Wszelkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu są objęte prawami autorskimi. Kopiowanie i rozpowszechnianie ich bez zgody autora jest ZABRONIONE!!!

czwartek, 28 lutego 2013

To bliźniaki...

Teraz już mogę o tym pisać ze spokojem, ale wtedy, tzn pod koniec grudnia, kiedy lekarz oznajmił nam tę wiadomość  byłam w lekkim szoku.

W sierpniu zostaniemy rodzicami dwójki maluchów. Nie wiem jaka jest ich płeć, ale póki co wszystko przebiega spokojnie. Pod koniec lutego odebrałam wyniki badań prenatalnych i wiem, że powinno być wszystko ok. Bliźniaki są dwujajowe- więc może okazać się, że będą dwa chłopaki, dwie dziewczynki lub parka.
Nie zdajecie sobie sprawy jakie było nasze zaskoczenie. W rodzinie nie ma bliźniąt, więc los nam zrobił psikusa. Ponoć moja babcia była w ciąży z bliźniakami, ale jej nie donosiła niestety  Zapewne to właśnie jej zawdzięczam tą porcję genów, dzięki której noszę teraz pod sercem te dwa szkraby.

Początek, tzn. tak od 6 tygodnia ciąży do końca pierwszego trymestru były koszmarne. Moje ciśnienie dało o sobie znać, i niestety dość szybko wylądowałam w szpitalu. O powrocie do pracy nie ma mowy. Po 12 godzin poza domem to zdecydowanie za duzo jak na kobietę w ciąży, do tego dojazdy. Generalnie od połowy stycznia siedzę w domu. Zbieram siły. Tak jak wspomniałam, na początku było fatalnie. Wymioty, nudności. Menu ograniczyło się do bułek z dżemem lub miodem. Teraz jest już w miarę ok. Jedzenie przychodzi dużo łatwiej. Poza sennością i problemami z ciśnieniem jest ok. Oczywiście wszystkie tematy sa kontrolowane ( dłuższy sen, odpowiednie leki). Waga póki co stoi w miejscu. Oby jak najdłużej tak było.
Na ostatniej wizycie maluchy nieźle już sobie w brzuchu poczynały. Ja tez czuję już ich ruchy.

Jestem aktualnie w 15 tygodniu, więc jeszcze trochę przed nami. Ania póki co się cieszy. My natomiast już myślimy, jak to zrobić, by mała nie czuła się odtrącona, kiedy maluchy przyjdą na świat.

Póki co to tyle z brzuchowego frontu.

Boże Narodzenie 2012

Święta w tym roku tak się ułożyły, że przy kilku dniach urlopu zrobiło nam się kilka dobrych dni na odpoczynek.
Ostatnie święta spędziliśmy częściowo w Kielcach, częściowo we Wrocławiu.
W Kielcach udało nam się uczestniczyć w przygotowaniach, w robieniu pysznych pierogów i uszek, wspaniałego czerwonego barszczu i wielu, wielu innych potraw. Uwielbiam ten czas, chociaż w tym roku wiedziałam, że nie mogę się angażować w niektóre tematy ze względu na swój odmienny stan.
Czas spędzony w rodzinnej atmosferze- jak co roku. Uwielbiam to rodzinne biesiadowanie. Dziewczyny jak zwykle łobuzowały- ale to też uwielbiam.
Czas nam mijał na rozmowach i zwyczajnym cieszeniu się sobą. Kolędowania też nie zabrakło.
Po prostu byliśmy wszyscy razem.









Popołudniem pierwszego dnia świąt wybraliśmy się do Wrocławia. Jakiś czas nas tam nie było- odległość robi swoje. Ania spotkała się z dziadkami, ciocią, wujkiem i Agatą. Dziewczyny jak zwykle szalały. My za to mieliśmy okazję spotkać znajomych  wybrać się na wrocławski rynek. Poza ty odwiedziliśmy także klinikę, by potwierdzić czy z ciążą wszystko ok. Ale o tym w kolejnym poście.




20-sty grudnia 2012

To dla nas ważna data... Powiedziałabym nawet, że bardzo ważna.
Tego dnia dowiedzieliśmy się bowiem, że po raz drugi zostaniemy rodzicami. Wspaniały prezent na święta.

Reakcja Piotrka- w pierwszej chwili niedowierzanie, że się udało, później zdziwienie, a w ogóle to wielka radość.

Jak później nam życie pokazało, nie była to jedyna wiadomość, jaką mieliśmy otrzymać.

Jasełka

O pięknym przedstawieniu słów kilka...
Jak to bywało przez ostatni rok- niestety nie mogłam w nim uczestniczyć. Za to reprezentacja i tak była godna, bo Anię podczas przedstawienia oglądali tata, babcia Stasia i dziadek Marian.

Z opowiadań, ale też z filmu, który z rozkoszą oglądałam wiem, że Ania wypadła świetnie. Co tu dużo mówić- wszystkie dzieciaki były rewelacyjne. Przedstawienie było przemyślane i dobrze odegrane przez małych aktorów.

A ja tylko żałuję, że po raz kolejny nie mogłam w tym uczestniczyć. Postanowienie na 2013 rok- poprawić swoja frekwencję na przedstawieniach.







O jesiennej wyprawie

Jesień w tym roku minęła nam wyjątkowo szybko. Ze względu na czas, jaki niestety musimy z P. poświęcać pracy, nie było czasu na częste wyjazdy do Złotej Wody, czy gdziekolwiek indziej, by rozkoszować się pięknem tej kolorowej pory roku. Poza tym głowę zaprzątały nam tematy związane  z zakupem mieszkania.

Całe szczęście udało nam się wyrwać na jakiś weekend na działkę i wybrać do lasu na grzyby. Piękne lasy w parku krajobrazowym otaczającym działkę moich rodziców z reguły obfitują w grzyby. Rok był jednak suchy, więc i grzybów jak na lekarstwo. Udało nam się zebrać jednak i prawdziwki i całe mnóstwo sitaków.
Część wyładowała później w barszczu, część czekała na bożonarodzeniowy okres, by znaleźć się w uszkach czy sosie grzybowym.







Oczywiście poza leśnymi przygodami, Anna z wielką ochotą pomagała dziadkowi i babci w przygotowaniach do zimy na działce. Wspólne sadzenie krzewów i małych drzewek zawsze im dobrze wychodzi. Dla mnie to współpraca na medal.




Coming back

Nareszcie powrót do blogowego świata. Z pewnych względów od jakiegoś czasu przebywam w domu, ale strasznie ciężko było mi się zebrać, żeby cokolwiek skrobnąć. Zdjęcia czekały na wyjście na światło dzienne i chyba się doczekają.

Stwierdzam, że chyba najlepszą motywacją są dla mnie pierwsze promienie słońca- taki mega zastrzyk energii. A raz te promienie wpadają przez okno balkonowe i jakoś tak weselej wszędzie.

W powietrzu czuć już wiosnę. Wreszcie zamienimy ciepłe kurtki na lekkie płaszczyki, będziemy mogli oddawać się spacerom.

Tak sobie popatrzyłam na zdjęcia, które tu ostatnio wrzucałam i doznałam lekkiego szoku. Kawał czasu minął. 
Zamierzam wszystko nadrobić. 

A kolejny post będzie o grzybach :) <aż takie zaległości mam>