Wszelkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu są objęte prawami autorskimi. Kopiowanie i rozpowszechnianie ich bez zgody autora jest ZABRONIONE!!!

sobota, 26 maja 2012

Nad zalewem Zegrzyńskim

Tak się fajnie składa, że mieszkamy obecnie zaledwie kilkanaście kilometrów od zalewu Zegrzyńskiego.
Fajnie, bo wszyscy uwielbiamy wodę- samo przebywanie nad nią wycisza.
Wybraliśmy się tam w czwartek. Wiatr szalał jak nie wiem co, ale zupełnie nie miało to dla nas znaczenia.
Ania wyszukiwała różne muszelki , kamyczki, żeby puszczać kaczki na wodzie. Biegała szalała wymyślała jakieś dziwne pozy. Aż jestem w szoku, że nie wpadła przy tych szaleństwach do tej wody.
Super spędzony czas...
Do domu wróciliśmy mocno po 21. Ale takie wieczory są najlepsze....






















Dziewczyny

Z racji tego, że Ania i jej siostrzyczki cioteczne mieszkają teraz bardzo blisko siebie, często się widują.
A jak te trzy kochane panny się już spotkają, to wiadomo, że trzeba mieć je na oku, bo inaczej wręcz pewnym jest to, że coś wykombinują.
Dzieci.
Kiedy Wika i Marcelina pojawiają się w naszych progach, wiem, że wiczorem będzie szorowanie stolika i podłóg po kredkowych szaleństwach. Ale ja uwielbiam ich tą łobuzerską naturę.





Ania i tata - zgrany duet

Bardzo dużo się zmieniło odkąd znów mieszkamy razem. Piotrek nie jest już weekendowym tatą i mężem. Wspaniale się z Anią dogadują i widać, że jest dla niej autorytetem. Ja z kolei nie zdawałam sobie chyba sprawy, jak pomocny może być. Odkrył chyba w sobie nowe pokłady nieznanych jak dla mnie dotąd umiejętności.
Nie ma to jak wrócić do domu, gdzie czeka na ciebie ciepły i smaczny obiad. Dom jest posprzątany. Ania w najlepsze już szaleje po domu. Wreszcie wracam do "pełnego" domu.
I radość mnie ogarnia... I dziękuję za to, że mam ich oboje i tworzymy zgrane trio.

Piotrek dba o to , by w miarę możliwości, zabierać Anię w różne miejsca. Któregoś popołudnia wybrali się w nieznane mi bliżej miejsce w okolicach Radzymina. Ania szalała na swoim nowym rowerze, który zresztą stał się nieodłącznym elementem każdego niemal spaceru.

Mnie ta wycieczka przeraziła, kiedy zaczęłam oglądać zdjęcia. Niczego nieświadoma przerzucałam fotki, aż tu nagle na jednym moje oczy ujrzały coś obślizgłego, co od razu skojarzyło mi się ze żmiją.

Kurcze, ale trzeba uważać- tu człowiek chce z natura poobcować, a nawet nie wiadomo gdzie może czyhać niebezpieczeństwo.









Majówka

Majówkę spędziliśmy w Złotej Wodzie. Dla mnie upragnione wolne od dłuższego czasu. Niestety urlop w obecnej pracy to coś o czy się słyszało, ale żeby z niego skorzystać... No cóż... może jakoś się uda wykorzystać w lipcu kilka dni.
W każdy razie - jak co roku- w majówkę staramy się wszyscy spotkać na działce. 
Babcie, rodzice, my- to jest dzieci, no i wnusie rzecz jasna.
Zwykle zabawy jest wtedy co nie miara, a i na wspomnienia nam się zbiera.
Fantastycznie spędzony czas.
Osobiście musiała trochę czasu z majówki wyrwać na naukę do egzaminu. A jak wiadomo- raczej po powrocie z pracy czasu zostaje mało. Więc trzeba było przysiąść. Nie oszukujmy się jednak- pokusa wypicia kawki z rodzinką na świeżym powietrzu była tak wielka,że często moje materiały lądowały gdzieś z boku.... 






Kwiatowa działka

Bez zbędnych słów...
Działka zawsze obfituje w różne kwiaty. Ale nie tylko one kwitną- kwitły też różne drzewa i krzewy.
Uwielbiam to miesce- nasycenie kolorami pozwala mi się odprężyć po ciągłęj warszawskiej gonitwie.
Tym bardziej teraz- kiedy można zostać na noc na działce, spać przy otwartym oknie i rozkoszować się porannym świeżym powietrzem, stąpać rankiem bosymi stopami po zroszonej trawie...
Nie ma to jak świergot ptaków o poranku i przepiękne wschodzące słońce....






Kocham...

Wczesna wiosna

Stęskniona jestem bardzo... Za blogiem, za pisaniem, za zdjęciami.... Powoli wszystko zaczyna wracać do normy... Trochę więcej czasu mamy dla siebie. Może uda mi się nadrobić zaległości blogowe - te u siebie i te w odwiedzaniu.
Poniżej kilka fotek chyba z początku kwietnia o ile się nie mylę.

Tradycyjnie klimaty Złotej Wody.