Wszelkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu są objęte prawami autorskimi. Kopiowanie i rozpowszechnianie ich bez zgody autora jest ZABRONIONE!!!

czwartek, 13 czerwca 2013

Dzień Dziecka jest przecież tylko raz w roku

Tegoroczny Dzień Dziecka udał nam się wyjątkowo. Częściowo to zasługa dobrej pogody, częściowo totalnego braku szczególnych planów na ten dzień. Spontaniczność wychodzi nam najlepiej, co potwierdziło się i tym razem.

Poobiednie hasło: Rynia ( dokładniej jej okolice) nad zalewem Zegrzyńskim. To zaledwie ok 15 km od naszego miejsca zamieszkania. Idealne miejsce na szybki wypad. W rękę złapany koc, coś do picia i w drogę.
Nad zalewem mamy upatrzone już swoje miejsce. Za symboliczną opłatą można wejść na teren ośrodka, który oferuje czystą plażę, niewielką przystań, miasteczko niczym z dzikiego zachodu, dmuchane zjeżdżalnie, i mnóstwo miejsca na spacery.

Ania skorzystała z większości atrakcji. Dodatkowo załapała się jeszcze na przejażdżkę na kucyku.

Po tych atrakcjach zdecydowaliśmy się jeszcze wybrać do Warszawy na ulubiony plac zabaw. Nazwy parku, w którym się on znajduje nie pamiętam. Lokalizacja: okolice placu Wilsona. Zabawa udana. Dziecko w drodze powrotnej padło. To był chyba jeden z lepszych Dni Dziecka.












Basenowo, czyli rozpoczynamy sezon na wodne szaleństwa.

W tym roku inauguracja wodnych szaleństw miała miejsce na działce. Naleganie panny Anny, na to by nadmuchać basen, były tak wielkie, że w końcu dopięła swego i po kilku uzupełnieniach go ciepłą wodą mogła zacząć szleństwo. Zabawa była przednia. Wskakiwanie, chlapanie, pluskanie i co tylko może przyjść do głowy. Oczywiście nie obyło się bez angażowania do zabawy dziadka, który uwielbia wygłupy ze swoimi wnusiami.

Nie ma na świecie nic piękniejszego, niż radość dziecka. A Ania tą radością obdarowuje nas każdego dnia.






Kwiatowo- działkowo

Uwielbiam wiosnę... Szczególnie za to, że można podziwiać pierwszą zieleń, pierwsze kwiaty.
W Złotej Wodzie oznacza ona, ni mniej ni więcej, wybuch barw, zapachów. Drzewa i krzewy rozjaśniają sad, przepiękne tulipany, żonkile ubarwiają ogród. Widok ten z roku na rok coraz bardziej zapiera mi dech w piersiach. A to wszystko dlatego, że z każdym rokiem roślin i ich odmian przybywa.

Jak co roku: Mamo i Tato specjalnie dla Was kilka wiosennych kadrów najbarwniejszego miejsca pod słońcem, do którego zawsze wracam z największą ochotą.



















Majówka w Złotej Wodzie

Długi weekend majowy spędziliśmy w Złotej Wodzie. Ania mogła się wyszaleć- ale to jakby norma, kiedy tylko kierujemy się na działkę babci Stasi i dziadka Marianka. W tym roku na działkowym placu zabaw zawitał nowy sprzęt w postaci sporych rozmiarów trampoliny. Tak swoją drogą to żałuję, że sama nie mogę na niej poskakać. Wracając do majówki: przez kilka dni pogoda dopisywała, przez kilka niezbyt. Staraliśmy się jednak korzystać z każdej chwili na świeżym powietrzu.

Ania szalała na maksa, ja sporo odpoczywałam. Niestety w tym roku moje zaangazowanie w prace działkowe jest żadne, nad czym bardzo ubolewam. Uwielbiam to grzebanie w ziemi (plewienie), koszenie trawy, a na koniec każdego dnia podziwianie, jakie efekty przynosi zaangażowanie w prace w ogrodzie.

Cóż.... nadrobimy w przyszłym roku.








Majowo w wersji Radzymin

Czas jakoś tak leci szybko- wolno ostatnio. W zasadzie rytm naszego funkcjonowania wyznaczają wizyty lekarskie, które mam co dwa, trzy tygodnie. Wtedy całą rodzinką pakujemy walizkę i ruszamy na południe.

Czas spędzany w Radzyminie mija różnie. Zwyczajem jednak jest odbieranie przeze mnie Ani z przedszkola- jeśli oczywiście dwa brzdące mieszkające pod moim sercem nie dokuczają zbyt mocno.

Kilka kadrów z początku maja poniżej.