jeszcze film :  gadulstwo Poli.