Wszelkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu są objęte prawami autorskimi. Kopiowanie i rozpowszechnianie ich bez zgody autora jest ZABRONIONE!!!

wtorek, 30 grudnia 2014

Winter winter winter...

Zimowa aura... No cóż ja osobiście za zimą nie przepadam. Szczególnie nie lubię, gdy z pięknego białego puchu zostaje szaro- brązowa breja. Dziś jednak nie o tym. Ta wersja zimy podoba mi się bardzo. Szczególnie, gdy czas spędzamy na wsi, wśród leśnych krajobrazów. W drugi dzień świąt świat zmienił się w królestwo zimy, przynajmniej u nas. Dziś, kiedy piszę tego posta, za okne -15st.C, śnieg skrzypi pod butami. To jest zima.










Wigilia 2014, czyli rodzinnie i pierwszy raz zimowo w Złotej Wodzie

Ta wigilia była inna od poprzednich. Przede wszystkim dlatego, że spędzona w okrojonym składzie (Marcin, Karola i dziewczyny dotarli z Poznania dopiero w pierwszy dzień świąt). Wynagradzała to trochę obecność najmłodszej członkini rodziny- Majki. Poza tym te święta, jaki i cały czas przed i po w całości spędzamy w domu w Złotej Wodzie. Jest ciepło, klimatycznie, blisko przyrody, z widokiem na lasy i łąki. Czyli tak, jak lubię najbardziej... Do tej pory zimowe uroki Złotej Wody pamiętam jedynie z czasów dzieciństwa, kiedy to spędzaliśmy tu ferie zimowe. To bardzo miłe wspomnienia i cieszę się, że moje dzieci też mają okazję poznawać to miejsce także  w niebywale bajkowym wydaniu zimowym. Śnieg zawitał do nas drugiego dnia, dzięki czemu wszystkie wnusie swoich dziadków od kilku dni rozkoszują się białym puchem. Ale o białym szaleństwie będzie pewnie w kolejnej notce. Póki co kilka kadrów wigilijnych i świątecznych. Najmłodsze panny P. szalały przy dwóch choinkach (które zostały ubrane z myślą o nich w nieprzypadkowy sposób tzn.na dole same plastikowe bombki). Babcia Stasia i dziadek Marian zadbali również, by choinka  na piętrze była bajkowa, cukierkowa i zupełnie wyjątkowa. Uwierzcie mi na żywo wygląda niebanalnie.

Było też oczywiście prezentowe szaleństwo. Niestety jakoś nie ogarnęłam tego wydarzenia w tym roku fotograficznie. I tak bywa...

A to już nasze świąteczne klimaty...



































Post przedświąteczny o zwyczajach żywieniowych naszych dzieci...

Tytuł posta zdecydowanie na wyrost, bo nie zamierzam wcale opisywać diety swoich pociech- tej starszej i tych młodszych. Sami wiecie, że czasami menu się planuje, czasami nie. U nas też bywa  z tym różnie. Mamy jednak pewien zwyczaj, który staramy się kultywować. Z reguły w ciągu tygodnia nie mamy czasu na wspólne posiłki.Ciężko byłoby to wszystko zorganizować. Z tego też powodu zwyczajowo celebrujemy nasze sobotnie i niedzielne śniadania. Nie są to zwyczaj zwykłe kanapki. Śniadanie musi być na ciepło- najczęściej jajecznica lub jaja na miękko. Do tego twarożek, czasami zagości pasta rybna własnej roboty. No i bywają też parówki. Wszystko oczywiście podane na ładnie nakrytym stole.
Od jakiegoś już czasu śniadania jadają z nami Ola i Pola. One na swoich krzesełkach, my przy stole. A podczas takiego śniadania może wiele się zdarzyć. Głupotki się nas trzymają, dziewczyny jedzenie rozrzucają po całym salonie. Grunt, że to dla naszej piątki wyjątkowy czas. Nikt nas nie goni, możemy się sobą zwyczajnie nacieszyć.

Podczas obiadu też bywa wesoło. Sami możecie zobaczyć.








A poniżej unaocznienie tego, co zostało napisane powyżej, czyli jak to mniej więcej wygląda.
Cztery krótkie filmiki- o śniadaniu, o kaszce wieczornej, o zupce i o marudzeniu. Bo i tak bywa...
Miłego oglądania.





piątek, 26 grudnia 2014

O wizycie świętego...

W tym roku ze względu na nasze obowiązki służbowe niestety nie znaleźliśmy zbyt wiele czasu na to, by szykować coś super ekstra na dzień mikołajkowy. A może było  w tym trochę premedytacji? Chyba tak...

Tegoroczne mikołajki spędziliśmy w moim biurze. Pracodawca zorganizował imprezę mikołajkową dla dzieci. Były balony, malowanie twarzy, zabawy z paniami mikołajkami, pokój gier, pokój rękodzieła, i mnóstwo różnych smakołyków. Dzieci mogły pobawić się przy specjalnie dla nich wybranej muzyce. Fajnie było też spotkać znajomych z pracy w zupełnie innym charakterze- z dziećmi, wyluzowanych. I jak tu nie mówić, że dzieci zmieniają człowieka.
Moje córki zrobiły furorę. Ania pokazała się jako dojrzała i rozsądna straszą siostra, a najmłodsze panny rozbawiły i rozkochały w sobie wszystkich. Ola i Pola w ogóle się nikogo nie wstydziły, biegały po biurze, jak po własnym domu. A mnie rozpierała duma, że jestem ich mamą...

Do Warszawy dostałyśmy się autobusem i wierzcie mi, że to był naprawdę ciekawy wypad. A powrót z kilkoma dodatkowymi siatkami dał mi nieźle popalić.

Dziewczynki Mikołajem zachwycone, z prezentów otrzymanych zadowolone. A my szczęśliwi, że mogły trochę inaczej spędzić czas.