Wszelkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu są objęte prawami autorskimi. Kopiowanie i rozpowszechnianie ich bez zgody autora jest ZABRONIONE!!!

piątek, 28 listopada 2014

O chorowaniu i nie tylko...

Listopad upłynął nam pod znakiem zatkanych nosów. Przy trójce dzieci nie trudno o szybko rozprzestrzeniające się infekcje- niestety. Ania coś podłapie, przyniesie do domu. Całe szczęście, że to tylko katarowe historie. Choć przez chwilę mieliśmy stracha. że to coś poważniejszego. Po wizycie u lekarza nasze wątpliwości zostały rozwiane. W sytuacji, w której pracuje się tak jak my niezastąpiona jest prywatna opieka medyczna. Mamy to szczęście, że nasi pracodawcy objęli nas takim właśnie pakietem usług medycznych. Dzięki temu możliwa była wizyta o godzinie 19. Dziewczyny tylko podziębione, ale przy takiej pogodzie trzeba niezwykle uważać. Katar powoli odchodzi w zapomnienie. Przez to, że gościł jakiś czas, większość czasu spędzaliśmy jednak w domu. I na to mamy swoje sposoby. Nudy nie było. Czytanie, układanie klocków oraz hit ostatnich tygodni, czyli jazda samochodzikiem. krótko mówiąc- fajny, wspólny, rodzinny czas.













A tak wygląda jazda Oli vel Driver. Ubaw po pachy. Oby tylko kiedyś tak nie jeździła po ulicach, bo chyba z kościoła nie wyjdę.



Listopadowy relaks

Po święcie zmarłych korzystaliśmy z okazji do relaksu w górach Świętokrzyskich. Od mojego powrotu do pracy ciężko nam się zorganizować, by znów pojechać na południe. Ma też to swoją inną przyczynę- od miesiąca funkcjonujemy bez samochodu. Nie udało nam się wrócić nim po pobycie na Kielecczyźnie. Dość poważna usterka nas uziemiła- niestety. Całe szczęście tata nam pomógł i odwiózł nas do Radzymina. Mamy 28 listopada i dopiero jutro Piotrek odbierze auto. Ale ja dziś nie o tym... Podczas naszego działkowania jak zwykle był czas na spacerowanie. Najmłodsze panny P. jak zwykle niebywale cieszyły się z obecności wszystkich zwierząt. Koty i kury są niebywale intrygujące dla moich maluchów. Poza tym chodzenie po sadzie też ma swoje dobre strony. Taki rodzaj zajęć fitness dla dzieci.

Zapraszam do oglądania.

Działkowo...








Poza czasem spędzanym na spacerowaniu były też szaleństwa w wersji home. A w domu tak cieplutko, że ja najchętniej przesiedziałabym tam cały dzień z dobrą książką w ręku i pyszną herbatą na stole. 
Domowe klimaty....



















Trochę działkowych klimatów...

Kilka kadrów ze Złotej Wody. Zdjęcia z początków listopada. Kwiaty wyglądają jakby to był wrzesień. Ale działka to działka i już. Tam wszystko jest niezwykłe...

Ps. Postanowiłam sobie, że piątki będą moimi dniami blogowania. W tygodniu czasu mam bardzo niewiele, a weekendy chcę mieć dla dziewczynek. Zaczynam od dziś.









piątek, 21 listopada 2014

Anna- mały zuch i nie tylko...

Ania- niemal siedmiolatka, dzielna uczennica, pierwszoklasistka pełną gębą.

Jest kochana, choć zdarza jej się pokazać rogi. Uwielbia swoje zajęcia dodatkowe- język angielski, harcerstwo, basen.

Od jakiegoś czasu Ania chodzi na zbiórki harcerskie. Bycie małym zuchem bardzo jej się podoba. To przecież kolejna okazja do tego, by spędzić czas wspólnie z dzieciakami. Dla nas rodziców - to coś, co kształtuje charakter, pokazuje prawdziwe wartości i daje szansę na długoletnie przyjaźnie. Planujemy niebawem zakupić dla Ani prawdziwy harcerski mundur. Oby jej się spodobał.
Na wiosnę dzieciaki zaczną spędzać czas na różnych wycieczkach, rajdach. Będzie wesoło. To na pewno.

Ja najbardziej lubię ją taką, jaka jest na zdjęciach poniżej. Taka moja, kochana, wesoła i szczera.
Jest wyjatkowa, bardzo inteligentna i prawdziwa. Chyba jej jedyną wadą jest to, że nie znosi sprzeciwu. Ale z tym też sobie poradzimy. Małymi krokami...

Ann w ulubionym, działkowym i naturalnym wydaniu.