Wszelkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu są objęte prawami autorskimi. Kopiowanie i rozpowszechnianie ich bez zgody autora jest ZABRONIONE!!!

niedziela, 29 stycznia 2012

Jubilatka- czterolatka

24 stycznia nasza kochana córunia skończyła cztery latka. Kiedy to zleciało- nie wiem. Najważniejsze , że Ania rośnie zdrowo. Jest wesoła i pogodna. Ale potrafi tez pokazać swój charakterek...

W dniu urodzin życzyliśmy jej wszystkiego co najlepsze- a sobie, żeby była szczęśliwa i zdrowa- z innymi rzeczami damy sobie jakoś radę.

Urodziny celebrowaliśmy bardzo kameralnie- kawałkiem ciasta w roli tortu. Wielkie przyjęcie zaplanowane jest na później. Babcia Stasia ma zrobić tort śmietanowy z malinami i borówkami.

Życzenia płynęły z każdej strony. Ania jeszcze tego nie rozumie, ale dla mnie to bardzo miłe.

A propos tego poważnego wieku, to napiszę, by później mi to pewnie umknie, wczoraj Ania pierwszy raz sama, bez pomocy napisała swoje pierwsze słowa- Ania, mama, tata, Wiktoria.

Byłam dumna- bardzo dumna. Może dla was to nic wielkiego, ale dla mnie to coś, co spokojnie mogę nazwać kolejnym etapem.

Póki co to tyle... Zmęczenie daje o sobie znać...





Po przeprowadzce...

Już jesteśmy... Pierwszy tydzień za nami... Przyzwyczajenie do dotychczasowego życia robi swoje- szczególnie jeśli chodzi o Anię. Widać, że jest jedynaczką, ale muszę ją pochwalić, bo z każdym dniem jest lepiej. Mam nadzieję, że dość szybko przyzwyczai się do tego, że nie jest sama i,że cała uwaga nie może skupiać się na niej. Mnie ten tydzień minął przede wszystkim na układaniu wszystkiego- i tych rzeczy materialnych, ale też tych niematerialnych. Mam nadzieję, że nie jesteśmy dla mojego brata i bratowej wielkim kłopotem. Nie jest im pewnie łatwo zacząć funkcjonować w składzie plus dwie lub trzy osoby. Mnie to dodatkowe towarzystwo cieszy, bo mam z kim zjeść śniadanie, z kim pogadać popołudniu.

A co do rozstania z Kielcami- oj było ciężko. Płakałam jak bóbr. Ciężko opuszczać ludzi których się kocha, miejsca, z którymi kojarzy się wiele wspomnień. Może to błahostki, ale ja jestem sentymentalna i zostawienie rodziców i babć nie było dla mnie łatwe. Te osoby współtworzyły moją rzeczywistość, były oparciem w trudnych chwilach i powiernikami, którym ufam bezgranicznie.

Nie ma co narzekać- trzeba po prostu często odwiedzać rodzinne strony. I częściej pisać, robic dużo zdjęć, uwieczniac w kadrze mijający czas.

Na dworze mróż aż szypią nosy, Piotrek już pojechał do Katowic, Ania zasnęła... W pokoju bije ciepło od rozpalonego kominka- co uwielbiam. W ręku kubek gorącej herbaty z sokiem z działkowych malin moich rodziców.

Trzymajcie kciuki za jutro- pierwszy dzień w new job. Oby minął spokojnie, ale intensywnie zarazem. Badania lekarskie załatwione no i czekam... Oby było dobrze...

niedziela, 15 stycznia 2012

Kilka kadrów

Dawno nie wrzucałam fotek. Rzadko sięgam po mój ukochany aparat... Ale po drodze jakoś czas upływa na ważniejszych tematach... Mam nadzieję, że najbliższe tygodnie pozwolą mi to nadrobić.

A teraz kilka kadrów- chyba jeszcze grudniowych- a dokładniej z początku grudnia :)

Niebo o poranku

Anuszkowe zabawy ukochanymi klockami

Little dancer

She

Wyjątkowa

Zimowo-działkowo

Zimowo-działkowo

Zimowo-działkowo

To by było na tyle...
Do następnego posta

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Wielkie zmiany- tak wkraczamy w 2012 rok...

"Ciekawe jak będzie?"- to pytanie chodzi mi po głowie od jakiegoś miesiąca. Zadaje sobie je rano w ciągu dnia i przed snem. Pełna obaw patrzę w przyszłość. Ale obawy ustępują, kiedy w grę wchodzą nowe możliwości, inny horyzont. Emocje mieszają się, jakby ktoś wrzucił je do shakera, i zaczął nieźle potrząsać. Strach i fascynacja, smutek i radość. Wszystko naraz. A o co chodzi?

Zmieniamy swoje życie.... Wszystko... Praca, mieszkanie, przedszkole, miasto- słowem wszystko. 
A zaczęło się tak niewinnie. Propozycja pracy, wysłanie CV. Trzy rozmowy- wszystkie zaowocowały ofertami pracy. Konieczność zmierzenia się z zaistniałym stanem. Powiem tak- nie spodziewałam się, że pójdzie mi tak dobrze. Na rozmowy pojechałam z nastawieniem, żeby zobaczyć jak to wygląda w wielkich firmach. Nie liczyłam na sukcesy, choć nie będę ukrywać, że ambicja nie pozwoliła mi podejść do tematu zupełnie na luzie. Przygotowałam się, zarówno merytorycznie, jak i estetycznie. Dwa dni przed świętami spędzone w Warszawie. Poruszanie się po mieście, które - jak by nie było- jest mi totalnie obce. Pęd, do którego nie przywykłam. Propozycje złożone w zasadzie już w czasie rozmów. I pytanie " co teraz?".

Emocjonalnie trudna przeprawa. Zostawiać wszystko, co się kocha. Miejsca i ludzi... Z drugiej strony zupełnie inna perspektywa na dalsze życie- dla Niej i dla nas. Wreszcie nadzieja na bycie razem. Nasze weekendowe małżeństwo trwa już ponad półtora roku. Tęsknie za tym czasem, kiedy co wieczór mogłam się przytulić do męża. 

Przeprowadzamy się... do Warszawy. Póki co będę mieszkała z Anią u mojego brata. Ania będzie miała znajome twarze wokół siebie- a ja wsparcie, którego mi teraz bardzo potrzeba. Mam nadzieję i liczę na to, że Piotrek szybko znajdzie pracę w Wawie. 

Jakoś wszystko się ułoży. Póki co zamykam wszystkie sprawy w CK. Kończę projekty w pracy i powoli pakuję manatki. Żal mi zostawiać rodziców, którzy poza tym, że są rodzicami, są tez moimi przyjaciółmi. Bardzo się z nimi związałam przez te ostatnie trzy lata. Życzyłabym wszystkim mieć wokół siebie takich ludzi. 

Jak to wszystko się potoczy- zobaczymy. Po 20 stycznia zaczynamy nowy rozdział. Czy zakończy on się happy endem- nie wiem. Mogę tylko robić wszystko, by zrealizować swoje plany i marzenia. A Wy trzymajcie za nas kciuki.

Święta i nowy rok- w skrócie.

Brak czasu- na to cierpię od zawsze. Ostatni miesiąc dał mi jednak totalnie w kość. Wielkie zmiany przed nami, ale to temat na osobną notkę. A w tej kilka słów o świętach i Sylwestrze.

Święta minęły w ekspresowym tempie. Przygotowania do nich w tym roku totalnie mi nie wyszły. Nie piekłam ciast, nie przyrządzałam wigilijnych potraw. Moje zaangażowanie ograniczyło się do pomocy przy porządkach. Te święta były dla mnie bardzo, bardzo emocjonalne. Brak przy naszym stole dziadka sprawił, że wiele myśli krążyło gdzieś daleko. Z jednej strony pogodzenie się z tym, że nie będzie go z nami już nastąpiło, z drugiej emocje nie dają za wygraną. Pierwszy raz od wielu lat podczas Wigilii płakałam- i to były krokodyle łzy. Dawka emocji jaka się w tym ostatnim czasie nagromadziła, dała mi do myślenia.

Ale to na tyle o moich emocjach. Rodzinny czas, szczególnie ten związany z Bożym Narodzeniem zawsze przywołuje mi na myśl nasz śmiech, długie rozmowy, dzielenie się opłatkiem, leżenie do góry brzuchem po spróbowaniu wszystkich wigilijnych potraw. I te święta były takie. Co roku czekam na pyszny barszczyk z uszkami, na moje ulubione pierogi i kutię, na świetnie przygotowaną rybę i obowiązkowo kompot z suszu. Lubie widok stołu, który wręcz ugina się pod przygotowanymi przez moich rodziców daniami. Wiem wtedy, ze to szczególna okazja.

Święta spędziliśmy bardzo rodzinnie. Były obie prababcie, moi rodzice, brat z rodziną , siostra i my oczywiście. Dzieciaki zachwycone prezentami szybko zniknęły w domowych zakamarkach, by tam odkrywać radośc  z zabawy. A my rozmawialiśmy, wspominaliśmy.... Spokój i bezpieczeństwo, radosć i zamyslenie- to chyba najbardziej oddaje klimat tych trzech dni. Po świętach powrót do rzeczywistości. Szybki i brutalny. Jak ja tego nie lubię.
W święta dopadło mnie poza tym paskudne przeziębienie i ledwo mogłam funkcjonować. Na szczęście domowe sposoby pomogły się z nim uporać.

Sylwestra i Nowy Rok spędziliśmy w gronie znajomych. Bez imprezowania. Fajnie było przygotowywać dania na ten wieczór. Fajnie było pośmiać się.Odetchnąć.

Ania za to spędziła Sylwestra u dziadków. Wparadowała   do nich z szampanem w ręku i słowami: "Przyniosłam szampana, kiedy zaczynamy imprezę?" . Z opowiadań rodziców wiem, że była zachwycona fajerwerkami. Około 23 padła. Oczywiście na łóżku babci i dziadka- tam gdzie najbardziej lubi.
A mnie nasuwa się myśl, że ja kiedyś robiłam dokładnie to samo. I czułam się wtedy bezpiecznie.

Mamy już prawie połowę stycznia. Przed nami wielkie zmiany, olbrzymie wyzwanie i podążanie ku nieznanemu. Trzymajcie kciuki.