Wszelkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu są objęte prawami autorskimi. Kopiowanie i rozpowszechnianie ich bez zgody autora jest ZABRONIONE!!!

poniedziałek, 29 września 2014

Everyday life...

Dziś mniej pisania, więcej zdjęć. Wrzesień to miesiąc w tym roku wyjątkowy, przełomowy, nietuzinkowy. Dużo się działo, wiele rzeczy wymagało poukładania, dogrania. Pogoda była w kratkę, choć przeważały te cieplejsze dni. Uwielbiam patrzeć na jesienne barwy, jednak skracające się dni nie pozwalają na zbyt wiele zajęć po szkole Ani. W ciągu dnia spacerujemy, ale spędzamy też czas na domowych sprawach. Kiedy ja gotuję czy sprzątam nasze M, dziewczyny świetnie się bawią. To zdecydowana zaleta posiadania siostry bliźniaczki. Panny P. nie należą do dzieci, które spędzą w jednym miejscu zbyt wiele czasu. Sprawia to czasami trochę kłopotu, trzeba mieć oczy wokół głowy. Gdzieś na horyzoncie pojawiają się kolejne ząbki, więc bywa też tak, że mam ochotę rwać sobie włosy z głowy, bo i Pola i Ola są tak nieznośne. Powoli wdrażamy też plan "Pani Celinka". W skrócie chodzi o naszą nianię. Za nami pierwsza wizyta pani Celinki. Ale o tym pewnie będzie jeszcze na blogu napisane, chyba jednak nie dziś.

A teraz zostawiam was kochani zaglądacze z domowymi kadrami.



















A na koniec jeszcze dwie filmowe premiery:





Ślub Pauliny...

6 września odbył się we Wrocławiu ślub mojej przyjaciółki z czasów studiów. Miałam zaszczyt być świadkową na tym ślubie. Parę lat temu to Paulina wraz z moją siostrą mi świadkowały. Uroczystość bardzo kameralna, nieco ponad 20 osób. Ślub cywilny, szybki... nie jestem do tego zbyt przyzwyczajona, ale to zawsze wybór osób, które małżeństwo chcą zawrzeć. Po ślubie spacer wzdłuż Odry. Przyjęcie w bardzo nastrojowym lokalu. Miło było się spotkać, świętować z nimi ten dzień. Kochani wszystkiego co najlepsze na kolejne dni waszego życia. Cóż więcej mogę napisać...

Kilka kadrów Pary Młodej mojego autorstwa.



























czwartek, 25 września 2014

1 września- początek wielkiej przygody...

1 września 2014 roku Ania rozpoczęła zupełnie nowy etap swojego życia. Pierwszy raz w jej uszach rozbrzmiał szkolny dzwonek. Pierwszy raz była na prawdziwym apelu. Pierwszy raz zobaczyła, co to poczet sztandarowy. Pierwszy raz spotkała swoich nowych kolegów i koleżanki. Pierwszy raz zasiadła w szkolnej ławce, która będzie jej towarzyszyć przez następne lata. W końcu pierwszy raz zobaczyła nową Panią, czyli wychowawczynię. Ania uczęszcza do klasy I C. I te wszystkie "pierwsze razy" bardzo przypadły jej do gustu. No może poza jednym- na lekcjach nie wolno gadać. Klasa typowo męska, liczy w sumie 24 osoby, z czego tylko 5 to dziewczynki. Ania siedzi w pierwszej ławce, tuż przy wychowawcy. Ma już za sobą pierwsze prace domowe, które raz odrabia z wielką ochotą, innym razem z lekkim zniecierpliwieniem. Są też już pierwsze plusy i piątki. Ania dzielnie przedziera się przez szkolne korytarze, choć w pierwszych dniach zaraz po lekcjach szukała mnie wzrokiem. Nie było dnia, by szkoła wywołała u niej płacz. Nie ma też problemu z jedzeniem obiadów w szkolnej stołówce i zostawaniu na świetlicy. To ostatnie-świetlica- to temat na zupełnie inny post.Teraz po przepracowanym miesiącu nasza panna już wie, że ma swoje obowiązki. Wie, że trzeba odrobić lekcje, by wyjść na dwór. Staramy się jednak nie robić nic na siłę, by nie spowodować zniechęcenia. Pani wychowawczyni wydaje się być rozsądnym pedagogiem. Myślę, że będzie potrafiła poradzić sobie z dzieciakami.

Poza zajęciami w szkole Ania uczęszcza też na inne zajęcia. O tym jednak opowiem innym razem.

Tak Ania wyglądała 1 września.



A to pierwszy "prawdziwy" dzień w szkole.

Koniec wakacji- Zalew Zegrzyński, czyli wizyta w Nieporęcie

Ostatniego dnia wakacji, późnym popołudniem wybraliśmy się całą piątką nad Zalew Zegrzyński. Jest to dość często przez nas odwiedzane miejsce. Tym razem obraliśmy jednak nieco inny kierunek. Zamiast, jak do tej pory do Rynii, wybraliśmy się do Nieporętu. Szkoda, że tak późno wyjechaliśmy, bo w Nieporęcie jest chyba największa marina nad zalewem. I robi wrażenie. Widać, że ludzie tutaj lubią popływać. Miejsce to jest lekko komercyjne, ale ma to też swoje zalety. Przede wszystkim to, że wzdłuż plaży znajduje się kostkowy chodnik. Przy takim wózku jak nasz jest to niebywały plus. Poza tym przy plaży znajduje się także ogrodzony plac zabaw, gdzie każde dziecko znajdzie coś ciekawego dla ciebie. Można też w pobliżu można także wypożyczyć sprzęt wodny:kajaki, rowery wodne i inne cuda. Nieporęt kusi również urokliwym molo, na którym można popatrzeć na zachodzące nad zalewem słońce.

Dziewczyny były zachwycone plażą, piaskiem, pływającymi blisko łabędziami. Typowy czas relaksu- przeznaczony przede wszystkim dla Ani, która następnego dnia miała rozpocząć swą przygodę ze szkołą. Ale to już temat na kolejny post.

Pozdrawiam i zostawiam kilka kadrów z naszego plażowego leniuchowania.