Wszelkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tym blogu są objęte prawami autorskimi. Kopiowanie i rozpowszechnianie ich bez zgody autora jest ZABRONIONE!!!

czwartek, 15 września 2011

O pałacowej przygodzie słów kilka...

Jak wcześniej wspomniałam, we wtorkowe popołudnie wybrałyśmy się z Anią do Podzamcza Piekoszowskiego. Jest to miejscowość nieopodal Kielc (ok. 10 km ). Znajdują się tam ruiny pałacu z XVII wieku. Wybudowany został na wzór Pałacu Biskupiego w Kielcach. W XIX w. został praktycznie doszczętnie zniszczony przez pożar. Niestety kolejne próby odrestaurowania go nie przyniosły póki co żadnych efektów. Mam nadzieję, że kiedyś znajdzie eis odpowiedni gospodarz , który zadba o to wyjątkowe miejsce.

Wybierając się na tę wycieczkę oczywiście wzięłam aparat. Szkoda, że w środku było kiepskie światło. Myślę, że kilka fotek się udało. Kolejnym punktem podróży pewnie będą Chęciny. Ciekawe, czy ten zamek przypadnie Ani do gustu.


















Dzisiejsze popołudnie minie nam pod znakiem świętowania 90-tych urodzin dziadka Tomka. Po pracy szybciutko po tort i w drogę.

środa, 14 września 2011

Podzamcze Piekoszowskie i my

Było bajecznie... Mimo, ze to ruiny, to maja swój klimat. Wyobraźnia pracuje na wysokich obrotach wymyślając jak to wszystko musiało pięknie wyglądać w czasach świetności. Szkoda tylko, ze teraz nikt o te nie dba. Ania miała niezłą zabawę. Na razie tylko kilka zdjęć z tej naszej wizyty. Reszta- jak znajdę trochę czasu.










wtorek, 13 września 2011

Weekendowy zawrót głowy

I znowu weekend minął jak szalony- kiedy?- nie mam pojęcia. W sobota wyjazd na wieś. Pogoda miała być super- a tu psikus i wcale taka super nie była. Zebraliśmy sporo malin, z których mój tata zrobił pyszny sok. Ja za to wykorzystałam te aromatyczne owoce na przygotowanie babeczek. Wyszły pyszne. Ania zajadała się nimi niesamowicie. Po powrocie dopadła mnie mega migrena i na tym przyjemny dzień się skończył.
Niedziela to już tradycyjnie obiad u anuszkowych dziadków. Po obiedzie wypad na kilka godzin na działkę. Myśleliśmy , że Ania poszaleje. Panna była jednak tak zmęczona, że cały pobyt działkowy przespała. Ważne jednak , że pobyliśmy razem.

A ja nie mogę się jakoś ogarnąć. Egzamin zbliża się wielkimi krokami, a ja mam zaledwie dwie ustawy przestudiowane. Znowu doba się kurczy do granic możliwości. Ale da się radę.

W planach na dziś mam wyjazd do Podzamcza Piekoszowskiego. Mam nadzieje, że pogoda na to pozwoli. Jeśli się uda, to pewnie jutro wrzucę kilka zdjęć.

W tym tygodniu czeka nas jeszcze kilka rodzinnych uroczystości. Po pierwsze urodziny mojego dziadka- tomka, który to 15 września kończy 90 lat. Piękny wiek. Chciałoby się dożyc tylu lat. A 16 września świetuje mój kochany tata. Imprezowy tydzień i tyle.

Poza tym zapisałam Anie na wizytę do logopedy. Od jakiegoś czasu zauważyłam, ze mała nie wymawia "g" i "k". Zobaczymy co powie lekarz. Wizyta zaplanowana na 20 września. Poza tym mam jeszcze w planach wizyty u ortopedy i okulisty. Wychodzę z założenia, że lepiej zapobiegać, niż leczyć.

Na tym dzisiaj kończę.

Miłego dnia :)

piątek, 9 września 2011

Pierwsze koty za płoty

Jak pisałam w ostatnim poście  w tym tygodniu po raz pierwszy zrobiłam swoje hand made. Są to trzy koszyczki, które stoją u Ani w pokoju. Panna ma w nich swoje spinki , korale, pierścionki i wiele innych...
Nie jest to może super wykonanie, ale jak na pierwszy raz myślę , że wyszło nieźle. Oj kolejna rzecz pojawiła się na horyzoncie, która mnie wciąga na maksa. A czasu na to wszystko wcale nie przybywa.

Mam nadzieję, że Wam tez się spodoba.




A z rzeczy przyziemnych to Ania coś od wczoraj pokasłuje. Mam nadzieję, że nie przerodzi sie to w przeziębienie. Wizja zwolnienia lekarskiego z lekka mnie przeraża. Nie ma co- trzeba dziecko dzisiaj wygrzać, dać gorącej herbaty z dziadziusiowym sokiem malinkowym i może będzie lepiej.

Co do tematów przedszkolnych- jestem z nowego miejsca bardzo zadowolona. To nie mieści się w głowie jak różne mogą być takie miejsca. Ania zawsze biegnie do sali z uśmiechem na twarzy. Z tym samym uśmiechem wita mnie popołudniu. Do domku przynosi codziennie nowe prace. Widać, że atmosfera nowego miejsca wyraźnie jej służy.
Weekend zapowiada się pogodnie, więc pewnie pojedziemy na wieś. A na dzisiejszy wieczór chyba zaplanuje robienie pysznych muffinów. Oj juz mi ślinka cieknie. Swoja drogą udało mi się kupić papierowe foremki na te muffiny w kolorze różu i fioletu, w białe grochy. Wyglądają uroczo i jak to Ania określa "dziewczyńsko".

To na tyle. W domu czeka jeszcze na mnie kilka koszów do pobielenia. Może uda się to zrobić w weekend. Sama jestem ciekawa efektu końcowego.

środa, 7 września 2011

Jest takie miejsce...

Nieopodal naszej ukochanej działki jest takie miejsce, niezwykle klimatyczne, istna enklawa. To nasz druga działka, która póki co funkcjonuje całkowicie "na dziko". Rzadko tam bywamy, ale teraz wiem, ze warto to zmienić. W ostatnia niedzielę pojechaliśmy tam, by sprawdzić jak to wszystko teraz wygląda. Moim oczom ukazał się dość pokaźny las i przepiękna łąka. Nie można po niej za bardzo pobiegać, ale spacer to już zupełnie inna sprawa. Ania nie była do końca zachwycona tym, ze rodzice namawiają ją do chodzenia po trawie, która tak naprawdę jest większa od niej, ale w końcu dała się namówić. Wiem, że warto zainwestować trochę pracy w to miejsce, bo może ono stać się czymś wyjątkowym. Póki co jednak czasu naq to brak. Jak ja bym chciała mieć czas na to wszystko, co sprawia mi radość i satysfakcję. Może kiedyś. A jutro zaprezentuje moje pierwsze w życiu hand-made. Pobawiłam się wczoraj wieczorem i pobieliłam Ani koszyczki na spinki, gumki i biżuterię. Do tego trochę koronki i efekt jak dla mnie zadowalający.






piątek, 2 września 2011

O pierwszym dniu

Wczoraj większość dzieciaków rozpoczęła zajęcia czy to w przedszkolu, czy to w szkole. I Ani to nie ominęło. Nasza trzy i pół latka ma już spore doświadczenie w tych "pierwszych dniach" bo to już jej czwarte przedszkole w przeciągu 2,5 roku. Jak było? Bez stresu, z uśmiechem, czyli cała Ania. Tak jak myślałam- aklimatyzacja w nowym miejscu super. Wczoraj odbyło się też spotkanie z rodzicami. Tematów do omówienia sporo- rodziców oburzonych pewnymi rzeczami- też sporo. ale tak to już jest, że człowiek wszystkim nie dogodzi. Najwięcej emocji wzbudził oczywiście  nowy system opłat. Myślę, ze jednak nie warto o tym pisać.

Dzisiaj z Anią nie było problemów. Znowu z uśmiechem pomaszerowała. Lekki poranne niezadowolenie z konieczności pójścia do przedszkola wynikało z faktu, że do domu wrócił tata, który dzisiaj ma home office.

Z tematów bardzo przyziemnych to dopadło mnie z Piotrkiem lekkie przeziębienie. Byle szybko minęło. Weekend zapowiada mi się pracująco, więc na odpoczynek zostanie tylko niedziela. Ale co tam- przynajmniej będę mogła zakupić lampę do aparatu.

Miłego weekendu dla wszystkich


czwartek, 1 września 2011

Bo jest taki czas....

.... czas tylko dla nas, dla nich. Nie często możemy cieszyć się swoją obecnością, ale czas, który mamy, staramy się wykorzystać jak najlepiej. Weekendy lecą jak szalone i nawet nie wiem kiedy minął ponad rok rozłąki. Chyba już powoli przestawiłam się na funkcjonowanie w pojedynkę. Sytuacja póki co nie ulegnie zmianie, więc trzeba życie brać takim, jakie jest, i szukać dobrych stron tej sytuacji. Pewnie jest tez po części tak, że umiemy docenić te dwa wolne dni w tygodniu bardziej niż inni, bo wiemy , że po nich nastąpi kolejnych pięć bez siebie. Najbardziej przeżywa to wszystko Ania i tacie niejednokrotnie obrywa się za to, że nie ma go przy nas. Najważniejsze, że dajemy radę- Piotrek z tęsknota, a ja- z wszystkimi obowiązkami związanymi z Anią, pracą, egzaminami i utrzymaniem domu.

Kiedy jednak przychodzi ten dzień, kiedy mamy wolne, jedziemy na działkę, wybieramy się do parku lub na plac zabaw. Jest miło. Ostatnio Piotrek mógł zostać z nami dzień dłużej, ja powędrowałam do pracy, a on zabrał Anie na wycieczkę rowerową. Czas spędzili rewelacyjnie. Po moim powrocie z pracy wybraliśmy się jeszcze obejrzeć wystawę gadów i pająków. Mimo, że jakoś nie pałam sympatia do tego typu zwierzątek, to czego się nie robi, by zaspokoić ciekawość dziecka.

Wieczorem serce nam się ścisnęło kiedy Ania zapytała tatę: "Tato, a jutro też mnie zabierzesz na rower?" I co odpowiedzieć... nie mogę bo muszę już jechać do Katowic, bo praca jest ważniejsza? . Nie cierpię takich sytuacji. Oby do piątku... a później się zobaczy....