Wszelkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu są objęte prawami autorskimi. Kopiowanie i rozpowszechnianie ich bez zgody autora jest ZABRONIONE!!!

wtorek, 18 września 2012

Wieczór panieński Agi

Co do zasady blog jest w największej części o Ani- to dla niej wiele sytuacji chcę opisać.
Nie zmienia to faktu, że w naszym życiu inne ważne wydarzenia mają miejsce, które także warto odnotować.
Jednym z nich był wieczór panieński mojej Sis i wieczór kawalerski Pitera.
Działo się kochani, działo.
Jak dobrze, że są dziadkowie, bo Ania mogła się wybawić z dziadkiem Marianem i babcią Stasią, w czasie kiedy my imprezowaliśmy.

Dawno tak nie zabawiliśmy. Przy kolejnych przeprowadzkach nasze grono znajomych skurczyło się do granic możliwości. Pozostali najwierniejsi. Tym sposobem każda możliwość spotkania z ciekawymi ludźmi jest przez nas wykorzystywana.

Zasadniczo miały być dwie imprezy. Zasadniczo... bo jak się okazało, co komu pisane, tego się nie uniknie.

Pierwsza atrakcją popołudnia i wieczoru była wspólna zabawa spod znaku paintballa. Rewelacja...
Urządziliśmy sobie wojnę dziewczyny vs faceci. Każdy miał swoją strategię, ale to co nas w tym wszystkim łączyło, to świetna zabawa. Dziś, kiedy przypominam sobie swojego brata, który myślał, że potrafi poruszać się jak Rambo, od razu uśmiech pojawia się na mojej twarzy. W każdym razie zabawa była przednia. Co prawda dla mnie zakończyła się ona olbrzymim ( średnica ok. 7 cm) siniakiem, ale cóż- life is brutal.

Po paitballu nastąpiło rozłączenie imprez. Dziewczyny u siebie, chłopaki u siebie.

Posiedziałyśmy, posączyłyśmy napoje z % i na miasto. Wchodząc do klubu stwierdziłam, że chyba mam przewidzenia, bo wydawało mi się, że widzę Piotrka. Zwaliłam to na napoje wyskokowe. Po kilkukrotnym upewnieniu się, czy aby na pewno mam zwidy, stwierdziłam, że to nie możliwe. Okazało się, że panowie wybrali dokładnie ten sam lokal co my. Tym sposobem impreza zakończyła się na wspólnym świętowaniu ostatnich dni wolności " Młodych".

Następny dzień nie był już tak lekki, jak poprzedni. Dziękuję, za leki, które wynaleziono na syndrom dnia poprzedniego. Dzięki temu mogliśmy jakoś spokojnie wrócić do Wawy.

A co nas dodatkowo uratowało to fakt, że za dwa dni miałam wrócić do moich Kielc na prawie trzytygodniowy urlop.

Ania została już z dziadkami, my wróciliśmy, odpracowaliśmy swoje i rozpoczął się ten czas w roku, na który chyba każdy z nas czeka- URLOP!!!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz